Wolontariusze z Reksa twierdzą, że pies z jednej podmalborskich wsi był bardzo zaniedbany. W szyję wrósł mu łańcuch. Właściciel broni się, że to było niedopatrzenie. Obie strony - z różnych powodów - zapowiedziały złożenie zawiadomienia do policji.

- Posesja, przed wjazdem na posesję buda i pies na łańcuchu, postawiony w pełnym słońcu, bez jedzenia, picia i...
z wrośniętym łańcuchem w szyję, spod którego sączy się krew!!! Pełno wykopanych dziur wokół budy, w których zapewne próbował się schronić przed upałem. Psiak tak zrezygnowany, że nawet nie zwracał na nas uwagi, jak podeszłyśmy - relacjonują wolontariuszki z Malborskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt Reks swoją niedzielną wizytę w jednej z podmalborskich wsi.

Właściciel psa po przybyciu przedstawicielek stowarzyszenia zaczął ściągać łańcuch. Jedna z wolontariuszek nagrała to telefonem:
"- Pan mu tego nie wyrywa, bo on ma wrośnięty łańcuch. Czy pan to rozumie?
- Ja rozumiem. Doskonale to rozumiem.
- No to proszę go zostawić! Pan mu wyrywa ten łańcuch!!!"

Czytaj też: Chciał bezkarnie porzucić chorego psa, ale został nagrany przez kamerę schroniska. Wystraszył się nagrania i po niego wrócił

Wolontariusze z Reksa wezwali policję, ale funkcjonariusze nie zastali już psa na miejscu.


- Przedstawicielka stowarzyszenia pokazała policjantom nagranie, które zostało wykonane około pół godziny wcześniej. Było na nim widać, że właściciel zdejmuje łańcuch z psa. Gdy patrol dotarł na miejsce, zwierzęcia nie było jednak ani na posesji, ani w okolicy. Właściciel powiedział policjantom, że czuje się odpowiedzialny za tę całą sytuację, bo z powodu żniw mniej opiekował się psem, i obiecał, że wezwie lekarza do niego - relacjonuje mł. asp. Sylwia Kowalewska, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Malborku.

Rola policji na tym się skończyła, chyba że zostanie złożone zawiadomienie.

- Przedstawicieli Reksa pouczono, że jeżeli uważają, iż doszło do złamania prawa, powinni zgłosić się z nagraniem do komendy i złożyć oficjalne zawiadomienie. Policjanci naocznie nie stwierdzili, do czego doszło; widzieli tylko nagranie, które dla nich nie jest jednoznaczne, bo przecież nie są specjalistami w zakresie weterynarii. Inna sytuacja byłaby też, gdyby zastali tego psa na miejscu, wówczas od razu mogliby poprosić lekarza weterynarii o przybycie na miejsce - wyjaśnia mł. asp. Sylwia Kowalewska.

Reks zapowiada, że we wtorek złoży zawiadomienie w komendzie.
- Właściciel psa mówił nam, że łamiemy przepisy RODO, ale co mamy zrobić, jak widzimy psa z wrośniętym łańcuchem? Posesja nieogrodzona, więc podchodzimy, żeby sprawdzić, co się z nim dzieje. Nie wiem, gdzie tu jest RODO? Bo na nagraniu widać sandały właściciela psa? - mówi Krystyna Panek, prezes Reksa.

Przedstawicielki stowarzyszenia relacjonują, że gospodarz zachowywał się agresywnie i wulgarnie. Tymczasem jego zdaniem taka agresywność i wulgarność cechowała interweniujące osoby. Jak się dowiedzieliśmy, zarzuca on wtargnięcie wolontariuszkom na prywatny teren bez zgody właściciela i zapowiada złożenie do policji zawiadomienia o groźbach karalnych, bo - jak tłumaczy - tak odebrał zachowanie wolontariuszek.

Właściciel psa w piśmie do stowarzyszenia wskazuje również, że po umieszczeniu informacji na profilu Reksa na Facebooku wylała się "fala hate'u" pod jego adresem oraz jego rodziny. Argumentuje, że treść wpisu umieszczonego na portalu społecznościowym "jest tendencyjna i wzywa do nienawiści" w stosunku do niego. Zwraca też uwagę, że na umieszczonym filmiku ujawniono jego wizerunek, choć nie wyraził na to zgody.

- Nikt nie umywa rąk odnośnie rany psa, z tym, że zwierzę było w trakcie linienia i najzupełniej w świecie tego nie zauważyliśmy. Podkreślam, że natychmiast do psa został wezwany weterynarz, który dał psu odpowiednie leki na ranę. Jednocześnie stwierdził, że zwierzę nie jest odwodnione ani głodzone, ale najgorsze jest to, w jaki sposób ta sytuacja została przedstawiona przez panie wolontariuszki, które zrobiły z naszej rodziny jakichś zwyrodnialców. Moja rodzina natychmiast wykazała pokorę i przejęła się losem psa - odpowiada córka właściciela.

Kobieta twierdzi, że pies na bieżąco był pojony i żywiony, a w momencie wizyty przedstawicielek Reksa miskę miał pustą, bo dopiero co wypił wodę.

W poniedziałek kontrolę w gospodarstwie przeprowadził powiatowy lekarz weterynarii, który potwierdził, że pies ma ropiejącą ranę szyi. Na podstawie dokumentów stwierdził też, że gospodarz dotrzymał słowa danego policji i dzień wcześniej wezwał do psiaka lekarza, który opatrzył ranę, przepisał antybiotyki, środki przeciwbólowe i środek do przemywania rany.

Z protokołu po kontroli Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej wynika, że mężczyzna "poczuwa się do zaniedbania" w kwestii rany psa: "Poinformował (właściciel, red.), że podjął bezzwłoczne działania związane z leczeniem psa i poprawy warunków przebywania psa (zostanie wykonany kojec w nowej lokalizacji oraz zostanie zwrócona szczególna uwaga na warunki utrzymywania psa)". Zbadane zostały też dwa pozostałe psy przebywające na posesji i, jak stwierdziła PIW, były "w zadowalającej kondycji".

Generalnie warto wiedzieć, że kwestie zapewnienia odpowiednich warunków m.in. w upały i trzymania psów na uwięzi reguluje ustawa o ochronie zwierząt:

Art. 9. 1. „Kto utrzymuje zwierzę domowe, ma obowiązek zapewnić mu pomieszczenie chroniące je przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi, z dostępem do światła dziennego, umożliwiające swobodną zmianę pozycji ciała, odpowiednią karmę i stały dostęp do wody.”

Art. 9. 2. „Zabrania się trzymania zwierząt domowych na uwięzi w sposób stały dłużej niż 12 godzin w ciągu doby lub powodujący u nich uszkodzenie ciała lub cierpienie oraz niezapewniający możliwości niezbędnego ruchu. Długość uwięzi nie może być krótsza niż 3 m."

W styczniu br. Sejm znowelizował tę ustawę. Od 1 sierpnia 2020 roku będzie obowiązywał całkowity zakaz trzymania psów na łańcuchach.

Zobacz też: Miał nie przeżyć tygodnia, teraz czuje się dobrze. Oskalpowany pies szuka domu w Wołgogradzie

POLECAMY NA STREFIE AGRO: