Pierwszy weekend z mniejszymi obostrzeniami. Eksperci zalecają ostrożność: „Korzystać odpowiedzialnie”. Będzie jesienny wzrost zakażeń?

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki

Wideo

Zobacz galerię (88 zdjęć)
Z poluzowań korzystać, ale rozsądnie. W miniony weekend (15-16.05.2021 r.) otworzyły się ogródki restauracyjne, nie trzeba też nosić maseczek na otwartych przestrzeniach. W sobotę, 15 maja jednak w wielu miejscach było widać tłumy. Eksperci zgodnie podkreślają, że ważna jest rozwaga. Przy wciąż dużej niechęci do szczepień przeciw COVID-19, możliwy jest jesienny wzrost zakażeń. Zwracają też uwagę na konieczność szczepień w celu zminimalizowania ryzyka czwartej fali epidemii.
  • Eksperci mówią o wpływie luzowania obostrzeń na dalszy rozwój pandemii. Zalecają ostrożność.
  • – Sama zabawa jest jak najbardziej zrozumiała, ale zabawa w kontekście społeczeństwa, które nie chce się szczepić, brzmi dość groźnie – mówi dr Michalina Rutka z Uniwersytetu Gdańskiego.
  • – Skracając dystans i zdejmując maseczki, otwieramy wirusowi drogę do swobodnego wynajdywania wśród nas osób jeszcze pozbawionych odporności. Jeżeli kiedykolwiek restrykcje mogą być łagodzone, to właśnie teraz, gdy spadają nam wszystkie wskaźniki stopnia nasilenia pandemii – mówi prof. Tomasz Smiatacz, szef Kliniki Chorób Zakaźnych GUMedu.
  • – Zniesienie części obostrzeń nie oznacza, że zagrożenie w postaci koronawirusa minęło. Wciąż potrzebne są rozwaga i ostrożność – mówi Tomasz Augustyniak, wicedyrektor departamentu zdrowia Urzędu Marszałkowskiego.
  • – Porównując inne kraje, np. Izrael i Wielką Brytanię, które znacznie lepiej się szczepią, to my jako państwo się pospieszyliśmy. (…) Myślałem, że będzie to wyglądać nieco bardziej odpowiedzialnie – stwierdza Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa i wykładowca WSAiB w Gdyni.
  • Z czego wynika spadek zainteresowania szczepieniami przeciw COVID-19?
  • Paszporty covidowe zachęcą ludzi do szczepień przeciw COVID-19?

****

Pierwszy weekend z mniejszymi obostrzeniami. Były tłumy!

Weekend dla wielu z nas upłynął pod znakiem korzystania z poluzowania obostrzeń. Było to możliwe dzięki szczepieniom oraz coraz mniejszej liczbie nowych zakażeń koronawirusem. Do tej pory zaszczepiło się ok. 12 mln osób (w tym ponad 4 mln obiema dawkami). Pomorze jest tu liderem – w naszym województwie zaszczepiono już ok. 1 mln osób, czyli ponad połowę mieszkańców regionu.

Od soboty, 15 maja na otwartym powietrzu nie trzeba już nosić maseczek (jeżeli nie przebywa się w tłumie), można też odwiedzić restauracje lub puby, jednak na razie tylko w ogródkach na zewnątrz. Także kibice mogą brać udział w widowiskach sportowych, jak np. mecze żużlowe czy piłkarskie, chociaż nie przy pełnym obłożeniu tych obiektów.

Jak wyglądało to w praktyce? Na trybunach próżno było szukać maseczek na twarzach kibiców i odstępów między nimi. Wiele lokali gastronomicznych otworzyło się już o północy w nocy z piątku na sobotę (14/15.05.2021 r.) W sobotni wieczór widzieliśmy największe obłożenie gastronomii. Lokale na terenach stoczniowych przeżywały oblężenie. Były tam tłumy ludzi spragnionych kontaktu ze znajomymi, ale też spragnionych atmosfery spotkań w klubach.

Nie ma w tym nic dziwnego – od ponad roku możliwość spotkań „na mieście” jest znacznie ograniczona, a ludziom brakuje życia sprzed epidemii. To też oddech dla przedsiębiorców, właścicieli lokali gastronomicznych, restauracji, pubów, którzy w końcu, po wielu miesiącach mogą znowu przyjmować gości u siebie, choć na razie tylko w ogródku na zewnątrz.

Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r.
Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r. Przemysław Świderski

Luzowanie obostrzeń może spowodować wzrost zakażeń koronawirusem? Co mówią eksperci?

Dr Michalina Rutka, Uniwersytet Gdański

Dr Michalina Rutka, socjolożka z Uniwersytetu Gdańskiego nazywa to atmosferą świąteczną, „nie bez powodu porównywalną z Sylwestrem, którego w zeszłym roku nie było”.

– Nasza kultura skłania nas do świętowania – mówi dr Michalina Rutka. – Potrzeba wyjścia z domu i zabawienia się narastała w nas od miesięcy. Do tego należy dodać strach przed pandemią i zachorowaniem, który też w nas narastał. Nastąpiło ujście tych lęków i nie ma się temu co dziwić, to nie tylko polskie zjawisko.

– Te same sceny można było zobaczyć w Portugalii, Hiszpanii czy w innych krajach, które zaczęły kończyć z lockdownem. Widzieliśmy niedawno podobne sceny z Wielkiej Brytanii, gdy otwierano ogródki w pubach.

– Ludzie przez wiele miesięcy byli zamknięci, faszerowani informacjami medialnymi i niepewnością, musieli dla własnego zdrowia psychicznego wyjść, odetchnąć nie tylko świeżym powietrzem, ale i kontaktem z drugim człowiekiem. Każdy epidemiolog może powiedzieć, że to niebezpieczne, ale też wielu mówiło wcześniej, że, siedząc w domach, zatrzymamy transmisję wirusa. Człowiek to jednak animal sociale, istota społeczna. Lockdown nie miałby dłużej sensu – dodaje.

Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r.
Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r. Przemysław Świderski

Ekspertka wskazuje, że z tygodnia na tydzień coraz mniej osób nosi maseczki, a czas, w którym większość osób przestrzegała tego nakazu, już minął.

– To był optymalny moment, by to nastąpiło. Czy z punktu widzenia epidemicznego jest to słuszne? Pewnie nie do końca. Jest w tym pewne niebezpieczeństwo, nie tyle samej zabawy, ale tego, że zabawa dzieje się w warunkach społeczeństwa, które nie chce się szczepić. Starsi uważają, że to ich już nie dotyczy, a młodzi uważają, że ich to jeszcze nie dotyczy. Młodzi na tych imprezach się bawią, a starsi są narażeni przez kontakty domowe. Sama zabawa jest jak najbardziej zrozumiała, ale zabawa w kontekście społeczeństwa, które nie chce się szczepić, brzmi dość groźnie – komentuje socjolożka.

Prof. Tomasz Smiatacz, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Prof. Tomasz Smiatacz, szef Kliniki Chorób Zakaźnych GUMedu, zwraca uwagę, że każde poluzowanie restrykcji wiąże się z ryzykiem transmisji. Wskazuje jednak, że to właściwy moment na ich częściowe znoszenie.

- Skracając dystans i zdejmując maseczki, otwieramy wirusowi drogę do swobodnego wynajdywania wśród nas osób jeszcze pozbawionych odporności. Jednak z drugiej strony - nie da się reszty życia spędzić w dystansie powyżej 1,5 m od bliskich nam osób. Jeżeli kiedykolwiek restrykcje mogą być łagodzone, to właśnie teraz, gdy spadają nam wszystkie wskaźniki stopnia nasilenia pandemii - twierdzi prof. Smiatacz. - Istota rozwoju człowieka polega na wzajemnych kontaktach i współpracy, jest to tez najprostsza definicja gospodarki. Dlatego nieco wyluzujmy na chwilę, odetchnijmy pełną piersią, jednak zachowajmy ostrożność w tłumie i w zamkniętych pomieszczeniach. Niezbędna jest czujność i nadzór służb epidemiologicznych, gdyż zapewne nie była to ostatnia fala zachorowań. Gdy wirus powróci, trzeba będzie ponownie założyć maseczki - dodaje.

Lekarz wskazuje, że obecny poziom zaszczepienia chroni nas indywidualnie, czyli bezpiecznie mogą czuć się tylko te osoby, które otrzymały już pełne szczepienia.

- Jest nas wciąż zbyt mało - zaszczepionych i ozdrowieńców, by w sumie liczyć na włączenie się mechanizmu odporności populacyjnej. Dziś trwa coś w rodzaju wyścigu - kto będzie szybszy: program szczepień czy wirus. Wirus na chwilę odpuścił, a jeśli zdążymy się wszyscy zaszczepić - może już nie wróci. Niestety, SARS-CoV-2 ma jeszcze w rękawie inne atuty: zanikanie odporności w miarę upływu miesięcy i lat, a także potencjalną zdolność do generowania wariantów omijających szczepionkę. Po naszej stronie są dla odmiany zdrowy rozsądek, umiejętność współdziałania w trudnych sytuacjach i nowoczesne technologie. Stawiam na naszą wygraną, ale nie radzę lekceważyć przeciwnika, to nie koniec naszego starcia z tym wirusem - zaleca prof. Smiatacz.

Tomasz Augustyniak, wicedyrektor departamentu zdrowia Urzędu Marszałkowskiego, ekspert Business Centre Club ds. zdrowia i były szef pomorskiego sanepidu

Społeczny głód spotkań rozumie też Tomasz Augustyniak, wicedyrektor departamentu zdrowia Urzędu Marszałkowskiego i ekspert Business Centre Club ds. zdrowia. Były szef pomorskiego sanepidu zwraca jednak uwagę, że ważna jest rozwaga. Tomasz Augustyniak ostrzega, że jeżeli proces szczepień wyhamuje i nie osiągniemy odporności zbiorowej, możliwy jest wzrost zakażeń jesienią.

– Mnie również doskwiera, tak jak wszystkim innym, pandemiczna rzeczywistość ostatnich kilkunastu miesięcy. Warto jednak pamiętać, że, pomimo zniesienia części ograniczeń, to jednak inne obowiązują – mówi Tomasz Augustyniak.

– Zniesienie części obostrzeń nie oznacza, że zagrożenie w postaci koronawirusa minęło. Wciąż potrzebne są rozwaga i ostrożność. Z tych obrazków, które można było zobaczyć w weekend, wynika, że nie stosujemy się do zasady dystansu ani do zakrywania ust i nosa w miejscach, w których przebywamy tłumnie. W ciągu kilkunastu dni może się to przełożyć na liczbę zakażeń. Jeżeli nie zaszczepimy do września lub października odpowiedniej grupy osób, to możemy spodziewać się kolejnej fali koronawirusa.

– Jesteśmy jednak w innej sytuacji niż przed rokiem. Mamy wykonanych 16 mln szczepień (obiema dawkami – red.). Poziom odporności wynikający z przechorowania COVID-19 i zaszczepienia jest zupełnie inny niż rok temu, gdy również widzieliśmy rozluźnienie na ulicach. Efekt może być mniej zauważalny, jeżeli chodzi o wzrost zakażeń. Ważne, by do końca września zabezpieczyć jak najwięcej osób w ramach programu szczepień.

Wirus ma swój cykl, który można liczyć w cyklach ok. pięciomiesięcznych. Walczymy o to, by kolejna górka zakażeń, która w ramach cyklu może wystąpić jesienią, była jak najniższa. Możemy to robić w dwóch formach: szczepień i odpowiedzialnego zachowania.

Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r.
Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r. Przemysław Świderski

– Bardzo niepokoją obrazki z weekendu, z których wynika, że w wielu miejscach niewłaściwie zrozumiano luzowanie obostrzeń. Ono absolutnie nie obejmuje braku zabezpieczeń ust i nosa w miejscach, w których nie możemy zachować dystansu społecznego, w dużym tłumie. Powinniśmy też uważać w miejscach spożywania posiłków, bo z badań wynika, że w tych miejscach dochodziło do zakażeń, co nie znaczy, że nie powinniśmy korzystać z odmrożenia. Powinniśmy korzystać z tego odpowiedzialnie – dodaje.

Tłumy na otwarciu Ulicy Elektryków. Za dwa tygodnie "poprawi...

Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa i wykładowca WSAiB w Gdyni

Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa i wykładowca Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni przyznaje, że samo ryzyko zakażenia na zewnątrz jest małe, jednak przy zachowaniu dystansu społecznego. Jego zdaniem, państwo zbyt szybko poluzowało obostrzenia w stosunku do tempa szczepień.

– To, co działo się na stadionach piłkarskich, czy żużlowych ewidentnie sprzyja zakażeniom – mówi Marcin Samsel. – Podczas imprez plenerowych ryzyko jest niewielkie, jeżeli siedzimy przy stolikach, które są w odległościach od siebie. Natomiast imprezy z tańcami, na których ludzie są blisko siebie, rodzą pewne ryzyko. Tempo szczepień niestety nie nadąża za luzowaniem gospodarki.

– Porównując inne kraje, np. Izrael i Wielką Brytanię, które znacznie lepiej się szczepią, to my jako państwo się pospieszyliśmy. Rozumiem sytuację. Pogoda nie sprzyja siedzeniu w domach, do tego zmęczenie psychiczne i fizyczne i upadająca gospodarka w wielu branżach, jak np. w turystyce. Myślałem, że będzie to wyglądać nieco bardziej odpowiedzialnie.

– W tych weekendowych spotkaniach w klubach brali udział przede wszystkim młodzi ludzie, którzy w większości chorują bezobjawowo, a do tego nie chcą się szczepić. Odpowiedzialność społeczna jest niestety bardzo mała. Już w zeszłym roku w pandemii były imprezy. Nie udowodniono wtedy ognisk zakażeń. Wtedy byliśmy też na innym etapie, nie było szczepień ani kolejnych mutacji wirusa – dodaje ekspert ds. bezpieczeństwa.

Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r.
Otwarcie ul. Elektryków w Gdańsku, 15.05.2021 r. Przemysław Świderski

Spada zainteresowanie szczepieniami przeciw COVID-19

Zdaniem dr Rutki, można było spodziewać się spadku zainteresowania szczepieniami. Socjolożka z UG zwraca uwagę na kampanie dezinformacyjne, które zniechęcają ludzi do szczepień.

– Nie należę do fanów obecnej władzy, ale szczepionki były zakupione i wynegocjowane przez Unię Europejską. Teraz mamy taką sytuację, że są zarówno szczepionki, jak i terminy, ale brakuje chętnych. Razem z mężem idziemy dziś na drugą dawkę szczepienia. Będziemy należeli do tej (niestety) mniejszości, która będzie zaszczepiona obiema dawkami – mówi Michalina Rutka.

– Żyjemy w świecie baniek ideologicznych. Antyszczepionkowcy mają własną bańkę i proszczepionkowcy mają własną. Te dwa środowiska są wrogie wobec siebie, ciężko się porozumieć, bo założenia ideologiczne są całkowicie sprzeczne i nie ma wspólnej przestrzeni, która umożliwiłaby dialog. Jest pewna grupa osób, która nie jest przekonana i o nią toczy się walka, przede wszystkim w mediach społecznościowych. Antyszczepionkowcy tę walkę wygrywają. Ich retoryka jest prymitywnie prosta, ale skuteczna.

– Pojawiają się przykłady koleżanki brata szwagra mamy, która się zaszczepiła i tu zaczyna się historia strasznych konsekwencji szczepienia. Posługiwanie się retoryką statystyk, dowodów naukowych jest mniej atrakcyjne i mniej emocjonalne – dodaje.

Dr Rutka uważa, że system szczepień nie powinien być scentralizowany, a większy wpływ na ich organizację powinny mieć samorządy. Jak mówi, jako naród „od XIX wieku tworzymy podziemne państwa, podziemne systemy prasy i teraz też mamy alternatywne obiegi informacji”, co prowadzi do tego, że potrafimy organizować się oddolnie i samorządowo. Jej zdaniem, szczepienia w zakładach pracy powinny ruszyć znacznie wcześniej, podobnie jak w przypadku nauczycieli i wykładowców.

– Im dłuższa jest droga decyzyjna oraz droga fizyczna do miejsca szczepień, tym więcej człowiek ma okazji, by z tego szczepienia zrezygnować. Teraz to pacjent szuka szczepionki i chętni muszą wykazać się inicjatywą, by szczepionkę znaleźć. Ci, którzy się wahają, szukają informacji zaczynają się czuć coraz bardziej niepewnie. Im więcej szukają, tym więcej widzą mitów, bo w Internecie antyszczepionkowcy wygrywają.

– To lekarz pierwszego kontaktu mógłby rozmawiać z pacjentami o szczepieniach i ich wyborze. Do nich pacjenci mają wieloletnie zaufanie. Trzeba wyeliminować czas, w którym człowiek się zastanawia i jest pozostawiony sam sobie. To największa słabość systemu, który radzi sobie w kwestii ilości – komentuje dr Michalina Rutka.

Tomasz Augustyniak ocenia natomiast, że wysokie zainteresowanie szczepieniami może utrzymywać się do wakacji. Potem widzi jednak ryzyko związane z poczuciem letniego luzu.

– Jeżeli po wakacjach nie będziemy mieli odporności grupowej, to, w połączeniu z powrotami do pracy i szkół oraz cyklem wirusa, może to spowodować kolejne problemy. Powinny być nieco mniejsze, co nie znaczy, że ich skutki nie będą widoczne. Choć w ostatnich dniach spadły statystyki zakażeń, to ludzie dalej chorują na COVID-19 i dalej w związku z tym umierają.

– Cieszy nas pewna namiastka powrotu do normalności w postaci zdjęcia części ograniczeń, ważne jednak byśmy pamiętali o odpowiedzialności. Kluczem jest właściwe korzystanie, w duchu zasad bezpieczeństwa. Niedługo będzie możliwe pójście do teatru czy kina. Jeżeli jednak nie będziemy się stosować do zasad bezpieczeństwa, to efekt będzie niepomyślny. Spacerować trzeba, bo Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje o epidemii depresji, która może nas czekać po pandemii koronawirusa. Róbmy to w sposób odpowiedzialny. Nic nie stoi na przeszkodzie, by pamiętać o zasadzie dystansu społecznego. To dotyczy też innych aktywności – mówi ekspert BCC.

Wprowadzenie paszportów covidowych będzie niezbędne, by nakłonić ludzi do szczepień?

Z kolei, zdaniem Marcina Samsela, konieczne może być wprowadzenie tzw. paszportów covidowych, które umożliwiałyby korzystanie z niektórych części gospodarki. Jak twierdzi, może to skłonić do szczepienia się.

– Jestem zwolennikiem dobrowolnych szczepień, ale jak najszybciej powinny zostać wprowadzone paszporty covidowe, które będą promować tych, którzy są zaszczepieni i ograniczają ryzyko. W imprezach masowych mogliby brać udział zaszczepieni oraz ozdrowieńcy. Trzeba też przyspieszyć tempo szczepień, a konkretnie to zadziałać punktowo. Pomorze jest w czołówce Polski w kwestii szczepień, jednak są powiaty, które kuleją – mówi Marcin Samsel.

Najbliższe tygodnie to luzowanie kolejnych obostrzeń. Już w najbliższy weekend, 22-23 maja otworzą się m.in. kina i teatry. W kalendarzach wydarzeń kulturalnych widać też coraz więcej koncertów plenerowych.

FAQ - wszystko o koronawirusie i COVID-19

Co należy wiedzieć o wirusie SARS-CoV-2 i wywoływanej przez niego chorobie COVID-19? Sprawdź odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania!

Co to jest koronawirus?

Koronawirus SARS-CoV-2 to jeden z siedmiu poznanych dotąd gatunków koronawirusów ludzkich, które wywołują zakażenia układu oddechowego. Oprócz nowego koronawirusa są to także wirusy przyczyniające się do łagodniejszych infekcji sezonowych, które są odpowiedzialne za 15-30 procent zachorowań uznawanych za grypę. Nowy koronawirus jest spokrewniony z wirusami SARS-CoV i MERS, które wywołały epidemie w XXI wieku, jednak ich nasilenie nie było tak duże, jak rozmiary obecnej pandemii.

Jak wygląda koronawirus?

Koronawirus to typ wirusa, który składa się z materiału genetycznego w postaci nici RNA zamkniętej w otoczce. Na jej powierzchni posiada charakterystyczne wypustki, które przypominają koronę. W wypustkach zawarte są białka, dzięki którym wirus wnika do komórek, a po zainfekowaniu namnaża się w ich wnętrzu i rozprzestrzenia w organizmie.

Jak przenosi się koronawirus?

Koronawirus SARS-CoV-2 przenosi się poprzez wydzieliny chorego, a więc poprzez kichanie, kasłanie, mówienie, a także oddychanie. Wydostając się tą drogą z organizmu jest obecny w powietrzu, również w postaci rozpylonego aerozolu, osiada też na powierzchniach (zwłaszcza podłogach) i przedmiotach. Jest ponadto obecny w moczu i stolcu zakażonego, i z tego powodu można zarazić się nim w toalecie. Źródłem infekcji jest nie tylko wdychanie drobin zawierających wirusa, ale też dotykanie skażonych powierzchni, a następnie ust, nosa lub oczu, jak również spożywanie zanieczyszczonych nim produktów spożywczych, również mrożonych.

Kiedy skończy się pandemia koronawirusa?

Pandemia koronawirusa, czyli epidemia o zasięgu światowym, począwszy od grudnia 2019 roku przybiera jedynie na sile. Istnieją co prawda teorie, że może wygasnąć sama, gdy zarazi się 45-60 procent społeczeństwa i nie będzie już kolejnych potencjalnych ofiar. Scenariusz osiągnięcia tzw. odporności stadnej (inaczej zbiorowej) nie jest jednak potwierdzony i wiąże się z dużym odsetkiem zgonów, dlatego jedyną nadzieją na zakończenie epidemii jest wynalezienie skutecznej i bezpiecznej szczepionki, a następnie wprowadzenie masowych szczepień. Może to się udać najwcześniej w 2021 roku.

Skąd się wziął koronawirus?

Nowy koronawirus pochodzi z Chin, a za jego źródło uważa się targ rybny w mieście Wuhan w prowincji Hubei. Tak, jak wiele koronawirusów, jest to wirus odzwierzęcy, jednak do tej pory nie potwierdzono z wszelką pewnością, od jakiego gatunku zwierząt pochodzi. Naukowcy wskazują na nietoperze z rodziny podkowcowatych, jednak w grupie podejrzanych przez jakiś czas znajdowały się także łuskowce. Na początku pandemii pojawiły się ponadto przypuszczenia, że do rozwoju epidemii przyczyniły się także bezdomne psy.

Czym różni się infekcja koronawirusem od grypy?

Choć średnio co piąta infekcja grypopodobna jest spowodowana zwykłymi koronawirusami ludzkimi, jego nowy gatunek w postaci SARS-CoV-2 jest dużo bardziej niebezpieczny i u części chorych atakuje również narządy poza układem oddechowym. Prawdziwa grypa jest wywoływana przez wirusy grypy, natomiast nowy koronawirus wywołuje COVID-19. Choć mogą powodować podobne objawy, COVID-19 jest bardziej zaraźliwy od grypy i u niektórych wiąże się poważnymi powikłania. Objawy zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 zwykle rozwijają się dłużej, bo 2-14 dni, a średnio 5 dni (dla grypy to 1-4 dni), a chorzy z COVID-19 dłużej zarażają też innych. Podczas gdy istnieją skuteczne leki i szczepionki przeciw grypie, na efektywne środki przeciw COVID-19 trzeba jeszcze poczekać.

Co to jest COVID-19?

COVID-19 to oficjalna nazwa choroby wywoływanej przez koronawirusa SARS-CoV-2. Jest to wysoce zakaźna infekcja, która może powodować śmiertelne powikłania. Wciąż nie ma w pełni skutecznego leku na COVID-19 ani też przeciwdziałającej mu szczepionki, która mogłaby być podawana profilaktycznie.

Jakie choroby wywołuje koronawirus?

Koronawirus SARS-CoV-2 wywołuje chorobę nazwaną COVID-19. Najczęściej jest to zakażenie dróg oddechowych mogące skutkować zapaleniem płuc, choć u części chorych koronawirus atakuje też (jednocześnie lub osobno) układ pokarmowy. W procesie rozwoju choroby koronawirus może powodować też zmiany w układzie nerwowym, krwiotwórczym, głównych narządach (m.in. serce, nerki, wątroba), naczyniach krwionośnych i skórze. Skutkiem powikłań zakażenia mogą być stany bezpośrednio zagrażające życiu, takie jak udar mózgu, zapalenie wielonarządowe czy zespół niewydolności oddechowej (ARDS).

Ile osób umiera z powodu koronawirusa, a ile zdrowieje?

Według statystyk 99 procent zakażonych koronawirusem przechodzi infekcję łagodnie, a tylko w 1 procent przypadków ma ona przebieg ciężki lub krytyczny. Tylko 3 procent wszystkich przypadków na świecie, które uznano za zamknięte, zakończyło się śmiercią pacjenta, natomiast odsetek zgonów w Polsce to 4 procent. Odsetek pacjentów wyleczonych lub zwolnionych ze szpitala w naszym kraju wynosi więc 96 procent.

Czy zakażenie koronawirusem może nie powodować objawów?

Jest to sytuacja stosunkowo częsta, bo według badań w momencie uzyskania dodatniego wyniku testu na koronawirusa objawów nie ma 20-40 proc. zakażonych. Choć u części osób objawy mogą pojawić się pod dłuższym czasie, liczonym nawet w tygodniach, u innych nie wystąpią wcale lub będą niespecyficzne, a przez to nie zostaną uznane za oznakę zakażenia (jak to bywa w przypadku zmęczenia czy bólów głowy). Objawów infekcji najczęściej nie mają dzieci, choć po pewnym czasie może ona i tak doprowadzić do ciężkich powikłań w postaci wielonarządowego zapalenia. Osoby bezobjawowe mogą zarażać innych, choć nie z takim nasileniem, co te kaszlące i kichające.

Jakie są objawy koronawirusa?

Objawy zakażenia koronawirusem próbowano klasyfikować na różne sposoby, a obecnie obowiązuje m.in. ich podział według nasilenia COVID-19:

  1. objawy grypopodobne bez gorączki: ból głowy, utrata węchu, bóle mięśni, kaszel, ból gardła, ból w klatce piersiowej, brak gorączki.
  2. objawy grypopodobne z gorączką: ból głowy, utrata węchu, kaszel, ból gardła, chrypa, gorączka, utrata apetytu.
  3. objawy żołądkowo-jelitowe: ból głowy, utrata węchu i apetytu, biegunka, ból gardła, ból w klatce piersiowej, brak kaszlu.
  4. objawy ciężkie 1. stopnia ze zmęczeniem: ból głowy, utrata węchu, kaszel, gorączka, chrypa, ból w klatce piersiowej, zmęczenie.
  5. objawy ciężkie 2. stopnia z dezorientacją: ból głowy, utrata węchu i apetytu, kaszel, gorączka, chrypa, ból gardła, ból w klatce piersiowej, zmęczenie, dezorientacja, bóle mięśni.
  6. objawy ciężkie 3. stopnia, brzuszne i oddechowe: ból głowy, utrata węchu i apetytu, kaszel, gorączka, chrypa, ból gardła, ból w klatce piersiowej, zmęczenie, dezorientacja, bóle mięśni, spłycony oddech, biegunka, ból brzucha.

Jak można wykryć koronawirusa?

Obecność koronawirusa w organizmie stwierdza się poprzez wykrycie jego genów (nici RNA) w wydzielinie pobranej z nosogardzieli, ewentualnie ze śliny. Badaniem, które umożliwia jego identyfikację, jest tzw. reakcja łańcuchowa polimerazy z odwrotną transkrypcją RNA (RT-PCR, inaczej badanie genetyczne lub molekularne), którą mogą przeprowadzać jedynie wyspecjalizowane laboratoria. Natomiast dopuszczone od listopada badanie diagnostyczne w postaci testów immunologicznych (serologicznych) nie wykrywa koronawirusa, tylko przeciwciała wytworzone przez organizm, by móc go zwalczyć. Tym samym dodatni wynik tego testu wskazuje na infekcję aktywną lub już przebytą.

Jak chronić się przed koronawirusem?

Jedynym sposobem ochrony przed zakażeniem koronawirusem jest unikanie kontaktów z jego potencjalnymi nosicielami. Oznacza to przede wszystkim izolację domową, a w miejscach publicznych – stosowanie środków profilaktycznych takich jak dystans społeczny (1,5-2 metry odstępu między ludźmi), noszenie maseczek ochronnych zakrywających usta i nos oraz skrupulatną higienę dłoni. Zalecane jest ponadto zachowanie higieny podczas spożywania i przygotowywania posiłków, a także odpowiednia obróbka termiczna produktów pochodzenia zwierzęcego.

Jak długo trwa infekcja koronawirusem?

Czas ten zależy od nasilenia infekcji. Większość osób z łagodnymi objawami zakażenia wraca do zdrowia w ciągu 30-60 dni. Natomiast w przypadku przeważającej części pacjentów w stanie ciężkim zdrowienie trwa powyżej 60-90 dni. W przypadku utrzymywania się symptomów infekcji przez wiele tygodni mówimy o tzw. długim COVID-19. U części pacjentów zmiany w organizmie wywołane przez COVID-19 mogą być trwałe. Mogą obejmować zmniejszenie powierzchni czynnej płuc, uszkodzenia mięśnia sercowego z arytmią, niewydolność nerek, zakrzepicę żył głębokich czy stany pozapalne jelit. Ozdrowieńcy, którzy mają za sobą krytyczny przebieg choroby, mogą wymagać długotrwałej rehabilitacji i opieki zdrowotnej.

Co robić przy podejrzeniu zakażenia koronawirusem?

Podejrzewając zakażenie koronawirusem należy wykonać test w jego kierunku, który ze skierowaniem lekarskim jest bezpłatny, a bez skierowania kosztuje 350-500 zł. Jeżeli objawy infekcji występują dłużej, np. przez tydzień, można wykonać test na przeciwciała (na podobnych warunkach). Aby uzyskać skierowanie, należy umówić się na teleporadę w przychodni POZ lub za pomocą formularza dostępnego na stronie Ministerstwa Zdrowia. Wyjątkiem są dzieci do 2. roku życia, które muszą być zbadanie przez lekarza. Po wystawieniu skierowania należy udać się do punktu pobrań; osoby zmotoryzowane mogą udać się też do mobilnego punktu pobrań. W sytuacji, gdy przy infekcji pojawi się duszność, ucisk w klatce piersiowej i problemy z oddychaniem, należy wezwać karetkę lub udać się prywatnym samochodem do szpitala zakaźnego.

Co to jest osocze ozdrowieńców?

Osocze ozdrowieńców to preparat pozyskiwany z krwi osób, które wyzdrowiały z COVID-19. Zawiera ono przeciwciała anty-SARS-CoV-2, które organizm wytwarza w celu zwalczenia koronawirusa. Podawanie ich chorym na drodze transfuzji stanowi metodę leczenia, która łagodzi objawy i skraca czas trwania choroby. Osocza wciąż brakuje, dlatego o jego oddawanie apelują nie tylko lekarze, ale też rząd.

Jak leczyć infekcję koronawirusem?

Ponieważ nie istnieje całkowicie skuteczny środek zwalczający koronawirusa, a te stosowane w ciężkich przypadkach są dostępne tylko w szpitalach, COVID-19 leczy się jedynie w sposób objawowy. Oznacza to, że środki stosowane w leczeniu domowym mogą jedynie łagodzić symptomy infekcji takie jak kaszel, ból gardła, katar, gorączka, ból mięśni czy zapalenie spojówek. W tej roli sprawdzają się preparaty ogólnie dostępne bez recepty w aptekach i drogeriach, które podaje się również przy zwykłych infekcjach oddechowych. W przypadku terapii w szpitalu skuteczne jest leczenie za pomocą osocza ozdrowieńców, musi jednak być rozpoczęte w maksymalnie ciągu kilku dni od początku infekcji i zawierać odpowiednio wysoki poziom przeciwciał anty-SARS-CoV-2.

Najnowsze informacje z regionu o zagrożeniu koronawirusem!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie