Pierwszy krok zrobiony, choć ambitni Japończycy dali popalić

Mateusz Skrzyński
Mateusz Skrzyński
Zaktualizowano 
fot. sylwia dabrowa / polska press
Polska pokonała Japonię 3:1 na inaugurację turnieju w Lipsku. Awans do Final Six Ligi Narodów wciąż jest możliwy.

W piątek Polscy siatkarze rozpoczęli ostatni turniej fazy interkontynentalnej w drodze do Final Six Ligi Narodów w Chicago. Niestety nie wszystko jest w rękach siatkarzy Vitala Heynena. Żeby awansować do finałów w USA, Biało-Czerwoni muszą wygrać swoje wszystkie mecze w Lipsku (z Japonią, Niemcami w sobotę i Portugalią w niedzielę). Dodatkowo muszą liczyć na potknięcie Włochów, którzy mają tyle samo zwycięstw co Polacy (w turniejach FIVB układ tabeli zależy od liczby zwycięstw, a nie od zdobytych punktów).

Na początek Japonia

- W Japonii od dawna na każdym kroku można usłyszeć, że priorytetem są przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Dla wszystkich to wielkie wydarzenie, zawodnicy chcą być jego częścią. W tym roku w Lidze Narodów wygrali pięć z 12 spotkań. Zagrali kilka ciekawych meczów. Dziś w siatkówce nie ma przepaści między drużynami startującymi w Lidze Narodów. To nie jest tak, że Polska czy Brazylia są dużo mocniejsze od kilku zespołów - przestrzegał przed meczem nieobecny Michał Kubiak. Kapitan Biało-Czerwonych został w Spale, gdzie przygotowuje się do kwalifikacji olimpijskich.

Na trybunach hali w Lipsku nie zasiadło za wielu kibiców. W zasadzie jak na standardy naszej reprezentacji, to była ona pusta, choć można było dostrzec kilka biało-czerwonych flag.

W pierwszym secie gra toczyła się punkt za punkt - co prawda bywały momenty, w których nasi siatkarze wychodzili na dwupunktowe prowadzenie, ale Japończycy raz za razem odrabiali straty. Grali świetnie w obronie, przez co Polacy mieli problemy ze skończeniem swoich akcji.

Przy stanie 17:17 zawodnicy Vitala Heynena stanęli. Dwukrotnie swój atak skończył Yuki Ishikawa, wyprowadzając Samurajów na dwupunktowe prowadzenie. Belgijski selekcjoner reprezentacji Polski poprosił o czas. Niewiele to jednak dało. Biało-Czerwoni mieli problem ze skończeniem ataków w pierwszym tempie, co wykorzystali Japończycy, wygrywając pierwszego seta do 25:22.

Wiadomo było że nie spełni się już jedno z życzeń Heynena. Po turnieju w Mediolanie, gdzie Polacy wygrali wszystkie mecze po 3:2, 50-latek życzył sobie, żeby w Lipsku jego podopieczni nie musieli się już tak męczyć i wygrywali bez straty setów.

W drugiego seta zdecydowanie lepiej weszli siatkarze z Kraju Kwitnącej Wiśni. Przypominało to trochę sytuację z pierwszej partii, kiedy to nasi siatkarze byli na prowadzeniu. I rzeczywiście, było to swojego rodzaju deja vu. Na drugą przerwę techniczną to Polacy schodzili z trzypunktową przewagą. Zaliczki nie roztrwoniliśmy już do końca drugiego seta, wygrywając 25:19.

Trzecia partia była zdecydowanie najbardziej wyrównana. Co Biało-Czerwoni nadrabiali blokiem, to Japończycy odrobili fantastycznymi paradami w obronie. Rzadko kiedy zdarzało się, że piłka uderzała w parkiet. Nawet jeśli zdobywaliśmy punkt, to przychodziło to z wielkim trudem.

Przy stanie 18:18 Heynen przeprowadził zmianę, którą oglądaliśmy już w poprzednich partiach. Na parkiecie pojawili się Marcin Janusza i debiutujący w kadrze Bartosz Filipiak. Rezerwowi wybronili uderzenie, a kontrę wykorzystał Mateusz Bieniek, wyprowadzając drużynę na pierwsze od dłuższego czasu prowadzenie (19:18). Było jednak wiadomo, że końcówka będzie nerwowa - Polacy mieli problemy z przyjęciem, ale znów zadziałał blok. W rolach głównych Karol Kłos i Maciej Muzaj (24:24). Do rozstrzygnięcia następnej akcji potrzebny był challenge -Japończyk dotknął ręką siatki i Biało-Czerwoni stanęli przed szansą skończenia seta. 25:24, kolejna akcja i znowu powtórka. Tym razem punkt dla Japonii (25:25). Heynen wziął czas, po czym Japończyk trafił w siatkę. W następnej akcji Polacy zagrali blokiem, wygrywając seta 27:25.

Aż dwie szanse na skończenie poprzedniego seta mieli Japończycy. Nie skorzystali, co mogło podciąć im skrzydła. W efekcie szybko odskoczyliśmy (16:12 na drugiej przerwie). Polacy grali jednak falami - było nawet 18:18. Od tego mementu siatkarze Heynena po raz kolejny odskoczyli na trzy punkty.

W końcowe wreszcie można było odetchnąć. Mateusz Bieniek wykorzystał drugą piłkę setową. Wygrywamy do 20, a cały mecz 3:1

polecane: Pierwszy Polak połknął elektroniczną pigułkę

Wideo

Materiał oryginalny: Pierwszy krok zrobiony, choć ambitni Japończycy dali popalić - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie