Piękne gole Polaków. Lewandowski trafił dwa razy! [ZDJĘCIA]

Hubert Zdankiewicz (AIP), Agencja TVN/x-newsZaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (39 zdjęć)
Reprezentacja Polski pokonała 4:2 Islandię, w towarzyskim meczu na Stadionie Narodowym. Zaczął Grosicki, poprawił Kapustka, na koniec rywali dobił niezawodny tej jesieni Lewandowski.

Pierwszy - z sześciu - sprawdzianów przed Euro 2016 za nami. Udany sprawdzian, bo biało-czerwoni zaczęli wprawdzie fatalnie, a w drugiej połowie stracili głupią bramkę. Wygrali jednak ostatecznie w pełni zasłużenie.

Przejdź do relacji na żywo KLIKAJĄC W WYNIK!

- Zamierzam dać szansę wszystkim powołanym przeze mnie piłkarzom - zapowiadał przed meczem Adam Nawałka, ale w podstawowym składzie nie zobaczyliśmy wielu zmian w porównaniu do tego, jak jego zespół kończył eliminacje Euro 2016. Do bramki wrócił Wojciech Szczęsny, Łukasz Szukała zastąpił Michała Pazdana na środku obrony, a w środku pola partnerem Grzegorza Krychowiaka był tym razem Piotr Zieliński. Na prawym skrzydle zobaczyliśmy Jakuba Błaszczykowskiego - krótko mówiąc wyglądało na to, że selekcjoner i jego piłkarze nie zamierzają rzucać słów na wiatr.

- Nie ma znaczenia, że to nie jest mecz o punkty, nie będzie żadnego odpuszczania - zapewniał Kamil Glik, ale - przynajmniej na początku - widać było, że to jednak nie ta presja, nie ta determinacja i koncentracja. Na efekty też nie trzeba było długo czekać, bo już w trzeciej minucie przegrywaliśmy 0:1. Kolbeinn Sigthorsson bez większych problemów przedarł się w pole karne, gdzie faulem powstrzymał go Jakub Wawrzyniak. Sędzia nie miał wątpliwości (choć telewizyjne powtórki nie przesądziły, czy słusznie), a z jedenastu metrów celnie uderzył klubowy kolega Łukasza Fabiańskiego ze Swansea City Gylfi Sigurdsson. Szczęsny był bez szans. Gorzej zacząć się nie mogło...

W dodatku później wcale nie było lepiej, bo już w 12 minucie z boiska zszedł z urazem Błaszczykowski (zastąpił go Maciej Rybus). W dodatku gra Polaków wyraźnie się nie kleiła, choć po kwadransie wyrównać mógł Arkadiusz Milik (przytomnie pobiegł w pole karne do dośrodkowania, ale minimalnie chybił).

Z czasem zespół Nawałki zaczynał się rozkręcać. Coraz śmielej atakował, miał optyczną przewagę. Niewiele z niej jednak wynikało, bo naprawdę dogodnych sytuacji (najlepszą miał chyba po półgodzinie Kamil Grosicki) do przerwy się nie doczekaliśmy, choć z biegiem czasu przewaga gospodarzy była coraz większa. Nie na tyle jednak duża, by zdekoncentrować Islandczyków, którzy zagrali w piątek tak, jak spodziewał się tego sztab naszej kadry. Bez technicznych fajerwerków i kombinowania - jak najprostszym sposobem szybko przenosili piłkę na naszą połowę, szukając okazji do oddania strzału (w 29. minucie nieznacznie pomylił się Sigurdsson).

W obronie też nie przebierali w środkach, o co największe pretensje miał do sędziego Robert Lewandowski. Tuż przed przerwą wszystkim na stadionie wydawało się, że pan Padraigh Sutton pomylił się nie dyktując rzutu karnego dla Polski, ale powtórki pokazały, że rację miał jednak irlandzki arbiter.

Pierwsza połowa nie dała kibicom wielu powodów do radości. Druga za to rozpoczęła się znakomicie, bo w 52. minucie gospodarze wyrównali. Chwalący Grosickiego za postawę w eliminacjach Euro eksperci powtarzali, że skrzydłowemu Stade Rennais brakuje tylko skuteczności w starciach z rywalami lepszymi, niż Gibraltar. W piątek w końcu niczego już nie brakowało, Grosicki spokojnie przyjął piłkę po podaniu Zielińskiego, a ta po jego strzale odbiła się jeszcze od nogi islandzkiego obrońcy i wpadła tuż przy słupku, obok bezradnego Ogmundura Kristinssona.

Biało-czerwoni nie zamierzali na tym poprzestać i zobaczyliśmy w końcu zespół z końcówki eliminacji. Na 2:1 podwyższył wprowadzony za Zielińskiego Bartosz Kapustka, wykorzystując zamieszanie w islandzkim polu karnym po dośrodkowaniu dobrze spisującego się w piątek Łukasza Piszczka. Wtedy właśnie przydarzył się im wspomniany na wstępie błąd i głupio stracona bramka. Konkretnie przydarzył się Szukale, którego złe przyjęcie piłki wykorzystał Alfred Finnbogason.

Na szczęście to również nie zdeprymowało zespołu Nawałki. Po raz kolejny przekonaliśmy się również ile znaczy dla niego Lewandowski, bo to właśnie on zdobył dwie kolejne bramki. Najpierw po rzucie rożnym, dobijając z bliska strzał Kapustki. Później po kontrze i świetnym prostopadłym podaniu Grzegorza Krychowiaka.

Kolejny sprawdzian w najbliższy wtorek, we Wrocławiu. Rywalem Czechy, z którymi na tym samym stadionie Polacy przegrali 0:1 podczas Euro 2012. Jest okazja do rewanżu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pawello

juz leci, nie scina -> xfill.cf/mecz3

Dodaj ogłoszenie