Pięciu rybaków z Władysławowa zaginęło na morzu

K. Miśdzioł, R. KościelniakZaktualizowano 
Kuter wypłynął z darłowskiego portu
Kuter wypłynął z darłowskiego portu Ryszard Pietrasz
Kuter "WŁA-127", z pięcioosobową załogą, zaginął na Bałtyku, na południowy wschód od duńskiej wyspy Bornholm, gdzie łowił szproty. W piątek Duńczycy zakończyli kilkunastogodzinną akcję poszukiwawczą - nie przyniosła ona rezultatu. Prawdopodobnie jednostka zatonęła.

- Wśród załogi byli moi krewni - armator "WŁA-127" Ignacy Necel jest wstrząśnięty. Neclowie to bardzo znana władysławowska rodzina, od pokoleń związana z morzem.

Szyper i załoga zaginionego kutra to ludzie bardzo doświadczeni. Nawet najmłodszy z nich miał już 15-letni staż na morzu.

Nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się na łowisku szprot.

- Może zbyt duży ładunek doprowadził do przechyłu i zatonięcia jednostki? - zastanawiają się rybacy.

Armator zapewnia, że "WŁA-127" był przystosowany do połowów szprot i ładunek nie mógł się przesunąć. - W połowie kwietnia na morzu kontrolowali nas właśnie między innymi Duńczycy - wyjaśniał nam w piątek Necel. - To była niezwykle drobiazgowa inspekcja, która nie wykazała żadnych uchybień.

Bliscy zaginionych rybaków w piątek całą noc spędzili we władysławowskim bosmanacie, oczekując kolejnych meldunków z akcji poszukiwawczej. Do operacji włączyły się polskie jednostki MW - okręt ratowniczy "ORP Maćko" i śmigłowiec mi-14 PS.

Kuter z pięcioosobową załogą wypłynął w morze z portu w Darłowie 27 kwietnia. Ostatni sygnał z jednostki odebrano o godz. 2.15 w nocy ze środy na czwartek. W czwartek wieczorem odnaleziono zaś dryfującą tratwę z ubiorem ratunkowym pochodzące z władysławowskiej jednostki. Wtedy Duńczycy wszczęli poszukiwania.

- Odnalezienie tratwy, koła ratunkowego, a także plamy ropy wskazują, że statek poszedł na dno - przyznają rybacy.

Piotr Korczyński z Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa przyznaje, że w warunkach, jakie obecnie panują wokół Bornholmu, człowiek za burtą może przeżyć najdłużej 10 minut.
To była bardzo doświadczona załoga - powiedzieli wczoraj we władysławowskim porcie koledzy zaginionych pięciu rybaków. - Wszyscy od dawna pływali po morzu.

- Na pokładzie byli moi krewni - przyznaje armator "WŁA-127", Ignacy Necel. - Syn brata, zięć brata, mój chrześniak...
Wszyscy członkowie załogi mieli długoletni staż. Najmłodszy z nich już od piętnastu lat łowił na morzu. Pozostali - ponad dwadzieścia lat.

- A szyper to bardzo doświadczony fachowiec - zapewnia armator.
Kiedy informacje o zaginięciu kutra "WŁA-127" dotarły do Polski, rodziny i bliscy członków załogi zjawili się w porcie. Całą wczorajszą noc spędzili we władysławowskim bosmanacie, czekając na kolejne komunikaty od morskich służb ratowniczych. Zaginieni to m.in. właśnie członkowie rodziny Neclów, jednego z najstarszych władysławowskich rodów, od pokoleń związanych z rybołówstwem i morzem.

- Rodziny są oczywiście bardzo przygnębione - powiedział nam wczoraj Kazimierz Undro, kapitan władysławowskiego portu. - Ale powinniśmy mieć do końca nadzieję. Choć, niestety, jeśli w morzu znaleziono koło ratunkowe, to obawy musimy mieć poważne.

Piotr i Damian, rybacy z Władysławowa, znają doskonale załogę "WŁA-127". Oni sami często pływali na "wyspę", czyli na Bornholm.

- Na wyspie można najkorzystniej sprzedać ryby - tłumaczy Piotr. - Zdarza się, że nasze jednostki wypływają tam na kilka tygodni. Zdają ryby w duńskich lub polskich portach i wracają na morze. Mieliśmy nadzieję, że nasi koledzy może gdzieś się znajdą na Bornholmie, na lądzie...

Piotr Korczyński z Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa we Władysławowie, kapitan statku "Bryza", przypomina, że człowiek, który znajdzie się w wodzie mającej temperaturę 6-7 stopni Celsjusza, może przeżyć ok. dziesięciu minut. A takie warunki panowały przedwczoraj wokół Bornholmu.

- Tam są zawsze trudniejsze warunki pogodowe niż u nas, w pobliżu Władysławowa - twierdzi Korczyński. - Wieją silniejsze wiatry. Jeśli prowadzący akcję uznają, że taka jest potrzeba, w każdej chwili jesteśmy gotowi wyruszyć w morze. Od tego przecież jesteśmy.

Bliscy załogi bardzo przeżyli, gdy pojawiły się komunikaty o odnalezieniu pustej tratwy i ubrania ratunkowego.

- Objechałem rodziny członków załogi, wszyscy są wstrząśnięci - przyznaje Ignacy Necel. - Mnie najbardziej poruszyło, gdy dowiedziałem się o odkryciu plamy ropy na morzu. To może bowiem oznaczać, że jednostka poszła na dno.

Janusz Maziarz, kierownik Morskiego Ratowniczego Centrum Koordynacyjnego w Gdyni, potwierdził te informacje - litewski okręt znalazł na morzu koło ratunkowe z poszukiwanego kutra. W akwenie objętym poszukiwaniami zauważono również plamę ropy
Mirosław Wolski, starszy inspektor Centrum Monitorowania Rybołówstwa powiedział "Polsce Dziennikowi Bałtyckiemu", że sygnał kutra zniknął nagle z radarów 30 kwietnia o godzinie 2:16 w nocy.

- Od tamtego czasu nasze radary już nie wychwyciły sygnału. Mogę potwierdzić, że według wskazań jednostka znajdowała się na łowiskach szprotowych. Sygnał urwał się nagle - dodaje Wolski.
Według darłowskiego bosmanatu jednostka "WŁA-127" wypłynęła z tego portu 27 kwietnia o godzinie 21. W Darłowie "WŁA-127" "gościł" od paru lat.

- Swoje zrobiła ekonomika, bo tutaj bardziej musiało się im opłacać sprzedawać ryby - uważa nasz rozmówca, który dodaje, że kuter miał w darłowskim porcie swoje stałe miejsce cumowania.

- To zaginięcie jest bardzo tajemnicze - stwierdza Jan Świstak, rybak z Darłowa. - Bo pogoda była nie najgorsza w rejonie pływania jednostki.

Rybak dodaje, że jest bardzo poruszony całą sprawą.

- Praca na morzu jest bardzo ciężką i ogromnie trudną - ocenia Wiesław Szklany, armator z Darłowa. - Morze to żywioł, który uczy pokory.

Zatonięcie jednostki było wczoraj bardzo gorąco komentowane w Darłowie. W oficjalnych wypowiedziach właściciele kutrów byli bardzo ostrożni w wyrażaniu swoich sądów. Natomiast w nieoficjalnych rozmowach wysnuli hipotezę, że połów mógł być tak obfity, że kuter przechylił się i mógł w ten sposób zatonąć.

- Czy tak było? - pyta kolejny z naszych rozmówców - Trudno rozstrzygnąć, ale w takim przypadku jednostka mogła pójść na dno bardzo szybko.

Rybacy, z którymi rozmawialiśmy, zastanawiają się, czy "WŁA-127" był odpowiednio przystosowany do transportu szprot. - Ładownia powinna być przegrodzona specjalnymi komorami, tak aby ładunek nie mógł się przesuwać podczas falowania - mówi nam anonimowo jeden z rybackich armatorów. - Z tego, co słyszałem, na władysławowskim kutrze podobnych zabezpieczeń mogło nie być. A jeśli ładunek przesunął się na burtę, mogło to spowodować przewrócenie się kutra. Oczywiście są to tylko nasze przypuszczenia, ale wiele faktów przemawia za takim przebiegiem wydarzeń. Chociażby to, że kuter dosłownie w jednej chwili zniknął z radarów, a ratownicy znaleźli pustą tratwę. Tratwy są tak ustawione, że na głębokości paru metrów odpalają się automatycznie, nawet bez pomocy człowieka.
Armator zaprzecza jednak takim przypuszczeniom.
- "WŁA-127" był specjalnie przystosowany właśnie do połowów szprot - zapewnia Ignacy Necel. - Nie może być mowy o przeciążeniu i przesunięciu ładunku.

W okolicy Bornholmu na łowiskach szprotowych znajduje się kilkanaście polskich kutrów. Wiele z jednostek nie jest przystosowanych do transportowania tego rodzaju ładunku.

- To są kutry dorszowe, które armatorzy szybko przerabiają na połowy innych ryb, aby nie zbankrutować, bo nie mają pozwolenia na dorsze - mówi jeden z rybaków. - Jeżeli nie będzie szybkiej reakcji władz, to takich wypadków może być więcej. Rybacy muszą sobie jakoś radzić.

"WŁA-127"

Zaginiony kuter należał do jednostek o największej "dzielności" morskiej. Kuter "WŁA-127" został zbudowany w 1979 r. Przez trzydzieści lat wypływał w morze z władysławowskiego portu rybackiego. Jednostka została przystosowana do poławiania szprot. Kuter o długości 27 metrów należał do większych polskich jednostek cumujących w portach rybackich, większe od niego są tzw. rufowce. "WŁA-127", jak podkreśla jego armator, miał wysoką "dzielność". Oznacza to, że był bardziej odporny na warunki panujące na morzu. Jeśli pogoda uniemożliwiała niektórym jednostkom wyjście z portu, ten kuter mógł bezpiecznie płynąć na dane łowisko.
We Władysławowie cumowała wcześniej inna jednostka typu "WŁA-127". Jej właściciel, armator z Gdyni, kilka lat temu zezłomował swój kuter. "WŁA-127" łowił nie tylko na Bałtyku, także na Morzu Północnym.

Kutry zabierające na pokład pasażerów muszą spełnić warunki bezpieczeństwa

Rybackie kutry to już nie tylko załoga wypływająca na łowisko. Pełnią one także coraz częściej rolę jednostek pasażerskich. Kutry zabierające w morze np. wędkarzy muszą spełniać bardzo rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa. Na pokładzie obowiązkowo znajdować się muszą tratwy, w których zmieszczą się wszyscy pasażerowie, Jednostka jest okresowo badana przez inspektorów Polskiego Rejestru Statków.

- Stawiamy na bezpieczeństwo, przyjemność jest na drugim planie - powiedział nam wczoraj Grzegorz Turski, organizator dorocznego Festiwalu Dorsza we Władysławowie, na który przyjeżdżają wielbiciele morskiego wędkarstwa nie tylko z Polski. - Jesteśmy bardzo uczuleni na sprawy bezpieczeństwa, nie słyszałem jeszcze o żadnym wypadku podczas rejsu z wędkarzami.
Wyprawy wędkarskie rybackimi kutrami mogą mieć tylko lokalny zasięg, jednostki wypływają przeważnie na odległość 12 mil morskich od portu. 15 mil to już maksimum. Warunki pogodowe muszą być dobre, o pływaniu podczas sztormu nie ma mowy.
- W piątek nasz kuter z wędkarzami miał wypłynąć o świcie na Bałtyk - opowiada Turski. - Nie było jednak komunikatu o przewidywanej pogodzie, w związku z tym trzeba było czekać przy nabrzeżu.

Dopiero o godz. 7 rano kapitan portu otrzymał najświeższy komunikat i zezwolił na wypłynięcie w rejs.

Armatorzy kutrów właśnie teraz zaczynają sezon wędkarski. Na długi weekend do Władysławowa przyjechało wiele osób z zamiarem złowienia dorszy.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

O
Ola

czy to ważne ile lat miał statek?
to nie ma najmniejszego znaczenia ..
zginęło az 5 osób ..

g
gość

Ile lat miał statek?

Dodaj ogłoszenie