PGE Atom Trefl Sopot - Dynamo Krasnodar. Wideoarbitraż uspokoiłby finalistki w Ergo Arenie

Rafał Rusiecki
Fot. Karolina Misztal / Polskapresse
Nowa technologia ułatwia oglądanie sportowych transmisji. Nie wszyscy sędziowie mają do niej dostęp. Brakowało tego w finale Pucharu CEV.

Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) nie uważa za stosowne wprowadzenie systemu wideoarbitrażu we wszystkich meczach o wysoką stawkę. A takim bez wątpienia była sobotnia batalia PGE Atomu Trefla Sopot z Dynamem Krasnodar. Co ciekawe, obie ekipy walczyły w Ergo Arenie o trofeum... CEV.

Brak możliwości dokładnego przeanalizowania akcji nie był może przyczynkiem przegranej atomówek, ale taka technologiczna możliwość ucięłaby różne, pojawiające się tego dnia, kontrowersje.

Najbardziej dramatyczny przebieg miał oczywiście złoty set rozgrywany na zasadach tie-breaka. Przez jego większą część sopocianki goniły zespół z Krasnodaru. Przy stanie 3:5 Charlotte Leys była przekonana, że zaatakowała po bloku Rosjanek. Sędzina Sanja Miklosić ze Słowacji przyznała punkt Dynamu. Zagotował się wówczas trener Lorenzo Micelli. W stronę arbiter musiał rzucić kilka ostrych słów, bo po chwili zobaczył żółtą kartę (w siatkówce to ostrzeżenie).

Nawet już po meczu, słynący z bardzo ambitnej postawy szkoleniowiec, długo nie mógł dojść do siebie. - Nie będę oficjalnie komentował decyzji sędziowskich. Nie rozumiem, dlaczego w takich meczach nie może być możliwości wideoweryfikacji - powiedział nam Włoch.

- Wydaje mi się, że w ten sposób [z funkcją wideoarbitrażu - przyp. aut.] parę punktów by nam wpadło - wtórowała mu Agata Durajczyk, libero PGE Atomu Trefla.

FIVB, czyli federacja światowa, z systemu korzysta od 2012 roku, kiedy przetestowany został podczas klubowych mistrzostw świata. W większości przypadków stosowany jest jednak w meczach z udziałem mężczyzn.

- Mówi się, że system challenge jest potrzebny w męskiej siatkówce, bo jest dużo szybsza - tłumaczy Katarzyna Wirkowska, rzecznik PGE Atomu Trefla. - W żeńskiej z kolei przez to, że tempo gry jest nieco mniejsze, sędzia nie powinien mieć problemów z dostrzeżeniem tego, co dzieje się na siatce. To tempo nie ma jednak znaczenia - wielokrotnie na powtórkach telewizyjnych zauważa się detale, których podczas meczu nie można sprawdzić i to jest wystarczającym dowodem, że ten system jest potrzebny także w siatkówce kobiet. Nie chodzi o tempo gry, ale o ludzki osąd, a każdy człowiek czasem się może pomylić.Ciekawe jest również to, że po sobotnim finale do pracy sędziów liniowych uwagi mieli - w kuluarach - nie tylko Polacy, ale i Rosjanie. Nie brakowało więc głosów, że CEV powinien w swoich rozgrywkach pochylić się nad wprowadzeniem systemu challenge, a nie skupiać się na czasie okazywania radości po zdobytym punkcie. Szefowie europejskiej federacji chcą bowiem upłynnić grę i ingerując w emocjonalną część meczu skrócić jego przebieg.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie