Pedofilia w Kościele. "Biskupi wciąż wierzą, że problem przemocy seksulanej wobec dzieci da się przeczekać"

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Wydarzyło się niewiele, zdecydowanie zbyt mało. Zarówno w przypadku Kościoła, jak i państwa, skończyło się przede wszystkim na obietnicach - mówi Ignacy Dudkiewicz, redaktor naczelny magazynu „Kontakt” (www.magazynkontakt.pl), członek zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej.

Pierwszy film braci Sekielskich podejmujący problem pedofilii w Kościele spowodował falę komentarzy. Słyszeliśmy o pilnej potrzebie oczyszczenia Kościoła. Niedawno ci sami autorzy wyemitowali kolejny film „Zabawa w chowanego”. Znów wykazali próbę zamiatania problemu pod dywan i ujawnili przypadki bezczynności hierarchów wobec duchownych podejrzanych o molestowanie dzieci. Co zrobiono, i pytam o instytucje kościelne ale i państwowe, żeby oczyścić Kościół i pomóc ofiarom?

Wydarzyło się niewiele, zdecydowanie zbyt mało. Zarówno w przypadku Kościoła, jak i państwa, skończyło się przede wszystkim na obietnicach. Nie powstała - budząca zresztą w przedstawionej formie kontrowersje - zapowiadana państwowa komisja mająca wyjaśniać przypadki przemocy seksualnej wobec dzieci. W samym Kościele również nie dokonano rozliczeń. To właśnie na polu wyciągania konsekwencji wobec hierarchów, którzy kryli sprawców, bezczynność kłuje w oczy najmocniej. W sferze ochrony dzieci i przeciwdziałania kolejnym przypadkom przemocy seksualnej wobec nich, dzieje się od lat nieco więcej. Poprawiane są procedury, część diecezji opłaca osobom skrzywdzonym terapie, odbywają się szkolenia, a delegaci przyjmujący zgłoszenia w kilku miejscach w Polsce (choć wciąż nie wszędzie) są coraz lepiej przygotowani do pełnienia swojej roli. Niemniej jednak bez wyjaśnienia spraw z przeszłości - jak pokazuje nowy film braci Sekielskich - Kościół i tak nie będzie wiarygodny w swoich działaniach na rzecz ochrony dzieci.

Czytaj także

Po filmie oprócz prymasa abp. Wojciecha Polaka nikt inny z hierarchów nie zabrał głosu. Dlaczego biskupi tak chętnie wypowiadają się na tematy polityczne, a w tej sprawie milczą?

Polscy biskupi wciąż wierzą, że da się sprawę przemocy seksualnej wobec dzieci - i nie tylko dzieci - przeczekać, że jeśli odwrócą głowę, to temat ucichnie. Niestety, ostatni rok, który minął od pierwszego filmu braci Sekielskich, może ich utwierdzać w przekonaniu, że to taktyka skuteczna. Brutalnie rzecz ujmując, część hierarchów wierzy, że zdąży uciec przed sprawiedliwością na emeryturę. Tego wyraźnie pragnie choćby arcybiskup Głódź, opóźniający, jak może, wyjaśnianie sprawy prałata Jankowskiego. Po drugie, hierarchowie przyjmują narrację, w ramach której podobne sytuacje jak te przedstawione w filmie, są wyjątkami, a ich „rozdmuchiwanie” jest atakiem na Kościół. To nieprawda, ale jest to postawa dla biskupów wygodniejsza niż stanięcie w prawdzie, które wymaga odwagi. Tym bardziej warto docenić postawę prymasa Polaka, którego deklaracja, że zgłosi sprawę biskupa Janiaka do Watykanu, jest pierwszym wyłomem w korporacyjnej lojalności, którą dotąd wykazywali się polscy hierarchowie.

Co Kościół powinien zrobić, żeby uzdrowić sytuację? A może raczej potrzebne jest większe zaangażowanie osób świeckich w myśl zasady, że nie można być sędzią we własnej sprawie? Może nie powinniśmy pytać o rozwiązanie tego problemu duchownych?

Rozwiązania od dawna leżą na stole, formułowane przez wiele środowisk, również katolickich. W magazynie „Kontakt” już rok temu, po premierze pierwszego filmu braci Sekielskich, mówiliśmy jasno, co jest niezbędne. Po pierwsze, dymisje biskupów odpowiedzialnych za krycie sprawców przemocy seksualnej, w tym biskupów Janiaka, Głódzia i Tyrawy. Po drugie, niezależna komisja, której zadaniem będzie zbadanie kurialnych akt z ostatnich dekad i ustalenie rzeczywistej skali problemu oraz odpowiedzialności poszczególnych hierarchów za jego ukrywanie. Po trzecie, realne, a nie fasadowe, działania służb państwowych. Po czwarte, rozmaite zmiany strukturalne, związane między innymi z koniecznością większego dopuszczenia do przyjmowania i badania spraw przemocy seksualnej w Kościele osób świeckich, zwłaszcza kobiet. W tej ostatniej sprawie cenne rekomendacje przygotowała Inicjatywa „Zranieni w Kościele”, są one dostępne na jej stronie internetowej. Wszystkie te postulaty łączy przekonanie, że polski Kościół instytucjonalny samodzielnie, bez ingerencji Watykanu, organów świeckich oraz zaangażowania swoich wiernych, się nie oczyści. Nie jest do tego zdolny.

Pojawiła się informacja, że prokuratorzy, którzy na szczeblu lokalnym będą zajmować się sprawami księży - pedofili, będą musieli to zgłaszać przełożonym. Jak pan to odbiera? Czy nie ma tu groźby, że wpływ na rozstrzygnięcia tych spraw będą chcieli mieć rządzący?

Przede wszystkim dotyczy to konsultowania z „górą” decyzji o domaganiu się od kurii diecezjalnych dokumentów czy podejmowania czynności procesowych (takich jak przeszukiwanie budynków). To, że rządzący trzymają w tej sprawie rękę na pulsie, jest oczywiste. Szkoda, że nie polega ono na wykonywaniu po prostu swoich obowiązków: ścigania przestępców oraz tych, którzy ich ukrywali, a niekiedy być może wciąż – choć na znacznie mniejszą skalę – ukrywają. Kościół nie powinien być, ale niekiedy wciąż jest, wyjęty spod zwyczajnego działania prawa świeckiego. Docelowo trzeba z tym skończyć, ale nie sądzę, by było to możliwe w obecnym układzie politycznym i prokuratorskim.

Sekielscy zapowiadają kolejny film. Ma on dotyczyć tego, ile o problemie pedofilii wiedział Jan Paweł II. Niektórzy duchowni już mówią, że film uderzy w świętość. Czy rzeczywiście Jan Paweł II mógł marginalizować problem? Czy taki film jest potrzebny?
Musimy być gotowi zmierzyć się z tymi pytaniami. Jest pewne, że rozmaite doniesienia o przestępstwach seksualnych docierały do Watykanu także za pontyfikatu Jana Pawła II. Czy on sam o nich wiedział, czy też jego współpracownicy - w tym kardynał Stanisław Dziwisz czy kardynał Angelo Sodano - stanowili stuprocentowo skuteczny filtr, który go od tych informacji odgradzał? Nie wiem, czy kiedyś dowiemy się tego z całą pewnością. Niezależnie jednak od tego, „czy papież wiedział”, nie możemy nie stawiać pytań o jego odpowiedzialność za globalny i systemowy skandal dotyczący przestępstw seksualnych oraz ich ukrywania, który rozgrywał się za jego pontyfikatu. Nawet jeśli założymy, że nie wiedział nic - co wydaje mi się mało prawdopodobne - to jego decyzje personalne, sposób kierowania Kościołem czy dobór współpracowników współtworzył uwarunkowania instytucjonalne, które temu tragicznemu skandalowi pozwoliły zaistnieć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie