Paweł "Końjo" Konnak: Jesteśmy jedną obłąkaną rodziną [ROZMOWA]

rozm. Ryszarda Wojciechowska
mat. prasowe
Nie mam żalu do Tymona o to, że mnie wyciął z "Polskiego Gówna" - mówi poeta i performer Paweł "Końjo" Konnak.

Czym dla Ciebie jest ten film?
Pięknym dowodem na to, że Polska to wielki, bogaty kraj, pełen szczęśliwych artystów, których stać na realizację własnych pragnień. Bo "Polskie gówno" to absolutnie niezależna produkcja niszowego artysty. Przecież tego filmu za własne pieniądze nie zrobiła ani Edyta Górniak, ani członkowie zespołu Weekend, których na to stać. Tylko zrobił go Ryszard Tymon Tymański, angażując w to własne pieniądze. Dla mnie to dowód na to, że artyści w Polsce jednak sobie radzą, wbrew temu defetystycznemu tytułowi.

Ten film to ostra satyra na rodzimy show-biznes.
Raczej uniwersalna przypowieść o walce ducha z materią. Tymon patrzy na show-biznes z pozycji punkowca. On tę rewolucję duchową przeżył dopiero w okolicach czterdziestki. I nieważne, czy jesteś punkowcem polskim, argentyńskim czy rumuńskim. Dla ciebie show-biznes zawsze będzie plastikowy i komercyjny.

A jak oceniasz sam film?
Trudno mi go oceniać, bo ja jestem bezkrytyczny wobec własnych kolegów. I wszystko, co robią, podoba mi się. Bo to moi kumple. A dla mnie kumple są najważniejsi. Jestem jednak zachwycony tym, że Tymon - którego poznałem, kiedy był jeszcze licealistą i z którym potem przeżywaliśmy beznadziejne lata w podziemiu, zesłani na margines życia publicznego, teraz dzięki swojej ciężkiej pracy, fantazji i zaangażowaniu jest liczącą się personą w artystycznym świecie. O ideologii tego obrazka mówi sam tytuł. Mam wrażenie, że Tymon ma jakiś żal do świata. Nie do końca wiem, o co, bo uważam go za człowieka absolutnie zrealizowanego. Chociaż znam wielu milionerów, którzy są sfrustrowani i wielu szczęśliwych biedaków. Więc taka postawa mnie nie dziwi.

Kiedy Tymon pracował nad tym filmem, mówił mi, że walczyć z show-biznesem to jak strzelać z armaty do kurnika. Ale pokazuje tę całą obciachową rozrywkę na przykładzie telewizji Polwsad. Widzimy głupotę muzycznych talent show. Oglądamy dziewczyny, które przez seks próbują zrobić karierę i menedżerów, którzy okradają swoich artystów...
Takie mechanizmy istniały od zawsze w każdej promocyjnej branży. Nie jestem artystą zamkniętym w swoim świecie, spotykam się z ludźmi innych zawodów i tam też się wiele mówi na przykład o robieniu kariery przez łóżko. Mamy takie przypadki w świecie lekarskim, pisarskim czy nawet wśród artystów malarzy. Pojawiła się teraz słynna rozprawa o wystawie za seks, opowiadająca, jak w latach 80. nieudaczni malarze "pukali" panie dyrektorki różnych prowincjonalnych galerii, żeby otrzymywać publiczne pieniądze. Bo takie były wtedy realia. To, że w show-biznesie podchodzi się dionizyjsko do seksu i pieniędzy, to żadna nowość. Tym wszystkim podniecają się miliony i bardzo fajnie. Tymon jest artystą wojującym, który swój pomysł na życie oparł na uprawianiu tak zwanej dialektyki negatywnej. Ja nie jestem artystą wojującym.

Nie on jeden jest artystą wojującym.

To prawda, mamy przecież Kazika, który robi to samo od 30 lat. I czuje się z tym doskonale, śpiewając, jakim fatalnym krajem jest Polska. Jego fani też czują się z tym fantastycznie. Podobnie jest z Muńkiem Staszczykiem. Obaj są wojownikami i milionerami, bo mają towar, który się komuś podoba.

I wtedy można kontestować.
No, za te miliony na pewno. Ale ja myślę, że oni wierzą w to, co śpiewają. Poza tym nie zawsze im było tak dobrze. Kiedyś były tylko kopniaki od cenzorów i milicjantów. Tymon ma postawę waleczną i chce walczyć ze złem całego świata. Ale on też jest uczciwy w tym, co robi. W filmie, jak wspomniałaś, jest krytyka tych wszystkich talent show. A przecież Tymon odmówił udziału w takim programie. Proponowano mu ogromne pieniądze i to w kiepskim dla niego czasie, kiedy miał długi. Bo jako promotor wydawał płyty młodych ludzi, zamiast wysyłać ich do takich telewizyjnych programów. Był alternatywą dla tych wszystkich form masowej promocji. I nie zgodził się, żeby jurorować. Nie odmówił za to Maciek Maleńczuk. Od tamtej pory zaczęła się jego prawdziwa kariera. Dlatego Tymon jest, moim zdaniem, bardzo uczciwy w tym, co proponuje w swoim filmie. Oczywiście można się zastanawiać, na ile ten filmowy świat jest przejaskrawiony. Ale to jego świat. I jego poczucie, że całe zło bierze się z powodu istnienia w tej branży takich watażków babilońskiego show-biznesu.

W filmie oprócz Tymona, który wciela się w rolę muzycznego frontmana, gra też Robert Brylewski, lider takich zespołów jak Kryzys czy Izrael. Jego postać to ktoś, kto musi się pogodzić z klęską dawnych, młodzieńczych ideałów. Sam Brylewski kilka miesięcy temu napisał na Facebooku, że nie stać go na jedzenie.
Bardzo szanuję Roberta i jestem jego fanem. To wielki artysta i kochany człowiek, ale zawsze był mało zainteresowany merkantylną stroną swojej twórczości. Do wszystkiego podchodził w sposób hipisowski, spontaniczny, nie dbając o to, o co dbają Muniek czy Kazik, czyli na przykład o ZAiKS. Brylewski przy swoim dorobku i płytach, które nagrał, mógłby spokojnie dzisiaj żyć. Ale nie zadbał o to. Bo taką ma naturę. Ten jego żal jest więc trochę niedopowiedziany. Jeśli ktoś nie zna kontekstu, myśli, że świat skrzywdził Roberta. Ale przy okazji chwała Tymonowi za to, że od kilkunastu lat wspiera swojego kolegę. Ten film jest tylko małym trybikiem w tej maszynie, który pozwala przywrócić światu Roberta Brylewskiego - ikony polskiej muzyki niezależnej. Co prawda, efektem tego wsparcia był też burzliwy romans Tymona z córką Roberta.

Widzisz jakąś deformację w tym filmie? Z czym byś się nie zgodził?
(Długi śmiech) Jako człowiek show-biznesu uwielbiam moją branżę. Uważam, że jest fantastyczna. Spotkałem wielu wspaniałych ludzi, dalekich od tych pokazanych w "Polskim gównie". Tak samo spotykałem fajnych ludzi, kiedy byliśmy w muzycznym podziemiu. Jak człowiek przeżył punk rock i Totart lat 80., a potem estradę lat 90. w najbardziej skrajnym wydaniu od Ich Troje do disco polo, dochodzi do wniosku, że wszyscy artyści to jedna, wielka, obłąkana rodzina. Tyle samo radości daje mi spotkanie z Tymonem i Brylewskim, co z Krzysztofem Krawczykiem. Więc moja prawda o show-biznesie jest inna. A Tymon ma prawo czuć się trochę jak odtrącony kochanek, któremu poskąpiono czułości. Chociaż powtarzam, nie rozumiem tego, bo on jest artystą znanym, nagradzanym Fryderykami i Paszportami.

Ty też zagrałeś w tym filmie, chociaż widać tylko twoje plecy. Wyraźnie zostałeś wycięty. Nie masz do Tymona pretensji?
Miałem grać dziennikarza sportowego, ale w ostatecznej wersji zostałem wycięty. Cud, że Tymon nie wyciął sam siebie. Bo produkcja trwała siedem lat i nikt, łącznie z samym Tymonem, nie zliczyłby, ile było wersji scenariusza. Wpływ na ostateczny kształt filmu miał reżyser Grzegorz Jankowski i bardzo czujna pani montażystka Agnieszka Glińska. Naprawdę widać rękę tej dziewczyny. Oglądałem różne wersje montażowe, które zwiększały raczej poziom chaosu niż film porządkowały. I w tej ostatecznej ona wykonała kawał dobrej roboty. Nie mam żalu do Tymona za wycięcie. Tym bardziej że mam już obiecaną rolę w "Polskim gównie 2".

Będzie więc kontynuacja. A o czym?
Nie mam pojęcia. Myślę, że sam Tymon jeszcze nie wie. Na razie ten film zostawił go z długami. I nie wiadomo, czy dystrybucja w kinach zwróci mu to, co wydał. Ale to piękne, że nie traci wiary w swoją moc twórczą. Że nie jest zniechęcony tymi siedmioma latami pracy nad jednym filmem, który w normalnych warunkach robi się przez rok. Ale mam w tej drugiej części zagrać i nawet jeśli znowu Tymon mnie wytnie, to będzie "Polskie gówno 3" (śmiech).

Był taki moment, że nie wierzyłeś, że film uda się skończyć?
Wielokrotnie. Sam Tymon miał chwile zwątpienia i kto wie, czy ten film nie byłby robiony jeszcze przez kolejnych siedem lat, gdyby ktoś trzeźwy nie powiedział mu, że czas skończyć tę zabawę w piaskownicy.

Film się podobał na festiwalu filmowym w Gdyni, gdzie był pokazywany w sekcji "Inne spojrzenie".
Przy różnych mankamentach, jak pełen spontan i podejście hipisowskie, ten film to jest mierzenie się z czymś zupełnie nieznanym na naszym gruncie, czyli z musicalem, do tego jeszcze punkowym. Tymon jest doskonałym kompozytorem, stworzył do tego filmu świetne piosenki. Okazał się też fantastycznym naturszczykowskim aktorem. Poza tym w filmie mamy doskonałego Arka Jakubika i Grześka Halamę, do tego dodajmy jeszcze drugoplanowe role Krzyśka Skiby, Jana Peszka. Myślę, że to dlatego ludzie reagowali tak pozytywnie. Do tego jeszcze Tymon ładnie rozegrał promocję. Bo ludzie czekali, czekali i się doczekali.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Materiał oryginalny: Paweł "Końjo" Konnak: Jesteśmy jedną obłąkaną rodziną [ROZMOWA] - Polska Times

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Natalia Petrycka
Cieszę się, że udało się w końcu zrobić film. Jaki kraj taki musical, ale zobaczyć jak wygląda nasze showbiznesowe gówienko od środka bezcenne.
G
Gość
dobrze, że taki film w koncu powstał, tego było nam trzeba w polskim kinie, licze na smakowite wątki i smiałe parodie:)
M
Marti Urbańska
bardzo fajny wywiad, odpowiedź na pierwsze pytanie mówi wszystko. Tymański włożył w to dużo pracy i wysiłku, udowodnił, że jak ktoś chce to potrafi dopiąć swego.
G
Grzesiek Malarz
będzie ostry pocisk - moze Tymon nie poleci nazwiskami, ale czuję, że będzie wiadomo o kogo chodzi. jak patrzę na Bohosiewicz to widzę krzyżówkę dody z góraniak. ciekawe komu jeszcze się dostanie.
Dodaj ogłoszenie