Paweł Adamowicz o Bastionie Wałowa: Jest prosty sposób by tę sprawę załatwić

red
Wizualizacja Bastionu Wałowa
Wizualizacja Bastionu Wałowa materiały prasowe
W końcu prezydent Paweł Adamowicz zabrał głos w sprawie budowy budzącego kontrowersje Bastionu Wałowa.

Paweł Adamowicz wypowiedział się na swoim blogu o budowie przez LC Corp Bastionu Wałowa. Prezydent pisze, że zgadza się z zarzutami dotyczącymi zabudowy, która ma powstać w centrum Gdańska.

Kontrowersje wokół Bastionu Wałowa w Gdańsku. Do kogo kierować pretensje?

Prezydent Gdańska tłumaczy też, dlaczego miasto miało w tej sprawie związane ręce.

Adamowicz daje również proste rozwiązanie dla patowej sytuacji.

Treść wpisu "Bastion Niezgody" na blogu Pawła Adamowicza:

"Tereny w okolicach Stoczni, od lat budzą emocje. Na tym fragmencie Gdańska skupia się dziś uwaga wielu osób, którym z pewnością nie można odmówić dobrych intencji. Tym razem poszło o projekt budynków przy ul. Wałowej. Powiedzmy sobie szczerze, choć gusta to rzecz podobno o której się nie dyskutuje – to przykład słabej architektury, słabego projektowania.
Przypomnijmy pokrótce fakty. Firma LC Corp, która jest właścicielem części terenów postoczniowych, przedstawiła projekt ich zabudowy. Od razu odezwały się głosy licznych oburzonych. Nieomal wszyscy wypowiadający się publicznie twierdzą, że projekt od strony architektonicznej jest fatalny, nieprzystający do tych terenów. I odezwały się żądania zaniechania realizacji tego projektu. Dopóki te postulaty i protesty kierowano do właściciela, wszystko było prawidłowo adresowane. Ale pojawiły się też całkiem liczne sugestie, że miasto „powinno coś z tym zrobić”. Konia z rzędem temu, kto powie na jakiej podstawie miasto miałoby prawo zaingerować w sposób w jaki dysponuje swoją własnością inwestor?
Ale żeby było jasne – zarówno ja, jak i moim współpracownicy podzielamy pogląd, że od strony architektonicznej propozycja LC Corp jest – mówiąc delikatnie – fatalna. Tylko co z tym fantem może zrobić miasto? Otóż bardzo niewiele.

Winne pozwolenie na budowę?

W roku 2003 Rząd i Sejm uznali chyba, że kapitalizm już dostatecznie dojrzał. Że estetyka projektów budowlanych będzie negocjowana między inwestorem a opinią publiczną. I w nowelizacji prawa budowlanego został zniesiony dawny art. 4 mówiący o obowiązku zharmonizowania projektowanej zabudowy z otoczeniem, przerzucając tę odpowiedzialność wyłącznie na projektantów i inwestorów. Czy inwestorzy i projektanci wywiązują się z tego? Mamy wiele przykładów w Gdańsku, że tak. Niestety nie wszystkim się to udaje.
Podnoszą się głosy, że „przecież miasto mogło nie wydać zgody na budowę tego szkaradzieństwa”. Otóż nieprawda. A to dlatego, że prawo budowlane w art. 35 ust. 4 mówi „W razie spełnienia wymagań…. właściwy organ nie może odmówić wydania decyzji o pozwoleniu na budowę”. Nie może i koniec. W tej sytuacji, wobec spełnienia wszystkich wymogów formalno-prawnych przez inwestora nie było żadnej podstawy prawnej do wydania decyzji odmownej. Taka decyzja byłaby naruszeniem art. 156 § 1 ust. 2 Kodeksu Postępowania Administracyjnego, co powodowałoby nieważność odmowy.
Jest nawet gorzej, bowiem art. 160 w § 1 mówi: „Stronie, która poniosła szkodę na skutek wydania decyzji z naruszeniem art. 156 § 1 albo stwierdzenie nieważności takiej decyzji, służy roszczenie o odszkodowanie za poniesioną rzeczywistą szkodę”. Odszkodowanie przysługuje od organu, który wydał decyzję z naruszeniem art. 156 § 1 i dochodzenie odszkodowania następuje przed sądem powszechnym. Widać z tego, że niewydanie zgody na budowę nie tylko byłoby nieważne z mocy prawa, ale też wiele mogłoby kosztować gdańskiego podatnika.

Winny plan?

Są też tacy, którzy twierdzą, że „wszystkiemu winien jest fatalny plan zagospodarowania”. To też nie jest takie proste. Prace nad planem oraz towarzyszące pracom konkursy, seminaria i spotkania trwały cztery lata – od 2000 do 2004 roku. W tej bardzo szerokiej dyskusji brali udział architekci, urbaniści, konserwatorzy i miłośnicy zabytków, stoczniowcy i mieszkańcy Gdańska. Przypomnę też, że wówczas podstawowym problemem był los Stoczni Gdańskiej i zasięg terenów wyłączonych z produkcji i przeznaczony na realizację nowoczesnej dzielnicy mieszkaniowo usługowej. Wzorem dla wszystkich był wówczas londyński Dockland – powstająca na terenach po portowych dzielnica Londynu z wieżowcami biurowymi oraz intensywną zabudową mieszkaniową. Ze starej zabudowy zachowano w Londynie niewiele.
Dzisiaj zmieniły się światowe trendy i podejście do zagospodarowania tego typu obszarów jest inne. Mamy nowe przykłady, jak choćby hamburskie Hafen City (ale przypomnę, że Hafen City jest na gruncie miejskim, co znacznie upraszcza sprawę), czy nasz gdański Garnizon na terenach powojskowych we Wrzeszczu. Mamy też nieco inną świadomość na temat tego, co warto chronić. Być może wtedy nie wykazaliśmy się odpowiednim przewidywaniem przyszłości. Ale nie tylko my. Ogromna grupa specjalistów i mieszkańców również mogła zgłaszać wtedy swoje uwagi i ich nie zgłosiła.
Zgodnie ze zmienioną ustawą o planowaniu przestrzennym, kolejne zmiany nanoszone dekadę później mają swoje konsekwencje, również materialne. Bowiem zmiana planu, może pociągać za sobą przejęcie ciężaru potencjalnych roszczeń ze strony właścicieli terenów. Byłyby to roszczenia wielomilionowe.
Jest też jedna ważna w tym wszystkim sprawa. Choćby nie wiem jakie zapisy stosować w planie, nie uchroni nas to przed kiepskiej jakości architekturą. Zapisy planu nie są w stanie tego zabezpieczyć.

Jesteśmy w sytuacji bez wyjścia?

Czy w związku z tym jesteśmy w sytuacji bez wyjścia? Nie do końca. Jest sposób, w dodatku stosunkowo prosty, by tę sprawę załatwić bez obciążających nas wszystkich kosztów. Otóż wpisanie przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków do rejestru zabytków poszczególnych obiektów dałyby im niezbędną ochronę. Taki wpis (zwany obszarowym) zmusiłby inwestorów do uzgodnienia z nim wszelkich działań inwestycyjnych. Takie postępowanie nie byłoby zagrożone roszczeniami ze strony właścicieli terenów, albowiem ustawa o ochronie zabytków, jako podstawa wpisu do rejestru zabytków, takiej możliwości nie przewiduje. Byłoby to zatem sposób nie tylko najprostszy, ale i najbezpieczniejszy.

Koszty sprywatyzowania

To, z czym dziś mamy do czynienia na terenach postoczniowych jest konsekwencją uwłaszczenia stoczni w 1990 r. i następnie sprywatyzowania tych terenów.
W 1990 roku Stocznia Gdańska uwłaszczyła się z mocy prawa na nieruchomości Skarbu Państwa. Miasto nie miało żadnego wpływu na to uwłaszczenie, ani na sposób jej późniejszej sprzedaży. Miasto nie było właścicielem tych terenów, więc decyzje ich dotyczące zapadały w Warszawie. Mimo to w związku z realnym zagrożeniem całkowitą likwidacją produkcji stoczniowej i wyprzedażą majątku stoczni Miasto podjęło negocjacje, w wyniku których możliwe było zarówno utrzymanie produkcji stoczniowej, jak i przejęcie części majątku – nieruchomości najważniejszych dla zachowania i wyeksponowania historii i idei Solidarności.
Istotą tych negocjacji z właścicielem terenów postoczniowych, firmą „Synergia 99”, było opracowanie planów miejscowych umożliwiające właścicielom podjęcie inwestycji na obszarze Młodego Miasta oraz przejęcie przez Miasto prawa wieczystego użytkowania części gruntów, w tym nieruchomości z salą BHP, terenów pod Europejskie Centrum Solidarności oraz promenady Droga do Wolności. Nadal podtrzymujemy opinię, że to jedyny skuteczny sposób ochrony tych terenów. Na pewno takim sposobem nie jest z kolei parku kulturowy, przedstawiany przez niektórych jako złoty środek.

Porozmawiajmy o Bastionie

Wielokrotnie i od lat występowałem do Unii Metropolii Polskich, do posłów, senatorów i ministerstwa o przywrócenie w prawie budowlanym zapisów sprzed niefortunnej nowelizacji z 2003 roku, skreślającej konieczność projektowania w sposób zapewniający zharmonizowanie obiektu z otoczeniem. Obawa przed nadmierną uznaniowością urzędniczą może być zniwelowana przez dopuszczenie np. stanowiska Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej w sprawach wątpliwych lub konfliktowych. Nie ma uzasadnienia paradygmat: szeroka uznaniowość konserwatora zabytków w odniesieniu do obiektów chronionych i zerowa uznaniowość organu administracji w odniesieniu do nowych obiektów.
Obawiam się, że te działania nie zmienią sytuacji Bastionu Wałowa, ale niewątpliwie wpłynie na rozwiązania architektoniczne w przyszłości.
A co możemy zrobić w sprawie Bastionu? Pozostaje nam tylko apelowanie do LC Corp. Próby przekonania firmy, że społeczna akceptacja ich projektu będzie działała tylko na ich korzyść. Dlatego też pod koniec stycznia zwróciłem się z listem do pana Leszka Czarneckiego, przewodniczącego Rady Nadzorczej LC Corp. W liście zaapelowałem o zweryfikowanie projektu deweloperskiego Bastion Wałowa. I zaproponowałem panu Czarneckiemu spotkanie w celu omówienia sprawy. Na razie do spotkania nie doszło, ale szukamy możliwego terminu spotkania z przedstawicielami Zarządu spółki".

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
ww

To zabawne aby prezydent który sporządził ten plan miejscowy i jest za niego odpowiedzialny (zgodnie z ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym), teraz opowiadał takie dyrdymały. Pora Panie Pawle wypić piwo które się nawarzyło.

A
Ana

Ludzie... nie pozwólnie na to.. zobaczcie jak wyglądają miasta w Holandii itp. Gdańsk to nie jakiś pipidówek, tylko wielkie zabytkowe miasto !! architektura musi tu być na miejscu, bo pozniej to az wstyd kogos zaprosic zza granicy i co mu pokazac?? bloczyska?? wstyd !!

z
znudzony pisowskim spamem

Prezydentem można być tak długo jak mieszkańcy chcą, od tego są wolne wybory

J
Johann

Czy Prezydentem Gdańska ,Gdyni itd. jest się tak długo aż osiągnie sie wiek ,,emerytalny,,?
To samo inne ,,urzędy i funkcje,,

K
Krol KiK

Ziewnal, pierdnal i wyjasnil, ze nic nie moze zrobic, bo ma zwiazane rece, ze jego zlodziejskie PO uchwalilo bandyckie przepisy .Dawniej nawet wlasciciele folwarkow budowali czworaki dla swoich pracownikow, budowal je Schichal dla swoich stoczniowcow czy fundacja Abbega. Miasto nie robi nic. Zezwala zlodziejom nabywac za atrakcyjne ceny i lapowki miejskie grunty na ktorych lichwiarze i zdziercy stawiaja niebotycznie drogie apartamentowce. Nie kazdy jest biskupem, wojewoda czy prezesem stoczni. Ceny mieszkan powalaja na kolana i studencina po byle jakim licencjacie bedzie tylko wiecznym bambacionim. Niedawno jednemu z takich prekariuszy na garnuszku i karku matki udzielilem rady: po co sprzedajesz buty dla krwiozercy kapitalisty, placi ci jakies ochlapy i to jak ma dobry humor, zajecie jest paskudne i niegodne faceta, bo to punkt zaczepienia dla dziewki od krow prosto z Kruzewnikow. Zebys pozostal w znanej juz ci branzy lepiej zostan pucybutem. Moze od pucybuta awansujesz na milionera.

Dodaj ogłoszenie