Patrol po ciemniejszej stronie miasta

    Patrol po ciemniejszej stronie miasta

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Bezdomnych niezwykle trudno nakłonić do przyjęcia pomocy. Przekonała się o tym Kamila Grzenkowska, gdy razem ze Strażą Miejską patrolowała nocą gdańskie ulice.
    Gdzieś zniknął okropny smród panujący kiedyś na dworcu PKP w Gdańsku Głównym. Nie widać też tu wielu bezdomnych. To w dużej mierze zasługa wynajętej przez PKP ochrony, która wieczorami wyprasza bezdomnych z kolejowego budynku. Nie wiadomo, gdzie się przenieśli. Na pewno nie do schroniska. To ostatnie miejsce, które wybrałaby większość z nich. Nie pójdą, bo tam trzeba przestrzegać zasad. Przede wszystkim nie wolno pić alkoholu.
    150 - tylu funkcjonariuszy pracuje w służbie patrolowej gdańskiej Straży Miejskiej

    A on pomaga, gdy niska temperatura dokucza "ludziom bez adresu". W ciągu dnia niektórzy grzeją się w autobusach i tramwajach, inni kręcą się po ulicach. Wybierają puszki ze śmietników i wysypisk śmieci. Nocami chowają się w piwnicach, na klatkach schodowych, w porzuconych domach jednorodzinnych bądź innych "wynalezionych" miejscach. U niektórych wzbudzają odrazę, u innych - współczucie. To oni alarmują pracowników socjalnych, gdy w okolicy swojego domu widzą bezdomnego. Ze Strażą Miejską i streetworkerami wyruszają na patrole, sprawdzając miejsca pobytu takich osób.

    W jeden z czwartkowych wieczorów dołączam do takiego nocnego patrolu po Gdańsku. Cały wieczór pada i jest bardzo zimno, a trzeba sprawdzić osiedlowe śmietniki i zapomniane działki - miejsca, których przeciętni ludzie nie odwiedzają.

    Na początek coś "łatwego". Pracownicy MOPS dostali sygnał, że w jednym z bloków przy ul. Piastowskiej, na klatce schodowej, nocuje starszy mężczyzna. Często jest nietrzeźwy i hałasuje. Wchodzimy więc na dziesiąte piętro, po drodze sprawdzając, czy nie ma go w którymś ze zsypów śmieci. Czysto. Tego wieczoru nocuje gdzie indziej. - Mieszkańcy mają z nim spory problem. Kiedy jest pijany, zdarza się, że załatwia się na klatce schodowej. Kał rozsmarowuje potem na ścianach... - opowiada jeden z patrolujących.

    Kolejny "adres" to opuszczone ruiny domku jednorodzinnego we Wrzeszczu. Radiowóz zatrzymuje się na polnej drodze. Dalej idziemy pieszo. Streetworkerka podbiega do budynku. Osmolone ściany świadczą o tym, że niedawno musiał być tu pożar. Pracownicy sprawdzają ruiny, zaglądają w krzaki. Nikogo nie widać.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo