Pani na urlop, pies do klatki

    Pani na urlop, pies do klatki

    Anna Sztym

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Pracownik sztumskiego zakładu wodociągów i kanalizacji podczas inspekcji hydroforni w Polaszkach (gm. Sztum) usłyszał psi skowyt. W pobliskim gospodarstwie rolnym, w kojcu, przy budzie stał wychudzony rottweiler i przeraźliwie wył. Zwierzę przez tydzień nie dostawało jeść ani pić
    Mężczyzna wezwał Straż Miejską. Pies był odwodniony i głodny. W kojcu miał starą kość i puste miski po wodzie. Wojciech Bednarski ze Straży Miejskiej był na miejscu po niespełna 20 minutach od zgłoszenia.

    - Tego, co zobaczyłem, nie sposób zapomnieć - opowiada zszokowany. - Pies zamknięty był w wybetonowanym kojcu, ogrodzonym siatką. Dookoła kojca był pas trawy i kolejne ogrodzenie. Nie było możliwości, żeby bez wejścia pomiędzy siatki podać psu wodę.

    Bednarski dodaje, że to pierwszy przypadek tak rażącego zaniedbania zwierzęcia, z jakim spotkał się w tym roku. - Z rozmów przeprowadzonych z mieszkańcami wsi wynika, że właściciele posesji ostatni raz byli widziani tu tydzień temu.

    Strażnicy wezwali weterynarza, który w ich obecności wszedł na teren gospodarstwa i udzielił psu pomocy medycznej. Rottweiler został napojony i nakarmiony.
    Jednocześnie rozpoczęto poszukiwania właścicieli gospodarstwa.

    Sztumscy strażnicy ustalili, że prawdopodobnie wyjechali na wczasy, gdzieś w okolice Stegny. Kiedy w końcu ich znaleźli, okazało się, że kilka tygodni temu sprzedali gospodarstwo. O pomoc w namierzeniu nowego właścieciela strażnicy poprosili pracowników referatu ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Sztumie.

    - Ustaliliśmy, że gospodarstwo kupiła mieszkanka województwa kujawsko-pomorskiego - mówi Grażyna Żołędowska. - Znalazłam numery telefonu do tej pani oraz do jej firmy. Niestety, nikt nie odpowiadał. Zostawiłam jej wiadomość. Z mocy obowiązującego nas prawa, burmistrz może w takim przypadku wydać decyzję o czasowym lub całkowitym odebraniu psa w związku z naruszeniem ustawy o ochronie zwierząt. Pies trafiłby wówczas do schroniska w Kartuzach, z którym mamy podpisaną umowę.

    Nie wiadomo, jak skończyłaby się cała ta sprawa, gdyby nie to, że wczoraj po południu właścicielka rottweilera skontaktowała się z referatem ochrony środowiska. Obiecała, że przyjedzie do psa tak szybko, jak będzie to możliwe, prawdopodobnie dzisiaj. Przeprosiła za całą sytuację i obiecała, że więcej się to nie powtórzy.

    Kobieta za swoją nieodpowiedzialność i bezmyślność zostanie ukarana mandatem w wysokości 500 zł.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo