Pamiętnik czasu zarazy. Zapiski numeru 22, który pokonał koronawirusa. "Czas pandemii uczy pokory"

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Pamiętnik ozdrowieńca. "Na izbie przyjęć już czekają. Wszyscy są przebrani w kombinezony, czepki, gogle, rękawiczki, obuwie typu gumiaki. Czuję się jak w Czarnobylu. Po każdej czynności zmieniają co najmniej jedną z trzech par rękawiczek.Muszą wytrzymać co najmniej 6 godzin w tych plastikach , ich ciało nie oddycha, po plecach przesuwają się krople potu,  gogle parują , stopy chlupoczą w kaloszach.Pielęgniarki uśmiechają się zakładając mi wenflon."
Pamiętnik ozdrowieńca. "Na izbie przyjęć już czekają. Wszyscy są przebrani w kombinezony, czepki, gogle, rękawiczki, obuwie typu gumiaki. Czuję się jak w Czarnobylu. Po każdej czynności zmieniają co najmniej jedną z trzech par rękawiczek.Muszą wytrzymać co najmniej 6 godzin w tych plastikach , ich ciało nie oddycha, po plecach przesuwają się krople potu, gogle parują , stopy chlupoczą w kaloszach.Pielęgniarki uśmiechają się zakładając mi wenflon." Karolina Misztal
Udostępnij:
- Nie jest ważne, czy będzie świecić słońce, czy padać deszcz, czy będę gruba czy chuda, najważniejsze - jestem żywa - pisze w swoich notatkach , dokumentujących walkę o życie, Magdalena Perepeczko. Numer 22. na liście mieszkańców Pomorza, u których wykryto koronawirusa.

To swoisty pamiętnik czasu zarazy. Rodzaj terapii, pozwalającej walczyć z lękiem o życie swoje i najbliższej osoby. A także wielkie podziękowanie dla lekarzy i pielęgniarek ze Szpitala Marynarki Wojennej, dzięki którym Numer 22 mógł zdjąć koronę z głowy.

Marzec 2020

Za tydzień będziemy na nartach, dużo powietrza, ośnieżone góry.Wierzymy , że Austria jest bezpieczniejsza, tam zarazę złapali w zarodku. Pani w hotelu zapewnia „u nas nie ma wirusa”.

Piątego dnia jedziemy na Hintertux. Do gondoli dosiada się para młodych narciarzy. Zapala mi się czerwone światło. Są chorzy, mają czerwone nosy, kaszlą i kichają ,wyjmują termos z herbatą i tymiankiem.

Nie jest dobrze, pozostaje nadzieja.

Wieczorem okazuje się , że cała Austria od niedzieli będzie zamknięta. W piątek, 13 marca ruszamy do domu.

Gdańsk, 14-16 marca

Nie musimy, ale zostajemy na kwarantannie.

Jesteśmy szczęśliwi,opaleni, zrelaksowani. W niedzielę syn przywozi zaopatrzenie, wiesza na płocie, rozmawiamy przez domofon.

W poniedziałek spacer z psem. Jest słoneczna pogoda, tylko jakoś dziwnie kaszlę, koło południa zaczynam czuć dreszcze. Rośnie mi gorączka.

Około północy czuję się jeszcze gorzej. Mąż po konsultacji telefonicznej zawozi mnie do szpitala zakaźnego. Po dłuższej chwili lekarz przyjmuje mnie w izolatce. Dziwi się, po co przyjechałam: „przecież tu pełno chorych, pani nie ma duszności, a czy pani w ogóle mierzyła temperaturę w domu?” Cierpliwie opowiadam o Austrii, separacji. Widzę,że lekarz robi wszystko, bym wróciła do domu bez testów. Na szczęście wchodzi pielęgniarka, mierzy mi temperaturę i pyta „ to co panie doktorze robimy, pacjentka ma 39,5 st C ?".cDwa testy zrobione , wyniki będą najwcześniej za 6 dni.

17-24 marca

Po trzech dniach Tomek robi się słaby, ma gorączkę, kaszle.
Nadal nie wierzę, że jesteśmy królem i królową w koronach. Mija szósty dzień. Około 22 dzwoni telefon. Nie jest dobrze, wykryli u mnie KORONĘ.

Tomek zostaje w separacji w domu. Mnie następnego dnia rano wiozą karetką na sygnale do szpitala Marynarki Wojennej.

Na izbie przyjęć już czekają. Wszyscy są przebrani w kombinezony, czepki, gogle, rękawiczki, obuwie typu gumiaki. Czuję się jak w Czarnobylu. Po każdej czynności zmieniają co najmniej jedną z trzech par rękawiczek.Muszą wytrzymać co najmniej 6 godzin w tych plastikach , ich ciało nie oddycha, po plecach przesuwają się krople potu, gogle parują , stopy chlupoczą w kaloszach.
Pielęgniarki uśmiechają się zakładając mi wenflon.

Leżę na łóżku w puchówce, mam dreszcze, siostra troskliwie okrywa mnie kocem. Lekarz przy wejściu stwierdził, że na pewno tylko mnie obejrzą i odeślą do domu. Bardzo bym chciała.

W oczekiwaniu na decyzję zastanawiam się jak można było uwierzyć Austriakom, że są bardzo uporządkowani ,a ich kraj jest wolny od pandemii. Mam do siebie straszne pretensje , tyle lat żyję na tym świecie, a nie potrafię przewidywać. Odpuściłabym tydzień cudownego marca i nie byłoby mnie tutaj.

Odprowadzają mnie do sali na końcu korytarza. Nie wolno mi wychodzić, w razie potrzeby mam telefonować. Pojawiają się pielęgniarki, pielęgniarze , badają mnie lekarze . Cieszę się, że jestem sama, nikt nie chrapie, a mój duszący kaszel nikogo nie denerwuje. Będę tu pewnie tydzień, muszę się przyzwyczaić.

25-29 marca

Drugi tydzień męczy mnie gorączka, trzy razy dziennie łykam garść leków, leżę podłączona pod kroplówki.
Jedzenie to wyzwanie. Nie mogę marudzić, priorytetem szpitala jest leczyć a nie żywić. Zastanawiam się, jak przełknąć zimne pure ziemniaczane, wątpliwy pulpet ryby, letnią kartoflankę .Od tabletek żołądek wywraca mi się na lewą stronę. Oddychaj Magda, głęboko oddychaj. Nic z tego, kilka razy biegnę do łazienki.

Na teren szpitala nie ma wejścia, ale paczkę można zostawić na portierni. Szymi przynosi czajnik, jogurty, twarożek , kisiele, narzeczona piecze pierś z indyka.
Jakoś przeżyję, to pewnie jeszcze 3 dni i nie będzie mnie tutaj.
Czwartego dnia dzwoni Tomek. Pyta o samopoczucie, jest bardzo słaby, ma skoki temperatury. Nadal czeka na zrobienie testu.

Dzień szósty. Przy rannym obchodzie doktor oświadcza, że chce mnie dziś wypuścić do domu. Prawie wyskoczyłam z łóżka, by go uściskać. Przebieram się w rzeczy cywilne, wyrzucam kosmetyki, jedzenie. Niczego tu już nie potrzebuję.

Po dwóch godzinach nikt się nie zjawia. Wsuwam się pod szpitalny koc, nadal mnie trzęsie. Około 15 słyszę: „Nigdzie pani nie wychodzi, przenoszą panią do separatki, gdzie będzie pani cała dobę monitorowana" .
W głowie mam pustkę, wymawiam imię boskie. Nadaremno.

30 marca - 8 kwietnia

Nic im się nie podoba. Wszystkie wskaźniki są niezadowalające.
Codziennie cztery kroplówki , łykam garściami tabletki, prężę pachwiny, żeby mogli dobrać się do tętnic. Kaszel nadal nęka, ale już żebra nie bolą.

Załoga w strojach z Czarnobyla uwija się jak w ukropie. Siostry i pielęgniarze w plastikowych kokonach zwinnie pobierają krew, dokonują pomiarów. Głos słabo przechodzi przez kolejne śluzy izolacyjne, krzyczą przekazując sobie informacje. Cierpliwie czekają ,aż kroplówka się skończy, zabawiając mnie opowieściami o pasjach, marzeniach i rodzinie.

Jedna z pielęgniarek żałuje, że nie pojedzie już w tym roku do Sankt Petersburga, i nie wykąpie się w przerębli wykutej w Newie. Inna się martwi, że musiała zawiesić próby w zespole, gdzie tańczy i śpiewa.Cześć zostawiła dzieci pod opieką rodziców. Mieszkają w akademiku.

Czas pandemii uczy pokory. Nie mogę już udawać, nie zostanę tu trzy dni, tydzień, zostanę to tak długo jak będzie to potrzebne. Zięć pisze:„ Bądź dzielna”. Chciałabym wiedzieć jak to się robi.

Znajomi, przyjaciele, rodzina dzwonią, przesyłają życzenia, pozdrowienia ,śmieszne linki. Nie zdawałam sobie sprawy, że znam tak wielu życzliwych ludzi.

Zajadam czerwone wielkie truskawki, szwagier obrał granata. Przyjaciele przekazali liofilizowaną żywność „Lunchbox”. Co noc śni mi się przyrządzenie dań.
Gotuję garnki brązowego ryżu, smażę placki, ubijam wieprzowinę na kotlety schabowe.
W ciągu dnia prześladuje mnie smak chrupiącego rogalika z masłem, najlepiej takiego, że jak ugryzę, to zostają okruszki na stole. Obiecuję - już nigdy nie zwrócę uwagi Tomkowi, że kruszy.
Mam lepsze wyniki, już mnie nie wprowadzą w śpiączkę farmakologiczną, nie zaintubują.
Zostały dwa dni podawania antybiotyku. W poniedziałek powinno ruszyć szpitalne laboratorium wykonujące testy kontrolne, na wyniki czeka się tylko 8 godzin.

9-23 kwietnia

Muszę być zdrowa, mam apetyt. Wysyłam Szymiemu listę zakupów świątecznych.
Po godzinie 23 lekarz informuje, ze korona nadal przygniata moją głowę. Na szczęście pozostałe wyniki są zadowalające. Jest szansa, że Wielki Piątek spędzę w domu.
W czwartek rano otwierają się drzwi „to panią dziś szykują do wypisu?” Siedem godzin oczekiwania na karetkę wydaje się chwilą.
Przed nami izolacja.

Tomek dwoi się i troi, choć jest bardzo słaby. Ustalamy zasady. Jedzenie przygotowuje tylko” ozdrowieniec”. Każdy mój talerz trafia do zmywarki dopiero po umyciu środkiem bakteriobójczym. On zajmuje gabinet, górną łazienkę, ja sypialnię z kącikiem kulinarnym . Jest również stanowisko z maseczkami, rękawiczkami, środkami dezynfekującymi. Tu odkażam każdy drobiazg..Nasz dom zmienił się w Sanatorium pod Klepsydrą.

W Wielką Sobotę zajączki przynoszą świąteczne paczki. Mamy trzy babki, mazurka, dwa pasztety, sałatki, jest żurek i biała kiełbasa.

W niedzielę rano robi się smutno, symbolicznie święcimy jedzenie, pisanki, jedną ze wzorem rozmytej korony. Zwykle o tej porze na Wielkanoc spotykało się tutaj około 20 osób. Teraz,16 osób łączy się przez internet. Jesteśmy znowu razem.

Mąż wygląda prawie jak młody Redford , stracił 8 kg.U kobiet w moim wieku utrata 8 kg skutkuje pojawieniem się szczurzej twarzy i wydłużeniem nosa .Ręce zmieniły się w wysuszone patyki.Skóra przypomina liniejącego węża. Gdybym odzyskała zmysł powonienia i smaku... Jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie.

23 kwietnia, czwartek

Dzwonią rano - jestem wolna od koronawirusa!

Już wiem, że największym zaskoczeniem w czasach zarazy są ludzie. Ich miłość, troska, pomoc o każdej porze dnia i nocy, współczucie , codzienne słowa wsparcia, uśmiech i poczucie humoru mimo wszystko. Jesteśmy bogaci, gdy obok jest drugi człowiek.

Chciałabym każdego dnia cieszyć się chwilą, oddychać pełną piersią, być zadowolona, uśmiechnięta. Nie jest ważne, czy będzie świecić słońce, czy padać deszcz, czy będę gruba czy chuda , najważniejsze JESTEM ŻYWA.

Trudne przeżycia potrafią z czasem zmienić się w czystą szczęśliwość.

Koronawirus: pytania i odpowiedzi

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ten rok szkolny był trudny, ale lepszy od ubiegłego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie