Pałace na piasku, czyli jak zmienić Hel w Miami

Łukasz Kłos, Dorota Abramowicz
Hel to miasto wyjątkowe. Obawiam się, że straci swój charakter przez planowane inwestycje, które staną się niebezpiecznym precedensem - mówi radny Marek Chroń
Hel to miasto wyjątkowe. Obawiam się, że straci swój charakter przez planowane inwestycje, które staną się niebezpiecznym precedensem - mówi radny Marek Chroń Dorota Abramowicz
Udostępnij:
Hel ma za kilka lat przypominać śródziemnomorską Riwierę. Ewentualnie Miami Beach. Z całorocznymi, nowoczesnymi hotelami, oferującymi usługi welness & spa. Z podziemnymi garażami i lądowiskiem dla helikopterów. Z pomostami dla jachtów w porcie rybackim.

- Żyjemy nie na skale, ale na piasku, którego nie można w nieskończoność obciążać betonem - mówi Edyta Koreńczuk, helanka, w drugim pokoleniu armator kutra rybackiego. Pani Edyta jest jednym z niewielu mieszkańców Helu, którzy pod własnym nazwiskiem krytykują pomysły obecnego burmistrza Klemensa Adama Kohnke. I dodaje: - A budowa pomostów w porcie rybackim oznacza wyrzucenie w szczególnie niebezpieczne miejsce, czyli na tak zwany awanport, kutrów helskich rybaków.

Burmistrz branżę „fitness i wellness” ma w małym palcu. W opublikowanym w internecie życiorysie czytamy, że od początku lat 90. był on konsultantem biznesowym z zakresu zarządzania firmami i obiektami branży fitness & wellness w krajach niemieckojęzycznych oraz Polsce. Jest też autorem i współautorem licznych projektów obiektów fitness, wellness & spa w Austrii, Niemczech i Polsce.

- To małe miasto. A wiadomo czy jak rzucisz kamieniem, to nie wyląduje w twoim ogródku? - najczęściej słyszę, gdy proszę o ocenę pomysłu na rozwój Helu.

Nawet były wieloletni burmistrz Mieczysław Wądołowski uchyla się od rozmowy i kieruje po komentarz do Marka Chronia z klubu radnych Morskie Przymierze Hel 2020. - Nikt nie miał zakusów na cypel do momentu, kiedy aktywnie tematem zajmował się prof. Krzysztof Skóra ze Stacji Morskiej UG, założyciel stacji morskiej i fokarium - stwierdza gorzko Marek Chroń. - Niestety, po jego chorobie, a potem śmierci i przy obecnym włodarzu droga do zawłaszczenia cypla stanęła otworem.

Dziś już nikt ze Stacji Morskiej nie chce wypowiadać się na temat planowanych w mieście inwestycji. Kierująca placówką dr Iwona Pawliczka nie udziela pracownikom zgody na rozmowę z dziennikarzem. Sama twierdzi, że nie zna tematu. Jej powściągliwość jest zrozumiała dla naszych rozmówców w Helu: naukowcy mają bowiem w planach rozwinięcie własnych inwestycji.

- Stacja wraca do pomysłu Błękitnej Wioski, chce rozbudować fokarium - słyszę. - Wchodzenie w konflikt z miastem nie będzie sprzyjało tym planom.

Zatrzymaj się na dłużej

Tymczasem na krańcu cypla rządzi las. Zajmuje tereny na północ, wschód i zachód od portu i budynków Helu, zarasta bunkry, stanowiska artyleryjskie i opustoszałe budynki pozostawione przez wojsko. Część terenów opanowanych przez las należy do Agencji Mienia Wojskowego.

Wystarczy wejść na ulicę Kuracyjną, prowadzącą do plaży, by natrafić na duże tablice informacyjne, kuszące potencjalnych inwestorów. „Hel - zatrzymaj się na dłużej” - zachęca Agencja Mienia Wojskowego, proponująca sprzedaż atrakcyjnych działek m.in. przy ul. Kuracyjnej, otoczonej lasem strzelnicy i prawie 50-hektarowego terenu po dawnym porcie wojennym z 37 budynkami.

- Wszyscy chcą coś tu sprzedać - mówi pan Z. (bez nazwiska, proszę). - Głównie Agencja Mienia Wojskowego, ale także miasto i właściciele prywatni, którzy zainwestowali w apartamentowce. Skutek jest taki sobie, koniunktura jakby trochę siadła.

W bok od ul. Kuracyjnej, w pobliżu dawnego budynku Żandarmerii Wojskowej na obszarze leżącym w granicach Nadmorskiego Parku Krajobrazowego i obszaru Natura 2000 „Zatoka Pucka i Półwysep Helski”, rozpościera się działka oznaczona numerem 35/19, sprzedana prywatnemu właścicielowi z Gdyni. Ten sam właściciel kupił także - również chroniony - teren, na którym przed laty awaryjnie lądowały wojskowe śmigłowce, czyli działkę 577/2. To tu ma powstać hotel Motyl - pierwszy krok do „nowoczesnego Helu”.

Na facebookowej stronie miasta Hel 22 lutego br. ukazała się taka informacja: „Duże zainteresowanie wśród mieszkańców wzbudziły prace przy ulicy Kuracyjnej, pojawiły się tam ekipy pracujące przy porządkowaniu terenu. W tym miejscu powstanie supernowoczesny hotel z kompleksem wellness & spa. Przewidywana jest również budowa lądowiska dla helikopterów. Co ciekawe obiekt swoim kształtem przypominać będzie motyla wśród drzew.”

Motyl, jak motyl. Gorzej z lądowiskiem i podziemnym garażem.

Ekolog: - Lądowisko dla helikopterów w tym miejscu to przesada. Przecież po sąsiedzku, w ośrodku prezydenckim, mamy gniazdo orła bielika. A to ptaki „królewskie”, hałasów nie znoszą.

Urzędnicy odpowiedzialni za ochronę środowiska póki co przyjmują pozycję wyczekującą: - Na razie prezentacje medialne słabo się mają do stanu formalnego. My możemy oceniać tylko to, co otrzymamy na papierze.

Marek Chroń kładzie na stole uchwałę Rady Miasta Helu z 29 października 2008 r. w sprawie ustanowienia na obszarze o powierzchni prawie 300 ha zespołu przyrodniczo-krajobrazowego Helski Cypel „z zachowanymi zespołami architektury militarnej oraz wysokich walorów przyrodniczych”. Dokument zabrania m.in. niszczenia, uszkadzania lub przekształcania obszaru i wykonywania prac ziemnych trwale zniekształcających rzeźbę terenu. Uchwała została podjęta „prewencyjnie”.

- Powstała po tym, jak do miejskich radnych dotarły informacje o planowanych inwestycjach kontrahentów Agencji Mienia Wojskowego - tłumaczy radny Chroń. - Miała na celu ochronę walorów cypla, niedopuszczenie do jego zawłaszczenia i zapewnienie zachowania przyrody i dostępności terenu.

Kiedy ulicą Kuracyjną zaczęły kursować ciężarówki, wywożące gruz z wyburzanej dawnej stołówki wojskowej i rozpoczęła się wycinka drzew, radny Chroń próbował dotrzeć do tzw. warunków zabudowy. Nie znalazła się w nich żadna wzmianka na temat uchwały broniącej cypel.- Boję się, że ta inwestycja to dopiero początek - mówi Marek Chroń. - Zostanie stworzony precedens.

Jak wykluwał się Motyl

Budynku wojskowej stołówki już nie ma. Został (lege artis) rozebrany. Wycięto też pierwsze drzewa i zaczęto porządkować teren. Właściciel gruntu, 26-letni biznesmen z Gdyni kupił ją od Agencji Mienia Wojskowego w 2014 roku. Z Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że m.in. posiada udziały w spółce powiązanej także z Marcinem Dubienieckim, trójmiejskim adwokatem, mężem Marty Kaczyńskiej, który w ostatnim czasie popadł w kłopoty prawne - prokuratura zarzuca mu oszustwa na szkodę państwa. W Helu jednak młody inwestor działa na własną rękę. Nieruchomość jest jego wyłączną własnością.

„Motyl” zaczął wykluwać się pod koniec ubiegłego roku. Inwestor wystąpił do władz Helu o określenie warunków zabudowy. Burmistrz Klemens Kohnke dał mu szerokie pole manewru. Z decyzji Urzędu Miasta wynika, że zabudowa hotelowa może zająć do 40 proc. terenu działki, tj. do 7200 metrów kwadratowych. Dopuszczalną wysokość obiektu ustalono na 18 metrów.

- To olbrzymia wysokość! Jeśli inwestor wzniesie obiekt o maksymalnych, dopuszczonych parametrach całkowicie zdominuje on tamtejszy krajobraz - uprzedza Bartosz Płóciennik, kierownik Nadmorskiego Parku Krajobrazowego. - Obawiam się, że obiekt najpewniej wyrastałby ponad korony sosen.

Dystans przyrodnika jest zrozumiały. Gdyby hotelowiec zajął maksymalną powierzchnię dopuszczoną przez władze i wyrósł na maksymalną wysokość, to jego powierzchnia użytkowa byłaby dwa razy większa od gdańskiej galerii Madison.

Obrona mrówki zza biurka

W gabinecie burmistrza Helu, Klemensa Adama Kohnke, na honorowym miejscu stoi podobizna jego dziadka, też Klemensa, pierwszego polskiego sołtysa Helu. Sam burmistrz podkreśla, że choć zwiedził cały świat jest helaninem od pokoleń i prawdziwym miejskim patriotą.

- Czy państwo wiedzą, że Hel się wyludnia, umiera? - pyta. - Kiedyś miasto miało ok. 6 tys. mieszkańców, teraz żyje tu zaledwie 3460 osób. Czy trzeba zrobić z niego skansen dla fok, bo gdzieś w Trójmieście, w Warszawie komuś zależy na pozostawieniu Helu w stanie takim, jaki jest? Potrzebujemy miejsc pracy. Ożywienia. Wystarczy taki ośrodek, jak „Motyl”, by dać 400 miejsc pracy. Nowe hotele sprawią, że goście będą korzystać z lokali gastronomicznych, sklepów. Hel będzie cały rok żył.

Kiedy pytam, jak mają się planowane inwestycje do uchwały ustanawiającej zespół przyrodniczo-krajobrazowy Cypel Helski, burmistrz odpowiada, że...uchwała już została zmieniona. Błąd szefa prostuje po chwili Dariusz Andryskowski, specjalista ds. technicznych i przetargów. Tłumaczy, że do planowanej przez urząd zmiany uchwały chroniącej cypel potrzebna jest opinia Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. A tej opinii jeszcze nie ma. Tak czy inaczej trzeba zabrać się za „poprawienie” dokumentu sprzed ośmiu lat, bo Agencja Mienia Wojskowego postawiła miasto przed faktem dokonanym, przekształcając część terenu cypla w działki budowlane. Władz Helu nikt o zgodę nie pytał.

Jednak już to, co powstanie na działkach, zostało „wypracowane” w rozmowach władz miasta z inwestorami. Dlaczego więc włodarze Helu zgodzili się na mniej więcej pięciopiętrowy hotel w lesie na cyplu? Dlaczego nie zaprotestowali wobec propozycji wybudowania lądowiska dla helikopterów?

Burmistrz Kohnke: - Proszę popatrzeć przez okno. Widzi pani szkołę? Jest wyższa, niż przyszły hotel. I nie ona jedna. A co do lądowiska, to po pierwsze w Jastarni jest już lądowisko dla awionetek i helikopterów. W Helu lądują sanitarne helikoptery. No i mamy ośrodek prezydencki z lądowiskiem. A po drugie - pytanie o lądowisko, to takie brzydkie dziennikarstwo. Inwestor nigdzie nie napisał, że chce lądowiska.

- Ta informacja jest stronie miasta...

- Ktoś napisał bzdurną historię i tak się „łapie” aferę. Zresztą w naturze najważniejszy jest człowiek. Fajnie się broni mrówki zza biurka. Ktoś sobie uzurpuje prawo do przedkładania interesów przyrody nad interes człowieka. Ręce mi opadają, gdy słyszę, co wolno, a czego nie...

Dyskusja na temat gustów architektonicznych („takie Acapulco, Miami, Las Vegas to dla 20 procent kicz, a reszta się tym zachwyca”) nie prowadzi do konsensusu. Burmistrz zresztą twierdzi, że ma poparcie mieszkańców Helu, którzy zrozumieli, że innej szansy na rozwój miasta, niż całoroczna turystyka, nie ma. Bo co zostaje? Wyjazd za pracą do Trójmiasta i dalej? Praca na morzu? - Proszę pani, tu jest zaledwie 52 rybaków - mówi dr Klemens Adam Kohnke.

Rybaków trafia szlag

- Jeden z kolegów powiedział ostatnio, że burmistrz być może zna się na spa, ale na rybołówstwie? - mówi Edward Koreńczuk, armator trawlera HEL 152. - Jest nas co najmniej dwa razy więcej niż twierdzi pan Kohnke. A helski port przyjmuje 30 tys. ton ryby rocznie, zajmując pod tym względem drugie, po Kołobrzegu, miejsce w Polsce.

Rybaków poruszyły informacje o planach rozwoju Helu przedstawione w mediach na początku tego roku. Niektórzy zaczęli wówczas mówić, że miasto tworzy prawo pod konkretne zamówienie. Oprócz wizji całorocznego hotelu „wellness i spa” w pobliżu ul. Kuracyjnej helan czeka przebudowa nabrzeża portu rybackiego (powstać tam mają pomosty pływające) połączona z budową wielopoziomowego hotelu w miejscu, gdzie stoją opustoszałe budynki po przedsiębiorstwie Koga. Prace mają trwać około 5 lat.

Kiedy Edyta Koreńczuk, prowadząca wraz z ojcem rodzinny interes, przeczytała artykuły, postanowiła działać. - Próbuje się postawić nas przed faktem dokonanym - wyjaśnia. - To prywatna inwestycja. Jeśli przy nabrzeżu powstanie hotel z pomostami pływającymi, jednostki rybackie nie będą miały gdzie cumować, gdyż stałe miejsce postoju dla wszystkich kutrów rybackich wyznaczono w basenie wyładunkowym z awanportem. To miejsce nie ochroni nas przed sztormem. A basen nie jest własnością prywatną, to przestrzeń publiczna.

Petycję, przekazaną do wiadomości premier, prezydenta, Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni i wojewody pomorskiego, podpisało 180 rybaków korzystających z nabrzeża.

Złoty środek

Burmistrz Helu wierzy, że starą uchwałę chroniącą cypel uda mu się zmienić. Wiara ta nie jest bezpodstawna, skoro wyrozumiałość dla potrzeb lokalnego rynku pracy widać też w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, odpowiedzialnej za wszelkie uzgodnienia środowiskowe na obszarach Natura 2000. 21 stycznia wieloletnią szefową Hannę Dzikowską zastąpiła Danuta Makowska. Nowa dyrektor RDOŚ podkreśla, że należy otworzyć przyrodę na inwestycje. Potrzebny jest „złoty środek” między potrzebą ochrony przyrody a wykorzystaniem jej dla pożytku człowieka. - Proszę tylko nie myśleć, że zaraz otworzę rezerwaty dla inwestorów. To nie tak - zastrzega Makowska. - Niemniej ochrona przyrody tylko wtedy będzie skuteczna, kiedy przyniesie też pożytki, najlepiej przekładalne na pieniądz.

Dyrektor ufa, że sami mieszkańcy nauczą się przyrodę chronić, jeśli jednocześnie będą mogli na niej zarobić. - Ekoturystyka to dziś jedna z najprężniej rozwijających się gałęzi turystyki - przekonuje.

Pytamy, czy wielki hotel na samym końcu cypla wpisuje się w ten trend.

- Po pierwsze możemy bazować tylko na tym, co otrzymujemy na drodze formalnej. A projekt decyzji w sprawie uzgodnień dla hotelu nie budzi naszych zastrzeżeń - twierdzi dyrektor Makowska. - Wedle naszej wiedzy, w tej akurat lokalizacji żadnych chronionych siedlisk przyrodniczych nie ma. Owszem, teren został objęty Naturą 2000, ale to nie znaczy, że na tej konkretnej działce znajdują się chronione gatunki.

Program Natura 2000 dyrektor Makowska porównuje do... drożdżowej baby: - Po to wyznaczamy sobie szeroki teren ochronny, by chronić pojedyncze stanowiska i siedliska cennych gatunków. To są nasze rodzynki w cieście. To jednak nie znaczy, że w ich otoczeniu niedopuszczalne są inwestycje.

W gdańskiej RDOŚ widać wyraźnie przestawienie zwrotnicy. Poprzedniczka Makowskiej skłonna była raczej traktować obszary naturowe jako „strefy podwyższonego ryzyka”, a niejeden inwestor pospołu z urzędnikiem samorządowym musiał napocić się, by uczynić zadość wymogom dyrekcji.

- Proszę pamiętać, że na pierwszej linii frontu ochrony środowiska znajdują się wójtowie, burmistrzowie i prezydenci. RDOŚ jest organem raczej o charakterze formalno-prawnym - podkreśla dyrektor Makowska.

W dyrekcji słyszymy jeszcze, że terenów powojskowych „obronić się nie da”, a starania urzędników kierowane są przede wszystkim w stronę zachowania walorów lasów od strony otwartego morza i zinwentaryzowanych już siedlisk gatunków chronionych.

Turystyczni rabusie

- Ochrona przyrody została w znacznym stopniu zaprojektowana dla potrzeb turystyki i rekreacji, ale niekontrolowany rozwój przemysłu turystycznego może zagrozić własnemu istnieniu. Bo „w zasadzie nie istnieje turystyka do obszarów przyrodniczo zdegradowanych” - głosi pierwsze zdanie raportu dotyczącego zagospodarowania Półwyspu Helskiego.

Dokument przygotowali naukowcy z PAN oraz UG, na czele z prof. Janem Marcinem Węsławskim. Choć od jego publikacji minęło już kilka lat, to konkluzja jest aktualna: - Konieczne dla tego terenu zrównoważone zagospodarowanie i użytkowanie jest możliwe do osiągnięcia głównie, jeśli nie jedynie, w oparciu o stałych mieszkańców. Ich przywiązanie i identyfikacja z miejscem gwarantują trwały rozwój. Zatem polityka władz lokalnych winna uwzględniać uprzywilejowanie mieszkańców w decyzjach inwestycyjnych i gospodarczych w stosunku do inwestorów spoza obszaru. Niestety wiele niekorzystnych zjawisk jest generowanych przede wszystkim przez małych i średnich przedsiębiorców spoza regionu, nastawionych na maksimum zysku przy minimum inwestycji w krótkim sezonie letnim. Przyczynia się to do rabunkowej eksploatacji turystycznej półwyspu.

- Hel jest niepowtarzalny - mówi Edyta Koreńczuk. - Nie jesteśmy przeciw inwestycjom, ale niech nie niszczą one charakteru cypla. Bo inaczej turysta, który tu przyjedzie nie zorientuje się, czy to amerykańskie Miami Beach, Francuska Riwiera czy jedyne takie miasto na początku Polski.

[email protected]

***
Polemika. Pałace na piasku, czyli jak zamienić Hel w Miami

Z przykrością informuję, że treści zawarte w artykule pt. „Pałace na piasku, czyli jak zamienić Hel w Miami” („Dziennik Bałtycki” z dnia 22.04.2016 r.), dotyczące obecnej działalności Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku, są niezgodne z prawdą. Przedstawiono tu wypowiedzi i stwierdzenia, których nigdy nie użyłam jako dyrektor RDOŚ, np. porównanie obszarów Natura 2000 do „drożdżowej baby” lub „na pierwszej linii frontu ochrony środowiska znajdują się wójtowie, burmistrzowie i prezydenci”. Nigdy też nie powiedziałam, że RDOŚ jest organem „formalnoprawnym”.

Nieprawdziwa jest i budzi moje największe oburzenie również teza wysnuta przez autorów artykułu - jakobym jako nowa szefowa RDOŚ zmieniła podejście do zgłaszanych inwestycji. Teza mocno zabarwiona raczej emocjami dziennikarzy niż rzetelną oceną mojej kilkumiesięcznej działalności. Bo jak inaczej czytelnik ma zrozumieć sformułowanie: „W gdańskiej RDOŚ widać wyraźnie przestawienie zwrotnicy” i dalej, że „poprzedniczka Makowskiej była raczej skłonna traktować obszary naturowe jako »strefy podwyższonego ryzyka«, a inwestorzy musieli się napocić, by uczynić zadość wymogom poprzedniej dyrekcji”. Jako doświadczony redaktor, przyzna Pan zapewne, że takie sformułowania nadają się raczej do oddzielnego redakcyjnego komentarza niż do informacyjnego artykułu, który zgodnie z dobrymi dziennikarskimi zasadami nie powinien zawierać ocen autora.

Ze swojej strony zapewniam Państwa, że żadnego „przestawienia zwrotnicy” na złe tory w tym obszarze nie było, a jeśli chodzi o inwestorów, to ciągle mocno się gimnastykują, by spełnić wymogi obecnej dyrekcji, wolimy jednak, by nie musieli się pocić w naszym towarzystwie.

Chcę też dodać, że jestem z wykształcenia biologiem, ekologiem roślin i nie zamierzam, zgodnie z sugestią dziennikarzy „DB”, „przestawiać zwrotnicy” RDOŚ w kierunku zagospodarowania obszarów chronionych. Głównym celem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska jest szeroko pojęta ochrona przyrody oraz podniesienie świadomości ekologicznej zarówno mieszkańców, jak i przedsiębiorców działających na terenie naszego województwa.

Pierwsze wersje inwestycji planowanych w Helu, które trafiły do RDOŚ w Gdańsku, rzeczywiście nie budziły naszych zastrzeżeń. Dopiero ostatnie (trzecie) planowane przedsięwzięcie, skierowane do nas w marcu br. przez burmistrza Helu, spotkało się ze zdecydowaną odmową RDOŚ (z dnia 05.04.16 r.). Inwestycja ta dotyczy budowy wielopoziomowych garaży w pobliżu zamierzonej zabudowy hotelowej. Jednak żaden z przedstawionych nam projektów decyzji o warunkach zabudowy nie uwzględniał możliwości lokalizacji lądowiska helikopterów.

Mam nadzieję, że niewłaściwa interpretacja mojego stanowiska jako szefa RDOŚ, przedstawiona w ww. artykule, spowodowana została niezrozumieniem przez dziennikarzy koncepcji działania Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, w ramach nowych założeń przyjętych przez Komisję Europejską. Stymulatorem przyszłego rozwoju gospodarczego regionów europejskich, wynikającego ze Strategii Europa 2020, ma być bioekonomia, czyli taka gospodarka, która uwzględnia nie tylko rozwój zrównoważony, ale również inteligentny, wykorzystujący nowe innowacyjne rozwiązania sprzyjające ochronie różnorodności biologicznej i środowiska.

Danuta Makowska

Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Gdańsku

***

„Pałace na piasku, czyli jak zamienić Hel w Miami” - odpowiedź autorów

Celem artykułu „Pałace na piasku, czyli jak zamienić Hel w Miami” nie było recenzowanie całokształtu dorobku Danuty Makowskiej, regionalnego dyrektora ochrony środowiska w Gdańsku, a jedynie opis kontrowersyjnej inwestycji w Helu oraz ukazanie stosunku organów publicznych, w tym RDOŚ, do sprawy. Po przeczytaniu polemiki pani dyrektor z przykrością informujemy, że treści w niej zawarte częściowo, czasem zaskakująco, mijają się z tym, co usłyszeliśmy podczas wizyty w RDOŚ. Dowiedzieliśmy się, że ochrona RDOŚ nie dotyczy całego terenu cypla, a jedynie poszczególnych elementów, nazwanych „rodzynkami w cieście”. Miało to uzasadniać twierdzenie, że budowa gigantycznego obiektu o nazwie „Motyl” na leśnej działce, położonej kilkaset metrów od plaży na krańcu helskiego cypla, nie koliduje z planami ochrony środowiska. Trudno także zrozumieć, dlaczego pani dyrektor wycofuje się ze słów, że to wójtowie, burmistrzowie i prezydenci są na pierwszej linii frontu ochrony środowiska. Aktualny system prawny stanowi, że lokalne władze samorządowe są zobowiązane do podejmowania interwencji i prowadzenia uzgodnień, a jeśli sprawy przekraczają ich kompetencje - zwracają się do organów wyższego rzędu.

Teksty o charakterze publicystyczno-reportażowym (a takim był artykuł „Pałace na piasku”) dopuszczają oceny autorów. Dlaczego napisaliśmy o „przestawieniu zwrotnicy” w RDOŚ? Otóż nigdy wcześniej - a w ostatnich latach jedno z nas bywało częstym gościem RDOŚ - nie padło w obecności dziennikarza twierdzenie byłej dyrektor Hanny Dzikowskiej, jakoby „ochrona przyrody była tylko wtedy skuteczna, jeśli przyniesie pożytki mieszkańcom”. A taka właśnie była opinia dyrektor Makowskiej, niezakwestionowana w ostatnim liście. Zadziwiło nas również założenie a priori, że na danym terenie, objętym Naturą 2000, „nie występują chronione siedliska”. Doskonale pamiętamy, że była dyrektor RDOŚ doszukiwała się siedlisk chronionych gatunków na rolnych ugorach, krzyżując tym inwestycyjne plany właściciela. I nie pozwalała, by w jej obecności padały słowa, iż „RDOŚ jest organem raczej o charakterze formalnoprawnym”. Stąd wniosek o zmianie polityki RDOŚ, do czego - co trzeba podkreślić - nowa dyrektor, w granicach kompetencji podległego jej urzędu, ma pełne prawo.

Równocześnie jednak cieszy nas deklaracja dyr. Makowskiej, że nie będzie żadnego „przestawiania zwrotnicy” w podległej jej instytucji. Oznacza to bowiem nadzieję na postawienie tamy próbom „betonowania” Helu. I na to, że RDOŚ nie zgodzi się na zapowiadaną przez burmistrza zmianę uchwały Rady Miasta Helu w sprawie ustanowienia zespołu przyrodniczo-krajobrazowego „Helski Cypel”, która zabrania m.in. niszczenia, uszkadzania lub przekształcania obszaru i wykonywania prac ziemnych trwale zniekształcających rzeźbę terenu. I że inwestorzy, którzy zechcą kopać na tym unikatowym skrawku polskiej ziemi podziemne garaże, wznosić turystyczne „makabryły” i planować lądowiska dla helikopterów, zostaną powstrzymani przez powołaną do tego instytucję. I tu znajdziemy płaszczyznę porozumienia.

Dorota Abramowicz, Łukasz Kłos

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

D
DziennikHelski
Twojego kolege pana B wtedy poniosla fantazja. Hel I mieszkancy straciliby na tym, a Jastarnia wzbogacila. Poza tym obecnie Jastarnia to pustka. Hel posiada znacznie, znacznie wiecej atrakcji turystycznych I form spedzania wolnego czasu przez miejscowych jak I mozluwosci dalszego rozwoju miasta.
k
kalian
Zyczyl bym sobie bardzo , aby na Helu bylo tak jak na Sylcie.....
Ś
Śledź
"Miami"... Na pewno nie wyjdzie to na zdrowie większości mieszkańców. Poczytajcie o casus Sylt, niemieckim miasteczku, które stało się ofiarą mody i handlarzy nieruchomości.
G
Gość
Gmina Hel stacza się powoli ale systematycznie w dół.Młodzi ludzie uciekają do pracy poza Polskę lub do Trójmiasta. Gmina nie może żyć jedynie z wyprzedaży terenów, obcym inwestorom. Wyprzedaż jeszcze nigdy nikomu nie przyniosła trwałego rozwoju.Najpierw pojawia się stagnacja a potem regres gospodarczy.Mój znajomy zaproponował połączenie gmin Helu i Jastarni w jedną gminę aby zdecydowanie obniżyć koszty administracyjne(po ok. 1.5 mln PLN rocznie dla każdej z połączonych gmin) ale władze samorządowe Helu nie chcą o tym nawet słyszeć bowiem w Urzędzie Miasta najlepiej i najcieplej.Swoich będą zwalniać?Przecież to wzajemna synekura.Podatnicy z Helu i tak zapłacą za przerosty administracyjne.Niektórzy nazywają to po imieniu :rządy hien nad osłami.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie