Ostrożnie z wnioskami, proszę

    Ostrożnie z wnioskami, proszę

    Piotr Dominiak, ekonomista

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Najnowszy raport OECD wskazuje, że nierówności dochodowe trzech analizowanych krajów wzrosły w okresie ostatnich dwudziestu kilku lat. W Polsce również, aczkolwiek wielu mierników nierówności dochodów dla naszego kraju w raporcie nie policzono. Patrząc na dochody gospodarstw domowych, widzimy, że ich rozwarstwienie w Polsce jest bardzo duże.
    Z uwzględnionych w raporcie państw, większe różnice zanotowano tylko w Meksyku, Turcji i w USA. 10% Polaków o najwyższych dochodach zarabia 13,5 razy więcej niż 10 proc. najuboższych rodaków. Czyli co dziesiąty Polak musi pracować ponad rok (13,5 miesięcy) na to, co inny co dziesiąty zarabia w ciągu miesiąca. W Szwecji i w Danii relacja ta wynosi niespełna 5. Czy to jest powód do niepokoju? Czy powinniśmy coś z tym zrobić?

    Odpowiedź nie jest prosta. Rozpiętości dochodów w Polsce są rzeczywiście duże. Jednak trzeba wziąć pod uwagę to, co pod tego typu wskaźnikami się kryje. Po pierwsze, analizując nawet powierzchownie sposób ich obliczania, trzeba zauważyć, że wśród 10 proc. najniżej zarabiających Polaków uwzględniono rolników, właścicieli najmniejszych gospodarstw, które są w dużej części samowystarczalne.

    To oznacza, że ich dochody pieniężne są bardzo niskie, bo ich członkowie utrzymują się z tego, co sami wyprodukują. Krótko rzecz ujmując - ich konsumpcja i poziom życia są wyższe niż wynika to z dochodów pieniężnych. Ponieważ z rolnictwa utrzymuje się u nas znacznie więcej osób niż w większości innych krajów Europy, wskaźnik 13,5 jest relatywnie mocno zawyżony.

    Po drugie, w krajach, w których wzrost gospodarczy jest szybki z reguły różnice dochodowe rosną. Jedni na wzroście (lub ze wzrostu) korzystają więcej, inni mniej. Jedni lepiej dostosowują się do zmieniającego otoczenia, inni wolniej. Jedni potrafią wykorzystać pojawiające się szanse, inni - nie.
    Po trzecie, ocena poziomu dysproporcji musi uwzględniać ich społeczny odbiór. I tu mamy poważny problem.

    Przez kilka dziesięcioleci zarobki i poziom konsumpcji przeogromnej większości Polaków był niski i mało zróżnicowany. Bieda była dzielona równo (pomijając wąskie uprzywilejowane z politycznych powodów grupy). Transformacja przyniosła radykalne zmiany. Duże różnice pojawiły się bardzo szybko. Przyzwyczajeni do urawniłowki doznaliśmy szoku. Tym bardziej że znaczna część rozpiętości nie wynikała z różnic w zaradności, kwalifikacjach itp.

    Z jednej strony pewne grupy zostały dotknięte biedą, z powodu zmian strukturalnych w gospodarce (likwidacja całych branż, pegeerów), część, korzystając z chaosu, czerpała ogromne korzyści z szarej i czarnej strefy, układów i dojść. Duże zróżnicowanie nie spotkało się ze społeczną aprobatą jako niesprawiedliwe, wynikające nie z pracy i umiejętności.

    Polscy komentatorzy raportu nie zwrócili jednak uwagi na jeden z bardzo ważnych fragmentów. Wynika z niego, że Polska, mając relatywnie duży odsetek wydatków socjalnych w budżecie kraju (które mają przecież służyć wyrównywaniu rozpiętości), ma jednocześnie jeden z najniższych współczynników zatrudnienia.

    Jeśli tak wielu ludzi w Polsce nie pracuje (a nie wynika to tylko z bezrobocia), to oczywiście ich dochody są relatywnie niskie w porównaniu z tymi, którzy nie tylko mają pracę, ale pracują znacznie więcej godzin niż przeciętny Europejczyk, czasem na kilku etatach. To trzeba dostrzegać!
    Boję się, że wielu z nas wyciągnie z wybiórczo podawanych wyników raportu tylko jeden wniosek: trzeba tym bogatym dowalić jak najwyższe podatki! Rozpiętości zmaleją, będzie sprawiedliwiej! Otóż nie.

    Sensowna droga to, poza konsekwencją w zwalczaniu gospodarczej przestępczości, motywowanie ludzi do pracy, a nie np. do przechodzenia na wcześniejsze emerytury. To tworzenie sytuacji, w której praca po prostu się opłaca. Opłaca bardziej niż pójście na rentę, zasiłek. To również konieczność dalszej restrukturyzacji gospodarki, przesuwania pracowników z branż nieefektywnych do efektywnych, z przestarzałych do nowoczesnych. Ten proces może zwiększać nierówności, ale na krótko. Bez niego będą one rosły stale.


    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Stróż bogatych

    Patolog (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 3

    Autor jako zapewne wieloetatowic i stróż bogatych jest przeciwnikiem podatku nieliniowego, który w gospodarce rynkowej jest jedynym sposobem niwelacji nadmiernego i nie uzasadnionego zróżnicowania...rozwiń całość

    Autor jako zapewne wieloetatowic i stróż bogatych jest przeciwnikiem podatku nieliniowego, który w gospodarce rynkowej jest jedynym sposobem niwelacji nadmiernego i nie uzasadnionego zróżnicowania dochodów. Autor jakoś nie zauważa, że patologią społeczną jest praca - jak sam pisze "na kilku etatach". Oczywiście, że nie należy tego mylić z pracą w kilku miejscach w określonej liczbie godzin.
    Byłoby dobrze gdyby autor tekstu wskazał przykłady cywilizowanych krajów
    w których praktykuje się zatrudnienie na kilku etatach. zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo