Ostra walka między przewoźnikami w Gdyni. Wszystkie chwyty w tej batalii są dozwolone?

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
W gdyńskiej sieci komunikacji trwa ostra konkurencja
W gdyńskiej sieci komunikacji trwa ostra konkurencja Tomasz Bołt
Niektórzy prywatni przewoźnicy, stosując nieczyste zagrania, zdobywają zlecenia na obsługę linii komunikacyjnych w Gdyni - twierdzą związki zawodowe Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej.

Zdaniem związkowców, oszczędności i pęd ku zaproponowaniu jak najniższej ceny podczas przetargu na dłuższą metę mogą nawet zagrozić bezpieczeństwu pasażerów. Jako najbardziej aktualny przykład takiego działania wskazywane jest postępowanie PKS Wejherowo, które od początku kwietnia wysłało autobusy na linię S z Sopotu do Pustek Cisowskich.

- Wygrali przetarg, proponując najniższą cenę, bo nie skalkulowali, jak inne firmy, kosztów dojazdu autobusów z bazy na trasę - mówi jeden ze związkowców Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej. - Swoje autobusy trzymają nie w bazie, lecz pod gołym niebem, gdzieś na parkingach i stacjach benzynowych w Gdyni Cisowej. Nasze autobusy, czy samochody innych przewoźników codziennie rano przechodzą badania na stacji diagnostycznej, aby upewnić się, czy wszystko jest w porządku.

Tymczasem w PKS Wejherowo tzw. codzienna obsługa praktycznie nie istnieje. Na dodatek wbrew rozporządzeniu prezydenta Gdyni firma nie pomalowała na biało-niebiesko wypuszczanych w trasę autobusów, co powoduje, że kolejny raz znacznie zeszła z kosztów.

PKS Wejherowo przewozy na linii S przejęło kosztem Veolii, która zaproponowała cenę za kilometr na poziomie 5,99 zł netto. Oferta z Wejherowa była znacznie niższa, opiewała na 4,78 zł. Przedstawiciele Veolii w przesłanym naszej redakcji komunikacie poinformowali, iż nie mogą już proponować stawek poniżej rentowności, bo to droga donikąd.

Zbigniew Ornowski, właściciel firmy Ornovski Travel, która także startuje w przetargach, organizowanych przez ZKM, przyznaje, że różne firmy różnie traktują temat choćby codziennych badań autobusu.

- Jedni robią obsługę techniczną na stacji diagnostycznej, inni na oko - mówi Ornowski. - Dla przykładu u mnie wszystkie autobusy są garażowane i codziennie osobiście je przeglądam, zanim wypuszczę kierowcę w trasę. Nie uważam jednak, że autobus codziennie powinien przechodzić kompleksowy przegląd i zjeżdżać na kanał. To bez sensu. Kierowca, jeśli jest dodatkowo mechanikiem, sam potrafi ocenić, czy wszystko jest w porządku. Jeśli chodzi zaś o różnicę stawek proponowanych w przetargach, mogę powiedzieć tak - jedni chcą jeździć za przyzwoite pieniądze, a inni ledwo co zarabiać.
Na temat nieczystych zagrywek niektórych przewoźników głośno jest już także na forach internetowych, dotyczących komunikacji, podobne sygnały docierają ponadto do ZKM Gdynia. Przedstawiciele PKS Wejherowo zarzuty pod adresem swojej firmy uważają natomiast za nieuzasadnione.

- Autobusów nie przemalowaliśmy w biało-niebieskie barwy, bo przez pierwsze pół roku od czasu wygrania przetargu pozwala nam na to umowa z ZKM - mówi Marcin Szwaczyk z PKS Wejherowo. - Nasze pojazdy są sprawne technicznie i przechodzą przeglądy. Dziwię się, że zarzuty wobec nas formułują przedstawiciele PKM, bo firma ta i tak jest uprzywilejowana w sieci. Jako spółka komunalna otrzymuje niektóre zadania przewozowe w trybie bezprzetargowym, za sporo wyższe stawki od naszych.

Nie śrubujemy wymagań

Rozmowa z Marcinem Gromadzkim rzecznikiem Zarządu Komunikacji Miejskiej w Gdyni

Podobno faworyzujecie PKS Wejherowo, pozwalając tej firmie jeździć autobusami niewymalowanymi w przepisowe barwy. Dzięki temu przedsiębiorstwo schodzi z kosztów.

To nieprawda. Warunki przetargu na linię S dla wszystkich firm były takie same. Zdecydowaliśmy się na dopuszczenie na pół roku jazdy niepomalowanymi autobusami, bo wiedzieliśmy, że przewoźnicy, podpisując umowę na kilka lat, będą musieli zamówić nowe autobusy. PKS Wejherowo ma to zamiar zrobić, a procedura zakupu takiego autobusu trwa pół roku. Gdybyśmy sformułowali wymóg jazdy biało-niebieskimi autobusami, moglibyśmy narazić się na zarzut faworyzowania gdyńskich przewoźników, którzy już takie autobusy posiadają. Inne firmy narazilibyśmy na dodatkowe koszty, co mogłoby podnieść zaproponowaną stawkę za kilometr.

Jedne firmy codziennie sprawdzają autobusy na stacjach diagnostycznych, w innych obsługa codzienna wykonywana jest na oko przez kierowcę.

Nie możemy sformułować w specyfikacji przetargowej przymusu codziennego przechodzenia autobusu przez stację diagnostyczną. To bez sensu. Praktyka wskazuje, że i tak nie ma to przełożenia na stopień awaryjności pojazdów.

Najwięksi truciciele w UE. W zestawieniu jest Polska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie