Ostatnia Wieczerza: najważniejsza kolacja w dziejach świata

Barbara Szczepuła
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Jak dostać się do klasztornego refektarza, w którym jest słynny fresk Leonarda da Vinci? Czyją twarz ma Jezus, a czyją Judasz? Czy artyście pozowała ta sama osoba? Dlaczego inkwizycja zainteresowała się "Ostatnią Wieczerzą" Veronese'a? - opowiada Barbara Szczepuła

Jedziemy z Markiem do Mediolanu zobaczyć "Ostatnią Wieczerzę" Leonarda da Vinci. Jeden z najbardziej znanych fresków na świecie. Malowidło zanika, straszą konserwatorzy, bo Leonardo eksperymentował, malował olejem zmieszanym z temperą na suchym tynku i to freskowi nie posłużyło. Technika al secco, praktyczna ze względu na możliwość wprowadzania poprawek do kompozycji obrazu, okazała się nieodporna na działanie czasu.

Wejściówki zarezerwowaliśmy przez internet już na miesiąc przed przyjazdem do Włoch, bo uprzedzano nas, że to jedyny sposób, by dostać się do refektarza klasztoru, w którym mistrz da Vinci namalował na ścianie słynne dzieło.

Jest piękny wiosenny dzień. W samo południe meldujemy się pod Igłą na placu Cadorna. Taką instrukcję otrzymaliśmy pocztą elektroniczną z agencji turystycznej w Mediolanie. Igła to - jakbyśmy powiedzieli, używając tytułu wierszyka Jana Brzechwy - instalacja na temat "Tańcowała igła z nitką", która wskazuje przyjeżdżającym do miasta turystom, że Mediolan jest światową stolicą mody. Pojawia się przewodniczka, sprawdza, czy zapłaciliśmy za usługę i w niewielkiej grupie turystów z całego świata ruszamy w kierunku Santa Maria delle Grazie.

Klasztor przylega do gotyckiego kościoła, który przeprojektował Bramante, dodając mu wspaniałą renesansową kopułę. Przed wejściem stoją już inne grupy chętnych do obejrzenia dzieła Leonarda. Czekamy pokornie, aż przyjdzie nasza pora. Wreszcie rozsuwają się szklane drzwi. Wchodzimy do niedużego pomieszczenia, czegoś w rodzaju śluzy. Tu podczas kilkuminutowego postoju ma opaść z nas kurz przyniesiony na ubraniach z miasta, a klimatyzacja wyrównuje temperaturę i wilgotność. Z głośników płynie monotonna litania: no camera, no video, no flash, no camera, no video…

Wyciszamy się mimo woli. Czekamy, aż poprzednia grupa nasyci oczy malowidłem (maksimum 15 minut), wreszcie rozsuwają się kolejne drzwi. W ciszy, jak do kościoła podczas nabożeństwa, wchodzimy do wielkiego, wysokiego i pustego refektarza. Nie, wcale nie pustego, na jednej ze ścian pyszni się właśnie L'Ultima Cena. Przewodniczka poucza nas jeszcze, żeby nie ruszać się gwałtownie, nie kichać, nie kaszleć, pewnie powiedziałaby chętnie: nie oddychać, bo to też zwiększa poziom wilgotności w refektarzu i szkodzi freskowi. Więc stoimy, wstrzymując oddech i szeroko otwieramy oczy.

Jedno, co nie jest zabronione, to trwanie w zachwycie. Misterium Fascinosum.

***

W 1493 roku Lodovico Sforza, książę Mediolanu, zaprosił Leonarda da Vinci na swój dwór. Leonardo był już wtedy sławny i namalował dla księcia obraz znany jako "Madonna wśród skał", który dziś znajduje się w Luwrze. "Wtedy także - pisze nieoceniony Giorgio Vasari - wymalował dla zakonników świętego Dominika Ostatnią Wieczerzę w kościele Matki Boskiej Łaskawej, dzieło bardzo piękne i niezwykłe".

Malował je kilka lat. W końcu zirytowało to przeora, który zarzucił mu próżniactwo, widząc zatopionego w myślach mistrza, który godzinami nie brał pędzla do ręki. Poskarżył się księciu. Lodovico Sforza wezwał do siebie Leonarda, by go skarcić. Teraz zdenerwował się mistrz. - Artysta nie jest zwykłym robotnikiem machającym od rana do wieczora łopatą, pospolitym "kopaczem w ogrodzie". Czas namysłu i szukania natchnienia nie jest czasem straconym. Wręcz przeciwnie.

Wyjaśnił, że do wykończenia zostały mu właściwie tylko dwie głowy, ale te najważniejsze: Chrystusa i Judasza. Bezskutecznie szuka modela, którego rysy twarzy miałyby w sobie "niebiańskie piękno i boskość" Jezusa. Jeśli zaś chodzi o Judasza, to rozgląda się właśnie za twarzą wyrażającą "gniew, nienawiść i zdradę". Jeśli nie znajdzie takiej fizjonomii w najbliższym czasie, w roli zdrajcy sportretuje "nieznośnego i głupiego przeora". To rozśmieszyło księcia niesłychanie - ciągnie Vasari. - Oświadczył, że Leonardo po tysiąckroć ma słuszność. I tak przeor musiał dalej znosić fochy artysty. Głowę Judasza namalował da Vinci niebawem, natomiast głowa Chrystusa właściwie nigdy nie została - zdaniem Vasariego - całkowicie ukończona.

Istnieje jeszcze inna opowieść na ten temat. Otóż Leonardo już na początku pracy znalazł niezwykle urodziwego i uduchowionego młodzieńca, którego twarz posłużyła mu do namalowania oblicza Chrystusa. Po latach, szukając fizjonomii Judasza, znalazł w miejscowym więzieniu wymarzonego modela. Był to zbrodniarz, na którego zniszczonej twarzy wypisane były wszystkie popełnione przez niego niegodziwości. Wkrótce wyszło na jaw, że to ten sam człowiek! Popatrzył teraz na siebie, namalowanego niegdyś przez Leonarda i zapłakał… To morał, który ma nam uzmysłowić, co możemy uczynić ze swoim życiem. Historię tę przytacza w swojej książce "Zawsze Ostatnia Wieczerza" ksiądz Krzysztof Niedałtowski, a ja pamiętam ją z dzieciństwa z opowieści ojca.

***

Patrzymy na fresk łakomie, próbując zapamiętać każdy szczegół, choć przecież znamy "Ostatnią Wieczerzę" od najmłodszych lat, powielaną w tysiącach lepszych lub gorszych reprodukcji. "Trudno sobie wyobrazić kulturę Europy bez odniesień do owej kolacji trzynastu mężczyzn spożytej przed dwudziestoma wiekami" - zauważa nie bez racji ksiądz Niedałtowski. I nazywa ją najważniejszą kolacją w historii kosmosu.

Jezus siedzi pośrodku stołu, wyizolowany, trochę nieobecny, obok Jan, ów uczeń umiłowany, który rzeczywiście ma kobiecą urodę ("Kod da Vinci", choć wstyd się przyznać, jednak swoje robi), wdzięcznie przechyla głowę w stronę Piotra. A choleryk Piotr coś szepcze mu do ucha. Pozostali także są zaniepokojeni, większość zerwała się z miejsc w reakcji na słowa Mistrza. Gest Tomasza jakby antycypuje moment, gdy apostoł zwątpi w zmartwychwstanie, mówiąc, że nie uwierzy dopóki nie włoży palca w rany Jezusa.

Scena w Wieczerniku jest dynamiczna i w przeciwieństwie do wielu innych przedstawień Ostatniej Wieczerzy nie dotyczy ustanowienia eucharystii. Przed Chrystusem nie ma kielicha, co wskazuje na fakt, że słowa "Bierzcie i pijcie, to jest krew moja" zostały powiedziane już wcześniej. Apostołowie na fresku Leonarda usłyszeli właśnie: "Zaprawdę powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi". Straszna chwila. Zdrada człowieka jest czynem haniebnym, a cóż dopiero zdrada Boga?! Najpierw więc pewnie uczniowie zamarli ze zgrozy, a potem zerwali się i spoglądali jeden na drugiego: Może to on, a może tamten?
"I wtedy Szymon-Piotr spytał Jana: O kim mówi?
Jan zapytał głośno: Panie, kto to jest?
Jezus odparł: To ten, dla którego umaczam kawałek chleba w misie i podam mu.
I umoczywszy kawałek chleba przekazał go Judaszowi".

Leonardo przedstawił to w ten sposób, że Jezus i Judasz dotykają rękami tej samej misy. Co jest w tej misie, nie wiemy, bo farba w tym miejscu uległa zniszczeniu. Może po prostu oliwa? Albo jakaś potrawa z sosem, skoro Jezus "macza" w niej chleb. Może ryba, jak na kolację rybaków przystało? Na obrusie leżą małe chleby, w szklankach apostołów jest jeszcze niedopite wino. Spokój posiłku został już jednak bezpowrotnie zakłócony.

Dodatkowy niepokój wzbudza ręka, która znajduje się za plecami Judasza. Nie bardzo wiadomo, do kogo należy. Historycy sztuki skłaniają się do twierdzenia, że to dłoń Piotra, który zdenerwowany tym co usłyszał, chwycił nóż ze stołu z zamiarem wbicia go w serce zdrajcy. Ale ta ręka jest tak dziwnie wygięta, że trudno ją do Piotra dopasować.

***

Przewodniczka opowiada szeptem, co wyprawiali tutaj żołnierze tego barbarzyńcy Napoleona. W klasztorze były koszary. Żeby do jadalni było bliżej z kuchni, w ścianie, na której znajduje się fresk Leonarda, wybito drzwi! Od tamtej pory u dołu stołu, przy którym je kolację Jezus z apostołami, tam, gdzie powinny być widoczne jego stopy, jest zarys zamurowanych drzwi. Wielka rana. A my oczami wyobraźni widzimy żłopiących wino żołdaków, rozpartych przy stołach rozstawionych w refektarzu, którzy nawet nie wiedzą, jak niezwykłego wydarzenia mogliby być świadkami, gdyby spojrzeli w górę, a nie gapili się na dno swoich talerzy.

Zastanawiamy się, czy mnichów ten fresk skłaniał do zadumy, czy też nie zwracali na niego uwagi, ogryzając ze smakiem kości? Ksiądz Niedałtowski twierdzi, iż wspólne zasiadanie zakonników do stołu rozumiane było jako przedłużenie liturgii, czynność święta i godna najpiękniejszej oprawy. Często zresztą przy stole obowiązywało silentium sacrum, czyli święta cisza, podczas której czytano Biblię.

Przewodniczka tymczasem znowu opowiada o horrorach. Podczas drugiej wojny światowej bomba spadła w sam środek refektarza, niszcząc go niemal całkowicie. "Ostatnia Wieczerza" uratowała się cudem. Ochroniły ją worki z piaskiem.

***

Nasz czas dobiega końca. Wychodzimy na rozsłoneczniony plac. Przypominamy sobie, że w latach osiemdziesiątych w siedzibie mediolańskiego banku nieopodal kościoła otwarto wystawę obrazów Andy Warchola inspirowanych Ostatnią Wieczerzą. Wywołała oczywiście kontrowersje, jak wszystkie jego wystawy. Ksiądz Niedałtowski, do którego znowu sięgamy, podaje interesującą informację, okazuje się, że król pop-artu był do końca życia praktykującym katolikiem. Kilka razy w tygodniu bywał w kościele, a w jego rodzinnym domu reprodukcja "The Last Supper" wisiała w kuchni, gdzie rodzina jadała posiłki. Kpił więc z "Ostatniej Wieczerzy" Leonarda, ironizował czy po swojemu zmierzył się z tym wielkim tematem? Dziś tych obrazów w Mediolanie już nie ma, rozsiane są po różnych muzeach świata.

***

Zwiedzamy jeszcze kościół Santa Maria delle Grazie i jedziemy do Pinakoteki Brera, bo nie chcemy pożegnać się z tematem Wieczernika. Tam zwracają naszą uwagę dwa obrazy przedstawiające Ostatnią Wieczerzę, jeden namalował Veronese, drugi Rubens. Na malowidle flamandzkiego mistrza apostołowie stłoczeni są wokół stołu, na środku stoi kielich z winem, a Jezus wznosi oczy ku niebu, trzymając w ręku chleb. Jest to zatem niewątpliwie moment ustanowienia eucharystii. Judasz siedzi z posępną miną obrócony w stronę widza. Zdaje się mówić: nie bądź taki pewny siebie i wyniosły, każdy może stać się zdrajcą, ty też. Nigdy nikogo nie zdradziłeś?

Veronese lubił malować uczty, więc przy stole widzimy nie tylko apostołów, krzątają się kobiety, psy czekają na kości, przy osobnym stoliku siedzi nawet innowierca, sądząc po turbanie - Turek. Gdyby nie aureola nad głową Jezusa, można by pomyśleć, że to zwykła biesiada, a panowie już są podochoceni winem. Oj, za dużo sobie artysta pozwalał, za dużo. Inne jego płótno także przedstawiające Ostatnią Wieczerzę zaprowadziło go przed oblicze Świętego Oficjum. Obraz wydał się inkwizytorom za bardzo świecki - z karłem, pijanym błaznem, psami, papugą. Pojawili się nawet, o zgrozo, niemieccy żołnierze, a więc luteranie! Tego już było za wiele. Kazano obraz przemalować. Odmówił, ale zmienił tytuł. "Uczta w domu Lewiego" znajduje się dziś w Galerii dell'Accademia w Wenecji.

***

Po całym dniu oglądania zastawionych stołów robimy się głodni i pędzimy na kolację. Pizza z czerwonym winem jest wyśmienita.

Korzystałam z książek: G. Vasari "Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów", K. Niedałtowski "Zawsze Ostatnia Wieczerza", E. Ullmann "Leonardo da Vinci"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie