Ostatni zegarmistrz starej szkoły ze Sławna

Tomasz Turczyn
R.PIETRASZ
Od 51 lat przychodzi codziennie do pracy w Sławnie ubrany w biały fartuch, ale nie jest lekarzem. Choć można go porównać do niego, bo leczy... zegarki. 81-letni Romuald Okoniewski jest jednym z ostatnich mistrzów zegarmistrzostwa starej daty. Zakład prowadzi wspólnie z małżonką Jadwigą - pisze Tomasz Turczyn

To jeden z ostatnich mistrzów zegarmistrzostwa. Romuald Okoniewski, rocznik 1932, urodził się w Skarszewach, dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w Gdańsku, a życiowe koleje losu zaprowadziły go do ponad 13-tysięcznego Sławna, gdzie od 51 lat jest zegarmistrzem.

Zaczynał w 1948 roku

Zakład zegarmistrzowski Romualda Okoniewskiego w Sławnie to niecałe dziewięć metrów kw. powierzchni - jest niewielki, ale wszędzie są w nim zegarki i części do nich. Zegary tykają, cykają, grają. Są małe, średnie i duże, nakręcane, elektroniczne. Do wyboru, do koloru. Gospodarz wita klientów w białym fartuchu, niczym lekarz.

- Czym mogę służyć? - pyta od 51 lat i stawia diagnozę.

Czuje się tam niesamowity klimat na każdym kroku. Jak został zegarmistrzem? 81-latek opisuje, że w 1948 roku w Gdańsku były dwie osoby parające się tą profesją i jedna z nich przyjęła dwóch kandydatów - uczniów.

- Jednym z uczniów byłem ja, wówczas miałem 16 lat - wspomina Okoniewski. - Mojej mamie zależało, abym został przy tym zawodzie, bo był on wówczas bardzo poważany. Wyobrażała sobie, że z czasem otworzę własny zakład. Tymczasem mistrz kazał mi wziąć widły i wyczyścić pomieszczenie, gdzie trzymał dwie świnki. To mnie nie zraziło. Kolejno dostałem butelkę denaturatu i musiałem wypucować na błysk wielkie okno wystawowe i później mój pryncypał sprawdzał, czy zrobiłem to dokładnie. Ten drugi kandydat się wykruszył. Nie miał cierpliwości, która jest tak ważna w tym zawodzie. Później dostałem rozebrany budzik i miałem się zapoznać z jego budową i tak krok po kroku zdobywałem kolejne szczeble wtajemniczenia zegarmistrzowskiego. Dyplom mistrzowski uzyskałem w 1968 roku- podkreśla z dumą.

Szkoła zegarmistrzów

Romuald Okoniewski ukończył publiczną Średnią Szkołę Zegarmistrzowską w Gdańsku. Mówi, że wtedy była to jedyna taka placówka w Polsce. Mieszkało się tam w internacie.

- Byliśmy ostatnim rocznikiem tej szkoły. W klasie było nas 22 - wspomina Okoniewski.
Według jego słów, każdego prawdziwego zegarmistrza musi cechować uczciwość.

- W tym zawodzie albo się jest rzetelnym i dokładnie się wykonuje pracę, albo robi się to po łebkach, by szybko dostać pieniądze - mówi sławnianin. - Ale to ma bardzo krótkie nogi.

Nasz rozmówca opisuje, że po ukończeniu nauki pracował w spółdzielni zegarmistrzowskiej. Miał kolegę - Zbigniewa Wrońskiego, i to on go zachęcił do przejścia na własny rozrachunek. - W spółdzielni musiałem mieć własne narzędzia. Od niej dostałem tylko tablicę i lokal - mówi 81-latek. - A płacić trzeba było spółdzielni dosłownie haracz. To było w latach 1957-58. Miejsce w Sławnie dla zegarmistrza znalazł kolega Wroński. Początkowo warsztat miałem w dawnym sklepie jubilerskim. Zakład otworzyłem w 1962 roku. Oczywiście kiedyś było dużo więcej klientów. Pamiętam, że pod koniec lat 70. pojawiły się pierwsze elektroniczne zegarki, które nauczyłem się naprawiać. Zetknąłem się z nimi przez kolegę, który był w USA i przyjechał do Polski. Pomogło mi także to, że w wojsku zajmowałem się naprawą radiostacji trzeciego stopnia.

Ciężka praca i doskonały wzrok

Jadwiga Okoniewska, małżonka pana Romualda, wspomina, iż jej matka powiedziała kiedyś, że gdy widziała, jak pracuje zegarmistrz, nie przypuszczała, że to taki ciężki fach. Romuald Okoniewski akcentuje, że potrafi naprawić każdy zegarek, z zastrzeżeniem, że już do każdego - z powodu wieku - nie zasiada. W jego zakładzie jest wiele zegarków, części mniejszych i większych. Pan Okoniewski o zegarkach może opowiadać godzinami. Budowę zegarka np. elektronicznego i zasadę jego działania potrafi opisać szczegółowo.

- Naprawa zegarka to bardzo drobna robota i nie każdy się do tego zawodu nadaje - mówi pan Romuald. - Trzeba mieć doskonały wzrok, szkła powiększające, aby skontrolować swoją pracę, a resztę się wypracowuje przez lata praktyki. Tego, co ja widzę, tego drugi człowiek nie dostrzeże. Dla niego w zegarku jest pyłek, a to są śrubki. Przy naprawie zegarków trzeba mieć wiele cierpliwości. Finał pracy przy każdym mechanizmie zawsze dawał mi radość i wewnętrzną satysfakcję.
Nasz rozmówca mówi, że kiedyś naprawiał także wielkie zegary stojące.

- Ludzie przychodzili raz na pięć lat do konserwacji, inni po 10 latach, a jeśli okres był jeszcze dłuższy, to trzeba było w nich wszystko wymieniać - mówi pan Romuald i z dumą prezentuje swój dyplom mistrzowski.

- Mistrzów zegarmistrzowskich było najmniej - mówi. - Bo by zdobyć taki dyplom, trzeba było spełnić surowe wymagania. Zdawało się egzamin z teorii i z praktyki. Trzeba było naprawić jakiś zegar z błędem i to było bardzo trudne.

Romuald Okoniewski egzamin zdawał w Słupsku, przed trzema mistrzami. Zegarek z błędem dostał taki, że egzaminatorzy nie potrafili go naprawić. - Mnie się ta sztuka udała. Trzeba było też wytoczyć oś do małego zegarka - wspomina. - Oś na wrzecionie musi być odpowiedniej grubości - 1,5 do 2/10 milimetra. A więc wszystko musiało być precyzyjne aż do bólu.
Pani Jadwiga mówi, że kiedyś nie było dostępu do części zegarków mechanicznych.

- Wykonywało się je samemu. Bywało tak, że przy końcu takiej pracy część się mężowi łamała - wspomina małżonka. - Ja spałam. On kończył pracę późno. Gdy byliśmy młodzi, to też chcieliśmy pójść do kina i często w nim mąż jadł kolację.
Oboje wspominają, że za Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej prywatne rzemiosło było tylko tolerowane. Dodają, że kiedyś zegarmistrzów było więcej, ale teraz ich zakład jest ostatni w Sławnie. Uważają też, że nie ma widoku na następcę.
- To bardzo trudny zawód - ocenia 81-latek. - Potrzeba w nim wiele cierpliwości i lat praktyki. Teraźniejsza młodzież nie ma takiej cierpliwości. Ona wciąż gdzieś pędzi, brak jej czasu. I przede wszystkim szybko chce zarobić pieniądze.

t.turczyn@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie