Orunia woła o pomoc

    Orunia woła o pomoc

    Zdjęcie autora materiału

    Dziennik Bałtycki

    Osiem lat po lipcowej powodzi w 2001 roku na gdańskiej Oruni wciąż straszą opuszczone budynki. Z murów wychodzą cegły, dachy w każdej chwili mogą runąć na głowę. Czy nie ma ratunku - sprawdzała Grażyna Antoniewicz
    Orunia, kiedyś jedna z najbogatszych dzielnic Gdańska, dziś sprawia wrażenie zapomnianej przez wszystkich. Nie ma nawet miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Ucichły obietnice władz miasta o rewitalizacji.

    A krzyczy o nią każdy kąt tej części miasta. Pozabijane deskami drzwi i okna. Pękające mury i tabliczka z krzywym napisem "Dom do rozbiórki". Ruiny - meliny narkomanów lub pijaków, ogołocone przez złodziei, którzy wyszarpali metalowe części, instalację elektryczną, rynny, futryny...

    W grożących zawaleniem domach nadal mieszkają ludzie. Na szybką rozbiórkę czeka 12 budynków i przeszło 200 osób.

    - Kiedy otrzymujemy wiadomość, że budynek jest w stanie katastrofalnym, robimy ekspertyzę techniczną - wyjaśnia Tadeusz Piotrowski, rzecznik prasowy Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych. - Bywa też i tak, że otrzymujemy nakaz i termin rozbiórki z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego.

    Zaczynamy wtedy szukać lokali zastępczych. Kiedy przeprowadzamy lokatorów do nowych mieszkań, zabezpieczamy budynek, aby nie wprowadzili się do niego "dzicy mieszkańcy". Składamy dokumentację do Wydziału Architektury w Urzędzie Miejskim i czekamy, aż dostaniemy zgodę na rozpoczęcie rozbiórki. Chcielibyśmy wszystkie rudery grożące zawaleniem zburzyć, ale nie mamy lokali zastępczych. Rozbiórka też kosztuje.

    Stare domy i ludzie czekają. Wyruszamy na wędrówkę śladami ruin.
    Przy ulicy Dworcowej 8 ładna, secesyjna, ale zaniedbana kamienica, za nią dom do rozbiórki. Niegdyś były w nim mieszkania i stolarnia. Pod ścianą leżą resztki pociętego auta. Znak, że nocą pracowali tu złodzieje.
    Kiedy w 2001 roku wysiedlono stąd ludzi, w opuszczonej ruinie zameldowali się chuligani, którzy wrzucali śmieci do środka. Na prośbę lokatorów sąsiedniej kamienicy zamurowano więc okna.
    - Bałam się, że będzie jak z tymi budynkami stojącymi obok, które podpalono dwa lata temu, wówczas na tym placu "sfajczyły" się wszystkie budynki - opowiada pani Barbara Klawitter, mieszkanka kamienicy przy Dworcowej 8.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo