Opowieści nie tylko o śmierci. Ojciec z przypadku [OPOWIADANIE]

Krzysztof Maria Załuski
Krzysztof Maria Załuski
123rf
Udostępnij:
Zza ściany, z damskiej toalety dochodził szum wody. Tymoteusz słyszał także śpiew: cichy, ale wyraźny. Tamta kobieta nuciła melodię, którą już kiedyś słyszał. Myjąc ręce, próbował wyobrazić sobie jej twarz, jak przemywa ją tonikiem i kładzie na policzki róż, i jak potem cieniuje powieki, poprawia kredką kontur ust i jak na zakończenie przegląda się w lustrze - najpierw z przodu, a potem z profilu. Zastanawiał się, jakie ma włosy, oczy i ile może mieć lat. Zanim podstawił dłonie pod elektryczną suszarkę do rąk, usłyszał jeszcze, jak kobieta kaszle, i jak klnie koślawą niemczyzną.

„To jakaś ruska dziwka”, pomyślał, a potem pchnął drzwi toalety.

Do baru wrócił wąskimi schodami. Przeszklona sala była pusta. Na zewnątrz, przy nieczynnych o tej porze kasach leżeli bezdomni. Tymoteusz spojrzał na zegarek. Do nadejścia intercity ze Stuttgartu miał jeszcze dwadzieścia minut. Dziewczyna z radio-taxi przekazała mu, że klientka dzwoniła z pociągu i prosiła, żeby wyjść po nią na peron. Potem miał jechać za miasto do jakiejś wsi w Wysokim Schwarzwaldzie, dokładny adres klientka miała mu podać osobiście. Tymoteusz cieszył się, bo przy takich kursach pasażerowie dają wysokie napiwki, a on - zwłaszcza teraz, po urodzeniu Felixa - potrzebował pieniędzy.

Spojrzał jeszcze raz na zegarek, a potem usiadł przy stole. Próbował pić herbatę, ale była zimna i obrzydliwie gorzka. Stara barmanka włączyła telewizor i bezmyślnie przerzucała kanały. Zatrzymała się na amerykańskim programie informacyjnym. Kiedy na ekranie pojawili się francuscy chłopi, protestujący przeciwko ubojowi szalonych krów, na salę weszła tamta dziewczyna.

***

Ciągnęła za sobą walizkę na kółkach. Ciężko oddychała i rozglądała się z jakimś dziwnym niepokojem po sali. Nie była brzydka, ale w jej twarzy było coś odpychającego, coś, co sprawiało, że Tymoteusz nie potrafiłby poczuć do niej sympatii. Dopiero kiedy go minęła, i podeszła do automatu telefonicznego, zauważył, że jest w ciąży. Wtedy zrobiło mu się głupio.

- To ja, Hania - powiedziała tak cicho, że Tymoteusz nie był pewien, czy mu się nie przesłyszało, że dziewczyna mówi po polsku.

Nie znał jej i nigdy jej nie widział. Zapalił papierosa i patrzył na bezdomnych, którzy właśnie się obudzili i pili teraz wprost z butelki jakiś wermut. Zaczął padać śnieg.

- Jestem na dworcu kolejowym. No, uciekłam od niego, zlał mnie wczoraj. Tak, chlał całą noc, a potem mnie, ciul złamany, pobił. Nie, nie mocno, zdążyłam mu zwiać do kibla, a jak wyszłam, to już spał. Ale dzisiaj znowu gdzieś polazł z kumplami, a ja mam już bóle. Nie wiem co robić… O Boże, to się zaraz zacznie.

Dziewczyna odłożyła słuchawkę i podeszła do baru. Próbowała coś mówić, ale zaraz złapała się za brzuch i Tymoteusz zrozumiał tylko, że dziewczyna rodzi.

Nie miał już nawet czasu, żeby zadzwonić do centrali radio-taxi. Pomyślał, że zrobi to po wszystkim… Czuł dygotanie łydek, i wiedział, że to strach, ten sam strach, który odczuwał zawsze, kiedy działo się coś, nad czym nie do końca potrafił zapanować. Spróbował wziąć się w garść. Zmusił się nawet do tego, aby powiedzieć dziewczynie coś czułego po polsku.

- To pan wszystko rozumiał? - zapytała, kiedy skurcze na moment zelżały. - Błagam, pomóż mi, ja nie znam niemieckiego… Proszę!

- Już dobrze, dobrze, proszę się uspokoić. To tylko kilka minut.

Tymoteusz przejechał na czerwonym świetle przez skrzyżowanie. W lusterku widział, jak dziewczyna kładzie się na tylnym siedzeniu i jak próbuje zdjąć elastyczne spodnie. A potem słyszał już tylko jej skowyt i przypomniało mu się, jak pół roku wcześniej skowytała jego własna żona. W tej samej chwili radar zrobił mu zdjęcie… Tymoteusz spojrzał odruchowo na licznik - wskaźnik szybkościomierza dotknął cyfry 100. Dwie minuty później zatrzymał się przed głównym wejściem do szpitala.

***

Wiózł ją na wózku wąskimi korytarzami i co chwilę pochylał się nad nią, a ona łapała go za szyję i krzyczała, że już dłużej nie wytrzyma. Wreszcie wjechał na salę porodową i chciał wyjść, ale pielęgniarka przytrzymała go prawie siłą.

- Może pan zostać - mówiła, ale to brzmiało jak rozkaz.

No więc został i patrzył, jak dziewczyna wije się z bólu. I tłumaczył jej to, co mówiła położna i lekarka: że ma postarać się wyrównać oddech i przeć tylko wtedy, kiedy dadzą jej znak. Dziewczyna podniosła się na moment i Tymoteusz zobaczył, że dziewczyna się wypróżniła. Wtedy zrobiło mu się niedobrze.

***

Nawet nie wiedział, ile czasu siedział na korytarzu. Wsłuchiwał się w krzyki kobiet i płacz dzieci, patrzył na jakieś infantylne rysunki poprzyklejane do ścian i szyb, potem zasnął i śniła mu się żona.

- Gratuluję, ma pan syna - powiedziała lekarka i wyciągnęła do niego dłoń.

Uścisnął ją i dopiero wtedy oprzytomniał:

- Więc już po wszystkim? Cieszę się, ale… Jak to syna?

- No, syna…

Lekarka podsunęła mu jakiś dokument, w którym w rubryce „imię i nazwisko ojca” zobaczył swoje imię i nazwisko.

- To niemożliwe - powiedział i przeczytał cały dokument jeszcze raz. - Dlaczego mnie tutaj wpisaliście? Przecież ja nie znam tej kobiety. Ja ją tylko przywiozłem.

- Ja nie wiem… Ta pani podała pana jako ojca dziecka. Zresztą skąd znałaby pańskie nazwisko, gdyby…

- Nie wiem skąd - przerwał jej. - Może przeczytała wizytówkę, jestem taksówkarzem. Każdy wsiadając do mojego samochodu widzi, jak się nazywam, nie wiem…

***

Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Patrzył na faceta, który przedstawił mu się jako adwokat, słyszał go, ale nie rozumiał ani słowa. Miał wrażenie, że trafił do kina, w którym operator odtwarza film z pomylonym dubbingiem.

- Jak to nie mamy szans wygrać? - zapytał Tymoteusz. - Przecież mnie z tą dziwką nic nie łączy, nie rozumie pan tego.

- Rozumiem, ale nie wiem czy sąd będzie w to skłonny uwierzyć. Obdukcja potwierdziła, że dziewczyna była przez pana pobita… Przepraszam, ale ona tak twierdzi… Zgadzają się też grupy krwi. A pańska żona odchodząc od pana, też w pewnym sensie potwierdza, że mógł istnieć jakiś związek pomiędzy panem i tą dziewczyną. Proszę wybaczyć, ale gdyby żona miała do pana stuprocentowe zaufanie, to na pewno nie odeszłaby z powodu pomówienia… A na wykonanie badań genetycznych nie mamy co liczyć, bo najwyraźniej dziewczyna się na to nie zgodzi.

- No więc co mam robić?

- Nie wiem. Nie mam pojęcia. W najgorszym razie trzeba będzie dziewczynie płacić alimenty.

***

Zobaczył ją po drugiej stronie ulicy; wysiadł z samochodu i próbował zatrzymać. Charlene wyrwała mu się i zanim uciekła, usłyszał jeszcze jak krzyczy:

- Jak ty śmiesz jeszcze do mnie podchodzić…

A potem odwróciła się i Tymoteusz zrozumiał, że już nigdy jej nie zobaczy. Ani jej, ani Felixa.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jurij Belous o definicji ludobójstwa

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie