Opera Bałtycka ma 70 lat. Kto śpiewał w pierwszym przedstawieniu? O początkach Opery Bałtyckiej opowiada Piotr Kusiewicz

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Rozmowa z Piotrem Kusiewiczem, śpiewakiem i pianistą, profesorem gdańskiej Akademii Muzycznej, synem wybitnego tenora Opery Bałtyckiej Jana Kusiewicza.

28 czerwca 1950 roku. Tego dnia w Studiu Operowym przy Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku miała miejsce premiera „Eugeniusza Oniegina” Piotra Czajkowskiego w reżyserii Wiktora Brégy, pod kierownictwem muzycznym Zygmunta Latoszewskiego. To data, którą uznaje się za początek istnienia Opery Bałtyckiej w Gdańsku. W obsadzie tego przedstawienia jest i nazwisko pana ojca - Jana Kusiewicza, wtedy debiutanta, potem wybitnego tenora gdańskiej sceny operowej.

Pojawienie się mojego ojca w Gdańsku to wynik konkursu śpiewu, jaki odbył się w 1948 roku w Pomorskim Domu Sztuki w Bydgoszczy. W komisji zasiadali m. in. jedni z twórców powstałego w Gdańsku Studia Operowego - znakomity dyrygent operowy Zygmunt Latoszewski oraz wybitny baryton, solista Opery Warszawskiej, kierownik wokalny Studia Operowego - prof. Kazimierz Czekotowski. Oni to właśnie wyszukiwali młodych, utalentowanych śpiewaków, których zapraszali do współpracy i możliwości kształcenia w rozwijającym się na Wybrzeżu studiu. Mój ojciec trafił przed oblicze tej komisji jako uczeń prof. Konstancji Święcickiej ze Średniej Szkoły Muzycznej w Toruniu. Otrzymał drugą nagrodę. I tak oto znalazł się w gdańskim Studiu Operowym, które stało się zalążkiem Opery Bałtyckiej. Pierwszym owocem pracy w studiu była właśnie opera „Eugeniusz Oniegin” Piotra Czajkowskiego. Rolę Leńskiego śpiewał mój ojciec na zmianę z Ryszardem Ślezakiem. Są to czasy, których nie pamiętam, bo nie było mnie wtedy na świecie, ale znam niezwykłą atmosferę tamtych dni, nie tylko ze wspomnień ojca, także ze zdjęć, które się zachowały, z plakatów, z fragmentów recenzji.

Recenzent „Dziennika Bałtyckiego” był pod wrażeniem: „Przyszli artyści operowi pod względem głosowym przedstawiają się bardzo korzystnie, widać, że posiadają dobrą szkołę i dobrych pedagogów, którzy postawili ich głosy na właściwym poziomie. Należy uczciwie stwierdzić, że egzamin młodych obiecujących talentów wypadł dodatnio i wróży, iż opera na Wybrzeżu stanie się faktem dokonanym”.

Rolę Leńskiego ojciec darzył szczególnym sentymentem. Na początku lat 50. nagrał z Orkiestrą Radia w Bydgoszczy wiele arii pod dyrekcją Arnolda Rezlera. Znalazła się wśród nich aria Leńskiego. Dzięki temu nagraniu możemy sobie uzmysłowić, jak brzmiał głos młodego Jana Kusiewicza w tamtym okresie. Nagranie to zostało opublikowane na płycie CD wydanej przez polską firmę fonograficzną DUX. Jeśli chciałem ojcu sprawić radość, zawsze włączałem mu tę płytę - na jego twarzy malowało się szczególne wzruszenie. Twierdził, że w tym zapisie muzycznym zawarła się jego piękna młodość i bliska sercu rola. I ja darzę tę operę szczególnym sentymentem. Wiąże się to ze znaczącym faktem mojego pierwszego kontaktu z dziełem operowym wystawionym na scenie Opery Bałtyckiej. Ojciec zabrał mnie na „Eugeniusza Oniegina”, gdy miałem 3 lata. Niewiele z tego pamiętam, ale z całego przedstawienia jeden obrazek utkwił mi w pamięci na całe życie. Wciąż mam przed oczami domek kryty strzechą i panią, która śpiewając, zamiatała liście. Jak ta pozornie nieznacząca chwila musiała być ważna, skoro z operą, ze śpiewem związałem się na całe życie.

Nazwiska artystów z plakatu tego przedstawienia z 1950 roku... Kariera pana ojca potoczyła się brawurowo, ale też i pozostałych młodych artystów.

Z wieloma z nich utrzymywałem kontakt przez długie lata, z niektórymi do końca ich dni. W szczególny sposób chciałbym wspomnieć zmarłą niedawno Marię Zielińską, która była Tatianą w tym przedstawieniu. Z wielkim sentymentem wspominam Leokadię Borowską, Danutę Babicką, pełną ciepła Kingę Bródkównę, romantyczną Felicję Manikowską, urokliwą Irenę Murawską, Eufemię Tłomińską, Marię Woroniecką, Lecha Białachowskiego, Mariana Wlazło, Lecha Stachowskiego, Pawła Trzebiatowskiego, Grzesława Wielikańca, Rajmunda Wojniłło, Ryszarda Ślezaka, niezapomnianego śpiewającego laryngologa Stefana Cejrowskiego, mojego ojca chrzestnego Jana Gdańca, pełnego gracji Franciszka Kokota oraz Jerzego Szymańskiego, wspaniałego basa i mojego profesora śpiewu w gdańskiej Akademii Muzycznej, któremu tak wiele zawdzięczam w mojej edukacji wokalnej. Godnym podkreślenia jest fakt, że wszystkie nazwiska tych debiutantów zaistniały na scenie! Jest to piękna karta historii nie tylko Opery Bałtyckiej, ale historii polskiego teatru operowego II połowy XX wieku. To właśnie ci śpiewacy mieli ogromny wpływ na budowanie mojej świadomości w zrozumieniu prawdziwej wizji operowego dzieła scenicznego. Dzięki nim mogłem rozwinąć swój gust i smak właściwego odbioru opery jako formy. Jestem im za to wdzięczny. Dzięki nim jestem człowiekiem, który spełnia swoje zadania na polu dydaktyki w poczuciu świadomości tego, co zawdzięczamy tym wspaniałym osobowościom gdańskiej sceny operowej, artystom, których już nie ma... Oni tworzyli zalążki „złotego okresu” Opery Bałtyckiej. Należy o tym pamiętać w roku jubileuszu 70-lecia gdańskiej sceny operowej. Dopóki będziemy o nich pamiętać, dopóty Opera Bałtycka będzie miała szansę przeżycia przynajmniej w naszych wspomnieniach...

Parki kieszonkowe. Nowość w mieście

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie