Open'er 2011: Hirek Wrona definiuje geniusz Prince'a

Redakcja
Prince wystąpi w sobotę, 2 lipca, na Main Stage Heineken Open'er Festival 2011 w Gdyni. Start koncertu około godz. 22.00.
Prince wystąpi w sobotę, 2 lipca, na Main Stage Heineken Open'er Festival 2011 w Gdyni. Start koncertu około godz. 22.00. materiały prasowe
Udostępnij:
W sobotę na głównej scenie Open'er Festivalu 2011 wystąpi Prince! O jego geniuszu, podbojach miłosnych w rozmowie z Tomaszem Rozwadowskim opowiada dziennikarz Hirek Wrona.

Mógłby Pan się pokusić o zdefiniowanie Prince'a w kilku prostych zdaniach?
Obawiam się, że Prince'a nie da się zdefiniować. To geniusz muzyczny. Porusza się z absolutną swobodą w każdym gatunku muzyki rozrywkowej, w każdym potrafiąc się wypowiedzieć indywidualnie i w każdym tworzyć doskonałe kompozycje. Od jazzu nowoorleańskiego, przez swing, wszystkie możliwe do wymienienia odmiany jazzu nowoczesnego, przez rock, soul, funky, aż do hip-hopu i r'n'b. To nie są kopie, imitacje, pastisze czy stylizacje, w każdym przypadku udaje mu się wczuć w ducha i styl w stu procentach, skomponować, zaaranżować i perfekcyjnie wykonać całkowicie oryginalną, własną muzykę.

Prince wystąpi na festiwalu Open'er 2011 w Gdyni

To nie zdarza się często, fakt.

To dopiero początek! Jego wielogatunkowość nie jest zabawą formą, w każdym razie nie tylko. Ma niesamowitą zdolność dostosowywania języka muzycznego do przekazu, sensu, którym chce się podzielić ze słuchaczem. A do przekazania ma wiele. Niemal nieskończenie wiele. Formy muzyczne pod jego rękami mutują, zmieniają się, tworzą nowe jakości. Jego muzyka nie ma granic, jeśli Prince ma ochotę czy wolę jakąś granicę przekroczyć, po prostu ją przekracza, z niezwykłą łatwością. Właśnie ta łatwość tworzenia i wykonywania muzyki jest czymś, co go szczególnie wyróżnia, obok wszechstronności i perfekcji. Pojęcie o tej łatwości i co za tym idzie - wielkiej płodności twórczej, daje historia sprzed kilku lat, kiedy huragan Katrina spustoszył Nowy Orlean. Prince wtedy w jeden wieczór stworzył dwie piosenki - napisał i nagrał wszystkie ścieżki głosu i instrumentów i wysłał je do masteringu. Rano dwa nowe utwory były już gotowe do sprzedaży w internecie. To fenomenalna swoboda.

Wszystko na temat Open'era 2011 - festiwalowy blog

Prince jest maszyną twórczą?

Jest geniuszem. Potrafi zagrać, i to świetnie, właściwie na każdym instrumencie muzycznym. I robi to tak po prostu. Doskonale improwizuje, jego koncerty, zawsze niepowtarzalne i nieprzewidywalne, są w ogromnym stopniu oparte na improwizacji. Improwizowane są tematy główne, w które wplatane są tematy zadane, które mogą pochodzić z innych kompozycji Prince'a, ale też z innych, dowolnych praktycznie, utworów. Muzycy grający w jego zespole muszą mieć opanowane po kilkaset utworów i swobodnie się w nich poruszać na zawołanie. Coś niesamowitego. Jeden z moich znajomych powiedział kiedyś z podziwem i niedowierzaniem: "Jak w tej małej, pieprzonej główce mieści się cała muzyka świata!". Jakoś się mieści.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Jak on się z tym całym bagażem czuje?
Niewątpliwie ma poczucie własnej wartości, delikatnie mówiąc. Czuje się najwspanialszy, najlepszy, całkiem słusznie, moim zdaniem. Megaloman, największy na świecie. Jest megalomanem, nieznośnym dla otoczenia, lecz ma do tego prawo, co z drugiej strony skutkuje samotnością i wyobcowaniem. On właściwie przez całe życie był sam, otoczony tłumem.

Fotorelacja. Coldplay na Heineken Open'er Festival 2011

W pewnym sensie na to zasłużył.
Ma wiele mrocznych, wręcz złych cech. Oprócz miłości własnej, jest despotą, absolutnym tyranem dla współpracowników i wszystkich innych ludzi. Fatalnie traktuje kobiety, jest chorobliwie zachłanny na pieniądze, zafiksowany na czerpanie zysków z własnej sztuki, wszystkiego, co robi i kim jest. Jest pieniaczem, cała jego kariera jest pełna sporów sądowych, czasem bliskich absurdu. Genialny, wspaniały megaloman.

Interesujący jest wątek obsesyjnego bronienia praw autorskich. Przecież jego twórczość, choć niezwykle oryginalna, nie wzięła się z powietrza, w dużym stopniu wypływa z tego, co wcześniej stworzyli inni.
Oczywiście. Muzyka i show-biznes rządzą się własnymi, nierzadko sprzecznymi prawami. Od samego początku do dzisiaj Prince czerpał z twórczości innych artystów, między innymi Jamesa Browna, Marvina Gaye'a, Curtisa Mayfielda - masę odniesień. Od ponad 30 lat z kolei to on nieprzerwanie inspiruje innych, już całe pokolenia twórców wyrosły z niego i w jego cieniu. Prince jest z jednej strony produktem wielkiej tradycji muzycznej, z drugiej genialnym nowatorem. Może nie on jedyny, ale u niego te dwie cechy są szczególnie silne. On jeden potrafi perfekcyjnie ogarnąć całą przeszłość muzyki i zarazem mieć bardzo silny wpływ na jej kształt w przyszłości.

Nie jest jednak muzykiem dla wszystkich. Zawsze budził sprzeczne emocje, od uwielbienia po nienawiść, a dla sporej części dzisiejszej młodej publiczności jest symbolem muzyki wczorajszej.
Szczególnie zabawne, że na przykład fani The Roots, zresztą zespołu znakomitego, uważają, że słuchają muzyki na wskroś nowatorskiej, a w rzeczywistości ich idole bardzo nawiązują do filozofii muzycznej Prince'a. Tym młodszym słuchaczom powiedziałbym, że Prince to nie tylko "Purple Rain", z którym jest kojarzony przez wszystkich, ale kilkadziesiąt innych, doskonałych płyt. Prince komponuje, nagrywa i wydaje nieustannie, co roku wychodzi jego nowa płyta. I jego nowe nagrania nie budzą już emocji na skalę masową, jak to bywało w latach 80. i 90., ale są na znakomitym poziomie, nieosiągalnym dla większości konkurencji. Coś takiego jak zła płyta jest poza jego zasięgiem, po prostu nie potrafi czegoś takiego stworzyć i nagrać. W jego dyskografii są oczywiście arcydzieła, płyty znakomite i słabsze, ale trzeba sobie uświadamiać, że te mniej ciekawe nagrania pochodzą z okresu jego konfliktu z koncernem Warner Bros., do którego doszło pod koniec ubiegłego wieku. Walcząc o wyzwolenie się z kontraktu, kierował do wydania nagrania próbne, różnego typu poszukiwania i eksperymenty, nie zawsze porywające. Ale nawet na tych płytach są fragmenty genialnej muzyki.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Jak odcedzić te rzeczy gorsze od w pełni udanych?
Do pewnego stopnia można się kierować opiniami krytyków muzycznych, ale przede wszystkim samemu słuchać go jak najwięcej, poznawać i wybierać dla siebie rzeczy najbardziej porywające. I największym problemem nie jest poziom artystyczny jego nagrań - tych mniej udanych w stosunku do znakomitych jest zdecydowana mniejszość - ale wyśledzenie stylistyki, która będzie nam odpowiadać najbardziej. Czy to będzie electrosoul, rock, pop, funk, jazz, czy jeszcze coś innego. W Polsce wciąż zdecydowanie za mało znamy jego twórczość, trzeba się w niej dopiero rozeznawać i edukować.

Open'er na dwa sposoby. Przewodnik po festiwalu

Prince kojarzy się publiczności przecież nie tylko z muzyką. Co Pan myśli o nim jako o osobowości medialnej i scenicznej?
Prince kojarzy się oczywiście najbardziej z seksualnością, ona jest wszechobecna w jego muzyce, często w obscenicznym wydaniu. To nie jest oczywiście jego wynalazek, ma prekursorów w osobach Marvina Gaye'a czy Jamesa Browna, ale sam poszedł zdecydowanie dalej, a następne pokolenia muzyków jeszcze bardziej wyostrzyły ten seksualno-obsceniczny typ przekazu. Prince na Casanovę kreować się nie musi, to nie jest żadna poza - w podbojach i romansach ma bardzo bogate i ciekawe portfolio, między innymi Madonnnę, Kim Basinger, Carmen Electrę. Był dwukrotnie żonaty i rozwiedziony, ale wydaje się, że jedyną kobietą, która go naprawdę szczerze kochała, była Sheila E. W gruncie rzeczy Prince jest samotnym człowiekiem, wciąż bezskutecznie poszukującym miłości. Miłość i seks są głównymi tematami jego twórczości, jak na muzykę czarną jest w niej wyjątkowo mało polityki i treści społecznych. Są obecne, ale to zdecydowanie nie jest główny obszar jego zainteresowań.

Pewnie widział Pan już jego koncerty wielokrotnie. Czego możemy się spodziewać w Gdyni?
Nie byłem na jego koncercie już od dawna, chyba od trzech lat. Oczywiście wybieram się do Gdyni i wiele sobie obiecuję po koncercie na Open'erze. Jeśli chodzi o kilka poprzednich koncertów Prince'a, na których byłem, to pierwszy zdarzył mi się w pierwszej połowie lat 90. i od tego czasu staram się go widzieć regularnie podczas kolejnych europejskich tras. Wszystkie moje koncerty Prince'a odbywały się w dużych halach widowiskowych, ten będzie pierwszym pod gołym niebem. Wszystkie, które widziałem, były znakomite, a każdy zupełnie inny od pozostałych. Właśnie to jest siłą Prince'a, każdy koncert jest inny, a wszystkie rewelacyjne. Trudno przewidzieć nawet styl muzyczny, jaki wybierze na dany wieczór, a samo przeczytanie listy tytułów też niewiele daje, bo całość zmieniają wspaniałe solówki, porywające improwizacje, nieoczekiwane cytaty. Energia płynąca ze sceny jest porażająca. Bardzo wiele zależy od publiczności, w jaki sposób i na co reaguje, te reakcje mogą zasadniczo wpłynąć na przebieg koncertu.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Co Pan myśli o zaproszeniu go na festiwal, na którym jest wiele gwiazd?
Bardzo się ucieszyłem, że Mikołaj Ziółkowski zaprosił Prince'a - ten koncert będzie wielkim dniem nie tylko dla jego fanów. Na pewno jest to też poważne i trudne zadanie organizacyjne, podjęcie go świadczy o dojrzałości Alter Artu. A Prince jest przecież partnerem wyjątkowo trudnym, twardym i wymagającym, trzeba co do joty spełniać jego wyśrubowane wymagania. Jest weganinem, co ma wpływ nie tylko na to, co trzeba będzie mu podawać do jedzenia i picia, ale także na wystrój i wyposażenie pomieszczeń, z których będzie korzystał. A jeśli chodzi o sam koncert, to spodziewam się wielkiego przeżycia. Muzycy, z którymi współpracuje, zawsze są rewelacyjni, muzyka będzie na pewno wspaniała. Choć nie do końca wiadomo, jaka.

A Pana osobista historia z Prince'em? Czy spotkał się Pan z nim kiedyś?

Miałem okazję przybić z nim piątkę i zamienić kilka słów. Było to w Berlinie w 2002 roku, przy okazji spotkania z przedstawicielami jego europejskich fanklubów. Było około 200 osób, bardzo miła atmosfera, Prince był niezwykle sympatyczny. W pewnym momencie zapytał, czy ktoś z nas potrafi grać na jakimś instrumencie. Zgłosiła się jedna z dziewczyn, Niemka serbskiego pochodzenia, i zagrała z nim. Była niesamowicie wzruszona, strasznie fałszowała, a on nic sobie z tego nie robił. Do dziś wspominam to spotkanie z sentymentem.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie