Okna życia. Nie oceniajmy matek, wyciągnijmy do nich pomocną dłoń

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Wojciech Wojtkielewicz/Polska Press
Udostępnij:
- Osoby, które nie widzą żadnych rozwiązań, lepiej żeby zobaczyły okno życia niż perspektywę porzucenia dziecka na śmietniku lub pozbawiania go życia - mówi Grażyna Wójcik, psychoterapeuta.

Kilka dni temu w Częstochowie matka pozostawiła w oknie życia ponad dwuletnią córeczkę. Znalazłam taki komentarz w internecie: „tak robią wyrodne matki, które traktują dzieci jak rzeczy – jest problem, to się go pozbędę”. I co pani na to?
Daleka jestem od oceniania matki. Bardzo współczuję tej kobiecie. W tym przypadku znamy fakt, a więc to, że doszło do pozostawienia dziecka, a nie znamy historii kobiety, nie znamy kontekstu tego zdarzenia. A myślę, że ten kontekst jest bardzo dramatyczny. Możemy się tylko domyślać, że kobieta przeszła jaką tragedię, skoro zdecydowała się oddać własne dziecko. Zamiast oceniać, zadajmy sobie pytanie, co takiego stało się w życiu tej matki, która przez ponad 2 lata była dzień i noc przy dziecku, karmiła je, przewijała, aż przyszedł taki dzień, taki moment, że już nie dała rady i podjęła decyzję o pozostawieniu dziecka w oknie życia. Co też takiego się stało, że przyszło załamanie nerwowe – bo tak to określiła matka – które doprowadziło ją do tej decyzji. Załamanie mogło wynikać z wielu aspektów. Kobieta poczuła, że utraciła wpływ na własne życie, a jej zaufanie do siebie samej jako opiekunki dla dziecka, zostało zachwiane. Zaczęła więc szukać lepszego opiekuna dla swojego dziecka i, w akcie desperacji, pozostawiła je w oknie życia. Prawdopodobnie stwierdziła, że w tym konkretnym momencie lepszą opiekę niż ona zapewnią zakonnice, które to okno prowadzą. Widocznie kobieta nie widziała w sobie zdolności do opiekowania się dzieckiem. Za tym mogła kryć się jakaś tragedia – choroba, porzucenie, utrata mienia... Z tego co słyszymy, dziecko nie było zaniedbane, nie miało śladów przemocy. A to znaczy, że wcześniej matka dobrze zajmowała się dzieckiem. To – według mnie - nie przemawia za tym, że chciała pozbyć się kłopotu.

Znamy doskonale przypadki krzywdzenia dzieci, a nawet ich zabijania. Znalezienie schronienia dla dziecka, w sytuacji dla siebie kryzysowej, zdaje się wręcz dobrze świadczyć o matce?
Tak. Jeśli ta kobieta znalazła się w momencie jakiejś tragedii życiowej, to zdobycie się na oddanie dziecka może być uznane za akt bohaterstwa. Można się domyślać, że jako matka musiała wydobyć z siebie jakieś resztki energii do działania, by zadbać o zaspokojenie podstawowych życiowych potrzeb dziecka poza własną osobą.

Matka po kilku dniach postanowiła odzyskać dziecko. Skontaktowała się z policją, wyraziła żal i chęć dalszego wychowywania dziewczynki. Prokurator odmówił wszczęcia śledztwa, bo pozostawienie dziecka w oknie życia nie nosi znamion przestępstwa.
To tylko świadczy o tym, że kobieta nie chciała pozbyć się dziecka, ale w pewnym momencie nie była w stanie nim się zająć. A za tym wszystkim, nie oszukujemy się, kryje się brak wsparcia. Ta kobieta, tak sądzę, nie miała wsparcia albo nie potrafiła o nie werbalnie poprosić. Oddając dziecko do okna życia de facto poprosiła o nie niewerbalnie. Gdyby ktoś wcześniej podał jej rękę, może nie musiałaby oddawać dziecka. Wróciła po nie, bo być może pojawiło się zewnętrzne wsparcie i kobieta dostrzegła w sobie iskierkę nadziei, że jednak da radę. Ona dziś potrzebuje przyjrzeć się swojemu życiu. Potrzebuje wsparcia, umocnienia, ale też potrzebuje sobie przebaczyć, bo sądzę, że może sobie wyrzucać to, że oddała dziecko. Musi też na nowo sobie zaufać, że może być wystarczająco dobrym opiekunem dla swojego dziecka.

Tymczasem sąd tymczasowo umieścił dziewczynkę w rodzinnym domu dziecka. A może kobieta nie powinna już zajmować się dzieckiem?
Na pewno czeka ją długa i mozolna praca nad sobą. Jestem tu za tym, aby przywrócić matce opiekę nad dzieckiem. Oczywiście decyzja musiałaby być podparta wcześniej przeprowadzoną diagnostyką w celu potwierdzenia równowagi psychicznej oraz wykluczenia zaburzeń osobowości u matki dziecka. Fakty są takie, że w sytuacji kryzysu oddała dziecko do okna życia – uznając prawdopodobnie, że na ten moment, to najlepsza opieka, jaką mogła dziecku zapewnić. Gdy trochę stanęła na nogi, wróciła po dziecko. Okno życia nie ma formuły jednostronnej – oddajesz i koniec, dziecko przepadło. Ono jest po to, żeby dziecko uratować.

Na zdjęciu psychoterapeutka Grażyna Wójcik
Na zdjęciu psychoterapeutka Grażyna Wójcik mat. prywatne

Co znaczy dla dziecka oddanie go przez matkę do okna życia? Czy ten fakt spowoduje uszczerbek na jego psychice?
Dla dziecka to jest bardzo trudne przeżycie, bo istnieje silna więź między nim a matką. Dziecko odczuwa oderwanie od matki. Nawet jeśli dziecko ma zapewnioną opiekę, to niestety, odrzucenie przez matkę nie jest dla niego sprawą obojętną. Obawiam się, że psychoterapeuta będzie miał co robić, i to również, gdy to dziecko dorośnie. Moment porzucenia w ewentualnej późniejszej psychoterapii na pewno się pojawi.

Niektórych uderzyło to, że w oknie życia pozostawiono dziecko ponad dwuletnie. Te osoby twierdzą, że więź z dzieckiem w tym wieku jest silniejsza i że trudniej takie dziecko oddać. A w związku z tym dramat jest większy. Czy jest różnica między oddaniem noworodka a oddaniem dziecka starszego? A przypomnę tylko, że przypadek z Częstochowy nie jest jedyny, w przeszłości pozostawiano już w oknach życia dzieci starsze niż noworodki.
Na pewno starsze dziecko ma już wykształconą pamięć np. zapachu, dotyku. Ale nie da się zważyć, czy tragedia dziecka pozostawionego w oknie życia tuż po urodzeniu jest mniejsza czy też większa niż w przypadku dziecka 2,5-letniego. W jednym i drugim przypadku mówimy o ogromnym dramacie dziecka i ich rodziców. I tych dramatów nie wolno różnicować. Nie można przyjmować postawy zero-jedynkowej. Nie można tu mówić, że sytuacja jednego dziecka jest lepsza, innego gorsza.

Co jakiś czas w przestrzeni publicznej słyszymy dyskusję na temat tego, czy formuła okien życia jest właściwa. Teraz znów wszczęto taką debatę. Co pani sądzi o oknach życia?
To jest bardzo szeroki i złożony temat. W przypadku osób, które nie umieją prosić o pomoc, gdy czują że usuwa im się grunt pod nogami, że świat im się kończy, to dobrze, że mają możliwość oddania dziecka do okna życia. To lepsze niż porzucenie dziecka na śmietniku czy wręcz pozbawienie go życia. Osoby, które nie widzą żadnych rozwiązań, lepiej żeby zobaczyły okno życia niż perspektywę śmietnika czy śmierci dziecka. Gdy nie ma rozwiązań, to okno życia jest jednak jakimś rozwiązaniem. Pod tym względem okna spełniają swoją rolę, bo ratują życie dziecka. Natomiast uważam, że pomoc powinna być udzielana matce czy też rodzicom na wcześniejszym etapie. Chodzi o to, żeby matka dostała takie wsparcie, aby nie musiała podjąć decyzji o pozostawieniu dziecka w oknie życia i zniknięciu. Taka matka powinna móc widzieć inne rozwiązania, które nie będą krzywdzące dla dziecka i jej.

Dlaczego matki czasem nie dają rady wychowywać dziecka? Pytam o osoby, które nie borykają się z patologicznymi sytuacjami czy życiowymi tragediami.
Bardzo często jest to związane z depresją. Wtedy tymczasowo matka posiłkuje się kimś z rodziny, kto ma stosunek emocjonalny do dziecka. Gdy kobieta odzyskuje siły, z powrotem przejmuje opiekę. Takie sytuacje się zdarzają. Nie można tu mówić o tym, że matka jest zła, wyrodna, ona po prostu choruje. Nie jest w stanie zająć się sobą, a co dopiero jeszcze kimś. Nie krytykujmy, nie oceniajmy, lepiej zadbajmy sobie pytanie, co się stało, że matka nie może zająć się dzieckiem. Lepiej wyciągnijmy do niej rękę. A dodam tylko, że działają różnego rodzaju telefony zaufania, poradnie, punkty interwencji kryzysowej, konsultacje psychologiczne, które mogą być doraźnym wsparciem. Czasem już sama rozmowa może dużo pomóc.

Co z matkami, które mają mniejszą świadomość i mogą nie zdawać sobie sprawy, że chorują na depresję, a do tego są samotne, gorzej sytuowana i nie stać ich np. na psychoterapię?
Te matki żyją wśród ludzi, my żyjemy wśród ludzi. Dobrze mieć oczy otwarte na kłopoty innych i po prostu pomagać - nie oceniać! Dziś ktoś potrzebuje wsparcia, a jutro ja mogę tego wsparcia potrzebować. Trzeba być nauczonym szukania pomocy. Tymczasem niektórzy zostali wychowani zgodnie z zasadą „pojawił się problem w rodzinie, zamiećmy go pod dywan; udawajmy, że go nie ma”. Takie podejście najczęściej przyczynia się do wielkich dramatów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Koniec stanu epidemii w Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie