Ohydztwa, które kazali nam jeść w dzieciństwie. Pamiętacie?

red.
Każdy z nas czuł ulgę, kiedy mama mówiła: "mięsko zjedz, ziemniaczki zostaw". Problem zaczynał się jednak wtedy, kiedy tym "mięskiem" były... smażona mortadela albo wątróbka z cebulką. Takich żywieniowych koszmarów w naszym dzieciństwie było znacznie więcej. Zapraszamy was w podróż do przeszłości, dzięki której na pewno docenicie to, co obecnie macie w lodówce!

Zupa owocowa, rozpaćkany szpinak, rozgotowana marchew z groszkiem albo... gorzka brukselka. To nasze typy do kandydatów najgorszych ohydztw, jakie kazano nam jeść w dzieciństwie. Jednak na tym lista się nie kończy.

Koniecznie kliknijcie w "zobacz galerię" i przekonajcie się, które potrawy i napoje zasłużyły na ten niechlubny tytuł:

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura

Zobacz także:

Instagram kontra rzeczywistość. Tak oszukują nas internetowe...

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Ohydztwa, które kazali nam jeść w dzieciństwie. Pamiętacie? - Gazeta Krakowska

Komentarze 78

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Paweł

Xd no pewnie pierdu pierdu ale ci co w tamtych czasach jedli to zdrowi i prawdziwi ludzie bez pogardy a teraz się w dupie przewraca marnuje się i jada jakieś wymysły a potem a bo gruby czy gruba jestem brak słów xd

G
Gość

gibany autor wpierdzielaj do konca zycia chemie

w
wroclauer
10 września, 18:59, wroclauer:

Ohydztwem jakie pamiętam z tamtego okresu był tran. Ale wtedy na wspomaganie walki z krzywicą, to raczej był jedyny środek.

Co reszty, to "ałtora" poniosło. Każda z wymienionych potraw jest bardzo dobra, jeżeli umie się ją przyrządzić. Jestem pewny, że np.: dzisiejsza mortadela nie umywa się do tej z PRL-u. Dzisiaj pewnie , jak to mówiła moja babcia, jest zmielony pies z budą ;-)))

11 września, 15:57, Gość:

To nie mówiła Twoja babcia tylko Twój dziadek Franc Maurer (Boguś Linda) w filmie Psy...

Powiedzenie jest znane od tak dawna, że wtedy Boguś jeszcze nie wiedział, że będzie "Maurerem". I jest za młody, żeby być moim dziadkiem.

G
Gość

Co za sierota to pisała?!a co za świństwo jadła? schabowe,gordony,szwajcary,pizze???czy papki z kartonów bo mleka z cyca brakło?i jarzynki ze słoików bo się matce gotować nie chciało?!Jadło się to co było możliwe i nie koniecznie obrzydliwe,jakoś się przeżyło.Dzus jest więcej obrzydlistwa i jesz nawet nie wiesz co! chodzby chleb gdzie w mące zmielone są robaki i mysie gowna!!!

a
antyjewrokolchoznik
6 września, 9:48, Dyziek:

Do dziś jem te rzeczy a mam 66 lat, ale jak się nie ma pojęcia o gotowaniu to i wodę się przypali, autor tego artykułu jest chyba smakoszem chińskich zupek żarcia z typu fast-food- smacznego.

Ten kochanek fast-foodow, konoser chinskich zupek jest globalizatorem, oczernia Polske i wypowiada sie za wszystkich Polakow.

60 LATEK

"AŁTOR" !!!

Pogięło Cię...?

"Zapraszamy was w podróż do przeszłości, dzięki której na pewno docenicie to, co obecnie macie w lodówce!"

Zapomniałeś na końcu dodać:

MATERIAŁ SPONSOROWANY

G
Gość
10 września, 18:59, wroclauer:

Ohydztwem jakie pamiętam z tamtego okresu był tran. Ale wtedy na wspomaganie walki z krzywicą, to raczej był jedyny środek.

Co reszty, to "ałtora" poniosło. Każda z wymienionych potraw jest bardzo dobra, jeżeli umie się ją przyrządzić. Jestem pewny, że np.: dzisiejsza mortadela nie umywa się do tej z PRL-u. Dzisiaj pewnie , jak to mówiła moja babcia, jest zmielony pies z budą ;-)))

To nie mówiła Twoja babcia tylko Twój dziadek Franc Maurer (Boguś Linda) w filmie Psy...

w
wroclauer

Ohydztwem jakie pamiętam z tamtego okresu był tran. Ale wtedy na wspomaganie walki z krzywicą, to raczej był jedyny środek.

Co reszty, to "ałtora" poniosło. Każda z wymienionych potraw jest bardzo dobra, jeżeli umie się ją przyrządzić. Jestem pewny, że np.: dzisiejsza mortadela nie umywa się do tej z PRL-u. Dzisiaj pewnie , jak to mówiła moja babcia, jest zmielony pies z budą ;-)))

g
grzeg

... smażona mortadela albo wątróbka z cebulką

Lubiłem i lubię! Ac swoją drogą, marniutki ten dziennikarski materiał.

h
henrk

Mam 63 lata i mam całkowicie odmienne zdanie od autora który nie wiem dlaczego wypowiada się w imieniu innych a nie swoim. Pochodzę z Pomorza Zachodniego więc nasz jadłospis w domu był jeszcze urozmaicony morskimi rybami za którymi wtedy nie przepadałem. To co było obrzydliwe w PRL-u to śmierzący olej rzepakowy i śledzie z beczki.

Jednak kto z młodych zna smak ikry, mleczu czy rybiej wątróbki ?

Chleb,nabiał, mieso, wędliny /tylko w naturalnych osłonkach/. Były jeszcze wyroby garmażeryjne, pasztetowa,wątrobianka, metka, pasztety, tatary, śledź po japońsku, cynaderki, płucka. Nie było wtedy w domach lodówek , wiec wszysto musiało być świeże. Do smażenia i duszenia używano tylko smalcu i słoniny. Nikomu nie przeszkadała pajda świeżego chleba z masłem posypanym cukrem,szczypiorkiem, obłożona pomidorem czy posmarowaną domowym smalczykiem z cebulką.

Czytając post 'dziecka PRL-u' , byłem przerażony, ale to wspomnienia z lat 4o,50 u.w. Mogę wypowiadać się o latach 60u.w.. Czytając te powojenne wspomnienia ,strach pomyśleć, co jadły dzieci robotników w II RP i okupacji. Nie zgodzę sie też z tym ,że w tamtym okresie lepiej się żyło na wsi. Tam było dopiero ubóstwo i to do lat 70. Wokół mojego miasteczka mieszkali biedacy z wielodzietnych rodzin z kieleckiego, krakowskiego,, lubelskiego, przesiedleńcy z Białorusi , Ukrainy i ci z akcji ' Wisła' ta przybyła ze wschodu szlachta polska była bardzo,bardzo zacofana. Przybywali pod przewodnictwem swoich proboszczów i cywilizacja i kultura zachodnia była im wymysłem szatana. Biedni ludzie.

To jak w domu się jadło, bardzo zależało od zaradności i zdolnościach kulinarnych rodziców. Zawsze chleb w moim domu był świętością, wyrzucenie go do śmieci było nie do pomyślenia.

Marzy mi się bułka z masłem i pyszną mortadelą z PRL-u, nie zamieniłbym jej nigdy na kanapkę z Mac-Donada .

D
Dyziek

Do dziś jem te rzeczy a mam 66 lat, ale jak się nie ma pojęcia o gotowaniu to i wodę się przypali, autor tego artykułu jest chyba smakoszem chińskich zupek żarcia z typu fast-food- smacznego.

G
Gość

Przepraszam bardzo ale Syrop z cebuli jest dobry na przeziębienie i moja babcia robiła mi owy syrop gdy byłam przeziębiona , a teraz ja sama go robie.

Kogiel mogiel jest przepysznym rozwiązaniem gdy nie ma nie słodkiego w domu.

Szpinak ? Marchewka z groszkiem serio ? To nie ohyda ale pyszny dodatek do obiadu.

P.S - Pan redaktor chyba ma coś z głową że wypisuje takie brednie albo mu jeść nie dawali w domu

G
Gość
31 sierpnia, 08:56, Gość:

Drogi redaktorze...NIE lane ciasto, ale lane kluski...i były i są PYSZNE. TERAZ ja robię je dla mojej 7 letniej córci, która iwielbia zypkę mleczną lub pomidorową właśnie z kluskami lanymi lub kładzionymi a nie makaronem. Wątrubka robiona przez moją Mamę była wspaniała, warzywa NIGDY NIE BYŁY ROZGOTOWANE w naszym domu, a kogel mogel uwielbiałam, ale dodawaliśmy kakao do niego. Myślę, że zależy, jak kto gotował we własnym domu. U mnie było pysznie 😜. Pan/i redaktor pewnie ma złe doświadczenia 😉

W Krakowie lane ciasto :)

G
Gość
31 sierpnia, 8:56, Gość:

Drogi redaktorze...NIE lane ciasto, ale lane kluski...i były i są PYSZNE. TERAZ ja robię je dla mojej 7 letniej córci, która iwielbia zypkę mleczną lub pomidorową właśnie z kluskami lanymi lub kładzionymi a nie makaronem. Wątrubka robiona przez moją Mamę była wspaniała, warzywa NIGDY NIE BYŁY ROZGOTOWANE w naszym domu, a kogel mogel uwielbiałam, ale dodawaliśmy kakao do niego. Myślę, że zależy, jak kto gotował we własnym domu. U mnie było pysznie 😜. Pan/i redaktor pewnie ma złe doświadczenia 😉

Wątróbka zupkę uwielbia przepraszam za błędy i autokorektę

G
Gość

Drogi redaktorze...NIE lane ciasto, ale lane kluski...i były i są PYSZNE. TERAZ ja robię je dla mojej 7 letniej córci, która iwielbia zypkę mleczną lub pomidorową właśnie z kluskami lanymi lub kładzionymi a nie makaronem. Wątrubka robiona przez moją Mamę była wspaniała, warzywa NIGDY NIE BYŁY ROZGOTOWANE w naszym domu, a kogel mogel uwielbiałam, ale dodawaliśmy kakao do niego. Myślę, że zależy, jak kto gotował we własnym domu. U mnie było pysznie 😜. Pan/i redaktor pewnie ma złe doświadczenia 😉

Dodaj ogłoszenie