Ofiara zadowolona z porwania? Nietypowa linia obrony oskarżonych o uprowadzenie kobiety w Gdańsku

Jacek WiercińskiZaktualizowano 
Akcja policjantów przed Galerią Bałtycką wyglądała jak scena serialu kryminalnego<br>
Akcja policjantów przed Galerią Bałtycką wyglądała jak scena serialu kryminalnego materiały policji
Co najmniej 3 lata więzienia grożą czwórce oskarżonych o uprowadzenie. Okoliczności dramatycznego zdarzenia budzą jednak spore wątpliwości.

Eksplozje granatów hukowych i policyjni antyterroryści z długą bronią w biały dzień pod Galerią Bałtycką napędzili gdańszczanom nie lada strachu. Teraz sprawa czwórki młodych ludzi zatrzymanych wówczas za „wzięcie zakładnika” trafiła przed sąd i okazuje się, że z brawurowymi wyczynami gangsterów ma niewiele wspólnego. Nietypowa jest linia obrony oskarżonych, którzy twierdzą, że ofiara była z efektów porwania... zadowolona.

Niebezpieczni

„Sceny niczym z filmu sensacyjnego rozegrały się około godziny 15 w okolicy Galerii Bałtyckiej w Gdańsku. Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji we współpracy z antyterrorystami z Komendy Wojewódzkiej Policji zatrzymali podejrzanych o uprowadzenie kobiety” - pisaliśmy w kwietniu. - Akcja była przeprowadzana tak, by nie zagrozić bezpieczeństwu osób postronnych - zastrzegali policjanci, a prokuratura ograniczała się do lakonicznych komunikatów, że w przetrzymywanie zakładniczki zaangażowane było „kilka osób”, a za uwolnienie kobiety, której ostatecznie „udało się uciec”, inna osoba miała zapłacić okup.

Prok. Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, milczenie przerwała dopiero w październiku, kiedy do sądu trafił akt oskarżenia przeciw Patrykowi M., Tomaszowi Z., Łukaszowi Ł. i Magdalenie B.

- Jak ustalono, sprawcy, grożąc przedmiotem przypominającym broń oraz paralizatorem, zmusili ją do wejścia do samochodu. Została zabrana do jednego z mieszkań na terenie Gdańska. W mieszkaniu przetrzymywana była od 16 do 19 kwietnia 2015 roku. W tym czasie została zmuszona do zarejestrowania na swoje dane działalności gospodarczej oraz założenia rachunku bankowego. Uprawniał on do uzyskania terminalu płatniczego. Sprawcy zmusili również partnera pokrzywdzonej do zapłaty 5 tys. zł - wyjaśniła.

Czytaj więcej na temat zatrzymania porywaczy przed Galerią Bałtycką

Proces porywaczy właśnie się rozpoczął przed gdańskim sądem. Oskarżyciel z mediami rozmawiać nie chce. Potwierdza jedynie, że ofiara - Anna S. miała ręce skrępowane plastikową opaską. Czwórce oskarżonych zarzuca przetrzymywanie zakładnika w celu zmuszenia „do określonego zachowania”. To bardzo poważny zarzut, za który minimalny wyrok oznacza 3-letnią odsiadkę, a ręce tymczasowo aresztowanych 25-letniego Patryka M. i 30-letniego Tomasz Z. pozostają skute kajdankami również w sądzie na ławie oskarżonych. W przeciwieństwie do wielu morderców obaj są bowiem „enkami” - mają status aresztantów niebezpiecznych.

Mówiła, że ma tu dobrze

O burzliwych wydarzeniach z kwietnia chętniej niż prokurator opowiadają niektórzy z oskarżonych.

26-letnia Magdalena B. przed sądem nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że Łukasz z Tomkiem przywieźli do niej Ankę i tłumaczyli, że dziewczyna „wisi im kasę”. Sama nie chciała jej więzić, „ale się bała” bo chłopcy mieli pistolet, od razu rozwiązała porwaną, a później pozwalała jej samej wychodzić z domu, kupiła Ance papierosy, tabletki przeciwbólowe, pożyczała ubrania i kosmetyki.

- Ona sama do nich mówiła, że ma tak dobrze u mnie, że może być porywana co tydzień - powiedziała śledczym.

To samo stwierdzenie pojawia się w zeznaniach Tomasza Z. 30-latek z Sopotu opowiada przed sądem, że w kurorcie prowadził salon z automatami do gier, gdzie zatrudniał Ankę, a wcześniej również jej chłopaka, który miał problem z narkotykami. Ten ostatni miał okraść go na kilka tysięcy złotych, dziewczyna - zgodzić się spłacić skradzione pieniądze, a później w niezbyt wiarygodnej relacji opowiadać, że kolejne 3 tys. zł należące do Z. zabrał jako nagrodę jeden z graczy, i iść w zaparte, twierdząc, że tę wersję potwierdzi rejestrator z automatu.

- Zaproponowałem, że skoro jest taka pewna, to może poczekać do wieczora u Patryka koleżanki, aż sprawdzimy zdjęcia - opowiada swoją wersję „porwania” Tomasz Z., który twierdzi, że sama Anka była już następnego ranka w świetnym humorze i to ona zaproponowała, że założy firmę, a 5 tys. zł z banku na start posłuży, by spłacić jego, samodzielnie wynająć mieszkanie i zerwać z chłopakiem narkomanem.

Z. twierdzi, że pomógł Ance wypełnić papiery, ale potem zostawił ją w urzędzie, gdzie sama dopełniła formalności założenia firmy. - Wracając, pojechaliśmy do pizzerii na ulicę Gospody - relacjonował, dodając, że dał jej również pieniądze na papierosy i na zakup nowej karty SIM do telefonu.

Wyrok w tej ciekawej i nietypowej sprawie wyda Sąd Okręgowy w Gdańsku. Personalia ofiary zostały zmienione.

jacek.wiercinski@polskapress.pl

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość2

Ciekawie, to będzie jak przybędą uchodźcy-dezerterzy. Z filmów niemieckich i szwedzkich zapowiada się ciekawie.

s
spokojny

zrozumiałem o co chodzi ale
nie zrozumiałem dlaczego sprawa miałyby być
"ciekwawa i nietypowa".
Dla mnie to zwykły przewał jakich wiele.

Dodaj ogłoszenie