O. Zięba: Tadeusz Mazowiecki zmieniając się, pozostawał sobą. Z jego śmiercią kończy się pewna epoka

Redakcja
GRZEGORZ MEHRING / POLSKAPRESSE
- Tadeusz miał umiejętność budowania silnych więzi i bliskich przyjaźni. To było coś nietypowego i niezwykłego w świecie polityki - Tadeusza Mazowieckiego - polityka, intelektualistę, mistrza i przyjaciela - wspomina ojciec Maciej Zięba, dominikanin.

Jak Ojciec poznał Tadeusza Mazowieckiego? Czym była dla Ojca znajomość z nim?

Spotkaliśmy się już przeszło 40 lat temu. Byłem wtedy młodym człowiekiem, trochę w gorącej wodzie kąpanym. Wydawało mi się, że Kościół jest dość ciasny, anachroniczny i antyintelektualny, natomiast w PRL nie da się normalnie żyć, nie podejmując jakiejś formy kolaboracji z władzą. Jednocześnie nie mogłem się do końca z takimi konstatacjami pogodzić, szukałem odpowiedzi na pytania: czy da się żyć uczciwie w PRL i czy można żyć mądrze w Kościele? I wtedy mama, która widziała te moje dylematy, zaciągnęła mnie na odczyt Tadeusza Mazowieckiego. W słowach, które usłyszałem, była prostota, ale jednocześnie znać było szerokie horyzonty, głębokie, precyzyjne i uczciwe myślenie. Pokazał mi w tym wykładzie - tak jak pokazywał całym swoim życiem - że można być człowiekiem mądrym i być głęboko zaangażowanym w życie Kościoła i że można żyć uczciwie i odważnie w PRL. Napisałem do niego list, a on mi odpisał, potem jeszcze jakiś czas korespondowaliśmy, później się spotykaliśmy, wreszcie współpracowaliśmy ze sobą w ramach opozycji demokratycznej.

Mazowiecki był dla Ojca mistrzem czy partnerem?

Na początku to była oczywiście relacja mistrz - uczeń, ale z czasem, mimo różnicy generacyjnej, nawiązała się między nami także przyjaźń. Szczególnie zbliżyliśmy się do siebie w czasie, gdy pracowałem w kierowanym przez niego "Tygodniku Solidarność" w 1981 r. i później, kiedy wstąpiłem do zakonu. Dyskutowaliśmy regularnie także w czasie, kiedy był premierem. Zabrał mnie ze sobą w swoją pierwszą zagraniczną podróż do Watykanu, a później do USA. Tadeusz miał niesamowitą umiejętność budowania silnych więzi i bliskich przyjaźni. To było coś nietypowego w świecie polityki.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA Z POGRZEBU TADEUSZA MAZOWIECKIEGO

Czy były między wami fundamentalne różnice polityczne lub światopoglądowe?

Prowadziliśmy spory co do bieżących ocen, ale nie co do podstawowych wartości. Z początku byłem niechętny wobec jego decyzji, by tak głęboko wchodzić w politykę, różne gry, z jakimi ona się wiąże. On, jako człowiek kompromisu, uważał pewnie, że jestem trochę zbyt nieprzejednany w swoim konserwatyzmie. Ale potrafiliśmy o tych różnicach rozmawiać i je przekraczać. To właśnie on mnie uczył rozmawiać z ludźmi o odmiennych poglądach, aby poprzez rozmowę przekraczać podziały i budować porozumienie.

Czy wydaje się Ojcu, że Mazowiecki na przestrzeni lat waszej znajomości bardzo się zmieniał?

Nie, zupełnie nie. To była bardzo integralna osobowość. Chociaż nowe sytuacje wydobywały z niego cechy, energie i potencjały wcześniej uśpione. Gdyby ktoś w latach 70. powiedział mu, że to w ogóle będzie możliwe, że zostanie premierem w wolnym państwie, pewnie spojrzałby na niego jak na wariata. Wszyscy byliśmy przekonani, że umrzemy w PRL. Zmieniając się czy raczej odpowiadając na nowe wyzwania, zawsze pozostawał sobą, trochę jak Jan Paweł II, który zawsze był tym samym Karolem Wojtyłą, a zarazem był inny jako papież. Ludzie to widzieli - że Mazowiecki nie jest aktorem, że nie gra pod publiczkę, nie schlebia, nie dostosowuje się do sondaży - i za to go szanowali.

W jakim okresie, w której roli Mazowiecki był dla Ojca najważniejszy?

Jednak - jeśli można mówić o jednym tylko elemencie tak bogatego dorobku - jako premier wymarzonej przez nas wolnej Polski. Premier znakomity, premier ważnego i mądrego rządu. Ja wtedy miałem możliwość obserwować z bliska tę niesamowitą odpowiedzialność, której się podjął, i związaną z tym jego samotność. Mówiło się, że jest żółwiem, ale tak naprawdę tylko mówił powoli, a myślał szybko i jasno, decyzje podejmował bardzo energicznie. Przypomnijmy sobie, że kiedy wszedł w sierpniu 1989 r. do Urzędu Rady Ministrów, to na początku był zupełnie sam, otoczony przez komunistycznych urzędników, także wielu agentów. Potem szybko wprowadzał nowych ludzi, ale nie dało się zresetować państwa, gwałtownie wymienić setki tysięcy "starych" na "nowych" - zwłaszcza że "nowi " nie mieli żadnego doświadczenia.
Przed pierwszą wizytą w Waszyngtonie, na początku 1990 r., a byłem tam wtedy na stypendium, poprosił mnie o pomoc, bo nie ufał starym dyplomatom, nie był pewien, czy służby nie będą sabotować jego działań. Napisał na swojej premierowskiej wizytówce "Ojciec Maciej Zięba jest moim przyjacielem" i z tą wysłał mnie do Brzezińskiego i do Nowaka-Jeziorańskiego, żeby pomogli zorganizować wizytę. To były pionierskie czasy.

Ze wschodu mieliśmy Związek Radziecki, na południu socjalistyczną Czechosłowację, z zachodu najwierniejszego sojusznika ZSRR - NRD. Rok 1989 może wyglądać pięknie z dzisiejszej perspektywy, wówczas nic nie było jeszcze jasne i przesądzone. Trzeba było podejmować trudne i ryzykowne decyzje samodzielnie - i Mazowiecki je podjął, a historia przyznała mu rację. Z jednego z wielu młodych, zdolnych doktorów ekonomii nagle zrobił ministra finansów i wicepremiera, z uroczego, staroświeckiego profesora prawa - ministra spraw zagranicznych, a wieloletniego więźnia politycznego mianował ministrem pracy i polityki społecznej. To byli ludzie z łapanki, bo wielu ekspertów nie chciało nawet słyszeć o uczestnictwie w rządzie, uważając, że reforma to "mission impossible". A on temu sprostał.

Jaka była relacja między Mazowieckim politykiem a Mazowieckim intelektualistą?

To było w nim nierozerwalne. Był jednocześnie sprawnym politykiem, jasno myślącym intelektualistą, człowiekiem głęboko zanurzonym w Kościół. I pewnie to właśnie wiara, która często nabierała kształtu podczas wyjazdów do Lasek - miejsca spokoju i namysłu, pracy intelektualnej, a także zwyczajnej, pełnej miłości pracy z niewidomymi dziećmi - dawała mu siłę, pomagała mu oczyszczać jego działania z wszelkiej interesowności. Nie przypadkiem właśnie tam, a nie na Powązkach czy innej ważnej polskiej nekropolii pragnął spocząć.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA Z POGRZEBU TADEUSZA MAZOWIECKIEGO

Jakie wspólne doświadczenia przypominają się Ojcu szczególnie w dniach żałoby?

Niezwykłą chwilą była dla mnie wspólna wizyta z premierem w Watykanie. Pierwszy wyjazd zagraniczny polskiego premiera nie - tradycyjnie - do Moskwy, ale na Zachód. I historyczne spotkanie Tadeusza z Janem Pawłem II, natychmiastowe między nimi porozumienie, bliskość osobowości, jednocześnie głęboko duchowych i głęboko zaangażowanych w sprawy naszego świata, wspólne poczucie, że po wiekach nieszczęść i narodowych katastrof odmienia się los Polski, że pojawia się szansa na nowe otwarcie. Obaj wyszli ze spotkania, promieniejąc z radości. Przypomina mi się także dużo wcześniejsze spotkanie, które mieliśmy z Janem Pawłem II w 1979 r., podczas słynnej, pierwszej pielgrzymki papieża do Polski, jako reprezentanci Ruchu "Znak". Tadeusz był już wtedy politycznym liderem tego środowiska. Zwróciło wtedy moją uwagę, z jak wielką atencją, ciepłem i szacunkiem odnosił się do niego Jan Paweł II, mimo że znał go dużo słabiej niż choćby krakusów z "Tygodnika Powszechnego".

A jakie jest ostatnie wspomnienie związane z Mazowieckim?

Dał mi swoją ostatnią książkę "Rok 1989 i lata następne" z dedykacją: "W podziękowaniu za wierną przyjaźń", i poprosił mnie o poprowadzenie spotkania autorskiego. Powiedziałem wtedy publiczności, że mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra jest taka, że Tadeusz Mazowiecki napisał bardzo ważną książkę o polskiej polityce, o polskiej racji stanu i o polityce uprawianej według wartości. A zła wiadomość jest taka, że przez wiele lat żaden polski polityk podobnej książki nie napisze. I rzeczywiście, wydaje mi się, że z jego odejściem kończy się pewna epoka, że musimy jeszcze poczekać, aż pojawi się ktoś, kto podejmie polską politykę na choćby zbliżonym poziomie.

Wideo

Materiał oryginalny: O. Zięba: Tadeusz Mazowiecki zmieniając się, pozostawał sobą. Z jego śmiercią kończy się pewna epoka - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Tak, Pan Mazowiecki nie zmienił się ,jaki był w latach 40 czy 50 takim był w latach 90,zawsze na fali po właściwej stronie,trzeba było bić w kościół to bił jak udawać demokrację to udawał był posłem na sejm w PRL-u,jak udawać nawróconego to udawać,zbyt dużo w jego życiorysie zagadek i niedomówień.Ale niestety dzisiaj mamy takie autorytety,klakierów udawaczy,tz biznesmenów-państwowych,a brakuje ludzi z tz chłopskim zdrowym podejściem do życia,Złodziej to złodziej,leń to leń,kombinator to kombinator,zbiczeniec to zboczeniec itd.

Dodaj ogłoszenie