reklama

Nowy tom poezji Jarosława Zalesińskiego

Tadeusz SkutnikZaktualizowano 
Fot. G. Mehring
Czwarty tom poezji Jarosława Zalesińskiego (ur. 1959) nosi mrożący tytuł: "Wiersze poprzednie i ostatnie". Ostatnie? Pożegnalne, czy jak? Zanim spróbujemy dojść, skąd ten śmiertelny wyraz w tytule, spróbujmy zatrzymać się przy liczbach. Zwłaszcza przy liczbie cztery.

Może mieć ona różne znaczenia. Symbolizować cztery strony świata albo pory roku. Sugerować kwartet muzyczny, odsyłać do czterech ewangelistów itd. Sam autor, z okazji wydania poprzedniego zbioru "Wiersze i okolice", wyznał, przytoczę, że "od początku, od Wierszy i zdań założyłem, że jeśli w ogóle będę dalej pisał [wiersze], to powstaną w sumie cztery książki". Czyli zwrócił uwagę na kompozycję cyklu, taki kwartet poetycki, co znaczy, że obecnie wydana część byłaby rzeczywiście ostatnia. Poeta nie kłamał.

Czy jednak "Wiersze poprzednie i ostatnie" są ostatnim ogniwem kompozycji? Są czymś więcej. Są kwartetem samym w sobie, zawierają bowiem trzy poprzednie tytuły i dopełniają pakietem nowych wierszy. Kompozycja to wszelako niekrzykliwa, a cicha i skryta, słowem: subtelna. Przypomina bardziej muzyczną niż tradycyjnie poetycką.

Na domiar składa się zwodniczo z dwóch części: "Wierszy poprzednich" i "Wierszy ostatnich", przedzielonych rozmową, jaką przeprowadził z autorem prawie rówieśnik Krzysztof Koehler w 2004 roku, podczas promocji części trzeciej: "Wierszy i okolic". To tam i wtedy autor puścił trochę farby na temat Całości.

Dziś widać, że poznikały tytuły poprzednio wydane, razem z niektórymi wierszami. Dużo tych wierszy nie zniknęło, bo tylko 20; do kwartetu załapało się 113. Jak już jesteśmy przy liczbach, to dopowiedzmy, że łącznie jest w obecnym tomie 191 utworów (jeśli za jeden utwór przyjąć składający się z 246 dwuwierszy zbiór/traktat "Angelus Silesius", nb. wart osobnej uwagi), czyli doszło 78 nowych.

I tu się zaczyna coś nie zgadzać, bo naprawdę niepublikowanych w poprzednich tomikach jest tylko 72. A co się stało z sześcioma? To osobna kwestia numerologiczna. Te parę liczb wszelako mówi, że to ani wybór, ani zbiór wierszy, tylko nowa kompozycja, od początku przez autora planowana. No, może nie od samego początku, ale od trzeciego tomiku - zgoda. Ten, o którym Koehler mówił, że jest "przepraszam za wyrażenie" - mroczny, Zalesiński zaś ripostował: "owszem, ten jest próbą zejścia do otchłani, z której zamierzam wyjść w ostatniej książce". Fiuuu! Ot tak sobie wstąpić i lekką nogą wyjść!
Idźmy głębiej w tę swoistą "księgę liczb". Miejsce 20 wierszy wyeliminowanych zajęło 25 nowych. Eliminacji uległy wiersze słabsze, co zrozumiałe, albo wyparte przez inny cykl (np. "Wiersze i zdania" z debiutu musiały ustąpić grand finale "Angelus Silesius" z obecnego). Były też inne znaczące eliminacje, np. wierszy "herbertowskich", np. zdjęcie dedykacji (oj, nieładnie…) albo dodanie, np. "Anecie" (za zdjętą "Żonie") albo też "Ojcu" (do wiersza "Strych"). Czasem został zmieniony tytuł, rzadko materia wiersza.

Można więc konkludować, że autor odniósł się do swego dorobku z całym szacunkiem. Zmieniał, przerabiał, rozstawał się tylko w stanie wyższej konieczności. Żadnej szast-prast - przykrawamy lekką rączką.
Niewielki to może urobek z wpuszczenia kwartetu w maszynę liczącą, wbrew zresztą samemu poecie, co przestrzegał, żeby nie ufać szkiełku i oku, żeby wpierw znaleźć w sobie głębię, ba, posiąść ją:

Głębię
trzeba niestety przed zmierzeniem posiąść,
by nie obarczać jej pomiaru błędem.
("Wymiary")

To pewnie przez ten komin wyleciało mi sześć wierszy. Co jednak zrobić, jeśli nie jest się zdolnym do posiadania głębi? Będziesz na wieczność obarczony błędem lub skazany na wieczne czytanie (i nagradzanie w Gdyni) tylko Tkaczyszynów Dyckich?
Chodzi mi jednak o jeszcze inny wymiar mierzenia wierszy. Otóż wisi nad nimi, jak nad ucztą Baltazara, tajemniczy napis "mane tekel fares" zapowiadający koniec Babilonu. Czy może koniec rzeczywistości, o których te wiersze mówią. Nie jeden znajdziemy tu ślad apokalipsy. Nie tylko to "Czarny latawiec" czy "Popiół", ale też "Ubrania", "Cmentarz", "Głosy". Niemal całe "Wiersze i okolice" zstępują do Otchłani. Nie brakuje demonów, żywiołów, zgliszczy. Są tak przejmujące chłodem wiersze jak "Chwila", wreszcie przewrotne "Światła", warte przytoczenia w całości.

Znów pomarańczowe światła za oknami.
Z kubłów zbiorą śmieci. Robili to bodaj
Przed tygodniem. Chyba. Tak też zrobią z nami.
Tylko lampa będzie inna. Fioletowa.
(z "Wierszy ostatnich")

Ale nie ma beznadziei. Bo oto "Biel", zaczyna się "Zwiastowanie"! Są znaki, że przyjdzie na świat Mowa (otwierająca "Wiersze ostatnie"). Choć nie zbawi świata "za biezdurno", nie wyprowadzi w światło za frajer, każdego. Bo będziemy sądzeni. "Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości". Ten wiersz - "Pod wieczór" - ma nową, wymowną dedykację: "Anecie", tj. Żonie. Wystarczy jej iskra do zbawienia.

Tedy nie kłamał poeta, mówiąc, że jeśli już szukać, jaki ma program poetycki, podpowiada: rozbrajająco prosty. "Najpierw widzieć". Najpierw patrzeć, dopiero potem w zobaczonym dostrzec głębsze sensy. Np. w zwyczajnym domu, który ma piwnicę, próg, sień, przedpokój, kuchnię, dziecinny pokój, łazienkę z wanną (dla której zmienił tytuł "Kąpiel"), sypialnię [brakuje mi salonu] i rzecz jasna strych (dedykowany komu? oczywiście "Ojcu"!), otóż w tym domu dostrzec - kolejna podpowiedź - "Dom, w którym mieszkań jest wiele. To jest Dom Ojca. Ta poezja mówi o drodze do Niego. O drodze przez bolesność i ciemność, ale do Niego i z nadzieją na dojście".
Tu właściwie mógłbym zakończyć. Tylko parę zagadek tkwiących w tych wierszach objaśniłem. Jest ich znacznie więcej i może nawet trudniejszych. Niektóre świadomie pominąłem, np. ukryte w 246 dwuwierszach "Angelusa Silesiusa". Jeszcze jednej wszelako enigmy nie mogę nie rozwikłać.
Wracam do swojej ulubionej "numerologii". Jarosław Zalesiński urodził się w 1959 roku. Czyli skończył pół wieku życia. Skończył w ub. sobotę, 24 października. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że "Wiersze poprzednie i ostatnie" wycelowane były w tę datę. Sobie na urodziny. I prawie trafiły. Mamy 28 października. Cztery - znów ta magiczna liczba 4 - tyle że dni obsuwy. Albowiem nie wszystko zależy od samego poety…
Na zakończenie przytoczę jeden z najmądrzejszych dwuwierszy "Angelusa". Ostatni. Niech zabrzmi jak przestroga. Jak modlitwa zmówiona norwidowskim "potężnym milczeniem".

O Bogu rozprawiają ci, co Go nie słyszą.
Ci, co milczą, już wiedzą, jaką jest On ciszą.

Spotkanie z autorem
Jarosław Zalesiński, dziennikarz, poeta, kierownik działu kultury "Polski Dziennika Bałtyckiego". W przeszłości był członkiem redakcji tygodnika "Młoda Polska", "Tygodnika Gdańskiego" i Radia Plus. Publikował w "Teatrze", "Przeglądzie Politycznym", "Życiu". Wiersze zamieszczał m.in. w "Tytule", "Toposie", "Frondzie", "Arcanach". Jako poeta ujawnił się w 1994 roku, wydając "Wiersze i zdania", za które otrzymał nagrodę wojewody gdańskiego za najlepszy debiut oraz wyróżnienie w Konkursie o Nagrodę Poetycką im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Wydał "Wiersze i ślady" (1997) oraz "Wiersze i okolice" (2004). Zdobył wyróżnienie w I Konkursie im. ks. Józefa Baki oraz nagrodę Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki.
Spotkanie z Jarosławem Zalesińskim i promocja tomu "Wiersze poprzednie i ostatnie" (Wydawnictwo Bernardinum, 2009) dziś w Nadbałtyckim Centrum Kultury (Gdańsk, ul. Korzenna 33/35) o godz. 17.30. Z autorem rozmawia Piotr Millati. Wstęp wolny.

Strych

Ojcu
Wchodziło się po stopniach, wprost z klatki
schodowej. Unosiło klapę w suficie i głowa
wpadała w rozchyloną nagle przestrzeń.
Ze stojącego pośrodku komina spływała bez końca
kaskada dachówek. Nawet gdy strych był pusty,
napełniał go zapach schnącej bielizny.
Latem prześcieradła
zmieniały się w płonące prostokąty światła.
Zimą, gdy już wilgotne skruszały na mrozie,
zdjęte ze sznurów, nie łamiąc, składano
w napełnionej sztywnymi nogawkami balii.
Na strych zabierał ojciec. Szło się jak na wyprawę,
ufnie, bez cienia lęku. Nawet otwarte niebo
w oknach nie budziło bojaźni ani trzepotanie
gołębia pod dachem. Chcąc mi go pokazać,
ojciec brał mnie na ręce. Potem wieszał pranie.
Jasne sceny dzieciństwa. Dawne, zapomniane.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie