Nowy dyrektor festiwalu filmowego w Gdyni: Obowiązuje ostra konkursowa selekcja

Redakcja
archiwum
Udostępnij:
Z Michałem Chacińskim, nowym dyrektorem artystycznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, rozmawia Jarosław Zalesiński

Czy to hasłem otwierania gdyńskiego festiwalu na młodych twórców przekonał Pan do siebie komitet organizacyjny?
Myślę, że nie tylko tym. Ale rzeczywiście jednym z moich postulatów było to, żeby festiwal przestał sprawiać wrażenie, iż wycina ze swojej propozycji jakieś grono twórców. Dotąd kojarzony był przede wszystkim z doświadczonymi filmowcami, a młodzi nie mieli tu czego szukać.

Co im Pan teraz zaproponuje?
Na przykład to, że Festiwal Filmów Niezależnych zastępowany będzie Konkursem Młodego Kina, rodzajem przeglądu czy konkursu etiud studenckich. Znajdzie się w nim prawdopodobnie około 40 filmów. Oznacza to, że w Gdyni będzie się pojawiać blisko setka młodych ludzi, którzy w przyszłości będą budować polskie kino.

Pokażą swoje etiudy i wyjadą...
Otóż nie. Do tej pory Gdynia nie kojarzyła się z warsztatami czy spotkaniami z mistrzami kina, którzy wyjaśnialiby praktyczne problemy pracy nad filmem. Bardzo chciałbym, żeby takie imprezy się pojawiły.

Jak Pan tych mistrzów ściągnie?
Zakładam, że jury będzie międzynarodowe, a osoby, które będą w nim zasiadać, będą w stanie coś dać festiwalowi, choćby biorąc udział w publicznych warsztatach.

Otwarcie na młodość to jeden z punktów pańskiego programu. Innym jest otwarcie na Europę, zwłaszcza jej wschodnią część.
Żyjemy w takim specyficznym czasie, w którym coraz trudniej jest nam dotrzeć do tego, co robią mieszkający najbliżej nas. A tymczasem stoi przed nami możliwość odgrywania w naszej części Europy poważnej roli w kinematografii, choćby dzięki temu że mamy Polski Instytut Sztuki Filmowej. Możemy się stać komunikacyjnym węzłem Europy Wschodniej. Żeby do tego doprowadzić, chciałbym na festiwal zapraszać około 10 filmów, po to byśmy trochę podpatrzyli sąsiadów, trochę się dowiedzieli, skąd na przykład wzięły się sukcesy Rumunów na rynku międzynarodowym.

Gdynia to jednak przede wszystkim festiwal kina polskiego. Wziął Pan na siebie rolę kogoś, kto będzie teraz decydował, który film trafi do nieba konkursu głównego, a który do czyśćca przeglądów.
Pan to bardzo ostro przeciwstawia, niebo, czyściec, głębiej może nawet piekło... Nie wiem, czy takich słów bym używał. Natomiast bardzo zależy mi na jednym: żeby konkurs główny stał się miejscem, do którego dostają się naprawdę najlepsi.

Czyli niebem...
Chciałbym, żeby powróciła świadomość, iż do konkursu obowiązuje selekcja, od razu zapowiem - selekcja ostra. Nowy regulamin festiwalu stwierdza, że można zbudować konkurs z co najmniej 10, a maksymalnie 20 filmów. W ostatnich latach było ich raczej bliżej 20. Na projekcjach miało się, niestety, wrażenie, że połowa tytułów nie powinna się w konkursie znaleźć.

To rzeczywiście zapowiada się ostra selekcja...
Zależy mi na tym, aby nie było najmniejszych wątpliwości, że to co się znalazło w konkursie głównym, jest absolutnie godne obejrzenia. Ostra konkursowa selekcja jest jednym z najważniejszych punktów mojego programu. Nie chcę się kierować przy wybieraniu konkursowych filmów ani tym, jakie kto ma nazwisko, ani jakie ma wcześniejsze dokonania. Konkurs musi być festiwalową wizytówką. Nie tylko w Polsce, także za granicą.

Na polskich komediach, jakich mamy teraz wysyp w kinach, dobrze się Pan bawi?
(śmiech) Na większości z nich bawię się fatalnie i też próbuję ten problem na różne sposoby zanalizować. Udanej polskiej komedii nie widziałem chyba od kilku lat, od czasu "Rezerwatu". Już samo to stwierdzenie "kilka lat temu" coś nam mówi.

Nie będzie się Pan bał postawić filmowemu środowisku?
Nie. W ostatecznym rozrachunku o tym, czy festiwal zostanie oceniony jako udany, będzie decydował poziom konkursu głównego. A to oznacza, że wszelkie znajomości, koneksje, przysługi działałyby przeciwko mnie. Dlatego nie będę tego robił. Ale nie chcę, aby to, co mówię, zabrzmiało tak, jakby w konkursie nie miało szans kino komercyjne. Jedynym kryterium będzie jakość filmu. Przed nikim nie zamykam drzwi.

Ale na finałową galę to już nie będzie miał Pan wpływu.
Ależ to część moich kompetencji. Mnie również, tak jak chyba panu, wydaje się, że gale w ostatnich latach miały mnóstwo słabych punktów. Nie uniknie się na gali tego, żeby coś się nie udało, wiemy to, oglądając gale oscarowe, ale na pewno można uniknąć wrażenia, że jeszcze dzień wcześniej nie było scenariusza.

Ma Pan kontrakt na trzy lata. Po tych trzech latach jaki będzie gdyński festiwal?
Chciałbym, żeby po tych trzech latach stał się miejscem, do którego się przyjeżdża nie z taką świadomością: no trudno, trzeba jechać do Gdyni, tylko z nastawieniem takim: ciekawe, co tam się w tym roku wydarzy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie