Niepełnosprawny źródłem zysku? Co się dzieje z milionami z dotacji PFRON?

Tomasz Słomczyński, Marcin Rybak
www.sxc.hu
To był dobry układ, pięć stów za pięć minut pracy - mówi pan Adam. Mechanizm był prosty i skuteczny. Wszyscy byli zadowoleni. Potem jednak pojawił się komornik. Kto się bogacił na dotacjach z PFRON?

Adam, Teresa, Krystyna i Jolanta są osobami niepełnosprawnymi. Stracili pracę. Bożena P. wcześniej już pomagała im zdobyć robotę, była nawet ich kierowniczką przy sprzątaniu, więc mieli do niej zaufanie. Wszyscy dobrze wspominają panią Bożenkę. To ona dała cynk na firmę D., gdzie niepełnosprawni dostają pieniądze za przedziwnie lekką pracę. Jednak wynagrodzeniem trzeba się było podzielić.

Szybka i sprawna pani Bożenka

Adam (czeka na operację kręgosłupa, do tego cierpi na astmę, cukrzycę i nadciśnienie), wraz z żoną Teresą (wirusowe zapalenie wątroby typu C i marskość wątroby, chore płuca, cukrzyca, nadciśnienie) pracowali w firmie D. przez rok.

Pan Adam:
- Ogłoszenia żadnego nie było. Pani Bożenka powiedziała, że jest szybka praca do wzięcia i że można dobrze zarobić. Pierwszy warunek był taki, że trzeba mieć orzeczenie o niepełnosprawności.
Bożena P. wszystko załatwiała migiem, trwało to jeden, może dwa dni. Miało się odbyć badanie w celu sprawdzenia przydatności do pracy.
Pan Adam:
- Pani Bożenka umówiła tam już kilka osób. Na korytarzu w przychodni lekarskiej omawialiśmy warunki pracy, podpisywaliśmy umowy. W sumie to nie wiem dokładnie, co podpisałem. Podsuwała dokumenty, to podpisywałem.
Na czym miała polegać ta praca?
Pan Adam:
- Pani Bożenka mówiła, że naszym zadaniem jest znalezienie w internecie adresów pięciu firm i przesłanie tych adresów na e-mail firmy D. Chciałem się dowiedzieć, czy jest wyszczególniony jakiś rodzaj firm, czy to mają być sklepy, hurtownie... Powiedziała, że wszystko jedno, że to może być nawet zakład pogrzebowy. Wchodziłem więc na stronę Panoramy Firm, brałem pięć adresów od góry, przestawiałem je na komputer, robiłem folder i wysyłałem do firmy D. I to było wszystko. Sprowadzało się to do pięciu minut, to był cały "miesiąc" pracy.

Pan Adam i pani Teresa śmieją się, że to była doskonała praca, w zasadzie to dostawali pieniądze za darmo. Problem jednak w tym, że z tego, co dostawali, nie dało się wyżyć.
Pokazują "umowę o telepracę", którą podpisali na korytarzu w przychodni lekarskiej. Widnieje na niej kwota brutto - 1600 zł, plus premia.
- Dostawaliśmy 400-500 złotych na konto.

Skąd taka różnica?
W dokumentach, obok ubezpieczenia, ZUS itd..., również rubryka: "inne potrącenia" - 802 zł.
- Wtedy w przychodni pani Bożenka powiedziała nam, że musimy też podpisać drugą umowę, z firmą R.

Kilka stówek za gotowość

Podpisanie umowy ze spółką R. to był drugi warunek uzyskania telepracy. Pan Adam chciał się dopytać, po co ta druga umowa z firmą R.
- Pani Bożenka powiedziała, że to, co my wykonujemy, jest chronione, że to jest ochrona naszych danych, że jakby się coś działo w domu, to możemy nacisnąć ten czerwony guzik. Bo my dostaliśmy telefony służbowe, z dużym czerwonym przyciskiem alarmowym. Pani Bożenka mówiła, że jak się naciśnie taki przycisk, to ochrona zjawi się w ciągu pięciu minut. Powiedziała też, że nieuzasadnione użycie będzie karane trzymiesięcznym brakiem pensji.

Pan Adam pokazuje drugą umowę, w której zleca firmie R. "usługę wsparcia telefonicznego". Firma R. zobowiązuje się do "1. Przekazania telefonu komórkowego wyposażonego w przycisk alarmowy, 2. Monitorowania przesyłanych z telefonu komórkowego sygnałów w postaci wiadomości SMS i połączeń telefonicznych, 3. Udzielania wsparcia telefonicznego w sytuacjach tego wymagających na wyraźne żądanie Zleceniodawcy oraz pozostawania w sytuacji stałej dyspozycji, 4. Powiadamiania odpowiednich służb zgodnie z zapotrzebowaniem Zleceniodawcy".

Umowę pokazaliśmy radcy prawnemu Bartoszowi Szolc-Nartowskiemu.
- Przy takich zapisach nie wiadomo, na czym miałaby polegać ta usługa, to jest bardzo nieprecyzyjnie napisane. W zasadzie wynagrodzenie firma R. otrzymuje za pozostawanie w gotowości. Nie wiadomo tylko, czemu ta gotowość miałaby służyć - stwierdza radca prawny.
Pan Adam:
- Nie wytłumaczyli, kiedy mielibyśmy dzwonić i po co... Gdyby był jakiś napad czy co... "W razie czego" - tak nam mówiła pani Bożenka. Telefony miały być tylko do kontaktu z nią. Nigdy nie było potrzeby, nigdy go nie użyliśmy. My mieliśmy telefon wyłączony i na szafie schowany, żeby wnuki, jak przyjdą, nie włączyły przycisku. Baliśmy się, że przycisk zostanie włączony i będzie to uznane za "nieuzasadnione użycie", i że stracimy w ten sposób pieniądze.
Firma R. wystawiała za swoją usługę "wsparcia telefonicznego" fakturę. Kosztowało to miesięcznie od 800 zł wzwyż.
Pan Adam:
- Zawsze była premia, po 500 złotych nawet. Ale to nie znaczy, że ja dostawałem o 500 złotych więcej. Wtedy potrącenie dla firmy R. było o 500 złotych większe. Ja zawsze dostawałem 400-500 złotych.
Telepracowników jest więcej

Pan Adam i pani Teresa to niejedyni pracownicy firmy D., którzy musieli oddawać pieniądze firmie R. "za usługę wsparcia telefonicznego". Dotarliśmy jeszcze do dwóch osób, które powtórzyły historię opowiedzianą nam wcześniej przez Teresę i Adama. Tu również kluczowe znaczenie miały dwa warunki stawiane przez Bożenę P., reprezentującą firmę D.: po pierwsze - trzeba było mieć orzeczenie o niepełnosprawności, po drugie zaś - trzeba było podpisać umowę o świadczenie "usługi wsparcia telefonicznego" z firmą R.

Z relacji byłych pracowników firmy D. wynika, że Bożena P. wstrzymała rekrutację, za dużo było chętnych. Podobno się chwaliła, że w Gdańsku i okolicach ma już 200 niepełnosprawnych pracowników.
Wszyscy nasi rozmówcy byli świadomi, że praca, jaką wykonują, w zasadzie jest fikcyjna, podobnie jak usługa, za którą płacili kilkaset złotych miesięcznie. Różnice w ich opowieściach występują w szczegółach, np. pani Krystyna podpisywała umowę w swoim domu, natomiast pani Jolanta w samochodzie pani Bożeny. Pani Jolanta raz przycisnęła czerwony przycisk na telefonie:
- Nikt nie podnosił słuchawki.

Szesnaście milionów dotacji

Obydwie firmy - D. i R., wiele łączy. Obie są zarejestrowane we Wrocławiu, w dokumentach posługują się tym samym adresem, obie są w stanie upadłości i mają wspólnego właściciela. Jest nim Grzegorz D., biznesmen, od lat związany z branżami pracy tymczasowej oraz ochrony osób i mienia. Przez ostatnie lata Grzegorz D. zasiadał we władzach kilku spółek.
Stanowiska pracy dla osób niepełnosprawnych dotuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Firma D. pobierała takie dotacje. Wypłaty były realizowane od lipca 2009 do kwietnia 2013 roku. Łączna wypłata przekazana przez PFRON firmie D., na dofinansowania dla 875 zatrudnionych w niej niepełnosprawnych pracowników, wyniosła 16 mln 169 tysięcy złotych.

Monitoring stanu zdrowia

Poprosiliśmy Grzegorza D. o komentarz do twierdzenia, że stworzył mechanizm wyprowadzania pieniędzy z PFRON.
Odpowiedział:
- Spółka D. świadczyła na rzecz klientów usługi telemarketingowe, dodatkowo pozyskiwano informację o możliwości rozpoczęcia współpracy z potencjalnymi klientami spółki.
A jednak w świetle tego, co mówią sami niepełnosprawni pracownicy, praca wyglądała na fikcyjną. Dlaczego więc Grzegorz D. płacił tym osobom miesięczne wynagrodzenie za czynności, które można było wykonać w pięć minut?

Na to pytanie Grzegorz D. nie odpowie, stwierdzając, że w samym pytaniu postawiona jest teza, z którą on się nie zgadza.
Mówi dalej:
- Osoby zatrudnione przy świadczeniu usług telemarketingowych dodatkowo uzyskiwały możliwość skorzystania z usługi stałego monitorowania i reagowania na zagrożenie pogorszenia stanu zdrowia.
Jednak z tego, o czym informują byli pracownicy, wynika, że owa "możliwość", o której mówi Grzegorz D., była w istocie obowiązkiem. Żeby mieć pracę w D., trzeba było podpisać umowę z drugą jego spółką - R. I płacić jej za "usługę wsparcia telefonicznego" kilkaset złotych miesięcznie, nie otrzymując w zamian praktycznie nic. Czy tak było?

Na to pytanie Grzegorz D. również nie odpowie - ze względu na postawioną w nim tezę, z którą się nie zgadza.
Zapytaliśmy także o przyczyny zwolnienia Bożeny P. - o tym, że została zwolniona, poinformowali nas byli pracownicy firmy D. Grzegorz D. odpowiedział:
- Co do osoby koordynatora informuję, że w kwietniu 2013 roku złożyliśmy na policję zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawa trwa i do jej zakończenia powstrzymam się od dalszych komentarzy.

Szef obu firm - D. i R., podsumował na koniec: - Podkreślam, że projekt telepracy, jako jeden z kilku projektów realizowanych przez spółkę, zarówno w zakresie kadrowym, jak i finansowym, miał dla mojej firmy D. charakter uzupełniający względem jej głównej działalności. Projekt aktywizował osoby niepełnosprawne i stwarzał szansę na funkcjonowanie na rynku pracy. Prawidłowość prowadzenia działalności w tym zakresie potwierdziła szczegółowa kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, przeprowadzona na przełomie stycznia i lutego bieżącego roku.

Skąd się wziął komornik?

Umowy, do których dotarliśmy, podpisywane były w 2012 roku. Dlaczego wszyscy pracownicy firmy D. tak długo milczeli?
- 500 złotych miesięcznie za żadną pracę... to był dobry układ.
Dlaczego teraz zdecydowali się mówić?
- Na nasze konta wszedł komornik. To efekt jakichś dziwnych rozliczeń z firmą R., że niby jesteśmy jej coś winni.
Panu Adamowi komornik zabiera teraz z pensji ponad 250 zł miesięcznie.
Grzegorz D. zaprzecza, by jego spółki miały z tym coś wspólnego:
- Nigdy nie prowadziliśmy żadnych windykacji komorniczych. Ci ludzie musieli mieć jakieś długi wcześniej, i to o te długi chodzi... Nie mamy z tym nic wspólnego.
Pani Teresa denerwuje się, kiedy słyszy te słowa:
- Jakie długi? Mamy różne zadłużenia, ale teraz komornik zajął nam konto przez tę firmę R., zresztą nie tylko nam, zajmuje wszystkim, którzy pracowali w telepracy w D. i mieli coś z nią wspólnego.
Grzegorz D. podkreśla, że rozliczył się ze wszystkimi niepełnosprawnymi pracownikami, zanim zwinął interes. Teraz zarówno spółka D., jak i spółka R. są w stanie upadłości.

PFRON: Dalej nie kontrolujemy

Wiele wskazuje na to, że przepływ pieniędzy w tym przypadku wyglądał następująco: Najpierw PFRON wypłaca firmie D. pieniądze dla niepełnosprawnego pracownika, np. najniższą pensję krajową, czyli około 1500 zł. Potem firma D. opłaca typowe przy umowie o pracę świadczenia (składka emerytalna, rentowa, chorobowa). Dalej - opłacane jest "wsparcie" (800 zł lub więcej). Dla niepełnosprawnego pracownika zostaje reszta - 400-500 zł. W ten sposób do firmy Grzegorza D. wracałoby około połowy dotacji udzielonej z PFRON.

Ile publicznych pieniędzy, za które miały powstawać miejsca pracy dla osób niepełnosprawnych, trafiło z powrotem do Grzegorza D.? Próbowaliśmy potwierdzić, że w kwocie 16 mln zł, które firma D. otrzymała z PFRON, zawierają się kwoty wynagrodzenia dla Adama, Teresy, Krystyny i Jolanty. Rzecznik PFRON odmówiła nam jednak udzielenia tej informacji, zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobowych. Zapytaliśmy więc, czy znane są w PFRON umowy o telepracę, na warunkach takich jak np. w przypadku pana Adama.

- Pracodawca pobiera od PFRON dofinansowanie, ale dalej nie kontrolujemy tego, jakie umowy zawiera z niepełnosprawnymi pracownikami. Nie mamy wglądu w te umowy. O tym, ile osób zatrudnia, dowiadujemy się z jego oświadczenia. Nie wiemy też, jakie wynagrodzenie ostatecznie trafia do osoby niepełnosprawnej - poinformowała rzecznik PFRON Ewa Balicka-Sawiak.
W 2012 roku fundusz wypłacił dofinansowania do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych w kwocie prawie 3 mld zł, z czego z budżetu państwa na ten cel przeznaczono 724,6 mln zł.

Czy ktoś kontroluje, na co konkretnie wydawane są te pieniądze?
- Nie mamy kompetencji do tego, żeby sprawdzać umowy zawierane z osobami niepełnosprawnymi - podsumowuje Ewa Balicka-Sawiak z PFRON.

  • Pracodawcy, który zatrudnia osoby niepełnosprawne, przysługuje miesięczne dofinansowanie ze środków PFRON - do wynagrodzeń tych pracowników. Wcześniej osoby niepełnosprawne muszą być zarejestrowane w ewidencji prowadzonej przez PFRON. Rejestracji tej dokonuje pracodawca. Dofinansowanie stanowi formę rekompensaty dla pracodawcy za zwiększone koszty zatrudnienia osób niepełnosprawnych.
  • Cały system wypłat oparty jest na oświadczeniach pracodawcy. Dofinansowanie wypłacane jest na podstawie wniosku oraz miesięcznych informacji o wynagrodzeniach, składanych przez pracodawcę do funduszu.
  • Mechanizm polegał na tym, żeby zmusić osobę niepełnosprawną do oddania części wynagrodzenia dotowanego przez PFRON. W tym celu kazano im zlecać usługi "wsparcia telefonicznego". Wykonawca usługi "wsparcia" mógł być tylko jeden - to była firma R.
  • Usługę "wsparcia telefonicznego" wykonywała firma, której właścicielem był Grzegorz D. - ten sam, który wcześniej dostawał pieniądze z PFRON na zatrudnienie osób niepełnosprawnych. W sumie otrzymał na ten cel z funduszu ponad 16 mln zł. Jaka część tej kwoty wróciła do niego? Tego nie wiadomo.

[i]Imiona niepełnosprawnych pracowników firmy D. zostały zmienione. W umowie, którą podpisali, jest zapis zobowiązujący
t.slomczynski@prasa.gda.pl, marcin.rybak@gazeta.wroc.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wrócą handlowe niedziele?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
janex

Jesteś osobą niepłnosprawną i myślisz o własnym biznesie?

Nie wiesz jak zdobyć na ten cel środki?$$$

już niedługo będę miał dla Ciebie ciekawy wpis

www.bizplanner.pl

l
lely

" Jest nim Grzegorz D., biznesmen, od lat związany z branżami pracy tymczasowej oraz ochrony osób i mienia. Przez ostatnie lata Grzegorz D. zasiadał we władzach kilku spółek."Biznesmen od kombinowania!Jeszcze media podają że niewidzący,on jest słabowidzący.

j
jaga

Sprawdźcie, na jakich zasadach firma IMPEL wygrała w Szpitalu w Wejherowie przetarg na dostawę posiłków. Najniższa cena. Firma zatrudnia niepełnosprawnych,ma dopłaty z PFRON. Oferta cenowa jest nie do przebicia. Zobaczcie, co dają jeść chorym. Zupa kalafiorowa, jak zielonkawe smarki, tfu! Bez koloru i bez smaku. Nie do przełknięcia. Wędliny, podobnie. Jedynie suchy chleb, którego sami nie produkują. A przecież z dopłatami jedzenie powinno być lepsze. Gdzie jest kasa?

Dodaj ogłoszenie