reklama

Nie zniknęła mentalna granica między zachodnią i wschodnią Europą

Jarosław ZalesińskiZaktualizowano 
Jarosław Zalesiński
Jarosław Zalesiński
Dwudniowa konferencja historyków "Od wojny do wolności" (Gdańsk, 5-6 października) była, chyba się nie mylę, pierwszym wspólnym przedsięwzięciem Europejskiego Centrum Solidarności i Muzeum II Wojny Światowej. Współorganizatorami obrad byli też Uniwersytet Gdański, gdański oddział IPN oraz miasto Gdańsk, ale najważniejsza wydaje się jednak kooperatywa dwóch pierwszych instytucji.

One przecież współtworzyć będą gdańską opowieść o dwudziestowiecznej historii Pomorza, Polski i Europy. Wiecha nad siedzibą Europejskiego Centrum Solidarności, ulokowanego na terenach postoczniowych w Gdańsku, zawiśnie, jeśli wszystko dobrze pójdzie, w 2012 roku. Pewnie z kilometr od siedziby ECS, w okolicach dzisiejszej pętli autobusowej przy ulicy Wałowej, w dwa lata później ma wyrosnąć nowoczesne Muzeum II Wojny Światowej. To sąsiadowanie nieomal o miedzę ma nie tylko praktyczny (jeden wspólny parking dla autokarów ze szkolnymi wycieczkami?), ale i symboliczny sens. Obie placówki powinny opowiadać jedną spójną historię.

Konferencja pokazała jednak, że daty 1939 i 1989 mają każda swoją specyfikę. Dyskusja o roku 1939 najeżona jest trudnościami, wynikającymi z różnych narodowych perspektyw i wrażliwości. Gdyby jednak miała się ona toczyć tak, jak to się odbywało pierwszego dnia konferencji, trudności te nie byłyby nieprzezwyciężalne. Skoro na przykład dla Rosjanina, prof. Aleksandra Lipatowa, 17 września 1939 roku był "oczywistym bezprawiem", dla Ukraińca, prof. Mykoły Łytwyna, II wojna miała "dwóch sprawców i reżyserów", czyli Hitlera i Stalina, a dla prof. Machcewicza, dyrektora Muzeum II Wojny Światowej, muzeum będzie w przyszłości pokazywać "paralelność dwóch reżimów", nazizmu i bolszewizmu, nie starając się rozstrzygać sporu o "stopniu" ich zbrodniczości, znaczy to, że wrażliwość narodów, przynajmniej tej części Europy, ma - poza różnicami - także swój wspólny mianownik.

W dyskusji drugiego dnia, obracającej się wokół 1989 roku, różnice punktów widzenia w referatach podyktowane były nie perspektywami narodowymi, tylko teoretycznymi. Jedni w Jesieni Ludów w 1989 roku widzieli raczej masowy wolnościowy zryw, drudzy - sterowany od góry proces. Przy czym zwolennicy drugiej tezy wydawali się być w większości, a najdalej szła w tym prof. Jadwiga Staniszkis, która motywy politycznej decyzji wycofywania się Rosji ze zdobytej w 1945 roku strefy wpływów tłumaczyła przede wszystkim procesami w elitach sowieckiej władzy i armii.

W dyskusji o 1989 roku pojawił się za to innego rodzaju wspólny mianownik. W dwadzieścia lat po zniesieniu żelaznej kurtyny wcale nie zniknęła mentalna granica między zachodnią i wschodnią Europą. Ba, ta asymetria nawet się powiększa. Obywatele zachodniej Europy w przeszłości nie odczuwali "bólu fantomowego" jak po amputowanej kończynie po odcięciu Wschodu w 1945 roku ani nie widzą dzisiaj na Wschodzie niczego szczególnie interesującego. Dla prof. Aleksandra Smolara ten podział w Europie zaczął się zresztą tak naprawdę już 1000 lat temu.

A dziś mamy skromną szansę go przezwyciężyć.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie