reklama

Nie potrzebujemy kotów do walki z gryzoniami. Koty nie powinny żyć na ulicy - mówi Mieszko Eichelberger, koci behawiorysta

Ewa Żebrowska
Ewa Żebrowska
Zaktualizowano 
- Wśród społeczeństwa żyje utrwalane przekonanie, że koty muszą być na ulicach, bo zjedzą nas myszy i szczury, co jest dalekie od prawdy. Skuteczność kota w polowaniu na myszy czy szczury jest niewielka. O wiele większą skuteczność mają lisy, kuny czy ptaki miejskie drapieżne jak pustułka. Ba, część psów będzie lepszym „łowcą” na szczura niż kot domowy - mówi Mieszko Eichelberger, koci behawiorysta, autor bloga Kocie Porady.

Co jakiś czas docierają do nas informacje o kociakach, które zostały skrzywdzone, często w okrutny sposób, przez człowieka. Pana zdaniem nie powinny się w ogóle znaleźć na zewnątrz, bo są zagrożeniem dla innych gatunków. Co  to oznacza?

Kot domowy jest zwierzęciem, które zostało udomowione, jego miejsce znajduje się w domu z człowiekiem. Błędnie nazywany, w związku z dość patologicznie napisaną ustawą, kotem wolnożyjącym. Kot domowy zdziczały, przebywający luzem na dworze, stanowi realne zagrożenie dla środowiska naturalnego, którego częścią nie jest. Jest gatunkiem inwazyjnym, którego głównymi ofiarami jest ptactwo oraz wiele gatunków płazów oraz gadów, wiele z nich jest na liście chronionych i nawet zagrożonych gatunków. Uważa się, że kot chroni miasto przed gryzoniami, jednak istnieją badania, które wskazują, że jego obecność nie ma wpływu na ograniczenie gatunków szkodliwych dla człowieka*. Natomiast, według różnych badań, właśnie koty mają realny wpływ na ograniczanie populacji ptasiej**. Podobnie ma się sytuacja z kotami domowymi wypuszczanymi przez opiekunów z domu. Wśród społeczeństwa żyje utrwalane przekonanie, że koty muszą być na ulicach, bo zjedzą nas myszy i szczury, co jest dalekie od prawdy - skuteczność kota w polowaniu na myszy czy szczury jest niewielka, o wiele większą skuteczność mają lisy, kuny czy ptaki miejskie drapieżne jak pustułka. Ba, część psów będzie lepszym „łowcą” na szczura niż kot domowy.

Oczywiście nikt nie zachęca do zabijania ani znęcania się nad kotami, które są zdziczałe. Należy je kastrować i powoli doprowadzać do zniknięcia ich z ulic. Nie żyjemy w średniowieczu. Nie potrzebujemy kotów do walki z gryzoniami. Podstawą powinna być dla człowieka dbałość o swoje otoczenie, o czystość, a wtedy też gryzonie nie miałyby na czym tak żerować.

Czy oznacza to, że popełniamy błąd dokarmiając błąkające się koty, robiąc dla nich domki?

Dokarmianie powinno wiązać się ze sterylizacją. Koty, gdy nie mają warunków, nie rozmnażają się. Gdy jednak stale zapewniamy im jedzenie i schronienie, możemy mieć pewność, że zdziczałych kotów, które na ulicy nie powinny mieszkać, będzie więcej. Znęcanie się czy zabijanie kotów jest przestępstwem - nie wolno tego robić! Pomoc kotom przebywającym na ulicy powinna być świadoma, a zadaniem gmin jest dążenie do tego, by zapewniać kastrację. Powinniśmy dbać o dobrostan gatunków, o ptaki, które bywają ofiarami polowań dziko bytujących kotów. Warto pamiętać o tym, że długość życia kota mieszkającego na ulicy to około 1, 2 lat. Długość życia kota mieszkającego w domu wynosi około 12, 15 lat.

Czytaj także

Nie potrzebujemy kotów do walki z gryzoniami. Koty nie powinny żyć na ulicy - mówi Mieszko Eichelberger, koci behawiorysta
Monika Małek Fotografia

Kociaki powinny być w domu, tam są bezpieczne, ale jednocześnie widać, że brakuje im wspinania się na drzewa, naturalnych zapachów, dźwięków przyrody. Czy dając im bezpieczeństwo w domu nie odbieramy im natury "drapieżcy"?

To są ludzkie stwierdzenia że „widać, że brakuje im naturalnych zapachów, dźwięków przyrody, wspinania na drzewa” – jeśli zwierzę urodziło się w domu, nie ma opcji, żeby tęskniło za czymś czego nie znało, ba – małe miasto, miasto generalnie nie ma nic wspólnego z naturalnym terenem życia kota. Potrzeby kocie wynikają z genów odziedziczonych przez przodków. Udomowienie gatunku kota domowego spowodowało też inne potrzeby - większą potrzebą staje się kontakt socjalny z człowiekiem, a potrzeba polowania spada na dalsze pozycje. Nawet koty, które były kiedyś na ulicy, bardzo szybko przystosowują się do warunków domowych. Wszystkie, silniej lub słabiej występujące, w zależności od jednostki zachowania odziedziczone po dzikich kuzynach można zaspokoić w domu, w postaci zabaw psychofizycznych, drapaków, budek, kryjówek czy też tuneli. Wszystkie koty, które kiedyś żyły luzem, będąc w domu, żyją dłużej, w zdrowiu i bezpieczeństwie. Jeśli kot wykazuje taką potrzebę, można wychodzić z nim na smyczy, można zabezpieczyć balkon, teren wokół domu czy zbudować wolierę i dać mu namiastkę przyrody. Zapachy, dźwięki, mogą być zaspokajane przez przynoszenie różnego rodzaju stymulantów do domu, otwarte okna, balkony czy zabezpieczenia pozwalające kotu obserwować świat. Kot domowy nie jest dzikim stworzeniem, jest udomowiony i gwarantuję, że wszystkie jego potrzeby da radę zaspokoić w warunkach ludzkich.

Kociaki z radością wąchają domowe rośliny, uwielbiają zapach ziemi, do której przesadzamy nowe kwiatki,  bardzo reagują na głośne dźwięki w domu. Niektórzy mogą mieć poczucie, że ten kot ze smutkiem wpatruje się w okno, marząc o wolności. Jak wtedy, gdy siedząc na balkonie patrzy z nostalgią na to, co dzieje się na dole. To może tak wyglądać z perspektywy kota czy to tylko nasze złudzenie?

To jest ludzka interpretacja kocich zachowań, dopisujemy mu nasze ludzkie postrzeganie rzeczywistości, bo tak łatwiej nam sobie wytłumaczyć jego „smutną minkę”. Koty uwielbiają nowe zapachy, czyli gdy coś nowego się pojawi jak ziemia, kwiatki, coś przyniesiemy – to kot się w to zaangażuje, bo jest ciekawski.

Jeśli opiekunowie nic ze swoim kotem w domu nie robią, to faktycznie, kot może być znudzony, ale to nie kwestia domu, a zwykłego „nie chce mi się” ze strony opiekuna. Codzienna stymulacja psychofizyczna jest czymś potrzebnym kotu jak codzienne spacery psu. Wszystko, co się dzieje wokół kota będzie ciekawe. Aktywności zaplanowane dla niego muszą się zmieniać, zabawki muszą się zmieniać i jego otoczenie musi ewoluować. Ludzie często uskarżają się, że „kot nie chce się bawić”. Jeśli bawimy się od kilku lat tak samo, tą samą zabawką, to nie ma co dziwić się kotu, że nie chce się bawić.

Mój kot od paru lat wyjeżdża "na wakacje". Przez 2 miesiące odpoczywa od mieszkania w bloku w domu w lesie. Całe dni spędza biegając po łąkach, polując na jaszczurki, wspinając się na drzewa. Codziennie wraca spać do domu. Czy popełniam błąd wysyłając go na taki urlop? Jeszcze nic złego się nie wydarzyło.

Jeszcze nic się nie wydarzało, to fakt, jednak co, jeśli się wydarzy? Natrafi na innego kota i zarazi się chorobą zakaźną, natrafi na lisa, który zrani go lub zrobi inną krzywdę, albo po prostu na człowieka, który zabierze go lub faktycznie go skrzywdzi. Tego lata, kot mojej klientki, młody kociak, na leśnej polanie został poderwany przez jastrzębia. Wbite szpony przebiły organy wewnętrzne i kociak zmarł. Kot widocznie miał dużo szczęścia, jednak to szczęście zawsze się kiedyś kończy, często tragicznie dla zwierzęcia. Większość gadów i płazów (jak nie wszystkie) jest pod ścisłą ochroną gatunkową.

Wypuszczając więc kota i tym samym pozwalając mu na polowanie, łamiemy przepisy o ochronie przyrody. Warto wziąć to pod uwagę, szczególnie, że nasz kraj nie jest tak bogaty w przedstawicieli tych gatunków. Zaznaczmy, że kot domowy nie jest gatunkiem rodzimym, a obcym.

W obszarze naturalnie występujących drapieżników kocich (ryś czy żbik to jedyne gatunki kota dzikiego w naszym kraju) ich występowanie jest na poziomie 0,0001 sztuki na km2 – w przypadku kota domowego ilość występujących sztuk to 200-400 osobników na km2. Patrząc z punktu widzenia gatunków narażonych na obecność kota - mamy katastrofę ekologiczną w wykonaniu człowieka. Bo nie ma co ukrywać - to zabijanie to nie wina zwierzęcia, zwierzę działa zgodnie ze swoimi instynktami – obecność kota i jego zagrożenie dla fauny to wynik ludzkich decyzji o rozmnożeniu czy puszczaniu kota luzem.

Kot ma tendencję do biegania wieczorami po mieszkaniu, zaczyna przy tym głośno miauczeć. Potrafi biegać z kąta w kąt, rysując przy tym podłogę pazurkami. To już duża kicia, nie da się ich przyciąć. Pobiega tak przez pół godziny, potem jej przechodzi. Co to może oznaczać?

Wieczorami się koty uaktywniają, bo się zwierzętami zmierzchowymi, biegi przełajowe i miauczenie to pewna forma wyładowania nadmiaru energii, rozbudzenia się. Pazury są po to, żeby utrzymać równowagę, więc jak się ślizga na panelach, to drapanie niestety jest ceną za posiadanie przyjaciela, który takie pazury ma na wyposażeniu.

Czy możemy zrobić coś, by dwa koty się polubiły? Możemy im to jakoś ułatwić? Bywa tak, że syczą na siebie i ledwie się tolerują, nawet jeśli przebywają ze sobą długi czas. Możemy im pomóc czy nie powinniśmy do takich sytuacji doprowadzać?

Na początku muszę zaznaczyć, że syczenie, warczenie, prychanie i wszystkie inne formy komunikacji werbalnej, które dla człowieka nie stanowią komfortu, są normalną formą komunikacji kociej, często spełniając rolę zachowania dystansującego. Jeśli chcemy, żeby koty się polubiły, powinniśmy zapoznawać je zgodnie ze sztuką behawioralną, którą nazywamy procesem socjalizacji z izolacją. Ten proces, w zależności od kotów i ich doświadczeń, może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy, podczas których powoli kojarzymy pozytywnie sobie zwierzaki za pomocą zapachów, dźwięków, a na samym końcu, gdy dochodzi do ich spotkania, dobrze by było, gdyby ten proces nadzorował behawiorysta. Jeśli mamy natomiast już rozwinięty konflikt, to behawiorysta jest konieczny, bo po prostu przyjdzie, oceni stan faktyczny i przygotuje cały proces naprawczy relacji pomiędzy zwierzakami. Większość sytuacji udaje się naprawić.

Kot nie chce jeść mokrej karmy. Niezależnie od marki, większość miski zostaje pełna, a kot daje znać, że tego nie zje. Zrezygnować z niej? Czym można ją zastąpić?

Mokra karma jest czymś, czemu jest najbliżej do tego, co biologicznie spożywa kot, czyli surowe mięso, podroby (ofiara jest pełna minerałów i suplementów). W przypadku domu, jeśli podajemy mięso surowe, dodatek suplementów jest konieczny. Jeśli karmiony jest puszką czy saszetką, suplementacja nie jest konieczna. Często koty uzależnione od suchej karmy, czy od mokrych wypchanych chemią, nie chcą spożywać pełnomięsnych karm mokrych i mają problemy, Zachęcać do jedzenia można za pomocą: suszonego żółtka kurzego, drożdży browarniczych nieselenowanych, suszonych przysmaków liofilizowanych, zmielonej suchej karmy, tłuszczy zwierzęcych jak smalec gęsi. W dłuższej perspektywie podawanie suchego żywienia, choćby przez pryzmat odwodnienia organizmu, nie jest rekomendowane.

Wydaje się, że koty lubią się przytulać. Ale co z takimi, które są bardzo strachliwe? Nawet jeśli od wielu lat mieszkają z kimś pod jednym dachem, nigdy nie wejdą na kolana ani nie położą się obok. Próbować się do nich zbliżać? Na "nadmierną" czułość reagują pazurkami.

Oczywiście, że mogą się zdarzyć, koty które nie mają problemu z dotykiem, przytuleniem czy całusem – jednak traktowałbym je jako ewenement i nie testowałbym przekraczania tych granic. Kot to żywe stworzenie, może mieć takie doświadczenia, że człowiek nie jest niczym dobrym, ba – we wczesnej socjalizacji, gdy nie miał kontaktu z człowiekiem, po prostu nasza obecność nie powoduje komfortu i stanowi wyzwanie powodujące występowanie stresu. Kot powinien wyznaczać granice kontaktu z człowiekiem, jeśli tego kontaktu nie chce – nie powinniśmy się mu narzucać. Pamiętajmy, że kot to żywa istota, która nie musi mieć ochoty na kontakt z nami. Czasem zapominamy, że takie przytulanie kota, odrywanie od podłogi (to włączanie pierwotnych instynktów obronnych, koty podrywane są tylko przez polujące ptaki drapieżne), to tyko powiększanie dyskomfortu i lęków.

Nie potrzebujemy kotów do walki z gryzoniami. Koty nie powinny żyć na ulicy - mówi Mieszko Eichelberger, koci behawiorysta
Monika Małek Fotografia

Kot nie bawi się zabawkami - nie trafiają w jego gust czy po prostu z wiekiem mija ochota na kocie "głupotki"?

Brak zabawy kota w domu to najczęściej wynik braku motywacji dla zwierzęcia. Pełna miska jedzenia powoduje brak motywacji. Kot powinien spożywać kilka porcji (lepiej 5-6 posiłków, niż 1-2 czy pełna micha) i możliwe przed 2-3 posiłkami doświadczyć 10-15 minut zabawy, ale zabawy świadomej – silnej, intensywnej. Takiej, która przypomina gonitwę, walkę z ofiarą. Zwykłe machanie wędką jak wygląda w większości domów, to to zbyt mało. Oczywiście brak też urozmaicenia.

  • Codziennie ta sama wędka, a zabawki powinny się regularnie zmieniać,
  • Codziennie ten sam schemat zabawy, który kot poznaje i się przyzwyczaja,
  • Codzienne te same miejsca i zapachy do zabawy, które kota zniechęcają.

Zabawa ma kota mocno rozemocjonować, ma przypominać wyzwanie – kot polując ryzykuje utratę energii jak się nie uda. Zabawa z kotem, prócz upolowania, powinna zawierać nieudane polowania, w tym ucieczki ofiary.
Zabawy z kotem muszą się zmieniać, prócz zabaw fizycznych codziennie kot potrzebuje codziennej stymulacji psychicznej w postaci zabaw węchowych: mata węchowa, pudło węchowe, zabawki, z których kot musi coś zdobyć (kula smakula) czy też treningu - koty są bardzo podatne na trening klikerowy.

Kot wyrzuca sobie łapką karmę z miski i zjada z podłogi. Kiedyś tak nie robiła - miska jest ta sama. Co się wydarzyło?

Koty po upolowaniu nigdy nie zanoszą jedzenia do miski (mówię o całym gatunku) - jedzą na podłodze, ziemi. Część z naszych kotów zauważa, że tak można jeść i tak jest wygodniej. Dla moich klientów zawsze rekomenduję żywienie ich podopiecznych z szerokich płaskich talerzy - wtedy problem znika, bo kot nie musi przenosić pokarmu.

*(powołuję się na: "Impact of predation by domestic cats Felis catus in an urban area" Philip J.Baker, Amy J. Bentley, Rachel J. Ansell Stehen Harris).
** (powołuję się na: "The impact of free-ranging domestic cats on wildlife of the United States" Scott R. Loss, Tom Will & Peter P. Marra).

POLECAMY NA STREFIE AGRO:

Żłobki tylko dla szczepionych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 33

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
KRNM
5 grudnia, 15:16, vrnk:

W komentarzach jak zwykle większość "znaffców" - wszystko wiedzą, wszystko zbadali, we wszystkim są ekspertami.

Naprawdę nie macie dyskomfortu w związku ze swoją pychą?

VRNK

Właśnie dlatego że nie wszystko wiedzą, nie wszystko zbadali , nie we wszystkim sa ekspertami nie udzielają wywiadów jak to czyni pan Mieszko, który niema wiedzy, nic nie zbadał, ale uważa się za mega eksperta we wszystkim. Niech się poduczy, popracuje nad swoją pychą, niech troszeczkę się odchami, bo to co wyczynia na FB plasuje go na pograniczu patologi spod budki z piwem. A i te żałosne filmiki w których wygląda jakby przed chwila wstał z barłogu, nie obmył twarzy i wylewa swoje żale, że cały świat przeciwko niemu.

v
vrnk

W komentarzach jak zwykle większość "znaffców" - wszystko wiedzą, wszystko zbadali, we wszystkim są ekspertami.

Naprawdę nie macie dyskomfortu w związku ze swoją pychą?

G
Gość
29 listopada, 22:00, Kiwi:

Kot nie jest zwierzęciem domowym. Jest zwierzęciem przydomowym. To zasadnicza różnica W jego naturze jest przemierzanie kilometrów dziennie a nie wysiadywanie na parapecie. Jeżeli jest kastrowany i tak daleko się nie włóczy. Wolierę to mozna w zoo montować a nie pajacować w ogrodzie. Auyorytetem jest dla mnie dr Sumińska,lekarz, weterynarii z ogromnym doświadczeniem, ktotej osobiste koty żyją po prostu przy domu i w domu jak chcą.

29 listopada, 22:46, Mieszko:

Każdy ma prawo mieć swoje autorytety, widocznie dla Ciebie Kiwi autorytetem jest osoba, która zaniedbuje swoje koty (wypuszczanie bez nadzoru) każdy ma takich fanów na jakich sobie zasłużył. Pamiętaj, że jesteś fanem także – karmienia nabiałem, soleniem potraw (niszczenie układu trawiennego, niszczeniem nerek), przemocy wobec zwierząt (sama dr. Sumińska chwaliła się tym w jednym z wywiadów w Magazynie Wróżka) – więc generalnie polecam autorytet zachęcający do przemocy i zaniedbywania zwierzęcia oraz przyczyniający się do niszczenia bezpośrednio naturalnej fauny, obcym gatunkiem.

Jeśli troskę o zwierzę nazywasz pajacowaniem to nie dziwę się że nazywasz dr. Sumińską autorytetem.

Kinda istota ma nogami dotykać ziemi a głowę wystawiać do słońca, uwięzione koty niewychodzące to po prostu żywe zabawki, które nie sprawiają problemów.

K
Kim Pan jest Panie Mieszko
29 listopada, 17:12, PAN Cogito:

Skądinąd wiadomo, że pan Mieszko nie ma żadnego przygotowania kierunkowego do nazywania się behawiorystą, ale że mieszka w Polsce to może się tak nazywać. Treści przekazane w wywiadzie, w połowie nie mają poparcia naukowego.

Kot domowy jest zwierzęciem, który zostało udomowione, jego miejsce znajduje się w domu z człowiekiem- kompletna bzdura. Kot nie został udomowiony w rozumieniu takim jak pies. W nauce rozróżniamy kota domowego od kota wolno żyjącego czy kota dzikiego. Gdyby pan Mieszko się podszkolił choć trochę to by o tym wiedział, a nie mówił bzdury.

"Wśród społeczeństwa żyje utrwalane przekonanie, że koty muszą być na ulicach, bo zjedzą nas myszy i szczury, co jest dalekie od prawdy - skuteczność kota w polowaniu na myszy czy szczury jest niewielka, o wiele większą skuteczność mają lisy, kuny czy ptaki miejskie drapieżne jak pustułka. Ba, część psów będzie lepszym „łowcą” na szczura niż kot domowy. " Nie , Panie Mieszko. W społecznym przekonaniu nie ma przeświadczenia że KOTY MUSZĄ BYĆ NA ULICACH, to Pana niczym nie poparty wniosek. Koty wolno żyjące, których pan nie uznaje jako grupa kotów żyjących na obrzeżach ludzkich, mają prawo żyć na ulicy. Nikt nie mówi że MUSZĄ. To mit który pan powiela , również na swojej grupie dyskusyjnej na FB, a jeśli się ktoś z tym nie zgadza, w sposób wulgarny komentuje.

Dziwię się, że Dziennik Bałtycki nie może znaleźć kogoś kto ma wiedzę i wykształcenie i nie będzie szerzyć bzdur, które szkodzą wizerunkowi kotów wolno żyjących, całej rzeszy karmicieli, którzy również sterylizują bezdomniaki.

29 listopada, 17:24, Gość:

W pełni się zgadzam, mój komentarz podobnej treści nie został opublikowany. Pan Mieszko nie umie rozróżnić kotów wolnozyjacych od kotów domowych, lot bezdomny to kot, który stracił dom i nie da rady na ulicy, schroniska powinny zapewnić im pomóc. Kot wolnozyjacy to osoba grupa, która podlega ochronie, nie ma dla nich miejsca w schroniskach no byłoby to dla nich katorga. Jako opiekun 90 kotów wolnozyjacych w różnych miejscach (oczywiście po zabiegach sterylizacji), kotów domowych, kotów dzikich na leczeniu, jestem zbulwersowana dopuszczeniem artykułu o treści tak nie zgodnej z prawdą, z podważaniem ustawy

I ponadto nakłaniając społeczeństwo by zniknęły koty wolnozyjace i gryzonie, w erze gdzie już tak wiele gatunków wyginęło i wiele jest chronionych taki pan Mieszko swoje obłędnie okropne własne zdanie przedstawia jako ekspert, którym wątpię by był po tym co tu wyczytałam. Iloma kotami wolnozyjacymi się pan Mieszko na codzoen i od ilu lat zajmuje ?

29 listopada, 17:34, Pan Mieszko:

Powołując się na błędnie napisaną ustawę, które błędne kategoryzuje kota domowego – nie można wysnuć innego wniosku niż autorka. Kot wolnożyjący którego autorka przywołuje to ten sam kot domowy, tylko właśnie zdziczały. Terminologia wolnożyjący kot tworzy tę patologiczną sytuację kotów na ulicach miast i wsi, oczywiście pozwala to być ludziom, którzy potrzebują być potrzebnym być karmicielami (rzecz jasne dotyczy ten komentarz tych którzy nie dążą do zmniejszenia ilości swoich podopiecznych, aż do ich całkowite wyłapania).

Literatura i badania są dostępne – wystarczy chcieć się nauczyć. Od serca polecam.

Dawno nie czytałem większych bzdur! Panie Mieszko - "błędni napisana ustawa" , "błędnie definije" "terminologia tworzy patologiczą sytuację" Do tego obraża Pan ludzi z sercem dokarmiających koty. Otóż Panie Mieszko zdecydowana większość tych ludzi bija Pana na głowę nie tylko sercem i miłością do zwierząt ale również ( co niezwykle ważne) i wykształceniem. Kim Pan jest żeby tak oceniać i krytykować ???

m
miau
29 listopada, 22:00, Kiwi:

Kot nie jest zwierzęciem domowym. Jest zwierzęciem przydomowym. To zasadnicza różnica W jego naturze jest przemierzanie kilometrów dziennie a nie wysiadywanie na parapecie. Jeżeli jest kastrowany i tak daleko się nie włóczy. Wolierę to mozna w zoo montować a nie pajacować w ogrodzie. Auyorytetem jest dla mnie dr Sumińska,lekarz, weterynarii z ogromnym doświadczeniem, ktotej osobiste koty żyją po prostu przy domu i w domu jak chcą.

29 listopada, 22:46, Mieszko:

Każdy ma prawo mieć swoje autorytety, widocznie dla Ciebie Kiwi autorytetem jest osoba, która zaniedbuje swoje koty (wypuszczanie bez nadzoru) każdy ma takich fanów na jakich sobie zasłużył. Pamiętaj, że jesteś fanem także – karmienia nabiałem, soleniem potraw (niszczenie układu trawiennego, niszczeniem nerek), przemocy wobec zwierząt (sama dr. Sumińska chwaliła się tym w jednym z wywiadów w Magazynie Wróżka) – więc generalnie polecam autorytet zachęcający do przemocy i zaniedbywania zwierzęcia oraz przyczyniający się do niszczenia bezpośrednio naturalnej fauny, obcym gatunkiem.

Jeśli troskę o zwierzę nazywasz pajacowaniem to nie dziwę się że nazywasz dr. Sumińską autorytetem.

Może warto się najpier pochwalić swoim wykształceniem nim zacznie się krytykować lekarza? Bo na razie to Pan się tylko ośmiesza. Proszę podać nazwę uczelni jaką Pan ukończył, może temat doktoratu, może jakieś publikacje naukowe? Uważa się Pan za ekperta, to proszę to uwiarygodnić.

k
kociarz
29 listopada, 23:23, Kociara:

"Skuteczność kota w polowaniu na myszy czy szczury jest niewielka". Ta teza zupełnie nie pasuje do moich doświadczeń. Przez 30 lat żyłam na wsi, gdzie bytowały koty w gospodarstwie domowym. Od dzieciństwa obserwowałam, jak bardzo sprawnymi łowcami gryzoni są. Ptaka w pysku kota widywałam niezmiernie rzadko, ani też martwych ptaków nie widywałam w obejściu, natomiast jeśli chodzi o myszy, to trup ścielił się gęsto :) Także, panie behawiorysto ;) , udaj się pan na taką wiochę może choćby na krótki urlop, poobserwuj sobie kocie zachowaina w naturze, nie tyko z poziomu kanapy, czy badan naukowych z dalekiej Australii, może coś twój sztywno ukierunkowany badaniami światopogląd nieco się jednak rozjaśni. I żeby nie było - też wolałabym, żeby wszystkie koty miały domy, wspaniałych opiekunów, były bezpieczne, żyły szczęśliwe długo, ale... mamy co mamy i co z tym możemy zrobić? Może najlepiej byłoby przestac pie....ć głupoty, które są krzywdzące przede wszystkim dla tych zwierząt. Wystarczy, że taki dureń jeden z drugim podłapie, jakie to koty nie sa pożyteczne i wyciągnie znowu dubeltówkę, czy śrutówkę.

Właśnie tacy ludzie jak Pan Mieszko, sieją mit "kota szkodnika" bardzo niebezpieczny i mający mało wspolnego z prawdą, Droga redakcjo - naprawe człowiek legitymujący się tylko maturą jest dla Was ekspertem ??????!!!!!!! Ktoś jeszcze może w to uwierzyć, bo gazeta poczytna ( i szczerze to naprawde niezła).

t
tomek
29 listopada, 17:12, PAN Cogito:

Skądinąd wiadomo, że pan Mieszko nie ma żadnego przygotowania kierunkowego do nazywania się behawiorystą, ale że mieszka w Polsce to może się tak nazywać. Treści przekazane w wywiadzie, w połowie nie mają poparcia naukowego.

Kot domowy jest zwierzęciem, który zostało udomowione, jego miejsce znajduje się w domu z człowiekiem- kompletna bzdura. Kot nie został udomowiony w rozumieniu takim jak pies. W nauce rozróżniamy kota domowego od kota wolno żyjącego czy kota dzikiego. Gdyby pan Mieszko się podszkolił choć trochę to by o tym wiedział, a nie mówił bzdury.

"Wśród społeczeństwa żyje utrwalane przekonanie, że koty muszą być na ulicach, bo zjedzą nas myszy i szczury, co jest dalekie od prawdy - skuteczność kota w polowaniu na myszy czy szczury jest niewielka, o wiele większą skuteczność mają lisy, kuny czy ptaki miejskie drapieżne jak pustułka. Ba, część psów będzie lepszym „łowcą” na szczura niż kot domowy. " Nie , Panie Mieszko. W społecznym przekonaniu nie ma przeświadczenia że KOTY MUSZĄ BYĆ NA ULICACH, to Pana niczym nie poparty wniosek. Koty wolno żyjące, których pan nie uznaje jako grupa kotów żyjących na obrzeżach ludzkich, mają prawo żyć na ulicy. Nikt nie mówi że MUSZĄ. To mit który pan powiela , również na swojej grupie dyskusyjnej na FB, a jeśli się ktoś z tym nie zgadza, w sposób wulgarny komentuje.

Dziwię się, że Dziennik Bałtycki nie może znaleźć kogoś kto ma wiedzę i wykształcenie i nie będzie szerzyć bzdur, które szkodzą wizerunkowi kotów wolno żyjących, całej rzeszy karmicieli, którzy również sterylizują bezdomniaki.

29 listopada, 17:39, Pan Mieszko:

Pan Mieszko rozumie frustracje, brak wiedzy wypłynął na grupie (skądinąd prowadzoną z lekarzami weterynarii, oraz przy wsparciu ekologów, biologów, etyków oraz specjalistów od dobrostanu min. ptactwa) i trzeba przyjść nabruździć, na szczęście fakty naukowe i badania prezentowane na grupach są wystarczającym potwierdzeniem dla otwartych umysłów.

Polecam serdecznie, wiele linków prezentowanych jest na bieżąco.

29 listopada, 23:13, PAN Cogito:

Pan Mieszko wie kim jestem, nie dość że samozwańczy behawiorysta to jeszcze jasnowidz. Grupa na FB jest fantastycznym przykładem jak osoba z brakiem wiedzy w tym kraju może zabłysnąć. Żaden z cenionych etologów, biologów, weterynarzy na grupie Pana Mieszka nie zabiera głosu. Ale pisać można że i sam Papież wspiera działania Pana Mieszka. Frustrację zaś Pan Mieszko wyraża zawsze w swoich filmikach. Mnie frustracje nie dotykają, bo w przeciwieństwie do Pana, nie mając o czymś pojęcia nie udaje ze jestem od tego specem.

1 grudnia, 10:50, Gość:

Brawo! Mnie zadziwia tez fakt, że Dziennik Bałtycki, nie weryfikuje osób, z którymi rozmawia. Na tej zasadzie, ja też mogę powiedzieć, że jestem bahawiorystą, bo dużo na ten temat czytam i mam koty :D

W punkt. Pan Mieszko nie posiada wykształcenia w kierunku behawioralnym, jak sam zresztą podaje nie ma nawet wykształcenia wyższego. Dla mnie wiarygodność tego Pana jako eksperta jest zerowa.

t
tomek

A możecie coś napisać o wykształceniu tego eksperta. Dlaczego piszecie, że to behawiorysta? Może warto zamieszczać jednak artykuły fachowców?

G
Gość

pan behawiorysta jedzie po linii po ktorej sponsorzy mu kazali ,widać to jak na dłoni

G
Gość

Ten pan Mieszko to jakieś nieporozumienie. Facet z "parciem" na ego i niewiele więcej. Robi więcej szkody niż pożytku, co w tzw. środowisku miłośników kotów jest powszechnie znane. Cóż, jak gazeta, taki wywiad...

G
Gość
29 listopada, 17:12, PAN Cogito:

Skądinąd wiadomo, że pan Mieszko nie ma żadnego przygotowania kierunkowego do nazywania się behawiorystą, ale że mieszka w Polsce to może się tak nazywać. Treści przekazane w wywiadzie, w połowie nie mają poparcia naukowego.

Kot domowy jest zwierzęciem, który zostało udomowione, jego miejsce znajduje się w domu z człowiekiem- kompletna bzdura. Kot nie został udomowiony w rozumieniu takim jak pies. W nauce rozróżniamy kota domowego od kota wolno żyjącego czy kota dzikiego. Gdyby pan Mieszko się podszkolił choć trochę to by o tym wiedział, a nie mówił bzdury.

"Wśród społeczeństwa żyje utrwalane przekonanie, że koty muszą być na ulicach, bo zjedzą nas myszy i szczury, co jest dalekie od prawdy - skuteczność kota w polowaniu na myszy czy szczury jest niewielka, o wiele większą skuteczność mają lisy, kuny czy ptaki miejskie drapieżne jak pustułka. Ba, część psów będzie lepszym „łowcą” na szczura niż kot domowy. " Nie , Panie Mieszko. W społecznym przekonaniu nie ma przeświadczenia że KOTY MUSZĄ BYĆ NA ULICACH, to Pana niczym nie poparty wniosek. Koty wolno żyjące, których pan nie uznaje jako grupa kotów żyjących na obrzeżach ludzkich, mają prawo żyć na ulicy. Nikt nie mówi że MUSZĄ. To mit który pan powiela , również na swojej grupie dyskusyjnej na FB, a jeśli się ktoś z tym nie zgadza, w sposób wulgarny komentuje.

Dziwię się, że Dziennik Bałtycki nie może znaleźć kogoś kto ma wiedzę i wykształcenie i nie będzie szerzyć bzdur, które szkodzą wizerunkowi kotów wolno żyjących, całej rzeszy karmicieli, którzy również sterylizują bezdomniaki.

29 listopada, 17:39, Pan Mieszko:

Pan Mieszko rozumie frustracje, brak wiedzy wypłynął na grupie (skądinąd prowadzoną z lekarzami weterynarii, oraz przy wsparciu ekologów, biologów, etyków oraz specjalistów od dobrostanu min. ptactwa) i trzeba przyjść nabruździć, na szczęście fakty naukowe i badania prezentowane na grupach są wystarczającym potwierdzeniem dla otwartych umysłów.

Polecam serdecznie, wiele linków prezentowanych jest na bieżąco.

29 listopada, 23:13, PAN Cogito:

Pan Mieszko wie kim jestem, nie dość że samozwańczy behawiorysta to jeszcze jasnowidz. Grupa na FB jest fantastycznym przykładem jak osoba z brakiem wiedzy w tym kraju może zabłysnąć. Żaden z cenionych etologów, biologów, weterynarzy na grupie Pana Mieszka nie zabiera głosu. Ale pisać można że i sam Papież wspiera działania Pana Mieszka. Frustrację zaś Pan Mieszko wyraża zawsze w swoich filmikach. Mnie frustracje nie dotykają, bo w przeciwieństwie do Pana, nie mając o czymś pojęcia nie udaje ze jestem od tego specem.

Brawo! Mnie zadziwia tez fakt, że Dziennik Bałtycki, nie weryfikuje osób, z którymi rozmawia. Na tej zasadzie, ja też mogę powiedzieć, że jestem bahawiorystą, bo dużo na ten temat czytam i mam koty :D

Z
Ząbek1

Zacznijmy od tego, że Mieszko nie jest behawiorystą. Sam się tak nazwał i zrobił sobie z facebooka portal reklamowy. Nigdy nie zrobił żadnego kursu, nikt go nigdy nie przeszkolił. To straszne, jak bardzo ludzie wierzą w jego bycie behawiorystą i nikt nie weryfikuje wiedzy, która posiada. A ma ogromne braki. To, że chodzi "po ludziach" i udziela im rad za pieniądze, nie znaczy, ze jest behawiorystą. Behawioryści ciężko pracują na to co umieją, on zdecydowanie nie.

P
PAN Cogito
29 listopada, 15:12, Kinga:

Skąd inąd wiem, że pan Mieszko jest zwolennikiem drastycznych rozwiązan - typu odstrzał. Czyż nie?

29 listopada, 15:25, Pan Mieszko:

Pan Mieszko w żadnym wypadku nie jest zwolennikiem odstrzału (chociaż jak każdy myślący człowiek, także taką alternatywę brał pod uwagę) ale jeśli ludzie dalej będą bezmyślnie rozmnażać koty, czeka nas właśnie ten scenariusz taki który jest z tego co kojarzę w Australii. Pan Mieszko ma swoje cztery koty i nie lubi patrzeć jak dzieje się krzywda im, i wolałby żeby wszystkie były bezpieczne w swoich domach.

29 listopada, 23:30, PAN Cogito:

Na szczęście mamy w Polsce tą "patologiczna ustawę" która na szczęście chroni koty wolno żyjące , przed odstrzałem.

30 listopada, 00:00, Mieszko:

Tak ochroniła ustawa ostatnio w Wejherowie, że kilka kotów straciło życie po strzałach z wiatrówki. Tak chroni, że z roku na rok porzucane są w schroniskach a ludzie bez wiedzy rozmnażają je i nie kastrują. Mam nadzieję że już niedługo uda się tę ustawę zmienić, pracę już nad tym trwają.

Pan umie czytać ze zrozumieniem? Ustawa chroni koty wolno żyjące w podobny sposób jak wilki czy rysie, a to ze znajdzie się jakiś człowiek z dubeltówką i zastrzeli, to ustawa przewiduje za to karę. O pracach nad zmianą Ustawy akurat wiem. A Pan pewno jeszcze napisze że bierze w tych pracach udział.

M
Mieszko
29 listopada, 15:12, Kinga:

Skąd inąd wiem, że pan Mieszko jest zwolennikiem drastycznych rozwiązan - typu odstrzał. Czyż nie?

29 listopada, 15:25, Pan Mieszko:

Pan Mieszko w żadnym wypadku nie jest zwolennikiem odstrzału (chociaż jak każdy myślący człowiek, także taką alternatywę brał pod uwagę) ale jeśli ludzie dalej będą bezmyślnie rozmnażać koty, czeka nas właśnie ten scenariusz taki który jest z tego co kojarzę w Australii. Pan Mieszko ma swoje cztery koty i nie lubi patrzeć jak dzieje się krzywda im, i wolałby żeby wszystkie były bezpieczne w swoich domach.

29 listopada, 23:30, PAN Cogito:

Na szczęście mamy w Polsce tą "patologiczna ustawę" która na szczęście chroni koty wolno żyjące , przed odstrzałem.

Tak ochroniła ustawa ostatnio w Wejherowie, że kilka kotów straciło życie po strzałach z wiatrówki. Tak chroni, że z roku na rok porzucane są w schroniskach a ludzie bez wiedzy rozmnażają je i nie kastrują. Mam nadzieję że już niedługo uda się tę ustawę zmienić, pracę już nad tym trwają.

P
PAN Cogito
29 listopada, 15:12, Kinga:

Skąd inąd wiem, że pan Mieszko jest zwolennikiem drastycznych rozwiązan - typu odstrzał. Czyż nie?

29 listopada, 15:25, Pan Mieszko:

Pan Mieszko w żadnym wypadku nie jest zwolennikiem odstrzału (chociaż jak każdy myślący człowiek, także taką alternatywę brał pod uwagę) ale jeśli ludzie dalej będą bezmyślnie rozmnażać koty, czeka nas właśnie ten scenariusz taki który jest z tego co kojarzę w Australii. Pan Mieszko ma swoje cztery koty i nie lubi patrzeć jak dzieje się krzywda im, i wolałby żeby wszystkie były bezpieczne w swoich domach.

Na szczęście mamy w Polsce tą "patologiczna ustawę" która na szczęście chroni koty wolno żyjące , przed odstrzałem.

Dodaj ogłoszenie