reklama

Nie graj, to wygrasz

RedakcjaZaktualizowano 
Niektórzy mówią, że totek, loteria, gry liczbowe, konkursy - to przedszkole hazardu
Niektórzy mówią, że totek, loteria, gry liczbowe, konkursy - to przedszkole hazardu Paweł Relikowski
To nie musi być jednoręki bandyta. Nawet w telewizyjnym konkursie albo w totolotka można przegrać całe życie - pisze Irena Łaszyn

Właśnie przyszedł SMS. "Tu Komitet Wydawania Samochodów. Jako jedna z niewielu osób możesz zdobyć bmw, koszt 4,88 zł z VAT". Za chwilę drugi: "Chcesz wygrać bilet do kina? Ustaw darmowy hit Billie Jean". Akurat wydostałam się z zatłoczonego tramwaju, stoję przed dworcem w Gdańsku, rozmarzona spoglądam w dal. Wzrok przyciąga wielki billboard: "Czasami gram wysoko, czasami nie chcę ryzykować. Słucham intuicji. A ty, jak chciałabyś zagrać?".

Nie wiem, skręcam w ul. Heweliusza, próbując wyminąć młodych ludzi z ulotkami banków, oferujących rewelacyjne kredyty na wakacje, bez zaświadczenia o zarobkach i zgody współmałżonka. Biorę, czytam, i gdy po raz kolejny unoszę wzrok, widzę punkt lotto i napis: "Tu padła wygrana 5,5 mln zł". Wchodzę.

- Prawie każdy wchodzi - uśmiecha się miła pani. - Reklama dźwignią handlu, więc od roku, gdy padła ta szczęśliwa szóstka, zdecydowanie więcej osób gra. Nie, żeby jakimiś wielkimi kwotami, ale po 6-10 złotych, rekordzista zapłacił dwa tysiące. To było przed kumulacją. Wtedy dużo ludzi się zjawia, niektórzy grają systemami, obstawiają kilka zakładów, czasami składa się na to cała ulica.

Miła pani nie obstawia, bo uważa, że pieniądze szczęścia nie dają. W jej dzielnicy mieszkał mężczyzna, który wygrał siedem milionów. Przepuścił pieniądze, co do grosza, a potem sam zniknął. Ale wszystko jest dla ludzi. Każda gra, pod warunkiem, że człowiek nie traci nad tym kontroli. Gdy zaczyna wydawać bez umiaru i nie umie przestać, to już jest choroba.

Król jest nagi

Pan Leszek, kierowca MZK ze Słupska, dwa lata temu trafił nawet na łamy "New York Timesa". Dziennikarze okrzyknęli go królem SMS-ów. Wysłał ich 38 tysięcy. Ze służbowej komórki. Żeby wygrać w telefonicznym konkursie 100 tysięcy złotych, stracił ok. 90 tysięcy. Swoich własnych, bo on te pieniądze musi zakładowi spłacić, nadal pracując za kółkiem i oddając firmie sporą część pensji.

Wkręcił się w ten konkurs przypadkiem; dziennikarzom wyznał, że przez córkę. Przynajmniej wtedy, gdy zagrał po raz pierwszy. To ona wypatrzyła reklamę, a on zaczął te SMS-y wysyłać. Limit na komórce wynosił 15 złotych, on wydał 1900. Ale poszczęściło mu się, zarobił 10 tysięcy, wszystko, co trzeba spłacił i jeszcze mu zostało. Gdy więc organizator konkursu powiadomił go o kolejnej edycji, wszedł w to bez wahania. Wysyłał i wysyłał, do końca wierzył, że i tym razem się uda. Że się odegra. W zakładzie nie reagowali przez trzy tygodnie. Komórkę zabrali mu dopiero wtedy, gdy nabił kilkadziesiąt tysięcy i nawet nie pozwolili wysłać ostatniego SMS-a, od którego - jak myślał - zależały jego losy. To była bolesna lekcja. Dla pana Leszka i dla zakładu.
- Teraz przy określonej kwocie, możliwej do spłacenia przez pracownika, dostęp do usług telekomunikacyjnych jest blokowany - informuje Anna Szabłowińska, pełnomocnik zarządu ds. Zintegrowanego Systemu Zarządzania w słupskim MZK.

Pan Leszek już podobno nie gra, a na SMS-owe długi musi pracować jeszcze kilka lat. I tak jest w niezłej sytuacji. Pani Halina, która wplątała się w parabankowe kredyty, bo najpierw chciała kupić komputer, lodówkę i skuter dla syna, a potem musiała się jeszcze bardziej zapożyczyć, żeby spłacić to, co pożyczyła wcześniej, teraz ma ponad 200 tysięcy złotych długu i wrzody żołądka.

- Ja już nawet tego nie ogarniam - przyznaje. - Gdy dzwoni telefon z banku, nie odbieram. Gdy przychodzi komornik, nie otwieram.

Nie potrafi wyjaśnić, dlaczego dług osiągnął tak niebotyczne rozmiary. Nie pamięta, ilu bankom i osobom jest winna pieniądze.n- Zaczęłam grać w keno - ożywia się. -To lepsze niż duży lotek, bo losowanie jest co pięć minut, a opłata ta sama.

Twierdzi, że nie potrzebuje pomocy specjalistów. Nie jest chora, tylko biedna.

System w chmurach

Kasię obudził telefon. Pani z banku pytała, kiedy spłaci debet na koncie, 15 tysięcy złotych. Zaniemówiła, bo kilka dni wcześniej skończyła duży projekt, zarobiła 20 tysięcy, a kontrahent na pewno te pieniądze przesłał. Pobiegła więc do tego banku cała zjeżona, podejrzewając błąd systemu, pracowników albo nawet jakieś malwersacje.

Okazało się, że pieniędzy brakuje nie tylko w tym banku. Zniknęły lokaty, a wszystkie konta były puste. Próbowała dodzwonić się do męża, który od tygodnia był na delegacji w innym mieście, ale jego komórka nie odpowiadała. Wysłała SMS-a. Jednego, drugiego, piątego.

Artur pojawił się w środku nocy, wyglądał jak zbity pies. - Myślałem, że się odegram - powiedział. - Nie wyszło, więc już nie mamy oszczędności, tylko długi. Jakieś 50-80 tysięcy złotych.

- Mamy?!

- Jak sobie chcesz, zawsze możemy się rozwieść.
To nie była ruletka, black jack, jednoręki bandyta. To był duży lotek. Niektórzy nie wierzą: Jak można przegrać w totolotka tyle pieniędzy? Mąż pewnie nie mówi wszystkiego, wieszczą, za tym kryje się coś jeszcze, to tylko czubek góry lodowej. Ale Kasia wie, że tak było.

Przecież Artur do tej pory nigdy jej nie oszukał. Był dobrym mężem, troszczył się o nią, o dom i o dzieci. Nieźle zarabiał. Nigdzie bez niej nie chodził. Był romantyczny, przynosił kwiaty. Kupił teleskop, patrzył w chmury i gwiazdy. Razem patrzyli. Owszem, czasami przynosił te nieszczęsne kupony. Siedział na kanapie i wypełniał, wypełniał, wypełniał. Ale to było tylko tak, dla zabawy. Nie wydawał na to granie dużo pieniędzy, nawet gdy grał systemem. A gdy się złościła, że w ogóle wydaje, potrafił przez kilka tygodni nie grać. Tak przynajmniej mówił, ona go nie kontrolowała. Dlaczego więc nagle wpadł w jakiś amok? Dlaczego zaczął wydawać po kilka tysięcy dziennie?

- Musisz się leczyć - powiedziała.

- Sama się lecz - odpowiedział. - Ja sobie poradzę.

W internecie znalazła stronę: www.hazardzisci.org. "Nie wiem, co robić. Wiem tylko, że mój mąż jest uzależniony" - napisała. "Tak, twój mąż jest hazardzistą - potwierdził inny anonimowy hazardzista. - Potrzebuje fachowej pomocy, tzn. terapii. Tobie też potrzebna jest rozmowa z terapeutą od współuzależnień".

- Mnie?! - zdenerwowała się. - Przecież ja nie gram!

Wielu rzeczy wtedy jeszcze nie rozumiała. Dziś też nie rozumie, choć cały czas się uczy. Uczy się tej choroby, uczy życia po nowemu i uczy tego okropnego słowa "współuzależniona". Już próbuje wypowiadać je publicznie, na mityngach.

Artur na mityngach nie bywa. To ty jesteś chora, nie ja, mawia. Ja tylko przez moment się pogubiłem, a ty zrobiłaś ze mnie hazardzistę, rozpowiedziałaś to po mieście.

- Jeśli palisz papierosy i zachorujesz na raka, możesz pozwać koncern tytoniowy do sądu - mówi Kasia. - Gdy twój bliski przegra wasze życie w totolotka, nie masz kogo pozwać.

Ratuj się

Niektórzy mówią, że totek, loteria, gry liczbowe, konkursy - to przedszkole hazardu. Potem, gdy pojawiają się inne rzeczy, jest tylko gorzej. To uzależnienie jest jak opętanie. Niszczy rodzinę, dom, miłość, zdrowie. Nie ma wygranej, jest przegrana. Żeby wygrać, trzeba nie grać.

- Przyjmujemy około dwóch tysięcy pacjentów rocznie - mówi Ryszard Karpiński, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia w Gdańsku. - Także hazardzistów. W dziesięcioosobowej grupie terapeutycznej jest ich dwóch-trzech. Wbrew pozorom, objawy obu chorób są podobne.

Maciek jest tu po raz pierwszy, szuka informacji. - Bukmacherka i inne rzeczy - objaśnia krótko. - Chcę z tego wyjść.

Krystyna szuka ratunku dla przyjaciela, który gra na automatach, nie chce się leczyć, a na dokładkę przestał się do niej odzywać. Obraził się, bo ona nie zamierza spłacać jego długów, zmusza do podjęcia stałej pracy i… przestała gotować obiady. On chciałby zachować status quo, ona domaga się przewartościowania całego ich życia.

Ktoś jej tłumaczył, że to dla siebie powinna tego ratunku szukać, a nie dla niego. Nie ma przecież powodu, by utrzymywała darmozjada. Ale Krystyna mówi, że też jest opętana, bo ona tego darmozjada kocha i nie wyobraża sobie rozstania. Zwłaszcza że mają wspólne dzieci. Martwi się tylko, że on chciałby mieć wszystko w życiu bez większego wysiłku, a ona musi ciężko harować. Taka niesprawiedliwość.

Znawcy twierdzą, że Krystyna ma przed sobą jeszcze długą drogę. Nie wie, że hazardziście można pomóc wtedy, gdy on tej pomocy oczekuje i sam chce wyjść z nałogu, a nie tylko obiecuje, że coś z tym zrobi.

Z listu hazardzisty zamieszczonego na portalu www.hazardzisci.org: "Niech Twoja miłość do mnie i lęk o mnie nie doprowadza Ciebie do robienia tego, co sam powinienem robić. Jeśli weźmiesz na siebie odpowiedzialność za wszystko, oduczysz mnie podejmowania odpowiedzialności. (…) Nie pozwól mi mieć nad Tobą przewagi, nie daj się wykorzystywać przeze mnie. Miłość nie może długo istnieć bez wymiaru sprawiedliwości".

Czytaj także &quot

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie