Naprawdę warto wziąć się w garść

    Naprawdę warto wziąć się w garść

    Beata Jajkowska

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    No i jednak można! Dzięki nowatorskiemu projektowi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni, unijnym dotacjom, zapałowi do pracy i chęci do zmian 79 dzieci nie trafi do domów dziecka, choć były na najlepszej drodze. Dwie osoby dorosłe zaczęły naukę w szkole średniej, siedem ukończyło kurs obsługi kas fiskalnych, jedna szkoli się na kucharza, kolejna kończy kurs księgowości biurowej.
    - Byłam w dołku. Bez pracy, wykształcenia, pieniędzy. W wynajmowanej klitce samotnie wychowywałam piątkę dzieci w wieku od 3 do 19 lat - opowiada Dorota Kasper z dzielnicy Działki Leśne. - Zero perspektyw. No może jedna... że odbiorą mi dzieci.

    Wystarczyło kilka miesięcy, by świat 35-letniej gdynianki zmienił się nie do poznania. Ukończyła kurs obsługi kas fiskalnych, za kilka dni odbiera prawo jazdy, zaocznie uczy się w liceum. Chce skończyć kurs opieki nad osobami starszymi.

    - Moim największym marzeniem jest założenie osiedlowego sklepu spożywczego - mówi Dorota. - Mam wsparcie doradcy zawodowego, który pomoże mi zdobyć fundusze unijne dla początkujących przedsiębiorców. Naprawdę warto wziąć się w garść i pomóc samej sobie.

    W połowie tego roku Dorota Kasper razem z grupą 29 gdyńskich rodzin zakwalifikowała się do pierwszego w naszym regionie i jednego z pierwszych w Polsce projektów "Rodzina bliżej siebie". W 2007 r. gdyński MOPS zrobił badania. Wyszło z nich, że 240 rodzin - z blisko dwóch tysięcy - będących pod opieką placówki, zerwało lub ma osłabione więzi z najbliższymi. A to oznacza, że dzieci z takich środowisk wcześniej czy później trafią do domów dziecka.

    - Na pierwszy ogień wzięliśmy 30 rodzin, w których sytuacja była najbardziej zapalna i wystartowaliśmy z pilotażową edycją projektu. Trochę z duszą na ramieniu - mówi Katarzyna Łangowska, koordynator. - Kosztowała blisko 430 tys. zł, z czego 380 tys. zł dała Unia Europejska, resztę miasto. - Udało się z 28 rodzinami, dwie są ciągle w punkcie wyjścia. A że na ogół były to rodziny wielodzietne od placówki opiekuńczej udało się uratować 79 dzieci z 84, które braliśmy po uwagę. Troje po wejściu w konflikt z prawem trafiło do poprawczaka, nad resztą pracujemy dalej.

    Projekt zakładał powołanie sześciu tzw. asystentów rodzin, z których każdy miał pod opieką tylko pięć rodzin. To dawało nadzieję na większą skuteczność, niż w przypadku pracowników socjalnych, którzy zajmują się 70 rodzinami. Ich głównym zadaniem była pomoc rodzinie i pokierowanie zmianami postaw wszystkich jej członków. Asystent określał wraz z rodziną sposób wyjścia z dramatycznej sytuacji, ustalał z nią słabe i mocne strony, rodzaj i kolejność działań. Motywował na przykład ojca uzależnionego od alkoholu do podjęcia terapii, pomagał w znalezieniu pracy, nakłaniał matkę, by uczęszczała do szkoły dla rodziców, gdzie nauczy się rozwiązywać domowe problemy. Nie dawali ryby, dawali wędkę.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo