Na przełomie jesieni i zimy 2020 zobaczymy trzy filmy z udziałem Katarzyny Figury [rozmowa]

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Fot. Karolina Misztal
- Na początku czułam lęk przed tym, żeby do kogoś zadzwonić i powiedzieć: - Chciałabym zagrać w tym filmie. Aż od jednego z agentów usłyszałam: - Nie bój się. Co może ci się takiego strasznego stać, jeśli spróbujesz? Najwyżej ktoś ci powie nie. A ty pójdziesz dalej - mówi Katarzyna Figura.

To rok Figury. Katarzyny Figury. Na przełomie jesieni i zimy zobaczymy trzy filmy z jej udziałem. Każdy inny i każdy ciekawy. „Śniegu już nigdy nie będzie” to polski kandydat do Oscara. „Chrzciny”, w którym aktorka gra główną rolę, są komediodramatem rodzinnym z czasów stanu wojennego. A „Dziewczyny z Dubaju” stały się głośne na etapie produkcji.

Filmoznawca prof. Krzysztof Kornacki, na pytanie o fenomen aktorski Katarzyny Figury odpowiada, że rzadko się zdarza, aby nazwisko tak przylegało do aktorki.
- Wiem, że to pachnie seksizmem, ale ten atrybut fizyczny miał kluczowe znaczenie. Zwłaszcza w latach 80., kiedy kino polskie stawiało na taką odważną cielesność. To spowodowało, że aktorka gwałtownie zdobyła sławę. Natomiast nie pomagało w udowadnianiu talentu, który pani Katarzyna Figura bez wątpienia posiada. Długo obsadzano ją, można powiedzieć, „po warunkach”. Dla mnie - i pewnie nie tylko dla mnie - charakterystyczną sceną jest ujęcie jej nagiego ciała w „Kingsajzie”, po którym malutki mężczyzna - jakby ucieleśnienie wielu męskich widzów - przechadza się po jej figurze. Chociaż już w „Pociągu do Hollywood” pokazała, że jest naprawdę dobrą aktorką. Ale tam również została obsadzona w dużym stopniu ze względu na walory fizyczne i fakt, że przypominała Marilyn Monroe. To było przy okazji takie nasze marzenie o innym miejscu i innym kinie. I taki wizerunek dominował właściwie do „Killerów” Juliusza Machulskiego. Ale na szczęście - nie chciałbym, żeby to zabrzmiało szowinistycznie - kobiety dojrzewają. Kiedy Katarzyna Figura dobiła do czterdziestki wystąpiła w kilku filmach, w których mogła udowodnić swój aktorski kunszt. To było „Ajlawju”, „Zemsta”, „Król Ubu”, no i nade wszystko jej dramatyczna rola w „Żurku”, za którą otrzymała wiele aktorskich nagród. Ale prawda jest też taka, że reżyserzy po tych sukcesach nie podjęli rękawicy. Przez kilkanaście lat aktorka grała zazwyczaj niewielkie role matek, ciotek itp. Może wynikało to z obawy, że Katarzyna Figura nadal jest tak silną postacią, tak mocno rozpoznawalną przez kontekst gwiazdy pełnej seksapilu z lat 80., że porównania zaszkodziłyby fabule. Ostatnio to się zmienia. „7 uczuć” Marka Koterskiego przywróciło pamięć o Figurze jako aktorce o świetnym warsztacie. Teraz czekam niecierpliwie na „Chrzciny”. Po opisie fabuły można sobie ostrzyć zęby na to, że będzie to kreacja zapadająca w pamięć. I być może ten mit Marioli Wafelek z „Pociągu do Hollywood” czy żony Siary z „Killerów” odejdzie całkowicie w przeszłość.

Nauka z Hollywood

Z Katarzyną Figurą rozmawiam podczas jej drogi z Warszawy do Gdańska. Aktorka jest - jak żartujemy - w nieustającej podróży. Z planu na plan. A za kilka dni wyjeżdża z ekipą filmu „Śniegu już nigdy nie będzie” do Wenecji na festiwal filmowy. Dzieło Małgorzaty Szumowskiej, w którym zagrała Figura, zakwalifikowano do konkursu głównego.
Katarzyna Figura w Warszawie miała m.in. przymiarkę sukni, w której pojawi się na czerwonym dywanie w Wenecji. Kreację dla niej szyje znana projektantka Gosia Baczyńska.
Kiedy mówię, że aktorsko jest to dla niej bardzo ciekawy rok, odpowiada:

- Ale to nie jest wyłącznie łut szczęścia, nie tylko on zdecydował o tym. Na to złożył się cały mój dorobek, rzetelna praca, upór, konsekwencja oraz to, że aktorstwo jest moją pasją - tłumaczy. I dodaje, że walczyć o dobre role nauczyła się przed laty w Hollywood. - Na początku czułam lęk przed tym, żeby do kogoś zadzwonić i powiedzieć: - Chciałabym zagrać w tym filmie. Aż od jednego z agentów usłyszałam: - Nie bój się. Co może ci się takiego strasznego stać, jeśli spróbujesz? Najwyżej ktoś ci powie nie. A ty pójdziesz dalej. Zapamiętałam tę radę. Kiedy spotkałam Roberta Altmana, być może rzuciłam się z motyką na słońce, ale odważyłam się zawalczyć o siebie. Co prawda, w „Prêt-à-porter” moja rola była niewielka, jednak na planie filmowym spotkałam się z takimi osobowościami kina, jak Marcello Mastroianni, Sophia Loren, Julia Roberts czy Kim Basinger. Zawalczyłam również o Romana Polańskiego. Powiedziałam mu, że od lat marzę o zagraniu w jego filmie. I w „Pianiście” zaproponował mi co prawda epizod, ale bardzo wyrazisty. Zagrałam postać okrutną, która zapada widzom w pamięć.

O roli w filmie Małgośki Szumowskiej też - jak mówi - marzyła od czasu, kiedy zauroczył ją pierwszy film reżyserki „Szczęśliwego człowieka”.

- Ale przed filmem był teatr - wspomina. - I kiedy przed laty Krystyna Janda zaproponowała mi w Teatrze Polonia monodram, myślałam, że to ona będzie mnie reżyserować. Ale Krysia powiedziała tylko: - Wymyśl sobie reżysera, jakiego tylko chcesz, a ja ci go załatwię. Chciałam, żeby to była Małgośka Szumowska. I tak zrobiłyśmy wspólnie z Małgośką „Badania terenowe nad ukraińskim seksem”. A teraz zagrałam w jej najnowszym obrazie „Śniegu już nigdy nie będzie”, taką nieco „odklejoną” postać. Filmu jeszcze nie widziałam. Ale w przyszłym tygodniu jedziemy do Wenecji i zobaczymy, jak świat na niego zareaguje.

Aktorka przyznaje, że w przypadku głównej roli w „Chrzcinach” Jakuba Skoczenia też nie zastanawiała się długo. Uwiódł ją scenariusz. I bohaterka, którą miała zagrać. - To góralka z sześciorgiem dzieci, która na jakimś - przepraszam za wyrażenie - zadupiu, próbuje się odnaleźć w momencie, kiedy w Polsce ludziom wali się świat po wybuchu stanu wojennego.
Z rolą w „Dziewczynach z Dubaju” również było podobnie. Z reżyserką Marią Sadowską poznały się przed laty na niemieckim festiwalu.

- Kiedy na planie filmowym „Chrzcin” dowiedziałam się, że Marysia szykuje nowy film, zadzwoniłam do niej z pytaniem, czy może znajdzie się dla mnie rola. Odpowiedziała mi: „Wiesz co, myślałam o kimś młodszym, ale to jednak będziesz ty” - opowiada Katarzyna Figura.

Nieustanny trening w Gdańsku

Aktorka dodaje jednak, żeby nie zapominać o jej pracy w teatrze i o tym, jak jest dla niej ważny. W gdańskim Teatrze Wybrzeże gra od siedmiu lat. W tym czasie miała kilkanaście premier. A każda z ról, którą zagrała, była zupełnie inna.

- Praca w teatrze to nieustanny trening dla aktora. Być może tych ról u Małgośki Szumowskiej, Marysi Sadowskiej i Jakuba Skoczenia nie zagrałabym tak, gdybym nie miała za sobą tych siedmiu lat pracy w Teatrze Wybrzeże. Może dobrze byłoby pracować w serialu. Ale ja, po prostu, kocham teatr i kino. Dlatego jestem tu i teraz. Oczywiście są lepsze i gorsze dni. Moje życie przypomina rollercoaster. Ale aktorzy pracują na emocjach i trudno czasami odnaleźć się w normalnym życiu. Jestem jednak bardzo wdzięczna losowi, że mogę pracować i nie czuję się nieszczęśliwa. Bo moja praca to moja pasja. To moje życie - kończy rozmowę.

We wcześniejszej rozmowie dla naszej gazety, na pytanie o to, którą z ról teatralnych lubi, odpowiedziała: „Kocham je wszystkie. Nie traktuję jak kostiumu, który odwiesza się na wieszak, one gdzieś są we mnie cały czas, nawet te, grane na początku mojej drogi, potrafią do mnie powracać. To bogactwo i pewnego rodzaju męka - te różne potwory są gdzieś we mnie - muszę się z nimi zmagać, ale jednocześnie to żywa skarbnica, z której czerpię. Często w spektaklach, w których gram, moje postaci niosą coś ponadczasowego, uniwersalnego. Choćby Yvonne z „Bella Figura”, która mówi: „Byłam kiedyś niezłą laską. Laską minionych czasów. Niech pani korzysta ze swoich pięknych nóg, zanim ciało narzuci swoje ponure prawa, że przychodzi moment, kiedy nie można chodzić na szpilkach”.
Na razie o tych filmach z Katarzyną Figurą niewiele wiemy. Dwa z nich czekają na premierę. Jeden jest jeszcze w produkcji.
„Chrzciny” to komediodramat rodzinny, rozgrywający się w przełomowym dla polskiej historii momencie, w dniu wybuchu stanu wojennego. Katarzyna Figura gra tu już nie tylko matkę ale też babkę, gorliwą katoliczkę, przygotowującą się do chrzcin swojego najmłodszego wnuka. Pierwszy raz od piętnastu lat udaje się jej zwołać swe skłócone dzieci. Chce je ze sobą pogodzić, obiecała to Matce Boskiej.
W fabularnym debiucie Jakuba Skoczenia, poza Katarzyną Figurą, zagrali również m.in.: Maciej Musiałowski, Tomasz Schuchardt i Michał Żurawski.
Film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta „Śniegu już nigdy nie będzie”, jak wynika z opisu, zaczyna się tak:
Pewnego mglistego poranka w mieście pojawia się on - atrakcyjny mężczyzna z prawdziwego egzotycznego wschodu. Żenia, bo tak brzmi jego imię, ma dar. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Mężczyzna zatrudnia się jako masażysta na bogatym osiedlu pod miastem. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od „gorszego” świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty. Wkrótce niezwykłe zdolności Żeni odmienią życie każdego z nich.
Dorota Rabczewska-Stępień producentka „Dziewczyn z Dubaju” w mediach społecznościowych reklamuje tę produkcję jako filmową... petardę. I opowiada, że film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. Mówi, że zdemaskuje hipokryzję polskiego show-biznesu. I ujawni całą prawdę na temat tzw. afery dubajskiej, w którą zamieszane były zarówno celebrytki i modelki, jak również wiele znanych postaci ze świata polityki, biznesu czy sportu. Premiera tego filmu zapowiadana jest na początek przyszłego roku.

Czytaj także

Kobiecy duet w "Dzień Dobry TVN". Jak długo przetrwa?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie