Na Pomorzu jest wiele zabytków, które czekają na odkrycie

Marek AdamkowiczZaktualizowano 
Agnieszka Kowalska ma kilkuletnie doświadczenie w pracy w WUOZ
Agnieszka Kowalska ma kilkuletnie doświadczenie w pracy w WUOZ Piotr Hukało
Bardzo bym chciała podejmować działania wyprzedzające i zapobiegać problemom, niż czekać, aż one narosną - zapewnia Agnieszka Kowalska, wojewódzki konserwator zabytków.

Wojewódzki konserwator zabytków to w warunkach gdańskich stanowisko niepewne, trudno się na nim utrzymać. Pani zdecydowała się je objąć, choć poprzednicy odeszli w dość burzliwych okolicznościach.

To prawda, mam jednak nadzieję, że ze mną będzie inaczej.

Skąd to przekonanie?

Mam za sobą kilka lat pracy w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków. Byłam kierownikiem Wydziału ds. Dokumentacji, Rejestru i Ewidencji Zabytków, po odwołaniu pana Mariana Kwapińskiego pełniłam przejściowo obowiązki konserwatora wojewódzkiego, wiem więc, jak urząd działa, znam też wyzwania, przed jakimi stoi. To atut. Gdybym była osobą z zewnątrz, musiałabym wszystko poznawać od początku. Dlatego właśnie mam nadzieję, że dzięki zdobytej wiedzy urząd będzie funkcjonował sprawnie.

Można więc powiedzieć, że kontynuuje Pani swoją pracę, choć oczywiście na innym już stanowisku.

Zasadniczo tak.

Przypomnijmy więc, że jako kierownik wydziału ewidencji zabytków zajmowała się Pani między innymi gdańskimi terenami postoczniowymi, a więc tematem bardzo drażliwym i wywołującym emocje, zwłaszcza w kontekście pojawiających się od czasu do czasu doniesień o wyburzeniu kolejnej hali stoczniowej czy likwidacji żurawia.

Od dwóch lat prowadzę weryfikację obiektów znajdujących się na terenach postoczniowych. Robię to pod kątem wpisu do rejestru zabytków. W tym czasie zapoznałam się z ogromem różnego rodzaju materiałów, ale na szczęście prace dobiegają już końca i liczę, że jeszcze we wrześniu uda mi się przygotować dokumentację niezbędną do wpisu obiektów stoczniowych do rejestru zabytków.

Wiadomo już, co znajdzie się pod ochroną?

Generalnie chcielibyśmy nią objąć obszar dawnej Stoczni Cesarskiej, w tym około 20 budynków oraz ciąg dwóch ulic z fragmentem nabrzeża. Pod ochroną miałyby się znaleźć zarówno obiekty najstarsze, jak i powstałe w okresie międzywojennym czy po drugiej wojnie światowej. To bardzo duża zmiana w porównaniu z sytuacją obecną, gdzie w rejestrze zabytków znajduje się tylko plac Solidarności i Brama numer 2. Kiedy procedura zostanie doprowadzona do końca, chronione będzie około jednej trzeciej terenów Stoczni Gdańskiej, przy czym obszar ten nie obejmuje Stoczni Schichaua i terenów ciągnących się w stronę Stoczni Północnej.

Inwestorów takie zmiany raczej nie zachwycą. Już nieraz okazywali niezadowolenie na posiedzeniach Rady Interesariuszy Młodego Miasta, która skupia podmioty działające na terenach postoczniowych.

To prawda, że jest opór ze strony inwestorów. Uważają oni, że tereny postoczniowe są już wystarczająco chronione, ale - moim zdaniem - trzeba pójść dalej. Przeprowadzona inwentaryzacja pokazała, że rzeczy wartych zachowania jest więcej, niż sądziliśmy.

Podobnie mówiło się o Wyspie Spichrzów. Pojawiały się głosy, że należało lepiej chronić oryginalną, przedwojenną substancję, do tego padały zarzuty, że powstająca na wyspie architektura jest przeskalowana, czyli mówiąc inaczej, planowane budynki są za wysokie. Niektórzy chcieliby, żeby konserwator wojewódzki interweniował w tej sprawie.

Akurat ten teren znajduje się już w gestii miejskiego konserwatora zabytków. W 2015 roku podpisane zostało porozumienie, na podstawie którego konserwator wojewódzki odpowiada w Gdańsku tylko za Główne Miasto oraz obszar zespołu pocysterskiego w Oliwie.

Pamiętam, że miłośnicy dawnego Gdańska ostrzegali przed tego rodzaju zmianami. Mówiono, że doprowadzą one do tego, że władze miasta znajdą się poza kontrolą i będą wydawały decyzje we własnej sprawie, kierując się przy tym interesem inwestorów, a nie ochrony zabytków.

Patrząc z perspektywy dotychczasowych doświadczeń, mogę powiedzieć, że tak się nie stało. Nie doszło do sytuacji, w której wojewódzki konserwator zabytków musiałby interweniować. Jestem w stałym kontakcie z miejskim konserwatorem zabytków panem Grzegorzem Sulikowskim i jego zastępcą Januszem Tarnackim, więc trudne sprawy konsultujemy na bieżąco. Dla nas, jako Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, ważne jest, że możemy pracować efektywniej. Posiadając ograniczone środki i nieliczną kadrę, nie byliśmy w stanie otoczyć odpowiednią ochroną wszystkich gdańskich zabytków. Wydaje się, że po zmianach sytuacja będzie wyglądać lepiej.

Niektóre problemy jednak pozostały. Na podległym konserwatorowi wojewódzkiemu obszarze znajduje się kino Neptun, którego przebudowa wzbudziła spore kontrowersje. Najpierw była walka o uratowanie mozaiki Anny Fiszer, potem pojawił się konflikt dotyczący prowadzenia prac archeologicznych.
Musiała Pani zmierzyć się z tym tematem.

Sprawa kina Neptun powoli zmierza do końca. Wielka mozaika, która była na ścianie od strony zachodniej, została zdemontowana i zabezpieczona przez jedną z gdańskich fundacji. Co do badań archeologicznych, to wydana została na nie nowa decyzja, która chyba nie budzi już emocji, jak wcześniejsza. Prawda jest taka, że akurat w tym miejscu warstwy osadnicze zostały już naruszone przy okazji powojennej budowy kina. Osobną kwestią jest wniosek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami o wpis kina Neptun do rejestru zabytków, jednakże obecnie budynek - poza ścianą frontową - został już rozebrany, a zatem wniosek jest bezprzedmiotowy i została wydana decyzja umarzająca postępowanie.

Pani odpowiedzialność jako konserwatora wojewódzkiego wykracza poza Gdańsk. Trudno więc nie zapytać, jak widzi Pani swoją misję w tak zwanym terenie?

Przede wszystkim chciałabym go dobrze rozpoznać. Mówię tak, bo oprócz wspaniałych, dobrze wszystkim znanych zabytków są też takie, które czekają na odkrycie. Dotyczy to chociażby dziedzictwa przemysłowego. Inwentaryzacja przeprowadzona na terenach postoczniowych pokazała, że o istnieniu na przykład cennych pamiątek techniki po prostu nie wiedzieliśmy. Podobnie jest z tym, co zachowało się w pomorskich wioskach i miastach. Mamy młyny, elektrownie, fabryczki i zespoły kolejowe, które zasługują na zachowanie dla przyszłych pokoleń. Generalnie, gdy mówimy o pracy konserwatora wojewódzkiego, bardzo bym chciała podejmować działania wyprzedzające i zapobiegać problemom, niż czekać, aż narosną.

Agnieszka Kowalska

Jest absolwentką archeologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz podyplomowych studiów zabytkoznawstwa i konserwatorstwa dziedzictwa architektonicznego na tej samej uczelni. W Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków pracuje od 2008 r. 11 lipca br. odebrała nominację na stanowisko pomorskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków.


m.adamkowicz@polskapress.pl

polecane: Wybory 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

g
gdanszczanin

Wystarczy Wyspa Spichrzów zabytkowa kamienica zdjęto konserwatora zabytków ,by można było ją dewastować,pod deweloperów, w tym mieście zdejmuje degraduje się zabytki jak leci. Teren po getcie gdańskim jest dzikim parkingiem.

Dodaj ogłoszenie