Na Dolnym Mieście odbyła się premiera spektaklu "Kochankowie z Werony"

Grażyna Antoniewicz
Romeo z przyjaciółmi na dymku,  Marta (niania Julii) podtrzymuje  brata Jan
Romeo z przyjaciółmi na dymku, Marta (niania Julii) podtrzymuje brata Jan Grzegorz Mehring
W starej zajezdni tramwajowej na Dolnym Mieście w Gdańsku z okazji 447 urodzin Szekspira odbyła się premiera "Kochanków z Werony" (scenariusz na motywach "Romea i Julii" Williama Szekspira napisał Krzysztof Kopka).

Romeo i Julia to najsłynniejsi kochankowie w literaturze, najpiękniejsza miłość. Najpiękniejsza, bo niespełniona. Urodzili się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Kochankowie, którzy nie umieli bez siebie żyć? Wciąż wzrusza nas ta historia. Dlaczego? Bo chodzi w niej o to, co najważniejsze… o miłość. Spektakl wystawił Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Jego dyrektor Jacek Głomb lubi opowiadać o świecie współczesnym, używając tekstów Szekspira. Tym razem przeniósł akcję do włoskiego miasteczka na początek lat dwudziestych XX wieku, do czasów, kiedy zaczyna rodzić się ideologia faszystowska i pojawiają nowe prądy w literaturze i sztuce.

Spektakl "Kochankowie z Werony", czyli Romeo i Julia na ulicy Łąkowej w Gdańsku - rozmowa z reżyserem

Uwspółcześnianie jest dzisiaj częstym instrumentem interpretacji Szekspira, jednak jak widać na przykładzie "Kochanków z Werony" łatwo wpaść w pułapkę. Bohaterowie zostali w tym przedstawieniu nakreśleni zbyt grubą kreską. Nic się między nimi nie dzieje, nie iskrzy. Ciekawą rolę stworzyła jedynie Magdalena Skiba jako zbuntowana bosonoga Julia.

Młodzi głównie narkotyzują się w palarni. Romeo smętnie snuje się po scenie, a zanim ucieknie z Werony spędzi noc z dawną kochanką Rosalindą w narkotycznych oparach. Rany Julek! I to ma być ten romantyczny kochanek? Ale dobił mnie Parys jako faszysta oraz scena zastrzelenia ojca Laurentego. Przecierałam oczy ze zdziwienia, pytając, gdzie piękno szekspirowskiego wiersza, gdzie mądrość tekstu, gdzie pełna zawirowań akcja? Romantyczna historia zamiast wzruszać... nudzi. Niestety, za wiele w tym spektaklu nielogiczności, uproszczeń.

"Kochanków z Werony" da się oglądać tylko dzięki wspaniałej scenografii Małgorzaty Bulandy, która udowadnia, że teatr to lustro - ale nie takie, w którym odbija się rzeczywistość, tylko takie, za którego pomocą można przejść na drugą stronę. W starej zajezdni tramwajowej stworzyła pełne magii miasteczko. To realistyczna, ale jednocześnie poetycka scenografia, do tego świetne kostiumy. Ruch sceniczny to dzieło gdańszczanina Leszka Bzdyla.

Teatr z Legnicy gościł u nas z wybitnymi realizacjami dzieł Szekspira, m.in. "Koriolanem", "Otellem", "Portową opowieścią". Niestety, za taką nie można uznać "Kochanków z Werony". Spektakl grany będzie teraz w legnickim teatrze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie