reklama

"Muzyka czyni cuda" - koncert charytatywny. Sondra Radvanovsky zahipnotyzowała publiczność [zdjęcia]

Jolanta Gromadzka-AnzelewiczZaktualizowano 
Koncert charytatywny "Muzyka czyni cuda" Karol Makurat
Niezwykły wieczór w Filharmonii Bałtyckiej. Sondra Radvanovsky zahipnotyzowała publiczność na VI charytatywnym koncercie z cyklu „Muzyka czyni cuda”

To był niesamowity wieczór. Tak jak kibice, którym udało się zdobyć bilety na najważniejszy mecz Mistrzostw Świata do końca życia pamiętać będą każdą minutę tego wydarzenia, tak melomanom którym dane było w czwartek zasiąść na widowni Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance występ Sondry Radvanovskiej na zawsze zapisze się w pamięci i w sercach.

To nie był chwyt marketingowy, ale szczera prawda, gdy prof. Piotr Czauderna, zachęcając do udziału w VI już charytatywnym koncercie z cyklu „Muzyka czyni cuda” przekonywał, że to jedyna, niepowtarzalna okazja do spotkania z gwiazdą najwyższego formatu, którą występuje na największych scenach operowych jak Metropolitan Opera w Nowym Yorku. Sondra Radvanovsky jest jak typowe Amerykanki dużą kobietą o posągowej figurze i blond włosach. W długiej sukni w kolorze nasyconej zieleni z odkrytymi ramionami wyglądała oszałamiająco. Nic więc dziwnego, że nawet sam Jerzy Snakowski, Lew Operowy, który w roli „konfenansjera” sprawdza się znakomicie przyznał się publiczności, że na punkcie Sondry Radvanovsky ma kompletnego bzika.

Amerykańska diva wręcz zahipnotyzowała widownię wykonując z niezwykłą ekspresją arie ze znanych i mniej znanych oper Giuseppe Verdiego i Giacomo Pucciniego. I znów rację przyznać trzeba Jerzemu Sakowskiemu - nie trzeba znać słów by rozumieć o czym śpiewa ta obdarzona pięknym i niezwykle silnym głosem artystka. Jej głos, którym posługiwała się perfekcyjnie w pełni nad nim panując wyrażał wszystkie kobiece uczucia i emocje - radość, tęsknotę, rozczarowanie,miłość, żal i płacz. Nie ulega wątpliwości, że na wczorajszy sukces Sondry Radvanowskiej zapracowały również znakomita Orkiestra Symfoniczna Polskiej Filharmonii Bałtyckiej prowadzona przez włoskiego dyrygenta młodego pokolenia Gianiuca Marciano. Pod jego batutą ta znana w kraju i na świecie ta gdańska orkiestra udowodniła, że osiągnęła sam szczyt mistrzostwa i bez kompleksów mogłaby występować na takich scenach jak Metropolitan Opera.

Czwartkowy wieczór w Filharmonii był niezwykle wzruszający, pełen ciepła i dobrych emocji, co w dużej mierze jest zasługą jego gospodarza prof. Piotra Czauderny. Nie tylko dla publiczności, ale i samej gwiazdy, która nie spodziewała się tak gorącego, serdecznego przyjęcia. Owacjom na stojąco nie było końca. A już dwa ostatnie utwory, wykonane przez nią: aria z "Rusałki" Dworzaka oraz wielki przebój "Somewhere Over The Rainbow" z musicalu "The Wizzard of Oz", „rozłożył gości Filharmonii na łopatki. Artystce akompaniował wtedy na fortepianie sam dyrygent Gianiuca Marciano. Odnieść można było wrażenie, że mimo późnego wieczora z Sondrą Radvanovsky nie chciała się rozstać ani publiczność ani dyrygent ani orkiestra na których również wywarła ona wielkie wrażenie.

Czytaj także

Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie