Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Muzyczny manifest wolności

Marcin Mindykowski
W sobotę pod hasłem "Przestrzeń wolności - Dziwny jest ten świat" na gdańskim Targu Węglowym odbył się koncert, w którym artyści zaapelowali o zaprzestanie wszelkich form przemocy. Wydarzenie było częścią nowego gdańskiego festiwalu - Solidarity of Arts.

Koncert otworzyła grupa Tosh Meets Marley, czyli tribute band wykonujący utwory pionierów reggae: Petera Tosha i Boba Marleya. Mimo że ich występ nie należał raczej do artystycznych przeżyć, trzeba oddać, że ze sceny wprost emanowała pozytywna energia, a muzykom udało się nawet zachęcić publiczność do wspólnego śpiewu.

Lech Janerka z zespołem przypomniał przede wszystkim utwory z jednych z najciekawszych wydawnictw polskiego rocka lat 80. - debiutanckiej (i zarazem ostatniej) płyty grupy Klaus Mitffoch oraz swojego pierwszego solowego albumu, "Historia podwodna". Na koniec tego awangardowo-rockowego występu zabrzmiały "Konstytucje" i "Jezu, jak się cieszę".

Po nim przyszedł czas na damę niemieckiej awangardy, Ninę Hagen. Artystka zasłynęła w połowie lat 70., łącząc punk rock z elementami kabaretu, piosenki estradowej, a nawet opery (to ostatnie było możliwe dzięki jej szerokiej skali głosu, obejmującej alt i sopran). Tym razem w jej występie niewiele było jednak rocka, a koncert zdominowały - nierzadko eksperymentalne - przeróbki znanych utworów, m.in. "Run On" Elvisa Presleya, "Riders on the Storm" The Doors, "My Way" Franka Sinatry czy wieńcząca występ angielsko-niemieckojęzyczna wersja hymnu "We are the World". Artystka uzupełniła swój występ ciekawymi, choć dosyć naiwnymi grafikami, sprowadzającymi się do apelu o pokój, a także nieco kaznodziejską narracją. Nie da się też ukryć, że jej występ spotkał się z chłodnym przyjęciem publiczności.

Nie zawiedli za to Ślązacy z Myslovitz, którzy zaprezentowali zwarty, energiczny set swoich rockowych piosenek. Choć muzycy położyli nacisk na przeboje ("Acidland", "Scenariusz dla moich sąsiadów", "Kraków", "Chłopcy"), nie zabrakło też utworów z ostatniej płyty "Happiness is Easy". Koncert zamknęły odśpiewana chóralnie "Długość dźwięku samotności" i energetyczna "Peggy Brown".
Gwiazdą wieczoru był Ian Gillan, który zagrał specjalny koncert z towarzyszeniem Orkiestry Polskiej Filharmonii Bałtyckiej. Występ otworzyła instrumentalnym tematem orkiestra, płynnie przechodząc w jeden z największych klasyków Deep Purple - "Highway Star". Stanowił on jednocześnie natychmiastowy test dla frontmana, bo z wybranych do koncertu utworów wymagał od wokalisty zdecydowanie najwięcej. I choć Gillan nie osiąga już tak wysokich dźwięków jak 40 lat temu, to tego wieczoru był w niebywale dobrej formie, bez wątpienia lepszej niż podczas ostatniego, wrocławskiego występu Deep Purple w naszym kraju.

Repertuar koncertu był przekrojem purpurowego kanonu. W dalszej części usłyszeliśmy m.in. "Woman from Tokyo", "Strange Kind of Woman" i "Black Night". Doskonale spisała się orkiestra, która świetnie przełożyła hardrockowe klasyki na język instrumentów symfonicznych, nie ingerując jednocześnie przesadnie w ich linię melodyczną, dzięki czemu utwory były rozpoznawalne już od pierwszych dźwięków. Najciekawiej wypadły pełna dramaturgii, wzbogacona długą improwizacją orkiestry aranżacja "Pictures of Home", symfoniczna wersja rzewnej ballady "When the Blind Man Cries" i podniosły, dynamiczny hymn "Perfect Strangers". Występ zakończył się wykonanym oczywiście przy wsparciu publiczności, nieśmiertelnym "Smoke on the Water".

Poza Gillanem "frakcję rockową" reprezentowała tylko sekcja rytmiczna. Wokalista śpiewał z naturalną swadą, a w jego słowach zachwytu nad możliwościami orkiestry i przyjęciem polskiej publiczności nie było raczej zwyczajowej kurtuazji. Miłym akcentem był też tort, który artysta dostał od organizatorów koncertu, i chóralne "Sto lat" (Gillan w piątek skończył 64 lata).

Pozytywnie zaskoczyły też przeplatające występy artystów bloki historyczno-dokumentalne. Ich obrazkowa, artystyczna forma z pewnością bardziej trafiała do młodych ludzi niż siermiężne filmy dokumentalne, które wyświetlano podczas niedawnego koncertu w stoczni, upamiętniającego wybory kontraktowe z 4 czerwca. Nie korespondowały z nimi tylko pełne patosu, pretensjonalne zapowiedzi Krzysztofa Materny.

Wieczór zwieńczył fireshow i odtworzenie utworu "Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena. I choć koncertowi brakowało może spójności, czuło się, że artyści zaproszeni do udziału w nim nie są przypadkowi i że mają coś do powiedzenia nie tylko w muzyce. Jeżeli tak ma wyglądać realizacja ideałów solidarności w sztuce, wypada nowemu festiwalowi tylko przyklasnąć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki