Moskwa już wierzy łzom

    Moskwa już wierzy łzom

    Ryszarda Wojciechowska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Złote Lwy dały się złapać tym razem na łzy. Najlepszą aktorką na polskim festiwalu okrzyknięto Rosjankę - Swietłanę Chodczenkową. Skolimowski nagrodzony za dźwięk, chociaż wolałby za... wdzięk. I bardzo źle obsadzony Krzysztof Globisz w telewizyjnej Familiadzie. 33 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych za nami.
    Moskwa nie wierzy łzom? Tym razem musi uwierzyć. Przynajmniej w łzy polskiej publiczności. Po projekcji "Małej Moskwy" płakała nie tylko żona jurora Sławomira Idziaka. Łzy ronił też Andrzej Urbański, prezes TVP, oraz wielu widzów. Zwłaszcza damska część widowni. Kochamy melodramaty, ot co!

    Jeszcze w piątek film Waldemara Krzystka nie znajdował się w dziennikarskim rankingu faworytów do Złotych Lwów. Ale że przecieki to nasza specjalność, więc już w sobotni poranek, na wiele godzin przed galą, znany był festiwalowy zwycięzca. Potem w kuluarach żartowano, że to przeciek kontrolowany.

    Robert Gliński, przewodniczący jury 33 FPFF na pytanie - dlaczego wygrała "Mała Moskwa", odparł, że to film epicki, zrobiony z rozmachem, mający w dodatku ogromną siłę emocjonalną. Poza tym zrealizowany dynamicznie i fachowo. Jego zdaniem, wyjątkowością tego obrazu jest pokazanie czasów stacjonowania wojsk radzieckich w Polsce i stanu po wycofaniu się tych wojsk.

    - Tego jeszcze w kinie nie widzieliśmy - powiedział.
    Ale przede wszystkim dla niego to piękny film o miłości.
    Jako przewodniczący jury zapewnił, że jego zdaniem, to jeden z najbardziej udanych festiwali. Z wieloma bardzo dobrymi obrazami.

    - Przyznam się, że na kilku siedziałem mocno wbity w fotel i oglądałem z ogromnym zainteresowaniem. Bałem się, że będę tutaj przeżywać męczarnie - wyznał.
    Jury spierało się o sam werdykt. Jerzy Skolimowski, chyba największy przegrany tego festiwalu, miał tyluż zwolenników, co i przeciwników. Zarówno w jury, jak i na widowni. Dla jednych "Cztery noce z Anną" to film poruszający "wnętrzności". Dla innych to kino zbyt wykalkulowane. Tylko zimna obserwacja. Za mało, żeby rozgrzać emocje - tłumaczono.

    "Cztery noce z Anną", które podobały się w Cannes, w Gdyni zaledwie dostały cztery, i to mało liczące się nagrody. Skolimowski pokazał jednak wielką klasę. Mógł się obrazić. Ale przyjechał na galę. Chociaż wiedział, że przyjeżdża po tak niewiele. Bo czyż można uznać za sukces wyróżnienie za scenografię albo za dźwięk? Kiedy w tym ostatnim przypadku odbierał nagrodę, odparł zabawnie, że wolałby być nagrodzony za wdzięk niż za dźwięk.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo