reklama

Młodzi wolontariusze z innych krajów pracują z podopiecznymi Caritasu w Trójmieście

Anna Mizera-Nowicka
Dzieci najbardziej cieszą się, gdy opiekujący się nimi wolontariusze próbują mówić po polsku
Dzieci najbardziej cieszą się, gdy opiekujący się nimi wolontariusze próbują mówić po polsku archiwum caritas
Pochodzą z Gruzji, Rumunii, Mołdawii, Niemiec, Białorusi. Przyjechali do Trójmiasta na dziewięć miesięcy, by poznać polską kulturę i obyczaje, przeżyć przygodę życia, a przede wszystkim w ramach wolontariatu pomagać chorym i zagrożonym wykluczeniem społecznym, którzy są pod opieką gdańskiego Caritasu. Choć przyznają, że bywa trudno, już drżą na myśl o majowym powrocie do swoich domów.

Pochodzą z Gruzji, Rumunii, Mołdawii, Niemiec, Białorusi. Przyjechali do Trójmiasta na dziewięć miesięcy, by poznać polską kulturę i obyczaje, przeżyć przygodę życia, a przede wszystkim w ramach wolontariatu pomagać chorym i zagrożonym wykluczeniem społecznym, którzy są pod opieką gdańskiego Caritasu. Choć przyznają, że bywa trudno, już drżą na myśl o majowym powrocie do swoich domów.

Dzieci uczą ich mówić

- Gdy tylko dostałam e-mail z informacją, że dzięki EVS [European Voluntary Service, czyli Wolontariat Europejski - przyp. red.] mogłabym wyjechać do innego kraju, ani przez chwilę się nie zastanawiałam - mówi Volha Zhuk z Białorusi, która pomaga w Centrum im. św. Ojca Pio w Gdyni. - Zawsze chciałam być pracownikiem socjalnym. U siebie też zajmowałam się osobą niepełnosprawną, byłam ciekawa, jak będzie gdzieś indziej. W Polsce jestem pierwszy raz, to ekscytujący kraj. Jest wspaniale, mam wrażenie, że ludzie inaczej tu żyją.

Jeszcze większą życzliwością do Trójmiasta zapałała Marijana Jachevskai, która pracuje w Centrum Wsparcia Frassati w Gdańsku. Wcześniej skończyła studia związane z pracą socjalną, ale przez dwa lata nie mogła znaleźć pracy w zawodzie.
- Chcę tu zostać na stałe! - deklaruje. - Najpierw było oczywiście trudno. Pracuję z dziećmi, które początkowo były bardzo nieufne. Nie rozumiały, co do nich mówię, ja też ich nie rozumiałam. Gdy mówiłam im, że jestem z Macedonii, próbowały odnaleźć ją na mapie i pokazywały Mołdawię. Dziś świetnie się dogadujemy!

A Darejan Kublashvili z Gruzji dodaje: - Dzieci próbują nas uczyć polskiego i bardzo się cieszą, gdy nam to wychodzi. Kiedy stąd wyjadę, to właśnie za nimi będę tęsknił szczególnie.

Przed przyjazdem do Polski język polski spędzał im sen z powiek. A zanim trafili do placówek Caritasu, uczyli się go na intensywnym, ale zaledwie dwutygodniowym kursie.

- Nic nie mogłem zrozumieć. Wszystko brzmiało tak szokująco, do niczego nie było podobne, z niczym nie mogłem skojarzyć słów - opowiada Gheorghită Drăghici z Rumunii, który pomaga w świetlicy Pod Kasztanem w Gdańsku. Dziś, po pięciu miesiącach, każdy z wolontariuszy porozumiewa się po polsku.

Dlaczego nie jecie chleba?

- Język już mnie nie szokuje. Wciąż jednak nie rozumiem, czemu u was nie je się chleba - śmieje się Gheorghită. - W Rumunii podaje się go do zupy, do ziemniaków, do wszystkiego. A tu tylko w kanapkach. - A ja nie mogę przełknąć polskiego sera - dodaje Darejan. - W Gruzji smakuje zupełnie inaczej.

Ale nie tylko kuchnia zaskoczyła wolontariuszy. W zdumienie wprawia ich też... polska uprzejmość. - Kiedy pytamy o drogę, Polacy potrafią zaprowadzić nas w poszukiwane przez nas miejsce. Gdy pytamy o bilety, Polacy kupują je z nami - opowiada Marijana Jachevskai. - Zwykli przechodnie interesują się, dlaczego przyjechaliśmy do Polski, i życzą nam powodzenia.
Podkreślają, że choć trafili tu trochę przez przypadek, tęsknią za Polską już na samą myśl o powrocie do swojego kraju. - Będzie mi brakowało gdańskiego Głównego Miasta - wyznaje Katharina Grünig z Niemiec. Na liście osób i miejsc, do których będą najbardziej tęsknić, zamieszczają też plaże, bożonarodzeniowe tradycje oraz - jak mówią - "rodzinę wolontariuszy". - Jak my się odnajdziemy w naszych domach, po miesiącach spędzonych tutaj? - zastanawiają się.

Ich obawy łagodzi Oliwia Likierska, gdańszczanka, która niedawno wróciła z Włoch, gdzie też przebywała w ramach EVS.

Bulwersujące cappuccino

- Decyzja o wyjeździe była najlepsza w moim życiu! Zawieszając na rok aplikację adwokacką i przeprowadzając się z Trójmiasta do malutkiego włoskiego miasteczka, by tam pracować z osobami upośledzonymi psychicznie, zainicjowałam lawinę niesamowitych odkryć, niespodzianek i przygód.

Nauczyła się wiele o Włochach, m.in. tego, iż zamawiając cappuccino po południu, można zbulwersować barmana. - Tak samo jak jedząc na śniadanie kanapkę z szynką i pomidorem, można wprowadzić Włocha w stan osłupienia - dodaje.
Oliwia namawia też tych, którzy chcą nabrać dystansu do własnego życia, by się zatrzymali się. - Wyjazd za granicę do ludzi, którzy czekają na pomoc, to coś wspaniałego - przekonuje.


anna.mizera@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie