Mity greckie: Jak na kryzys patrzą Grecy z Trójmiasta?

Irena Łaszyn
Od lewej: Ilias Mardakis, Theofanis Mitsoulas, Georgios Orfanos. Wszyscy trzej uważają, że stosunek Polaków do Greków zmienił się na niekorzyść
Od lewej: Ilias Mardakis, Theofanis Mitsoulas, Georgios Orfanos. Wszyscy trzej uważają, że stosunek Polaków do Greków zmienił się na niekorzyść T.Bolt
Dlaczego z dachu sterczą druty? Czy pod Akropolem są baseny? Kogo drażni sjesta? Kto wymyśla greckie mity, a kto opowiada bajki? Jak na kryzys w Atenach patrzą Grecy z Trójmiasta, sprawdzała Irena Łaszyn

Fani niedawno wrócił z Aten. Ojej, to ty jeszcze żyjesz? - powitali go polscy znajomi. Jakby pojechał gdzieś na inny kontynent, do kraju ogarniętego wojną, gdzie latają kule, brat strzela do brata i krew leje się po ulicach. Ludzie, przecież ja byłem w Grecji, w Europie! - chciał krzyczeć. - A razem ze mną kilka milionów turystów złaknionych słońca i bajkowych widoków. Ani mnie, ani im nic nie groziło. Tam nie ma wojny, nikt nie strzela, a kryzys widać tylko w telewizji. Głównie - polskiej.
Chciał krzyczeć, ale tylko machnął ręką.

- Ja jestem zwykły człowiek, nie przekrzyczę tych wszystkich mądrali, którzy opowiadają głupoty w telewizji i obrażają Greków - tłumaczy.

Owszem, on też włącza telewizor, przelatuje programy. I łapie się za głowę! Taki przykład: Grecka stacja pokazuje protest przed parlamentem i zamieszanie na trzech ulicach, tę samą migawkę daje CNN, a polska telewizja robi z tego grecką tragedię. Opatruje to sensacyjnym komentarzem i jeszcze dokleja do filmu relację z wydarzeń we Francji, o czym nie raczy poinformować, jakby Ateny i Paryż znajdowały się w tym samym kraju.

- Ja wiem, jak wyglądają Ateny i jak wygląda tamtejsza policja, ale przeciętny Polak nie wie - denerwuje się Fani. - Jak można tak manipulować?
Dlatego Fani, czyli Theofanis Mitsoulas, nie chce rozmawiać z dziennikarzami.
- To nic nie da - broni się.

I mówi, że jest takie greckie porzekadło, które w wolnym tłumaczeniu brzmi: Czarnego nie wybielisz, choćbyś nie wiadomo jak długo mył i czyścił. Po co tracić czas? Ale jest człowiekiem uczynnym, zaprasza więc kolegów, którzy - choć tak samo rozżaleni - pewne mity gotowi są wyprostować. Wszystkich częstuje frappe, a potem siada i milczy. Odezwie się dopiero po trzech godzinach.
Fani pochodzi z Peloponezu, ma polską żonę, dziecko, od sześciu lat mieszka w Gdyni. Prowadzi własną firmę i delikatesy, w których sprzedaje greckie specjały.

Media kłamią

Właściwie to wszyscy pytają o to samo. Czy w Grecji jest bezpiecznie? Czy to prawda, że 60 proc. turystyki jest w obcych rękach? Czy naprawdę Niemcy wykupią greckie wyspy?

- Wyspy nie można kupić! - zaperzają się Grecy. - One należą do państwa. To tak, jakby ktoś chciał sobie kupić województwo pomorskie. Totalna bzdura! Można kupić ziemię albo nieruchomość, ale nie wyspę, na której się toczy normalne życie. Chyba że to kawałek skały otoczonej wodą. Jedynym człowiekiem, który miał własną wyspę, był Arystoteles Onassis. Ale to szczególny przypadek.

Media wymyślają różne rzeczy. Nawet polonijny portal z Grecji potrafi kąsać. To najbardziej boli, bo tworzą go ludzie, którzy mieszkają po sąsiedzku i sami korzystają z tych przywilejów, które rzekomo zrujnowały grecką gospodarkę. Dziennikarze szukają sensacji. Piszą, że z okłamywania Brukseli Grecy zrobili narodowy sport, bo zawsze fałszowali dane o deficycie i długu publicznym. Ale nie wyjaśniają, dlaczego przez tyle lat nikt z UE nie reagował. Piszą o korupcji i łapówkach, przytaczają dane z raportu Transpa-rency International, z którego wynika, że w 2009 roku łapówkę dało 13,5 proc. greckich rodzin. Że "fakelaki", czyli kopertę, daje się praktycznie za wszystko: za zdobycie prawa jazdy i za pozwolenie na budowę.

- Może i niektórzy dają - wzrusza ramionami Georgios Orfanos, zwany Jurkiem, który prowadzi w Polsce interesy na dużą skalę. - U nas też takie rzeczy się zdarzają.
- U nas, czyli gdzie?

- W Polsce! Przecież ja urodziłem się w Polsce, jestem Grekiem o polskim obywatelstwie. Od 20 lat zajmuję się biznesem i wiem, że do nadużyć dochodzi w każdym kraju. Nie wolno uogólniać, a dziennikarze operują stereotypami. Straszą społeczeństwo, zamiast wyjaśniać, że kryzys ma głębsze podłoże i nie jest przypadkowy. Dziś dotyka Grecję, jutro może dotrzeć do Polski.

Georgios Orfanos mówi o igrzyskach olimpijskich z 2004 roku, po których zostały w Grecji gigantyczne obiekty, kosztowne w utrzymaniu. Polska jest tuż przed Euro 2012, buduje na potęgę i wciąż popada w jakieś tarapaty. A co będzie po mistrzostwach? Czy jesteśmy w stanie to przewidzieć?

Mówi o nielegalnych emigrantach, których jest w 10-milionowej Grecji blisko dwa miliony, ale nikt ich nie nazywa intruzami. Mówi o greckiej gościnności, która jest autentyczna, bez podtekstów. I o tym, że Grek Greka nigdy by nie okładał krzyżem.

- Jeśli ktoś, kto przekroczy prędkość, pokaże greckiemu policjantowi 20 euro, to on nie wie, o co chodzi - mówi. - Bo on albo wypisuje mandat, albo puszcza.
- Grecki policjant nie bierze?
- Nigdy w życiu! To obraźliwe! Jeśli więc Polacy chcą wytykać innym przywary, niech się najpierw uderzą we własne piersi.

Czytaj także:Wszystko o kryzysie finansowym w Grecji

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Po co druty i sjesta?

Najbardziej denerwują te powtarzane przez wszystkich mity. O oszustwach podatkowych, kombinatorstwie, zmarłych stulatkach, za których rodziny pobierały emerytury. Albo o tych basenach pochowanych pod Akropolem, które podobno przedsiębiorczy Grecy przykrywają dachem ze sztuczną trawą, żeby ich nie dojrzała satelita. Bo basen oznacza podatek. Podobnie jak dom. Dlatego - wieść niesie - lepiej budynków nie kończyć. Stoją więc takie, z zalanym stropem zamiast dachu, z tego stropu sterczą pionowo druty zbrojeniowe, na znak, że jeszcze nie koniec, jeszcze trwa budowa.
- Ale bzdura! - denerwują się Grecy. - Jakie druty, jaki podatek?

- Sama widziałam te druty, w dużych ilościach. Wszyscy widzieli…
- Bo one są! Ale nie z powodu podatków, ale z powodu przyszłych pokoleń! Bo to jest tak: Grek się żeni, buduje dom. Często parterowy, bo na większy go nie stać. Albo nie ma takiej potrzeby, dzieci jeszcze małe. Żeby jednak w przyszłości nie zaczynały od zera, mogą sobie za kilkanaście lat nadbudować piętro lub dwa. Dlatego zostawiają te pręty. Poza tym, Grek żyje inaczej. Na zewnątrz, wśród przyjaciół. Wystawia stół do ogrodu, tam się gości. On nie musi mieć wielkiego domu i pięknej elewacji, jemu na tym nie zależy.

A turyści wymyślają bajki i powtarzają to potem na różnych portalach.
- Już wiem, dlaczego u was tyle niewykończonych domów! - obwieścił ostatnio triumfalnie pewien Polak, który wszedł do sklepu Faniego.

Dlatego Fani już nawet słuchać tych głupot nie może. Tak mu przykro.
Filipos Simeonidis, też Grek urodzony w Polsce, właściciel gdyńskiej restauracji El Greco, potwierdza, że przez ten kryzys stosunek Polaków do Greków zaczął się zmieniać. Na niekorzyść.
- To wynika z niezrozumienia tematu - uważa. - Przeciętny człowiek nie zna się na ekonomii, nie analizuje raportów gospodarczych, nie czyta pogłębionych tekstów. Opiera się na tym, co usłyszy w telewizji albo zobaczy na pasku. I ma bardzo uproszczony obraz tego, co dzieje się w Grecji. Wie, że Grek kombinuje, a zamiast pracować w środku dnia idzie na sjestę. Nie rozumie, że w 40-stopniowym upale sjesta jest niezbędna, a Grek pracuje tyle samo co inni, tylko w innych godzinach, bo zamiast iść do domu o szesnastej haruje do wieczora.

Do dziennikarzy Filipos Simeonidis też ma żal. Bo stawiają karkołomną tezę, którą potem na siłę starają się udowodnić. Ostatnio prof. Grzegorz Kołodko aż musiał mitygować pewną znaną dziennikarkę, która w oskarżaniu Greków straciła umiar.

- Czasem dziennikarze dobierają też nieodpowiednich rozmówców - twierdzi. - Pewien socjolog, zapytany o pomoc finansową dla Grecji, skrzywił się i odparł: "Gdyby to był dobry sąsiad, tobym mu pożyczył. Ale takiemu, który bije mi dzieci i rysuje samochód, to niekoniecznie". Co on miał na myśli?! Jak można mówić takie rzeczy?!

Filipos jest ekonomistą, potrafi liczyć i analizować.
- Przecież ten kryzys to problem europejski - zauważa. - Gdy w kwietniu 2003 roku Polska podpisywała pod Akropolem traktat akcesyjny do Unii Europejskiej, bardzo byłem z tego dumny. Teraz mam mieszane uczucia. Już nie wiem, czy my wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną.

Skąd ten kryzys

Ilias Mardakis, w Polsce od 3,5 roku, na co dzień lektor języka greckiego i angielskiego, jest prezesem stowarzyszenia Greków w Polsce, Hellady. On też do rozmowy podchodzi nieufnie.
- Jaki jest cel tego artykułu? - chce najpierw wiedzieć. - Pani napisze prawdę czy to co wszyscy?
Przygotował się. Wyciąga kartki, na których zanotował ważniejsze daty z historii kraju i nazwiska, na które trzeba zwrócić uwagę.

- Wie pani, kto to jest Daniel Cohn-Bendit? - drąży. - Słuchała pani jego wypowiedzi? Jeśli nie, to musi pani zajrzeć na YouTube. Bo Cohn-Bendit, przewodniczący frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim, powiedział wprost, skąd ten kryzys i zarzucił Francji i Niemcom hipokryzję.
"Pożyczamy Grekom pieniądze, żeby kupowali wyroby naszego przemysłu zbrojeniowego" - oświadczył Cohn-Bendit. Wyliczył, ile ostatnio sprzedano fregat, okrętów podwodnych, śmigłowców, samolotów bojowych. Wypomniał, na jakich to było warunkach i jaki był koszt inwestycji. Grecja została postawiona pod ścianą.

- Grecy muszą robić inwestycje militarne - podkreśla Ilias Mardakis. - To skutek wyścigu zbrojeń między Grecją a Turcją. Ten problem trwa już 400 lat.

Znowu sięga do historii. Usiłuje te skomplikowane wzajemne relacje przybliżyć. Mówi o greckiej rewolucji w roku 1824 i pierwszym kredycie od Anglików, z którego Grecy dostali tylko część pieniędzy. O grach politycznych. Usiłuje tłumaczyć, skąd obecny kryzys. Ale czy zwyczajny Grek rozpracuje to, nad czym głowią się wielcy finansiści?

Finansiści wieszczą, że w tym roku dług publiczny Grecji osiągnie poziom 157 proc. PKB. Rozważają, czy to doprowadzi do bankructwa kraju, ale dochodzą do wniosku, że nie, bo to uderzyłoby w europejskie banki, osłabiłoby pozycję strefy euro w świecie i spowodowałoby "efekt domina".

Zapewne Grecja otrzyma więc kolejne pieniądze i kolejne szanse, choć nie wszystkim się to podoba.
Dziennikarze rozpisują się o konflikcie między greckim rządem a opozycją, o niepłaceniu podatków i o szarej strefie. Różne autorytety twierdzą, że kosztuje to budżet 15 mld euro rocznie. Nawet "Wall Street Journal" nie szczędzi złośliwości. Pisze o systemie "4-4-2", opracowanym przez greckie firmy.
Pytam o ten system, a trzech greckich rozmówców robi wielkie oczy. Oni o nim nie słyszeli. Cytuję więc stosowny fragment: "Jeśli wartość podatku wynosi 10 tysięcy euro, firma płaci 4 tysiące inspektorowi skarbowemu, 4 tysiące zatrzymuje dla siebie, a państwu w formie podatku płaci 2 tysiące euro".

- Ale bzdura! - wykrzykują zgodnie. - Ten system wymyślili dziennikarze. Przyjdzie taki, czegoś nie dopyta, nie zrozumie, ale poda dalej. Tak powstają bajki.

Czytaj także:Wszystko o kryzysie finansowym w Grecji

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Czekał na plajtę

Pewnie, Grecy nie są święci. Czarna owca wszędzie się znajdzie. Ale jak można tak uogólniać? To tak, jakby mówić o Polakach, że to sami pijacy i złodzieje.

Do stowarzyszenia Hellada należy 80 osób, w Trójmieście jest ok. 600 Greków. Ilias Mardakis nie słyszał, by któryś z nich był bezrobotny. Tak jak nie słyszał o greckich kloszardach. Grek jest honorowy, nie żebrze i nie kradnie. Dlatego w Grecji nie trzeba budować płotów i barykadować drzwi. A jeśli ktoś chce pracować, to zawsze pracę znajdzie. Ilias Mardakis nie jest bogatym biznesmenem, nie ma własnej firmy, uczy ludzi języków obcych. Ale zarabia na siebie i rodzinę, jeszcze nigdy nie głodował.

Fani nie wytrzymuje. Zaprosił, dał kawę, miał się nie odzywać, ale nie daje rady. Jeździ do Grecji, ma tam rodzinę, drugi dom i interesy. Zna realia. Ciężko pracuje, podobnie jak inni Grecy. Z trudem więc powstrzymuje emocje, gdy słyszy oszczerstwa pod adresem rodaków. Mówi o ksenofobii.
- Dlaczego wy nas tak nienawidzicie? - pyta. - Zawsze myślałem, że Polacy są kulturalni, mili, życzliwi. Teraz już sam nie wiem, co myśleć.

I opowiada o pewnym starszym panu, który zaczął odwiedzać jego sklep. Wchodził, patrzył na wina i baklawę, niczego nie chciał. "W czym pomóc?" - pytała obsługa. A on odpowiadał, że czeka na ich plajtę, wtedy wszystko będzie miał za darmo. Zaglądał każdego dnia, stał pół godziny. Ekspedientka starała się być grzeczna. "W czym pomóc?" - pytała z uśmiechem. "Czekam" - odpowiadał. W końcu ktoś stracił cierpliwość i zagaił: "Wkrótce splajtujemy, niech pan coś kupi, bo potem pan nie zdąży". Starszy pan uśmiechnął się z satysfakcją, wyszedł i - już więcej nie wrócił.

A propos Greków, to jeszcze może być dowcip, opowiadany przez Faniego: Do św. Piotra zmierzają Albańczyk, Niemiec i Grek. Trzeba pomalować ścianę między niebem a piekłem. Ile chcecie za tę usługę? - pyta św. Piotr. Albańczyk odpowiada, że 600 euro, bo 200 kosztują materiały, a 400 to robocizna. Niemiec mówi: 900 euro, bo 300 trzeba na materiały, 300 dla urzędu skarbowego i 300 dla niego. Grek oświadcza: 3000 euro! Św. Piotr domaga się kosztorysu. A Grek tłumaczy: 1000 dla mnie, 1000 dla ciebie, a z tego pozostałego tysiąca 200 dajemy na materiały, 400 będzie dla Albańczyka za malowanie i 400 dla Niemca, żeby nas nie zakapował.

A Ilias odczytuje SMS od pewnej prawniczki z Gdańska, która wyjechała do Grecji na wakacje: "Jesteśmy na Hydrze. Grecję kocham wciąż, a nawet coraz bardziej. Jak jest po grecku raj? Bo tak się tu czuję".
Raj to po grecku paradisos.

Czytaj także:Wszystko o kryzysie finansowym w Grecji

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

X
Xanthi

Mówią prawdę, nie wiem co znaczy słowo "fakalaki", zapewne gościowi kojarzy się ze słowem"fuck", po grecku brzmi to "fakielaki" i jest bardzo dobrze znanym polskim przedsiębiorcom słowem- "koperta"

g
greec

Ci panowie ze zdjecia to klamia ,Grecja jest najbardziej skorupowanym krajem na swiecie od gory do dolu,gospodarka archaiczna, napewno ci panowie wiedza co znaczy slowo greckie "Fakalaki".Propaganda jest wszedzie i zawsze.......

Dodaj ogłoszenie