Mierzeja Wiślana: Po bursztyniarzach zostają groźne dla turystów pułapki

Sławomir Bednarczyk
Archiwum DB
Poważne zagrożenie dla turystów stanowią głębokie doły pozostałe po nielegalnym wydobyciu bursztynu. Takie pułapki można znaleźć na Mierzei Wiślanej i Wyspie Sobieszewskiej, które są ulubionymi miejscami działalności bursztyniarzy.

- W miejscu, w którym wydobywany jest bursztyn, powstaje głęboka i szeroka jama, przykryta warstwą ziemi, wokół której zalega wypłukany piach. Zazwyczaj dziury są niewidoczne, dlatego w tych nadmorskich lasach należy zachować szczególną ostrożność - mówi Wojciech Woch z Parku Krajobrazowego "Mierzeja Wiślana". - Te niebezpieczne pułapki zagrażają zdrowiu, a nawet życiu osób, które tam spacerują. Zdarza się, że dziura się zapada pod ciężarem człowieka, który jest przysypywany piaskiem. Wydostać się z takiej pułapki jest niezwykle trudno, a może na dodatek dojść do uszkodzenia kończyn.

Tymczasem w czasie wakacji w miejscowych lasach przebywa dużo więcej osób niż zwykle. Nieświadomi spacerowicze, też z małymi dziećmi, często wchodzą na teren uszkodzony przez bursztyniarzy.
- W czasie wakacyjnych weekendów wszystkie służby mundurowe z powiatu nowodworskiego prowadzą wzmożone patrole lasów Mierzei Wiślanej - mówi Adam Gronkowski z Nadleśnictwa Elbląg. - Wczasowicze spacerują po miejscowych lasach, nie zawsze zachowując ostrożność. Często informujemy ich, że powinni uważać na wypłukane doły. Oczywiście szukamy w lasach również nielegalnych bursztyniarzy.

Jak działają odkrywkowe "kopalnie" bursztynu? Osoby nielegalnie pozyskujące kruszec umieszczają w ziemi rurę, połączoną wężem z motopompą. Woda pod ciśnieniem wypłukuje spod powierzchni piach. Przesiewając urobek, bursztyniarze wybierają bryły bursztynu.

Proceder ten, nie dość że groźny dla życia, jest również szkodliwy dla środowiska. Leśnicy co kilka lat są zmuszeni rewitalizować tereny zniszczone przez bursztyniarzy. Znajdujące się pod powierzchnią jamy są wypełniane gruntem. Takie operacje kosztują nawet kilkaset tysięcy złotych. - Na skutek podmycia gruntu drzewa obumierają albo się przewracają. Niższa roślinność zostaje zasypana jałowym urobkiem - mówi Wojciech Woch. - Rozmiar szkód zależy od miejsca, w którym sprawcy wydobywali bursztyn. Niestety, często są to obszary cenne przyrodniczo i wówczas szkody w przyrodzie są znaczne.

Czytaj także:
Problem nielegalnego wydobycia bursztynu w Sobieszewie

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jozef z Bazin

to co piszesz to przypomina miprzypowiesc o goralu u ktorego znalezki aparature do pedzenia bimbru (w czasie rewizji w jego domu nie pedzil bimbru) i sedzia skazal go na grzywne a on rezolutnie powiedzial sedziemu ze jego (sedziego) tez powinni skazac bo ma przyrzady do gwaltu chociaz mogl nie gwalcic. A wiec nie tedy droga do ukrocenia tego procederu, policja moze ich wszystkich wylapac w ciagu miesiaca jak tylko zechce, ale dlaczego tego nie robi to pomysl i wyciagniesz odpopwiednie wnioski.

m
michu

wielka mi filozofia zlapac takich gnojkow ! Przeciez motopompa i rury nie mieszcza sie w kieszeni.
Potrzebny jest wiekszy samochod, albo duza przyczepka. Przeciez ktos to widzi.
A jesli to miejscowi, to ludzie dobze wiedza, kto ma motopompe, albo agregat.
Poza tym taki sprzet robi halas ! To nie grzybuarze. Trzeba tylko chciec !

Dodaj ogłoszenie