Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Mieczysław Struk: Ciągle nie wiemy, jakie rozmiary będzie miała epidemia w Polsce. Walka toczy się o to, aby system opieki sobie z poradził

Mariusz Szmidka
Mariusz Szmidka

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
"Część mojej ukochanej rodziny mieszka we włoskim epicentrum wirusa. Przez cały luty z drżącym sercem wraz z żoną czytaliśmy kolejne informacje, które przesyłała mi córka. Były przerażające. Chyba nikt mentalnie nie był gotowy na tę sytuację - mówi nam marszałek. - Ciągle nie wiemy, jak duże rozmiary będzie miała epidemia w Polsce. Walka toczy się o to, aby system opieki zdrowotnej poradził sobie z dużą liczbą pacjentów zakażonych COVID-19 i jednoczenie w miarę możliwości realizował pozostałą działalność. Obecnie do tego właśnie przygotowuje się pomorska służba zdrowia. Z Mieczysławem Strukiem, marszałkiem województwa pomorskiego rozmawia Mariusz Szmidka.

Panie Marszałku, dziękuję że zgodził się Pan na rozmowę specjalnie dla nas, pomimo niedogodności związanych z pobytem w szpitalu. Przyznam, że sobotni oficjalny komunikat rzecznika i Pana wpis w mediach społecznościowych o potwierdzonym zarażeniu się koronawirusem zmroził wielu. Jak się Pan czuje i jak w ogóle znosi tę izolację?

Chcę podkreślić, że czuję się dobrze. Objawy, które mam, nie różnią się od przeziębienia i aż trudno uwierzyć, że to właśnie COVID-19. Obecnie znajduję się w izolatce w Uniwersyteckim Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej pod profesjonalną opieką personelu. Ja także jestem zaskoczony całą sytuacją.

Kiedy się Pan zorientował, że jest źle, że samopoczucie pogorszyło się na tyle, że konieczne jest poddanie się testom na koronawirusa?

Objawy przeziębienia pojawiły się mniej więcej 20 marca. Miałem podwyższoną temperaturę od 37,2 do 37,5 stopni Celsjusza. Od razu postanowiłem udać się do domu i odizolowałem od współpracowników. Ponieważ mam styczność z osobami, które są na tzw. pierwszej linii frontu walki z wirusem, postanowiłem również za namową najbliższych, poddać się testom. Mój wynik był pozytywny, a mojej małżonki i wnuczki - negatywny.

Marszałek Struk ma koronawirusa. Marszałek tłumaczy dlaczego pojechał do Włoch: Musiałem zabrać swoją 4,5-letnią wnuczkę do Polski

Czy ma Pan swoje podejrzenia, jak i gdzie mógł się Pan zarazić?

Możliwości jest wiele i trudno dzisiaj orzec. Jak wspomniałem przez ostatnie tygodnie spotykałem się z zarządami spółek medycznych, brałem udział w różnych spotkaniach, również organizowanych przez wojewodę. Wiem, że pojawiają się spekulacje dotyczące mojego wyjazdu do Włoch. Owszem – byłem we Włoszech w dniach 7-8 marca. Nie turystycznie, a w istotnej i niecierpiącej zwłoki sprawie rodzinnej. Pojechałem, by zabrać stamtąd moją wnuczkę Stefanię. Oprócz bycia marszałkiem jestem też ojcem i dziadkiem. Pamiętajmy, że w tamtych dniach nie zalecano jeszcze autoizolacji, po powrocie z terenów, które stawały się obszarami epidemii. Mimo to, po powrocie postępowałem zgodnie z zasadami opisanymi w tamtym okresie na stronie internetowej GIS. Aby wykluczyć ryzyko zakażenia wirusem, skonsultowałem się też z lekarzami i poddałem badaniu na obecność COVID-19. Wówczas pierwszy wynik tego badania był ujemny. Dopiero drugi, zrobiony w miniony piątek, potwierdził koronawirusa. Trudno powiedzieć, gdzie było źródło mojego zakażenia.

Rozumiem, że osoby, z którymi miał Pan kontakt w ostatnim czasie – urzędnicy i członkowie najbliższej rodziny - poddane zostały kwarantannie. Jak licznej grupy to dotyczy i kiedy poznamy wyniki ich badań?

W niedzielę pracownicy Urzędu Marszałkowskiego sporządzili, według wskazań sanepidu, i przekazali do tej instytucji listę wszystkich osób, które w ostatnim czasie miały ze mną bezpośredni kontakt. Na liście znalazło się 47 pracowników urzędu oraz 15 innych osób – jest to liczne grono, ale dla bezpieczeństwa i na moje wyraźne polecenie wytypowano i wskazano wszystkie możliwe osoby. Sanepid tego samego dnia przekazał pracownikom urzędu informacje o nałożeniu na nich i ich rodziny kwarantanny. Niestety, również w niedzielę, wyniki badań WSSE, potwierdziły zakażenie koronawirusem u kolejnej osoby pracującej w Urzędzie Marszałkowskim. To jedna z moich bliskich współpracowniczek. Z tego powodu sanepid może zadecydować o rozszerzeniu kwarantanny na nowe osoby.

Co dalej z zarządzaniem Urzędem Marszałkowskim, województwem, nadzorowaniem marszałkowskich szpitali. Zaplanowana na poniedziałek, 30 marca, sesja Sejmiku Województwa Pomorskiego została odwołana. To chyba zakłóca normalny rytm pracy samorządowej?

Z pewnością zakłóca. Spójrzmy, w jakich warunkach spotykał się Sejm czy jakie perturbacje spotkały rząd po informacji o zakażeniu ministra Wosia. Czas jest trudny, ale na pewno nie jest tak, że samorząd województwa stanie. Jest możliwość pracy zdalnej, większość członków zarządu nie miała ze mną kontaktu od 10 dni. Jesteśmy przygotowani do efektywnej pracy na rzecz mieszkańców Pomorza również w ciężkich i nadzwyczajnych czasach. Wciąż mamy możliwość kontaktu telefonicznego, wideokonferencji itp.

No tak. To pokazuje, jak bardzo epidemia koronawirusa przeorganizowała nasze życie społeczne, państwowe, samorządowe, a nawet rodzinne. Banalne zajęcia, jak wyjście z psem na spacer, stały się luksusem... Czy jeszcze kilka miesięcy temu przychodziło Panu do głowy, że zagrożenie dla świata, dla Pomorza może przyjść z tej strony z której przyszło? I że będziemy się mierzyć z taką sytuacją?

Jak wspomniałem, część mojej ukochanej rodziny mieszka we włoskim epicentrum wirusa. Przez cały luty z drżącym sercem wraz z żoną czytaliśmy kolejne informacje, które przesyłała mi córka. Były przerażające. Chyba nikt mentalnie nie był gotowy na tę sytuację. Co gorsze, wiele państw okazało się nieprzygotowanych organizacyjnie. Ta sytuacja pokazała, jak kruche jest nasze bezpieczeństwo i nasza cywilizacja.

Panie Marszałku, jak ocenia Pan przygotowanie wszelkich służb, a zwłaszcza pomorskiej służby zdrowia do walki z koronawirusem? Czy ta rosnąca liczba osób zakażonych nie sparaliżuje pracy szpitali? I czy współpraca z wojewodą pomorskim w zakresie bezpieczeństwa zdrowotnego układa się dobrze?

Dobrze, ale z zastrzeżeniem. Ciągle nie wiemy, jak duże rozmiary będzie miała epidemia w Polsce. Walka toczy się o to, aby system opieki zdrowotnej poradził sobie z dużą liczbą pacjentów zakażonych COVID-19 i jednocześnie w miarę możliwości realizował pozostałą działalność. Obecnie do tego właśnie przygotowuje się pomorska służba zdrowia. Chylę czoła przed personelem medycznym, administracjami szpitali, które w pocie czoła przygotowują nas na najgorszy scenariusz. Zwiększamy liczbę łóżek „zakaźnych”, intensywnej terapii, wkrótce otworzymy trzy nowe laboratoria, bo bez podstawowej wiedzy trudno będzie wygrać z tak podstępnym przeciwnikiem. Jeżeli chodzi o relację z wojewodą, czy z jego administracją, oceniam ją dobrze. Myślę i mam nadzieję, że na Pomorzu nie widać w obliczu tej tragedii różnic politycznych. Jeżeli się różnimy, to tylko merytorycznie.

To dobrze, bo przedsiębiorcy obawiają się, że gdy uporamy się ze zdrowiem, prawdziwy kryzys przyjdzie w firmach, gospodarce, miejscach pracy. Liczą na wymierną pomoc państwa. Jak ocenia Pan przyjęty przez Sejm pod osłoną nocy pakiet pomocowy, tzw. tarczę antykryzysową?

Jeżeli opinię miałbym oprzeć na ocenie jaką wystawiają pakietowi przedsiębiorcy, to jest on niewystarczający. Również jeżeli chodzi o wsparcie rynku pracy to liczyłbym na coś więcej. Rozumiem, że jesteśmy na początku kryzysu i z czasem pakiet, miejmy nadzieję, będzie uzupełniany. Bez względu na wszystko Zarząd Województwa postanowił już zarezerwować kolejne 120 mln zł ze środków unijnych z przeznaczeniem na interwencyjne wsparcie pomorskich przedsiębiorców oraz systemu zdrowia – zależnie od rozwoju sytuacji i pojawiających się potrzeb. Ponadto, dzięki modyfikacji priorytetów w przeznaczeniu funduszy unijnych w odpowiedzi na obecną sytuację, Zarząd Województwa planuje przeznaczyć około 20 mln zł na niwelowanie negatywnych zjawisk związanych z rynkiem pracy oraz ok. 10 mln zł na wsparcie małych i średnich firm w radzeniu sobie z czynnikami ryzyka w miejscu pracy.

No tak, sytuacja jest nadzwyczajna. Strach przed zachorowaniem dominuje. A mimo to, premier wciąż nie zdecydował się na ogłoszenie stanu klęski żywiołowej i odwołanie na tej podstawie wyborów prezydenckich 10 maja. Do szkoły dzieci nie mogą chodzić, a my wyborcy do lokali wyborczych będziemy mogli? Jak Pan to ocenia?
Nie rozumiem tego uporu. Swoje stanowisko już wyraziłem w piśmie, które wysłałem do Marszałek Sejmu. Nie tylko samo przeprowadzenie wyborów 10 maja jest narażaniem zdrowia mieszkańców, ale również przygotowanie wyborów. Przecież za chwilę samorządy będą musiały kompletować komisje wyborcze, szkolić urzędników wyborczych, a to wszystko w sytuacji kiedy wiele osób jest na zwolnieniu wychowawczym, albo pracuje zdalnie. A jak zabezpieczyć lokalne wyborcze, wyposażyć członków komisji i głosujących w środki ochrony, kiedy szpitale borykają się z ich brakiem? Myślę, że mimo wszystko, do wyborów nie dojdzie.

Oby tak właśnie się stało. Prof. Marian Zembala wybitny kardiochirurg, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu w przejmującym wywiadzie dla nas powiedział m.in., że wierzy w lepszy świat po pandemii. Że teraz trzeba wykazywać życzliwość, żyć z podniesioną głową i myśleć dobrze o przyszłości. Że to najlepszy sprawdzian każdego z nas, pokazujący, co każdy z nas w tej trudnej sytuacji jest w stanie dobrego zrobić dla innych. Zgadza się Pan z tym przesłaniem?

Zgadzam się. Przykładów bezinteresownej pomocy mamy bardzo dużo. Pomoc seniorom, szycie maseczek, darowizny dla szpitali, dowóz jedzenia dla personelu medycznego. Co trzeba podkreślić – odzywają się też samorządy dotknięte nawałnicą w 2017 roku, które wówczas dostały od nas kontenery mieszkalne. Dziś chcą nam te kontenery udostępnić jako zewnętrzne wsparcie szpitali. Takich sygnałów solidarności jest niezwykle dużo. Warto dodać: jest to czas, w którym w wyjątkowy sposób doceniamy służbę zdrowia, a przecież wcześniej różnie z tym bywało. Pamiętamy słowa, które padały w kierunku protestujących rezydentów. Wysyłano ich wówczas za granicę. Dzisiaj są wielkim wsparciem. Teraz dostrzegamy, jak bardzo ważna jest służba zdrowia i mam nadzieję, że zmieni się myślenie nie tylko wielu obywateli, ale przede wszystkim decydentów.

Panie Marszałku, pięknie dziękuję za rozmowę. I zdrowia życzę.
Dziękuję i pozdrawiam Czytelników „Dziennika Bałtyckiego”.

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Lily

Od Marszałka Województwa oczekujemy odpowiedzialności, wspierania Polaków w walce z pandemią.Tłumaczenia,że byłem po wnuczkę, niczego nie zmieniają.Jesli Pan sie udał w taki region powinien Pan odbyć kwarantannę 14 dniową; zrobienie testu zaraz po powrocie świadczy tylko o ignorancji Pana.Wirus rozwija się głownie ok.10 dni.

G
Gość

SOLIDARNI ZA ZDRADĘ, SPRZEDAŻ KRAJU I NARODU POWINNI SKOŃCZYĆ JAK ZDRAJCY.

G
Gość

Jakie ,,wyważone '' pytania , a tak naprawde temu człowiekowi należy sie opier... i krytyka tu pitu , pitu . No ale ten pan jest ze słusznej lini politycznej ...to wiadomo .

K
Kr

Jak to nie wiemy? To nie zapoznał się Pan z sytuacja tam gdzie pandemia jest jedną z największych czyli w Włoszech?

Dał Pan wspaniały przykład wszystkim - a co nie mogę sobie pojechać?

Jest pan bardzo nieodpowiedzialny!

Gorzej niż dziecko któremu wszystko należy tłumaczyć. Jak to się stało że jest Pan jako chyba jedyny leczony z koronowirusa w instytucie w Gdyni?

Jak widać włada o siebie zadbała o tych którzy płacą podatki już raczej nie!

K
Kr

Panie Marszalku czy nie uważa Pan za wysoce nieodpowiedzialne wyjeżdżając w marcu do Włoch? Czy mając pod sobą setki urzędników nie było nikogo kto odradzał by Panu tej wycieczki?

Dla czego dla Pana znaleziono miejsce w instytucie chorób tropikalnych w Gdyni a nie jak pozostałych chorych w szpitalu zakaźnym lub MarWoj?

Nie było odważnego aby zapytać?

Dodaj ogłoszenie