18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Mieczysław Majdak: Złowił ośmiokilowego dorsza

DJ
Rozmowa z st.asp. Mieczysławem Majdakiem z KP PSP w Tczewie

Od kiedy jest Pan w straży pożarnej?Moja historia ze strażą pożarną rozpoczęła się w połowie stycznia 1991 roku. Namówił mnie kolega z czasów szkolnych, który pracował w Nowym Dworze Gdańskim. To właśnie w tej jednostce rozpocząłem pracę jako kierowca i strażak. Oczywiście straż przeszła później swoją reorganizację i w lipcu 1991 roku powstała Państwowa Straż Pożarna. Doszło wtedy do takiej śmiesznej sytuacji, gdzie w jednym dniu, można tak to nazwać, zostałem zwolniony i w tym samym dniu przyjęty. A zwolniłem się z Zawodowej Rejonowej Straży Pożarnej w Nowym Dworze, a przyjąłem już jako ratownik w Państwowej Straży Pożarnej. Takie właśnie było moje początki.

Jaka była pierwsza akcja, w której wziął Pan udział?Pierwsza akcja nie wywarła chyba na mnie większego wrażenia, bo jej nie pamiętam. Ale pamiętam za to jedną z pierwszych, którą bardzo przeżyłem i chyba nigdy nie zapomnę. To był pożar zabudowań gospodarczych w miejscowości Bronowo na Żuławach. Paliło się tam zabudowanie gospodarcze, które było połączone z budynkiem mieszkalnym. Sukcesem tej akcji było uratowanie mieszkania. Ściągniętych zostało bardzo dużo jednostek. Przelało się sporo wody, a był duży mróz. Pamiętam, że zmarzłem wtedy jak nigdy wcześniej. Tak bardzo, że nie mogłem normalnie rozmawiać. Powiedziałem wówczas do kolegów, że jeszcze jedna taka akcja i zwalniam się ze straży. Wiele razy wypominali mi te słowa.

A jaka była najtrudniejsza akcja, spośród wszystkich, w których wziął Pan udział?Miała ona miejsce w Tczewie przy ulicy Brzozowej. Paliło się mieszkanie na piątym piętrze. Zginęła w nim prawie cała rodzina. Matka z córką wyskoczyły przez okno. Zginęły na miejscu. Życie stracił także ojciec, syn i starsza córka. Uratował się tylko najmłodszy chłopiec, któremu drzwi otworzyli sąsiedzi. To była akcja, której nie da się zapomnieć.

Podczas Pana służby na pewno zdarzają się zabawne akcje. Proszę opowiedzieć jedną.Jedna z nich wydarzyła się na Placu Hallera. Przyjechaliśmy do miałczącego kotka, który siedział na drugim piętrze na dachu budynku. Jeden z kolegów zniósł go na dół. Kiedy złożyliśmy sprzęt, okazało się, że kotek wrócił w to samo miejsce, z którego przed chwilą go ściągaliśmy. Jeszcze raz rozłożyliśmy drabinki. Kolega jeszcze raz wszedł po kotka i znowu zniósł go na ziemię. Tym razem jednak poszukaliśmy właściciela, który zabrał kotka do domu.

Jak spędza Pan czas po pracy?Wśród przyjemności, które sobie czasami sprawiam jest łowienie z kutrów. Najczęściej wypływamy z portu we Władysławowie lub z Łeby. Parę razy wypłynąłem też z Zatoki Gdańskiej. Ale zdecydowanie lepsze połowy były z Łeby. Kiedy trafił mi się np. dorsz, który ważył aż osiem kilogramów. Po 15 minutach walki udało mi się wciągnąć go na kuter. Poza łowieniem interesuje się też jednośladami. Mam turystyczny motocykl, którym jeżdżę w wolnej chwili.

Dlaczego warto na Pana zagłosować?To pytanie nie powinno być chyba skierowane do mnie. Lepiej, żeby odpowiedzieli na nie moi dowódcy lub komendant.

Zagłosuj na st. asp. Mieczysława Majdaka! Wyślij na nr 72355 SMS o treści: zaw.14 (2,46 zł z VAT)

Wideo

Dodaj ogłoszenie