Mieczysław Krawczyk, prezes Lotosu Gdynia: Bardziej niż o walkę o tytuł obawiam się o pieniądze

Patryk Kurkowski
Udostępnij:
Rozmowa z Mieczysławem Krawczykiem, prezesem Lotosu Gdynia.

- Jak z perspektywy czasu ocenia Pan skorzystanie z usług trenerów Nikołaja Tanasiejczuka i Dariusza Raczyńskiego?

- Jak już mówiłem wielokrotnie, zatrudnienie Nikołaja Tanasiejczuka to mój błąd. Potem na moją prośbę obowiązki pierwszego trenera przejął Dariusz Raczyński, ale w międzyczasie poszukiwaliśmy nowego szkoleniowca.

- Tanasiejczuka zwolnił Pan już po zaledwie trzech ligowych spotkaniach. Dlaczego?

- Nie odpowiadała mi przede wszystkim filozofia działań. Różniły się one zdecydowanie od przewidywanych przeze mnie. Myślę, że rozstaliśmy się za porozumieniem stron.

- W jednym z wywiadów, po objęciu przez Raczyńskiego obowiązków pierwszego trenera, powiedział Pan, że nie szuka nowego trenera...

- Dariusz Raczyński pełnił wówczas funkcję pierwszego trenera, niepoważne byłoby rozgłaszanie wtedy informacji, że szukamy nowego szkoleniowca.

- Poszukiwania były uzależnione od wyników uzyskiwanych przez trenera Raczyńskiego?

- Raczej nie. Od pierwszego momentu chciałem znaleźć następcę Tanasiejczuka.

- Drużynę objął Georgios Dikaioulakos. Co zadecydowało o wyborze 41-letniego Greka?

- Już wcześniej mieliśmy ofertę tego trenera, ale było też wiele innych nazwisk. Nie udało nam się doprowadzić niektórych rozmów do końca z powodów organizacyjnych lub finansowych. A Georgios pokazał się już wcześniej z dobrej strony.

- Nie żałuje Pan wyniku w Eurolidze? Lotos wygrał tylko jeden mecz i odpadł z dalszej rywalizacji.

- Zawsze można żałować uzyskanego wyniku, bo mógł być lepszy. Zbudowaliśmy zespół na miarę naszego budżetu, postawiliśmy też na zawodniczki perspektywiczne.

- Stwierdził Pan niedawno, że błędem było odmłodzenie składu.

- Skład był podyktowany naszym budżetem, który nie jest tak wielki jak kilka lat temu. Nie chcę jednak obecnie oceniać zawodniczek czy wyników. Na to przyjdzie czas po zakończeniu sezonu. Młodzież bywa jednak nieprzewidywalna. Chcieliśmy u nas wdrożyć model z Sopronu, ale spotkało nas kilka nieszczęść. Kontuzji przed sezonem doznała Dora Horti, pewne rozwiązania nam nie wyszły, a błędem było zatrudnienie Mijany Musović. W węgierskim Sopronie była podstawową rozgrywającą, a u nas nie funkcjonowała dobrze. Graliśmy wtedy też systemem środa - sobota. Nie było więc czasu na treningi, teraz jest więcej czasu na naukę.

- Skoro już Pan wspomniał o Dorze Horti. Węgierka ostateczne nie zagra w gdyńskim klubie, bo podpisała umowę z MKB Euroleasing Sopron.

- Horti podpisała kontrakt, ale uzgodniła to z nami. Na boisko wróci dopiero w marcu, a my nie chcieliśmy ryzykować. Podjęliśmy również decyzję, że nie wzmocnimy się żadną koszykarką pod koszem.

- Nie obawia się Pan, że w tej sytuacji ciężko będzie nawiązać walkę z czołówką o mistrzostwo Polski?

- Bardziej obawiałbym się o sprawy finansowe.

- Dlaczego?

- Obecnie jest ciężko. Nie jestem zadowolony ze zbudowanego budżetu, kiedyś był on znacznie większy. Poza tym ciążą na nas zaległości z poprzedniego sezonu. W związku z tym staramy się podejmować racjonalne decyzje.

- Ale klub jest w stabilnej sytuacji?

- Tak.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
a
Musovic przyszla z Koszyc
Dodaj ogłoszenie