reklama

Michał Winiarski, trener Trefla Gdańsk: Każdego dnia trzeba się rozwijać i iść do przodu. Będę usatysfakcjonowany, jeśli każdy zrobi postęp

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Zaktualizowano 
Michał Winiarski do niedawna był asystentem trenera Roberto Piazzy w Skrze Bełchatów. Teraz samodzielnie poprowadzi siatkarzy Trefla Gdańsk
Michał Winiarski do niedawna był asystentem trenera Roberto Piazzy w Skrze Bełchatów. Teraz samodzielnie poprowadzi siatkarzy Trefla Gdańsk Sylwia Dąbrowa
PlusLiga. Przed rozpoczęciem sezonu 2019/2020 w siatkarskiej PlusLidze o celach, szansach i nastawieniu zawodników Trefla Gdańsk rozmawiamy z ich trenerem - Michałem Winiarskim. Popularny "Winiar" debiutuje z żółto-czarnymi jako samodzielny szkoleniowiec.

Myślę, że w Treflu łącznik do poprzedniego sezonu jest taki, że to znowu trener jest gwiazdą zespołu. Zgodzi się pan?
Absolutnie się nie zgodzę, bo nawet najlepszy trener bez zawodników jest nikim i nie osiągnie nic. Praca trenera, przynajmniej w moim pojęciu, polega na tym, aby poświęcić się całkowicie dla drużyny. To zawodnicy zawsze byli i będą najważniejsi. Taką mam dewizę pracy.

Ma pan w zespole bardzo dużo młodych zawodników, którzy będą chcieli rozpychać się w PlusLidze łokciami. Na co ich stać?
Tak naprawdę odpowiedź na to pytanie będę mógł poznać po 3-4 miesiącach. To młody zespół, w którym jest dziewięciu młodych zawodników. Pracowaliśmy z nimi 10 tygodni i jestem z tego okresu bardzo zadowolony. Natomiast liga jest pewną weryfikacją tej pracy. Da mi też możliwość poznania tego zespołu w stu procentach. Tutaj będą już mecze o punkty. Tutaj będzie już jakaś stawka. Będę mógł zobaczyć, jak zawodnicy radzą sobie w takich meczach. Mecze towarzyskie nie są jednak meczami o coś.

Obok tej młodzieży jest też wyjątkowy człowiek, czyli Wojciech Grzyb. Ma 38 lat na karku, zaczyna 20. sezon w PlusLidze, to kapitan. To chyba będzie mocny łącznik między panem a drużyną?
Nie ukrywam, że z Wojtkiem znamy się jeszcze z mojej przygody zawodniczej z siatkówką. Graliśmy razem w reprezentacji Polski. Zawsze mieliśmy bardzo dobry kontakt i bardzo się cieszę, że mam go w drużynie. To przykład osoby, która mimo swojego wieku na każdym treningu daje z siebie wszystko. Myślę, że każdy zawodnik potwierdzi, że Wojtek napędza ten zespół. To prawda, że przed nim 20. sezon ligowy i że jest kapitanem. To, że jest kapitanem i że znam go dobrze, na pewno ułatwi kontakt z drużyną.

Trener Andrea Anastasi przed wyjazdem do pracy w Warszawie deklarował, że może pan zawsze liczyć na jego pomoc. Tymczasem to jemu ta pomoc jest potrzebna, bo po odejściu Onico w stołecznym klubie jest niestabilnie. Taki scenariusz przerabiany był już w Treflu dwa lata temu.
Z trenerem Andreą mam bardzo dobry kontakt. Prowadził mnie jako zawodnika. Rozmawialiśmy też przed moim przyjściem do Gdańska, kiedy opowiadał mi o zespole. Kontakt utrzymujemy ze sobą nadal. Na pewno przykre jest dla polskiej siatkówki, że dzieją się takie rzeczy, jak ostatnio w Warszawie. To przecież wicemistrz Polski, który będzie reprezentował nas w Lidze Mistrzów. Ja cały czas wierzę, że sytuacja rozwiąże się tam bardzo szybko, pozytywnie. Niestety, sport jest ściśle powiązany ze sponsorami, z budżetem. Wiemy, jakie problemy przeżywał nasz klub, gdański Trefl (przed sezonem 2017/2018 Grupa Lotos zrezygnowała ze sponsoringu klubu – przyp.). Będziemy się starali z tych problemów wychodzić. Dlatego zaczęliśmy budowę młodego zespołu, który przy spokojnej i ciężkiej pracy prędzej czy później będzie dawał satysfakcję kibicom.

Kto w nadchodzącym sezonie będzie rozdawał karty? Znowu Zaksa Kędzierzyn-Koźle? A może Skra Bełchatów lub Resovia?
Myślę, że to może być sezon jeszcze większych niespodzianek. Większość klubów naprawdę się wzmocniła i przygotowała ciekawe transfery. Brutalna prawda jest taka, że karty rozdają kluby, które mają największe budżety. One mogą sobie pozwolić na zawodników już wyszkolonych bardzo dobrze, na kadrowiczów. To co nas czeka, to walka w każdym spotkaniu. Nie widzę w naszej lidze zespołu, który byłby zdecydowanym faworytem. Tak do mistrzostwa, jak i do spadku. Ścisła czołówka się wykrystalizuje w trakcie sezonu, ale będzie na pewno bardzo dużo meczów, w których będą niespodzianki. Dlatego właśnie spodziewam się nawet więcej niespodzianek, niż w poprzednim sezonie.

W ubiegłym sezonie Trefl pokazywał dwa oblicza. Był znakomity w Lidze Mistrzów i przeciętny w krajowej lidze, gdzie nie potrafił kąsać tych najmocniejszych. Czy niespodzianki w meczach z faworytami będą pana satysfakcjonowały?
Będę usatysfakcjonowany, jeżeli każdy z zawodników zrobi postęp, a cała drużyna będzie walczyła w każdym meczu i stanowiła jedność. To jest moje założenie na ten sezon. Drużyna, zawodnicy dla mnie są na pierwszym miejscu. I tak jest od tego pierwszego, do tego czternastego. Tylko robiąc postępy możemy iść wszyscy do góry.

W tym sezonie wracają pełne play-offy, czyli ósemka będzie grała o medale. Możecie się o to pokusić?
Naszym celem i zadaniem jest grać jak najlepiej. Musimy walczyć. Jeżeli te warunki zostaną spełnione, jeżeli uda nam się osiągnąć właściwy pułap, to będziemy walczyć.

Miał pan do dyspozycji praktycznie wszystkich graczy w okresie przygotowawczym. Najbogatsze kluby swoich zawodników miały rozsianych w różnych częściach świata, gdzie grali dla swoich reprezentacji. Czy to jest też jakaś szansa Trefla na początku rozgrywek?
Odpowiem na to pytanie tak – mam wielki problem z przygotowaniem taktyki na pierwszy mecz ze Skrą Bełchatów. Ten problem mam tylko i wyłącznie dlatego, że rywale nie zagrali nawet jednego meczu w trakcie przygotowań w optymalnym składzie. A wówczas gra rozgrywającego, cały rozkład jest zupełnie inny. To trudne. Ja z czasów swojej gry w reprezentacji pamiętam, że oczywiście było się zmęczonym, ale forma z reprezentacji utrzymywała się jeszcze przez pewien okres. Dołek następował dopiero później. W tym momencie start jest jedną wielką niewiadomą i absolutnie się nad tym nie zastanawiam. Kiedy idę na trening, to chcę zrealizować swoje założenia. Siatkarzom też powtarzam zawsze, że najważniejsza jest nasza gra. Każdego dnia trzeba się rozwijać i iść do przodu. Nie interesuje nas, czy ktoś przygotowywał się w pełnym składzie, ile ma kontuzjowanych graczy. To jest sport i raz się jest w lepszej, a raz w gorszej sytuacji. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba dążyć do zwycięstwa.

Sezon 2019/2020 Trefl zaczyna 27 października meczem w Ergo Arenie ze Skrą Bełchatów. To klub, który nie jest dla pana obojętny. Czego się pan spodziewa po sobie, po drużynie w starciu z tak mocną drużyną?
Spodziewam się, że będę dawał z siebie wszystko, tak jak w każdym meczu sparingowym i każdym treningu. Spodziewam się też, że zawodnicy będą chcieli zagrać jak najlepsze spotkanie i dać z siebie wszystko. Myślę, że spotkania z takimi przeciwnikami są zawsze najpiękniejsze, bo można sprzedać swoje umiejętności. Absolutnie nie ciąży na nas żadna presja, bo to zawodnicy PGE Skry Bełchatów tak naprawdę muszą w Ergo Arenie wygrać. I tyle.

To będzie też pojedynek młodych trenerów. Skrę poprowadzi 34-letni Michał Mieszko Gogol, a Trefla 36-letni Michał Winiarski.
Byłem asystentem trenera w Skrze Bełchatów i dostałem propozycję bycia pierwszym trenerem w Treflu Gdańsk. Podobało mi się to wyzwanie. Ja wiem, że jest to mój pierwszy rok. Doświadczenie, które już nabyłem podczas tych dziesięciu tygodni utwierdzają mnie w tym, że praca trenera jest moją pasją. Jeśli chodzi o Skrę, o miasto Bełchatów, to mam z nimi bardzo ciepłe wspomnienia. Spędziłem tam kawał życia, ja i moja rodzina. Mamy tam dużo przyjaciół. To wszystko jest jednak przy okazji meczu. W momencie, kiedy wchodzi się do hali, kiedy wchodzę w obręb ławki trenerskiej, to myślę już tylko o tym, jak prowadzić zespół i jak pomóc chłopakom. Podobnie robiłem jako zawodnik. Dużo było spotkań, w których grałem przeciwko zawodnikom mi znanym lub w miejscach, w których spędziłem kawał życia. Do Bydgoszczy, mojego rodzinnego miasta, przyjeżdżałem wielokrotnie ze Skrą Bełchatów. Przed meczem zawsze było miło, ale w momencie rozpoczęcia spotkania było tylko skupienie. Karierę zawodniczą już skończyłem, ale ciągle podchodzę do tego tak samo.

Młodzi piłkarze "dokończyli" mistrzostwa Polski z 1939 r.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie