Michał Listkiewicz: Mecz z Węgrami będzie kluczowy, Sousa jest inny od Beenhakkera

Filip Bares
Filip Bares
Grzegorz Dembinski
ROZMOWA. Michał Listkiewicz - były sędzia piłkarski i prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, a obecnie prezes Teqballa w Polsce, o o powołaniach Paulo Sousy, kluczowym meczu z Węgrami, Kamilu Grosicki i Teqballu

Jaka była Pana pierwsza reakcja na powołania Paulo Sousy?
Nie chcę krytykować ani chwalić, bo są to dopiero jego pierwsze powołania w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Myślę, że dużą rolę odegrali współpracownicy Sousy m.in. trener Maciej Stolarczyk, trener kadry młodzieżowej, który chyba przez prezesa Zbigniewa Bońka został wyznaczony jako łącznik selekcjonera i Hubert Małowiejski, który jest analitykiem. Nie wierzę, żeby trener Sousa sam z siebie wiedział kto to jest Kacper Kozłowski czy Sebastian Kowalczyk, ale przecież to nic złego. Musiał mu ktoś to podpowiedzieć i musiał się na czyjejś opinii oprzeć.

Wśród największych pominięć możemy znaleźć Tomasza Kędziorę, Bartłomieja Drągowskiego, Bartosza Kapustkę czy Michała Karbownika.
Brak Kędziory to największa niespodzianka, bo był pewnym punktem. Trener Sousa z pewnością widział jakieś wideo i musiał zaobserwować, więc trochę to dziwi. Tym bardziej, że nie budujemy drużyny na jesień - my gramy tu i teraz o punkty eliminacji mistrzostw świata, a następnie na Euro. Moim zdaniem Kędziora powinien się znaleźć w kadrze, ale być może koncepcja taktyczna trenera Sousy jest inna. Na razie krytykować nie zamierzam - po owocach ich poznacie.

Mówimy o teraźniejszości, która jest istotnie ważna, ale wśród powołanych znaleźliśmy nazwiska, które na razie kadrze za bardzo nie pomogą - chociażby wcześniej wspomniani Kowalczyk i Kozłowski.
Spodziewałem się bardziej hasła: wszystkie ręce na pokład, powołań Kędziory czy Kapustki, z założeniem, że liczy się tu i teraz, ale dla debiutantów to też zawsze cenne doświadczenie na przyszłość. Teraz nie liczy się styl, jakość czy piękno, tylko wyniki, punkty w eliminacjach mundialu i atmosfera w drużynie przed zbliżającym się wielkim turniejem, którą trzeba cały czas budować.

Powołanie dostał natomiast Kamil Grosicki, o którym prezes Boniek ostatnio powiedział, że “to nie jest piłkarz od, którego zaczyna się skład”, a w kadrze przecież wielkiego wyboru na flanki nie mamy. Czy to też zwiastuje brak gry klasycznymi skrzydłami i przejście na wahadła?
Kamil to jest piłkarz, który może zawsze zrobić różnicę, nawet jak wejdzie na ostatnie 20 minut. W reprezentacji Jerzego Engela takim zawodnikiem był Bartek Karwan i było wiadomo, że co drugie jego wejście w drugiej połowie skończy się golem lub asystą. To daje drużynie dodatkową broń i sam Bartek zdawał sobie z tego sprawę. Podobnie jest z Grosickim. Nie sądzę, żeby Kamil obraził się na słowa prezesa Bońka, bo pewnie sam sobie zdaje z tego sprawę. Kluczowy będzie jego występ z Węgrami, bo tam wchodząc z ławki może przesądzić o losach meczu. Z Andorą takiej potrzeby raczej nie będzie. Dla mnie to jest idealny joker.

Na zgrupowaniu mogło zabraknąć Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika z powodu obostrzeń związanych z Covid-19. Czy prezes Boniek mógł w tej sytuacji coś zrobić? (rozmawialiśmy przed piątkową zmianą przepisów, która umożliwi wymienionej trójce występ w Londynie - przyp. red.)
Widziałem wcześniejszą wypowiedź prezesa Bońka, w której mówił, że nie odpuścimy, ale obawiam się, że moc sprawcza jest gdzie indziej. Prezes mówił, że Lewandowski i tak pojechałby do Londynu na mecz z Anglią, ale jego pracodawcą jest Bayern Monachium i po prostu w czasie pandemii, jeśli wiąze się to z kwarantanną, zawsze może dojść do sytuacji, w której klub nie wyrazi zgody na wyjazd piłkarza. W przeszłości nie raz bywały takie problemy, szczególnie przy starych terminach FIFA. Wiem, że Robertowi bardzo zależy, żeby być na tym meczu, bo to w końcu i Wembley i Anglia. Bez niego to chociażby psychologicznie będzie nawet trudniej. Niestety ani on ani prezes Boniek nie mogliby nic zrobić jeśli nie zmieniłyby się przepisy i niemiecki klub mógł zablokować mu wyjazd.

O mało nie straciliśmy nie tylko kapitana, ale i trzech najlepszych napastników. Czy nasze oczekiwania na marcowe spotkania powinny się zmienić po tych zawirowaniach i wobec pierwszych meczów nowego selekcjonera?
To jest gra zespołowa i nawet strata najlepszego piłkarza nie powoduje automatycznej porażki. Może oczekiwania powinny się zmieniać, a może nie. Kiedyś trener Kazimierz Górski wprowadził na bardzo odpowiedzialną pozycję środkowego obrońcy młodego Władysława Żmudę. Wszyscy pukali się w czoło, mówili że bezsens, bo mieliśmy bardziej doświadczonych piłkarzy na tej pozycji, a okazało się to być strzałem w “10”. Mamy jeszcze kilku zawodników, dla których zmiany w kadrze to życiowa szansa do wykorzystania, ale oczywiście najważniejsze to zobaczyć całą trójkę - Lewandowskiego, Milika i Piątka - w kadrze.

Jest Pan hungarystą, Węgry to Pana drugi dom. Jakie jest Pana nastawienie przed tym starciem?
Moim zdaniem to jest kluczowy mecz dla sytuacji w grupie. Mówimy o Anglii, ale zapominamy, że wcześniej są dwa inne mecze. Andory też nie można lekceważyć - gdyby nie brak czujności sędziego w Łodzi przy golu Jana Furtoka to mielibyśmy wpadkę z San Marino w 1993 roku. Węgrzy będą naszym największym rywalem w drodze do osiągnięcia minimum, czyli drugiego miejsca w grupie i gry w barażach. Jak wygramy z Węgrami i Andorą, to myślę, że będzie dobry nastrój w kadrze przed meczem na Wembley i może wtedy uda się wywalczyć tam punkty.

Na co zwraca Pan uwagę przed meczem z Węgrami?
To nie jest zespół, który ma jakąś wielką gwiazdę czy indywidualności. Są bardzo zdyscyplinowani i ich siłą jest przygotowanie taktyczne. Nie ma to zbyt wiele wspólnego z dawną piłką węgierską, opartej na finezji, technice i wielkich gwiazdach, nie mówiąc o wielkich gigantach futbolu typu Ferencs Puskas. W latach 80 też mieli wielkie nazwiska, ale dzisiaj już takich piłkarzy nie ma. Są dobrzy zawodnicy, ale nie wielcy. O sile kadry stanowią zawodnicy, których kariery raczej dobiegają końca, a nie czekają na rozkwit.

Za Pana kadencji w roli prezesa PZPN graliśmy zarówno z Węgrami jak i z Anglią. Jak wspomina Pan te starcia? Ważniejsze były przeciwko krajowi bliskiemu sercu czy futbolowej potędze?
Zdecydowanie z Anglią i niestety zawsze czegoś nam brakowało. Nawet jak graliśmy dobrze, a oni słabo, to się niestety nie udawało. Z Węgrami to zdecydowanie bardziej sentymentalne mecze. Wstydliwym jest dla mnie fakt, że trzy razy nie zagrano hymnu węgierskiego w Polsce, z przyczyn technicznych. Węgierscy koledzy nawet podarowali mi kasetę z hymnem.

Mecz z Węgrami będzie debiutem Paulo Sousy, drugiego zagranicznego trenera w XXI wieku w reprezentacji Polski. Pierwszy, Leo Beenhakker, został zatrudniony przez Pana. Z perspektywy czasu jakie są Pana rady i refleksje?
Sytuacja jest zupełnie inna, bo był wówczas warunek postawiony przeze mnie i moich współpracowników. Mianowicie taki, że będzie miał polskich współpracowników. PZPN poszedł tutaj trochę szlakiem szejków arabskich i zatrudnił wszystkich, masażystów, fizjoterapeutów Portugalczyków, ale mam nadzieję, że będzie chociaż polski kucharz, bo nie wiem czy nasi lubią portugalskie jedzenie [śmiech]. Mamy Hiszpanów, Włochów, więc całą mieszankę. Mam nadzieję, że to wypali - jak będą dobre wyniki to nikt do tego tematu nie wróci, a jak nie, to może pojawią się głosy, że powinno być na przykład dwóch polskich trenerów, żeby potem jeden z nich mógł przejąć stery, tak jak Adam Nawałka.

A kogo widziałby Pan obecnie w takiej roli?
Trudno powiedzieć, bo większość trenerów jest zaangażowanych w klubach. Jacek Magiera byłby dobrym kandydatem. Czesława Michniewicza nie puści Legia, a Michała Probierza Cracovia. Może wcześniej wspomniany Maciej Stolarczyk albo Dariusz Gęsior?

Pana syn zajmuje się w Polsce coraz bardziej popularną dyscypliną - teqballem, czyli połączenia tenisa stołowego i piłki nożnej, ale też jest to użyteczny element treningowy dla gwiazd futbolu.

W Anglii wszystkie kluby Premier League mają stoły teqballowe i używają ich w swoich akademiach. W Arsenalu i w Evertonie są nawet mecze teqballa pomiędzy dziećmi, a gwiazdami pierwszego zespołu, co też fajnie buduje więzi klubowe.

W Polsce mamy zespoły teqballowe?
W Polsce mamy kilka klubów specjalnie do teqballa - w Podkowie Leśnej, we Władysławowie, czy w Warszawie, ale też kluby ligowe jak Legia Warszawa, Termalica Nieczecza, Wisła Kraków, Wisła Płock, Górnik Zabrze, Bałtyk Gdania, Pogoń Szczecin, Arka Gdynia. Teqball łączy kapitalnie zabawę i rozrywkę dla młodzieży i amatorów, z elementami profesjonalnymi, szkolenia i doskonalenia techniki. Niedawno Międzynarodowy Komitet Olimpisjki opublikował listę najszybciej rozwijających się przez ostatnie kilka lat dyscyplin i teqball zajął szóste miejsce. W Polsce jest członkiem PKOl. Niesamowita jest uniwersalność teqballa. Niedawno widziałem się z Arturem Siódmiakiem i mówił, że jest też bardzo pomocne w doskonaleniu technik z piłki ręcznej. Siatkówka jest kolejnym przykładem, a Polska jest nawet mistrzem świata w teqvolleyu, a w teqballu Adrian Duszak jest nawet wicemistrzem świata.

Tokio Flesz

Wideo

Materiał oryginalny: Michał Listkiewicz: Mecz z Węgrami będzie kluczowy, Sousa jest inny od Beenhakkera - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie