Miastko.Rodzina bez meldunku i z nakazem eksmisji

Mateusz WęsierskiZaktualizowano 
Jadwiga Stanisławska mieszka w dawnym magazynie z mężem i siedmiorgiem dzieci
Jadwiga Stanisławska mieszka w dawnym magazynie z mężem i siedmiorgiem dzieci Mateusz Węsierski
Dziewięcioosobowa rodzina bez stałego zameldowania od 14 lat mieszka w 80-metrowym magazynie obok restauracji "Zacisze" w Miastku.

W zeszłym roku lokal kupił wraz z sąsiadującym pomieszczeniem i z "dzikimi" lokatorami - bo tak nazywa rodzinę Stanisławskich - Jarosław Zygmuntowicz.

Teraz Stanisławscy mają nieprawomocny wyrok z nakazem eksmisji z zajmowanego lokum. Jednak właściciel "Zacisza" musi liczyć na to, że lokatorzy sami odejdą, bo gmina nie ma dla nich socjalnego mieszkania, a wyrzucić na bruk ich nie może.

Nawet po prawomocnym wyroku władze Miastka mogą płacić właścicielowi magazynu za pobyt lokatorów, restaurator będzie protestował, a komornik będzie próbował ściągnąć z najemców rosnący dług wobec samorządu.

- Jak zapadnie prawomocny wyrok, to będziemy szukać dla nich lokalu socjalnego. Może to jednak trochę potrwać, bo nie mamy wolnych mieszkań. W najgorszym wypadku będziemy płacić właścicielowi za korzystanie z lokalu, a później ścigać lokatorów w sprawie należności - mówi Tomasz Zielonka, wiceburmistrz Miastka.

Właściciel budynku nie ukrywa, że boi się, iż lokatorzy magazynu mogą go podpalić albo że zaleją fekaliami.

- Mam bombę zegarową koło restauracji - twierdzi Zygmuntowicz. - Instalacja jest przegniła, mury popękały, nie wiem, czy kanalizacja czasami nie leje się pod fundamenty i nie wiadomo, kto tam mieszka, bo jest ruch jak w tramwaju. Korki palą się codziennie, więc gaśnie też światło w mojej restauracji. Sytuację, w jakiej się znalazłem, można nazwać krótko: katastrofa - kwituje restaurator.

Natomiast Jadwiga Stanisławska się skarży:
- Wyrok jeszcze do nas nie dotarł pocztą, a ten pan już odciął nam wodę. Były też chwile bez prądu, ale na szczęście nie został całkowicie wyłączony, bo jesteśmy na jednej linii z restauracją - skarży się Jadwiga Stanisławska.

Ale Zygmuntowicz zastrzega:
- Wody nie ma, bo nastąpiła awaria. A tak swoją drogą, to ja mogę wyłączyć sobie wodę i prąd w mojej restauracji kiedy chcę i wyjechać na 3 miesiące wakacji. Mogę? Otóż mogę, bo to moja własność.

Dla Stanisławskich los nie był łaskawy. Wszyscy trafili do magazynu 14 lat temu. Wcześniej mieszkali w Koczale (pow. człuchowski), ale zadłużyli mieszkanie w bloku. Nie byli w stanie spłacić długu.
Pracodawca głowy rodziny, miastecka sieć sklepów PSS, zaproponował im lokum w magazynie obok restauracji. W dawnej pralni mieli składować tylko swój dobytek. Z racji, że nie mieli dachu nad głową, wprowadzili się.

Prezes sieci PSS przymknął na to oko. Mąż Stanisławskiej pracował w końcu w tej firmie jako konserwator i etat ten utrzymuje do dziś. Przez lata nikomu nie przeszkadzało, że mieszkają tam bez meldunku.

- Do dzisiaj w dowodach osobistych, w rubryce adres zameldowania, mamy napisane słowo "brak" - podkreśla Stanisławska. Są nie tylko niezameldowani, ale nie mają nawet umowy wynajmu.
Wśród siódemki dzieci Stanisławskich jest 26-letni Krzysztof, 24-letni Łukasz, 23-letni Marcin, 22-letnia Regina, 19-letni Dawid, 14-letni Mateusz i 12-letnia Justyna. Pracuje tylko Regina.

Są chronieni

Lokatorów nie można wyrzucić na bruk nawet, gdy nie mają meldunku.
Prawo chroni więc także Stanisławskich z Miastka. Jeśli po apelacji wyrok o nakazie eksmisji uprawomocni się, to nie będą musieli od razu opuszczać dotychczasowego miejsca zamieszkania. Lokalny samorząd musi im zapewnić mieszkanie socjalne. Jeżeli jednak burmistrzowi nie uda się znaleźć odpowiedniego lokum, to zobowiązany będzie pokryć koszty właścicielowi restauracji.

Problem rodziny może nie zostać rozwiązany przez wiele lat, bo lista oczekujących na mieszkania w Miastku sięga około setki osób. Zaś restaurator nie będzie mógł inwestować na swojej własności, co oznacza, że może zażądać od gminy odszkodowania.

polecane: Wyniki wyborów parlamentarnych 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

z
zamyślona

Najpierw odniosę się do wcześniejszych komentarzy. Myślę, że to dobrze, że pani Stanisławska pracuje, bo ma dzięki temu z czego utrzymać tak liczną rodzinę. Większość dzieci jest już starszych, więc mogą opiekować się i zajmować młodszymi. W jednym z komentarzy czytam, że pracuje matka, a ojciec z nimi nie mieszka, a w drugim, że pracuje tylko ojciec. Kto właściwie ma rację? Mniejsza z tym, bo nie to jest w tej sprawie chyba takie istotne, lecz sprawa zajmowania przez nich lokalu. Słyszałam kiedyś, że w Miastku jest trudno o pracę, więc pewnie dlatego starsi chłopcy pracują na czarno. Oczywiście jest to wbrew prawu, ale ważne, że mają w ogóle chęć robić cokolwiek. Może właśnie teraz, gdy ta cała sprawa wyszła na jaw znajdą się ludzie, którzy pomogą tym osobom w sile wieku znaleźć jakąś odpowiednią dla nich pracę i jakiś legalny lokal, w którym by mogli zamieszkać. Myślę, że w sytuacji, w jakiej się ta rodzina teraz znalazła, chętnie z takiej pomocy skorzystają. Zawsze szkoda mi ludzi, którzy nie potrafią sobie w życiu poradzić. Ale cóż, prawo jest prawem, musimy go przestrzegać, bo po to zostało ustanowione, by panował wszędzie ład i porządek. 14 lat temu była to rodzina z 6-ciorgiem małych dzieci, poprzedni właściciel okazał im swoje dobre serce i w ten sposób przygarnął tą rodzinę pod dach swojego lokalu. Nie wiem, czy rodzina wiedziała, że lokal zostanie sprzedany kolejnemu nabywcy, czy poprzedni właściciel uprzedzał rodzinę, którą ma pod swoim dachem, że taka sytuacja może zaistnieć? Czy obecny właściciel wiedział, że kupuje lokal z mieszkającymi na jego terenie ludźmi? Czy to mu nie przeszkadzało w zakupie lokalu? Wiele jest pytań bez odpowiedzi, które by pomogły w odpowiednim podejściu do tej sprawy. Jedno jest pewne, niezależnie od tego, co było wcześniej trzeba pomyśleć o tym co jest teraz i co będzie później. Teraz na pewno rodzina potrzebuje jakiegoś legalnego mieszkania i legalnej pracy i mam nadzieję, że znajdą się osoby, które zechcą im pomóc, a oni z tej pomocy skorzystają i zrobią wszystko, co w ich mocy, by z tej sytuacji wyjść i doprowadzić do tego, by wszystko było zgodne z prawem. O ileż spokojniej będzie im się żyło, gdy będą żyli zgodnie z prawem, gdy będą wiedzieli, że mają legalną pracę i legalne lokum. Myślę, że nie czas w chwili obecnej szukać winnych i osądzać kogokolwiek, lecz pora by znaleźć rozwiązanie w kierunku wyjścia z tej sytuacji. Wierzę, że znajdzie się człowiek z dobrym sercem, który pomoże tej rodzinie wyjść z kryzysu, w jakim się znalazła. Że ktoś da im pracę i lokal, na który będą w stanie zapracować. Czasem ludzie przyzwyczajają się do łatwizny, każdy z nas tak ma, że gdy nam coś łatwo przychodzi, to z tego korzystamy, a potem się buntujemy, gdy musimy z tego zrezygnować. Dopiero takie krytyczne sytuacje dają nam do myślenia i mobilizują do działania. Tak się chyba stało też w tym przypadku, ale mam nadzieję, że ta sytuacja również zmobilizuje do działania tą rodzinę i gdy ktoś okaże im swoją pomoc, to skorzystają z niej i zrobią wszystko, by wszystko zlegalizować. W drugim komentarzu czytam, że jego autor w wieku 26 lat był wiceprezesem firmy. Cóż, nie każdy ma takie zdolności, czy możliwości, więc nie powinno się moim zdaniem tego porównywać, gdy nie zna się do końca sytuacji w jakiej są poszczególni członkowie rodziny. Nie doszukuję się w artykule i zdjęciu manipulacji. Nawet mi przez myśl to nie przeszło, jedyna moja myśl po przeczytaniu tego artykułu jest taka, że trzeba tej rodzinie pomóc znaleźć lokal i pracę. Mam nadzieję, że ktoś im pomoże, a i oni sami nie osiądą na laurach i skorzystają z pomocy, podejmą pracę i rozsądnie gospodarując zarobionymi pieniędzmi będą utrzymywali mieszkanie, które legalnie będą zamieszkiwali. Apeluję więc do ludzi, którzy mają taką możliwość do pomocy tej rodzinie, a do rodziny o przyjęcie pomocy i podjęcie pracy i warunków mieszkaniowych, jakie być może legalnie się dla nich znajdą, czego im życzę z całego serca. Mam nadzieję, że gdy rodzina Stanisławskich dostanie jakieś propozycje pracy, to z nich skorzysta i będzie chciała pracować i pieniądze przeznaczać na legalne mieszkanie. Nie rozumiem jeszcze jednego, dlaczego właściciel lokalu boi się, że lokatorzy go podpalą lub zaleją fekaliami? Skąd takie czarne wizje, czyżby już coś takiego się zdarzało? "Nie wiadomo, kto tam mieszka, bo jest ruch jak w tramwaju", tak wyraził sie właściciel! Bardzo mnie uderzyło takie stwierdzenie! Czy kupując lokal nie wiedział z kim go kupuje? Czy próbował jakoś rozmawiać z nimi jak z ludźmi, czy próbował poznać ich i ich sytuację, czy od razu potraktował ich "z grubej rury"? O tym też nic nie ma w artykule, a to według mnie ważne kwestie! Myślę, że to nie do końca wina tylko tej rodziny, ale również tych, którzy pozwolili na wiele rzeczy, które się wokół nich działy.

d
dobrze zorientowany

Znam tę sprawę bardzo dobrze.Redaktor zapomniał także dodać,iż Pani Stanisławska pracuje we włoszech i jest w polsce raz na kilka miesięcy."Dzieci" wychowują się bez matki oraz bez ojca,który nie mieszka z nimi.Synowie pracują,tylko nie chcą o tym mówić bo na czarno.Z tego co wiem to od roku nie płacą za media(woda,prąd) o czynszu nie ma mowy bo jak się za darmo 14 lat mieszkało to chciało by się dalej żerować na innych.Czas ruszyć dupsko i zabrać się do roboty a nie biadolić w gazetach jaki to straszny biznesmen.Nikogo nie można zmusić do wolontariatu!!!P.S.Gratuluje autorowi drugiego na ten temat i nie mniej tendencyjnego artykułu.

b
borysn@poczta.onet.pl

Przeczytałem ten artykuł w gazecie, poruszony całą historią postanowiłem wejść na portal aby przekazać swoją opinię. Być może nie jestem całkowicie bezstronny ponieważ sam wynajmuję mieszkanie i różnych rzeczy doświadczyłem. Przyjrzyjmy się faktom zniekształconym w artykule. Rodzina z 7giem dzieci, hm, dzieci dwoje 14 letni Mateusz i 12 letnia Justyna wybrana do zdjęcia, reszta to dorosłe "dzieci" dobrze że nie ma ich na zdjeciu bo musiałyby zasłaniac twarze z wąsami na przykład. Zatem 7mioro dorosłych ludzi mieszka z dwojgiem dzieci. Pracuje podobno tylko ojciec rodziny. A co robi 26-letni Krzysztof za przeproszeniem?
Cóż ja w jego wieku byłem Wiceprezesem spółki ale może w Miastku to jest wiek dziecięcy. Drogi Panie Autorze, próbując pisać artykuł który ma żerować na ludzkim nieszczęściu proszę najpierw obiektywnie ocenić fakty nie manipulować zdjęciami. Nie chcę się tu dalej rozpisywać bo nikt mi za to nie płąci w przecuwieństwie do Pana, ale naprawdę szkoda papieru na taką małomiastkową manipulację.

Dodaj ogłoszenie