Miastko - Bytów: Szpitale kłócą się o pieniądze

Mateusz Węsierski
Załoga zgodziła się poczekać na wynagrodzenia do 10 lutego. - Doskonale rozumiemy obecną, trudną sytuację - mówi Małgorzata Czyczyn-Egird, pielęgniarka oddziałowa z ginekologii i położnictwa
Załoga zgodziła się poczekać na wynagrodzenia do 10 lutego. - Doskonale rozumiemy obecną, trudną sytuację - mówi Małgorzata Czyczyn-Egird, pielęgniarka oddziałowa z ginekologii i położnictwa Mateusz Węsierski
Placówka w Miastku, która ma być pierwszą w Polsce szpitalną spółką pracowniczą, straciła płynność finansową. Sytuacja finansowa szpitala jest dramatyczna, a kierownictwo winnych widzi w Bytowie. Sprawa najprawdopodobniej skończy się w sądzie.

Miastecki szpital od 1 stycznia zaczął działalność jako samodzielna, należąca do gminy Miastko spółka. Wcześniej - do końca ubiegłego roku - był jednym organizmem ze szpitalem w Bytowie i własnością powiatu bytowskiego. Docelowo ma przejść w ręce pracowników.

Sytuacja finansowa szpitala jest dramatyczna, a kierownictwo placówki winnych widzi w Bytowie. Poszło o wzajemne rozliczenia. Sprawa najprawdopodobniej skończy się w sądzie.

Prezes miasteckiego szpitala przyczynę utraty płynności finansowej widzi w działaniach bytowskiego szpitala. Na początku stycznia placówka ta otrzymała transzę kontraktu za grudzień. Jak podaje - był to 1 mln zł. Pieniądze zostały rozdysponowane na spłatę zobowiązań, a część na wynagrodzenia. Jak mówią w Bytowie - dołożono jeszcze 400 tys. zł i teraz taka kwota podawana jest jako dług Miastka wobec Bytowa. Tymczasem prezes szpitala w Miastku uważa, że bytowski szpital wziął te pieniądze bezprawnie, bo wpłynęły one na konto w styczniu, a wówczas funkcjonowały już dwa szpitale.

- Zapisy w planie podziału są jednoznaczne - mówi Renata Kiempa, prezes szpitala w Miastku. - Po 31 grudnia dysponentem wszelkich należności jest szpital w Miastku. To nie podlega żadnej dyskusji, a tymczasem transza pieniędzy z NFZ przynależna Miastku została bez naszej zgody rozdysponowana przez szpital w Bytowie. Można mówić o przywłaszczeniu tych pieniędzy, bo prezes szpitala w Bytowie nie miała prawa do rozporządzania naszymi zobowiązaniami - ocenia ostro. Ponadto - jak podkreśla, bytowski szpital oczekuje teraz spłaty 400 tys. zł długu (kwota wydana ponad sumę otrzymaną z NFZ) bez przedstawienia jakiegokolwiek szczegółowego rachunku. - Podsunięto mi plik sporządzony w arkuszu kalkulacyjnym i kazano podpisać. Odmówiłam, bo nie pokazano mi, z czego te kwoty wynikają. Nie było żadnych faktur i rachunków - uzasadnia Kiempa.

Jako że bytowski szpital przejął wypłacone w styczniu należności, a szpitalowi w Miastku pieniądze za styczeń NFZ wypłaci dopiero pod koniec lutego, miastecka placówka straciła płynność finansową.

Kierownictwo, nie mając pieniędzy na wynagrodzenia, walczy o uzyskanie kredytu - przynajmniej 1,4 miliona złotych.
Na razie, szefowie placówki liczą na wyrozumiałość pracowników.

Czy spór między szpitalami rozstrzygnie się w sądzie? - CZYTAJ więcej na ten temat w wersji internetowej "Dziennika Bałtyckiego".

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie