reklama

Metropolitalne Debaty w Olivii. Rozmowa z prezydentem Gliwic. Metropolia jest nadzieją na wyrównanie szans

Szymon SzadurskiZaktualizowano 
Katowice to największe miasto Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. W jej skład wchodzi jednak aż 41 gmin, w tym Gliwice, Zabrze, Chorzów, Tychy, Ruda Śląska, Sosnowiec, Radzionków, Tarnowskie Góry i Bytom 123rf
Z Zygmuntem Frankiewiczem, prezydentem Gliwic, rozmawiamy na temat wad i zalet powołania metropolii

Na Śląsku od początku roku, już oficjalnie, ruszyła działalność Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM). Jak pierwsze wrażenia? Z sąsiadami pod rękę raźniej, czy tęskni Pan za dawnymi czasami?

Wrażenia są pozytywne. Z miejsca zabraliśmy się do pracy. Zarząd GZM zajął się tyloma inicjatywami, że ostatnio pomyślałem nawet, iż zbyt dużo na raz chce wziąć na swoje barki. Formalnie działamy od 1 stycznia, ale przygotowania do startu metropolii trwały oczywiście dużo wcześniej. Dla przykładu, już we wrześniu odbyły się wybory jej zarządu.

Pięć procent kwoty podatku CIT z budżetu państwa za każdego mieszkańca GZM, to główna korzyść z działalności metropolii?

Pieniądze są ważne, ale na pewno nie najbardziej istotne. W ramach podatku CIT na 2,3 mln mieszkańców metropolii otrzymaliśmy z budżetu państwa ponad 320 mln zł. Kolejne ponad 30 mln zł pochodzi ze składek członkowskich. To są konkretne fundusze, które możemy spożytkować. Wielką sprawą jest jednak przede wszystkim fakt, że dostaliśmy w końcu do ręki narzędzia, umożliwiające sprawne ułatwianie życia mieszkańcom. Mamy doświadczenia z dobrowolnie powołanego przez samorządy, Górnośląskiego Związku Metropolitalnego, który nie był umocowany ustawowo. Przykro to stwierdzić, ale w ramach jego działalności przez dziesięć lat nie udało się załatwić niemal nic. Obecnie jest zupełnie inaczej. Zarząd nowej metropolii od razu zabrał się za konkrety.

Zygmunt Frankiewicz  jest prezydentem Gliwic od 1993 roku. Był jednym z głównych orędowników powołania do życia Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.
Zygmunt Frankiewicz jest prezydentem Gliwic od 1993 roku. Był jednym z głównych orędowników powołania do życia Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Od 2015 r. jest też prezesem Związku Miast Polskich, w którym działają m.in. Gdańsk, Sopot i Gdynia Adrian Wykrota

Ma Pan na myśli udogodnienia komunikacyjne?

Transportem publicznym rzeczywiście zajęliśmy się w pierwszej kolejności i od razu zakończyło się to sukcesem. Mieliśmy do niedawna trzech organizatorów przewozów, z Katowic, Tychów i Tarnowskich Gór. Mimo wielokrotnych prób nie udało się doprowadzić do ustalenia wspólnej taryfy z Tychami. Było to uciążliwe dla mieszkańców. Ustawa metropolitalna dała jednak możliwość, aby to związek ustanowił wspólną taryfę i tak się stało. System działa, jest wspólna taryfa, a jeden organizator będzie za rok. Mieszkańcy są zadowoleni.

W Trójmieście mamy identyczny problem. W Gdańsku kasujemy gdańskie, w Gdyni gdyńskie bilety. Mimo wielu rozmów nie udało się tego zmienić. Metropolia może pomóc?

Zdecydowanie. Nasz przykład udowadnia ponad wszelką wątpliwość, że metropolia sprzyja integracji komunikacji.

Dodatkowo przyznajecie właśnie w metropolii przywileje bezpłatnych przejazdów uczniom do 16 roku życia. Tego typu pomysły w Trójmieście zostały zdecydowanie odrzucone przez samorządy. Jak to się robi?

Przeprowadziliśmy kalkulację, z której wynika, że ten projekt kosztował nas będzie 9 mln zł rocznie. W skali naszego budżetu i dofinansowań, jakie otrzymujemy, są to przecież niewielkie pieniądze. Nie mieliśmy więc wątpliwości, że takie rozwiązanie będzie korzystne.

Sprawne funkcjonowanie metropolii wymaga współpracy z wojewodą i rządem?

Taka nić porozumienia z pewnością nie zaszkodzi. Efekty zawsze są najlepsze, gdy wszyscy współpracują.

Pytam dlatego, że Gdańsk ma „na pieńku” z wojewodą. Chce procesować się z nim o nazwy dekomunizowanych ulic. Ulubieńcem PiS zdecydowanie nie jest też prezydent Sopotu. W Pana ocenie, może to utrudnić ustanowienie metropolii trójmiejskiej?

Nie demonizowałbym tego aspektu. My mieliśmy podobny problem. Trudno nie było odnieść wrażenia, że politykom PiS bardzo zależy, aby na czele metropolii na Śląsku stała osoba powiązana z tą partią. Doszło do poważnych napięć. Przełożone zostało nawet posiedzenie zgromadzenia. Ostatecznie został jednak wybrany taki zarząd, który nie musi podobać się PiS. Mimo to współpraca układa się dobrze. Nasz zarząd jeździ do ministerstw, załatwia konkretne sprawy, jak umowa na dofinansowanie trzystu autobusów elektrycznych. Widocznie wszyscy doszli do wniosku, że polityczne spory nie powinny być przeszkodą w tworzeniu czegoś pożytecznego.

Wyraźnym liderem metropolii musi być największe miasto, czyli na Pomorzu Gdańsk? Znając ambicje prezydenta Gdyni, nigdy się na taki scenariusz nie zgodzi.

Prezydent największego miasta może być liderem, ale tylko, kiedy myśli o rozwoju całego regionu. Wcale tak jednak być nie musi. Podam przykład ze śląskiego podwórka. W ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych mamy do podziału dla subregionu centralnego naszego województwa największe środki w Polsce, ponad 3 mld zł. Zarządzanie strukturami ZIT powierzono jednak mojej, skromnej osobie, chociaż Katowice i Sosnowiec mają więcej mieszkańców od Gliwic.

Gliwice, inwestujące najwięcej w Polsce w przeliczeniu na mieszkańca, są w metropolii na równych prawach z Bytomiem, któremu niedawno zabrakło na pensje dla urzędników. Jak to pogodzić? Przecież interesy bogatych i biednych rzadko kiedy idą w parze.

Jako człowiek nie będę w pełni szczęśliwy, jeśli mój sąsiad, którego lubię i szanuję, cierpiał będzie biedę. Tak samo powinno być na poziomie samorządów. Jednym z najważniejszych celów metropolii jest zmniejszanie dysproporcji rozwojowych między partnerami. Wierzę, że uda się to osiągnąć.

Na Pomorzu aż tak dużych różnic nie ma, ale też są bogatsi i biedniejsi. Niektóre gminy do dziś liżą rany po niszczycielskich wiatrach. Jak konkretnie w ramach metropolii więksi mogą pomóc mniejszym?

Jest oczywiste, że nie przeleję pieniędzy z konta Gliwic do Bytomia, aby tamtejsi samorządowcy mieli na pensje dla urzędników. Pomijając wiele innych aspektów, byłoby to niezgodne z prawem. Możliwości pomocy jest jednak wiele i już to robimy. Powołaliśmy w Gliwicach strefę ekonomiczną, która lokuje inwestycje, bądź zamierza to zrobić, m.in. w Bytomiu, Zabrzu, na Opolszczyźnie. W biedniejszych ośrodkach jako metropolia lokować będziemy też instytucje miastotwórcze. To samo można powiedzieć o inwestycjach. Podpowiadamy nowoczesne rozwiązania, które sami przetestowaliśmy. Dla przykładu, specjaliści wyliczyli, że jeśli Ruda Śląska wprowadzi nasz szczelny system gospodarowania odpadami, zaoszczędzi rocznie około 7 mln zł. Dla każdej gminy byłyby to poważne środki. Takie przykłady można mnożyć. Mnóstwo rzeczy zależy od wyobraźni i dobrych chęci. Jestem przekonany, że jeśli na Pomorzu zacznie funkcjonować metropolia, w tym regionie też znajdą się sposoby, jak więksi i bogatsi w ramach wspólnoty pomagać mogą tym dysponującym skromniejszymi możliwościami.

Z perspektywy doświadczeń Śląska, jakich błędów powinni uniknąć samorządowcy z Pomorza, myśląc o metropolii?

Wbrew pozorom my tych błędów zbyt wiele nie popełniliśmy. Bez wątpienia ważne jest, aby nie wchodzić w żadne, polityczne spory. Takie animozje trzeba odłożyć na bok. Nie ma też sensu kłócić się o mało istotne sprawy, jak dla przykładu nazwa metropolii. Trzeba współpracować i śmiało patrzeć w przyszłość.

Rząd robi poduszkę na ewentualne spowolnienie gospodarcze

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie