Media muszą pozostać liberalne [ROZMOWA]

rozm. Jarosław Zalesiński
Udostępnij:
Prof. Wiesław Godzic, medioznawca z Uniwersytetu SWPS: wizja mediów publicznych PiS to autorytaryzm.

Dwa lata temu powiedział Pan: Dziennikarstwo w Polsce zaczyna być dwubiegunowe. Jak jest z tym dzisiaj?
Te bieguny się oddaliły. Pole wspólne, na którym ludzie rozmaitych poglądów politycznych mogą się spotykać, rozmawiać - taki obszar zmalał, jest go znacznie mniej. Te bieguny tak się oddaliły, że nie mam już pojęcia, jak to można by zszyć. Przypomina mi się świetna zasada czytelnictwa brytyjskiego: żona przy śniadaniu czyta „The Independent”, natomiast mąż „The Times” i potem wymieniają się uwagami. Przy takim sposobie korzystania z mediów nie znika pierwiastek wspólny. My mamy do czynienia z sytuacją polegającą na tym, że o pewnych rzeczach się nie pisze albo nie używa się argumentów drugiej strony.

Dla jednych mediów dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego zostało w październiku wybranych niekonstytucyjnie, a dla innych mediów - trzech wybrano konstytucyjnie. Brakuje redakcji, które powiedzą obie te rzeczy.
Bo najpierw jest uprzedni obraz, tworzony z puzzli, które pasują, zaś puzzle, które nie pasują do obrazu, są usuwane. To antydziennikarstwo, jeśli za dziennikarstwo mamy nadal uważać szerokie i pomagające nam w percepcji widzenie świata. Doprowadzi to w końcu do zniszczenia całego procesu czytelnictwa i form obcowania z mediami. Prasę czy magazyny informacyjne będą czytali i oglądali tylko i wyłącznie ci, którzy mają określony stosunek do tematu.

To tylko polska specyfika czy problem szerszy? Czy np. ktoś, kto w Ameryce ogląda Fox News, żyje w jednym świecie, a widz CNN w drugim?
Ostatnio sporo oglądałem Billa O’Reilla, foxowskiego konserwatywnego komentatora, który jest dziesięć razy ostrzejszy niż Kuba Wojewódzki i pięć razy, ale w innych rejestrach, ostrzejszy niż Tomasz Lis, ale nigdy nie robi tak, żeby nie chciał czegoś zauważyć. Wręcz rzuca się na ciekawe tematy i próbuje je według swojej logiki wyjaśnić. Jednak tam łączy się rozmaite typy dziennikarstwa. U nas problemem jest procent tych, którzy na koniec muszą powiedzieć: „a jednak PiS”, „a jednak Platforma”.

Bieguny są w każdym kraju, polski problem polega na tym, że bieguny zajmują prawie całą przestrzeń?
A jednocześnie od bieguna do bieguna nie dojdzie się. Dlatego musi nastąpić jakieś otrzeźwienie.

Przestrzeń pomiędzy biegunami powinny wypełniać media publiczne...
Pomysły PiS dotyczące mediów publicznych spowodują, że nie będą to media publiczne, tylko państwowe. Może ta sprawa skończyć się wykluczeniem z Europejskiej Unii Nadawców, bo jako żywo TVP publicznym nadawcą nie będzie.

Zanim powiemy o ewentualnych konsekwencjach, powiedzmy o założeniach. Nowi szefowie nowych mediów publicznych mają być nominowani przez Radę Mediów Narodowych, wybraną przez Sejm, Senat i prezydenta.
Wszystko właśnie zaczyna się nie od tego, kto jest szefem, tylko kto mianuje szefa. Jeśli buduje się twór zależny od ministra tak naprawdę...

Już nie, wedle najnowszej wersji media publiczne nie będą instytucjami kultury podległymi ministrowi, tylko owej Radzie Mediów Narodowych, wybieranej przez większość parlamentarną i prezydenta. Krzysztof Czabański, prowadzący projekt ustawy, przyznaje: będzie to wybór polityczny, ale tego nigdy nie unikniemy.
Zawsze mieliśmy za złe mediom publicznym, że były zbytnio upolitycznione.

Bo były.
I wreszcie przychodzi ktoś i mówi: tak, mają być polityczne. Ale żeby aż tak... Na samym początku pięcioro posłów PiS stanowi jakby radę ekspertów. Jak to zobaczą ludzie z Europejskiej Unii Nadawców, to się tylko roześmieją. Oczywiście, takie rzeczy się zdarzają, w Wielkiej Brytanii to szef rządu mianuje szefa BBC. Ale chodzi o kulturę polityczną. Chciałbym np., żeby ten zespół wskazał na Tomasza Lisa jako jednego z zarządzających. Ale wiemy, że to jest niemożliwe i wiemy, że to będą osoby z jednej tylko opcji. Z jednej strony zatem absolutne upartyjnienie, a z drugiej - brak kadencyjności, co ogranicza działania.

No tak, bo szefowie nowych mediów publicznych nie będą powoływani na kadencje. Czyli w każdej chwili będzie ich można odwołać.
W mediach pracuje się nad projektami, to są okresy pół roku, roku, czasem trzech lat, a tu nagle okazuje się, że jest się wymienionym na kogoś innego. Jak są wobec tego traktowani dziennikarze? Znika ich podmiotowość, to tylko pionki w szachach, w które nie wiem, kto gra właściwie. W takim systemie dziennikarze musieliby być nieustannie lojalni, nawet w drobiazgach, bo nominujący ich bez dania żadnej racji mogą ich w każdej chwili odwołać. To autorytarna władza. Nie będą to nawet media państwowe, w których w końcu zależy się od premiera. Tutaj takiej konstrukcji nie ma. To zabije dziennikarstwo, spowoduje, że potrzebne będą tylko podstawki do mikrofonu, a nie dziennikarze. Wyobraża pan sobie, że po rozmowie ze mną nagle zostaje pan wyrzucony z pracy, ponieważ jedno zdanie było za dużo? Mnie na szczęście nic nie zrobią, ale pana mogliby w jednej chwili odwołać.

Pracuję w polskojęzycznej gazecie, z niemieckim właścicielem. Może nie będzie tak źle.
„Przyjrzymy się temu” - mówią politycy PiS.

Użył Pan mocnego słowa autorytaryzm. Upartyjnienie w miejsce upolitycznienia - zgoda. Ale aż autorytaryzm? Takie mocne słowo?
Takie proste. Jeśli dziennikarz, a dalej szef jakiegoś zespołu jest absolutnie podległy władzy nie wiadomo w jaki sposób funkcjonującej, mającej nie wiadomo jakie oczekiwania, to jak to nazwać? Słyszymy też, że teraz należy tworzyć „uczciwe media”. To jakiś dowcip.

Dowcip?
A kto zdecyduje, czy jakieś medium jest uczciwe? To kategoria, która nie funkcjonuje w medioznawstwie. Wiarygodność, weryfikacja w dwóch źródłach, zgoda, natomiast nie „uczciwość”. Przecież mamy różne światopoglądy. Chyba że chodzi o to, żebyśmy mieli jeden światopogląd. Ale to autorytaryzm.

Do czego to zmierza?
Nie wiem, do czego to zmierza. Gdy próbuję na podstawie dostępnych przesłanek zrekonstruować to myślenie, wychodzi mi obraz całkowitej podległości wobec XIX-wiecznego patriotyzmu. W ten sposób tracimy kontakt z Europą, która - pomijając ostatnie głosowanie we Francji - jest liberalna.

To Pańskie uwagi do wizji nowej struktury mediów publicznych i w ogóle nowego rynku medialnego. Inicjatorzy tego procesu mówią też o konieczności przyjęcia nowej ustawy medialnej, która by na nowo określiła status zawodu dziennikarskiego. Czy ten status wymaga dziś określenia?
W głębokim stanie wojennym powstała ustawa prawo prasowe. Nie ma w niej np. mowy o internecie, jest za to mowa o radzie prasowej przy premierze. To zapisy całkowicie zdezaktualizowane. Ale ludzie mediów słyszę, że nauczyli się z tym żyć. Ustawę rzeczywiście trzeba zmienić. Tylko nie wyobrażam sobie wolnej dyskusji na ten temat przy takim „poszanowaniu” praw mniejszości, czyli grupy dziennikarzy, którzy myślą inaczej. Musimy stworzyć nową ustawę także dlatego, że powinna ona odpowiadać wielu wyzwaniom. Cały czas rozmawiamy głównie o telewizji, ale ona zaczyna być drugoplanowym sposobem korzystania z mediów. A gdzie internet, internetowe fora, gdzie You Tube? Obawiam się, że te zmiany mają być wprowadzane według pomysłów 60-, 70-latków, natomiast nikt nie będzie tego potem oglądał. To będą pieniądze wyrzucone w błoto. Musimy myśleć o tym, jak tak zwane duże media łączyć z małymi, z kulturą uczestnictwa.

W dzisiejszej mediosferze jej spluralizowanie sprawia, że trudno będzie uporządkować wszystko według jednej linii.
Ci starsi nie wiedzą, że nie można. Zaraz walną pięścią w stół i powiedzą: skontrolować mi ten internet! Dużo pieniędzy trzeba by włożyć w to, żeby internet poddać choćby częściowej kontroli. Media muszą być liberalne. Nawet jeśli kaganiec zostanie nałożony w jednym miejscu, w telewizji publicznej, gdy ta telewizja będzie niedobra, nie do oglądania, nie będzie przyciągała atrakcyjnością, odbiorca przestawi się na inne medium i nikt mu tego nie zabroni. Pięknie powiedział Umberto Eco: Niektórzy sądzą, że władza polega na tym, iż zajmie się w mediach stołek szefa. To nieprawda. Władza nad mediami musiałaby polegać na tym, że przy każdym odbiorcy stałby ktoś, kto interpretuje zdarzenie, mówi, że znaczy to to, a nie coś innego. Widz, telewidz, słuchacz jest coraz mądrzejszy. Nie wystarczy mu papka. On doskonale wie, co mu odpowiada, a co nie odpowiada. Zdolności propagandy, prostej, prymitywnej są już słabiutkie. Możemy mówić o piarze, który powoduje, że coś kupujemy albo nie, że tworzymy sobie jakiś wizerunek. Ale propaganda „wierz w to” albo „nie wierz w tamto” odchodzi do lamusa. To nic nie znaczy. Telewizja nigdy nie powie ci, co masz myśleć o danym zjawisku. Powie ci tylko, że o tym masz myśleć.

[email protected]

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AJB
POdoba mnie się ta Vizja, żona czyta przy śniadaniu "The Liż Volkischer Beobachter", oglądając "misyjną tivi śniadaniową" i "Good Morning ludu pracujący miast i wsi" prowadzoną przez nełolyberalny duet Well Man- PrOkop, a mąż "Szechter Zeitung" i " . uber i" MOniki Ojej NIK" a potem "wymieniają się uwagami". POrcelanowa zastawa stołowa z Lubiany fruwa w powietrzu, argumenty są kruche i subtelne niczym ceramiczne wyroby z Koła, a w roli mendiatora występują autorytety "publicznych" niczym domy pod czerwoną latarnią lyberalnych mendiów:"Tomasz Liż na sucho", Kupa POwiatowy, Jacek Żakowski, Jaśka Paradowska, Mordka MOrozowski, Jasiu MOrdyński czy Karolcia Lewacka! Aż mnie ta vizja z lekka POraziła, ale jeśli "Mendia muszą POzostać liberalne" to "cóż Pan zrobisz, nic Pan nie zrobisz"! Trochę mi tylko w tej vizji "Trybuny Ludu" pod redakcją Januszka Rolo Rolickiego czy urbanowego "NiEt", ale wszystkiego przecież mieć nie można! ;))
z
zbyszek
Media nie moga byc liberalne bo dochodzi do zboczen /deprawacji,demoralizacji,dekadencji,hedonizmu i wojujacej seksualizacji...................
P
Polihistor
Co to znaczy: "muszą pozostać LIBERALNE"?
Wcale nie muszą.
W publicznych mediach musi być miejsce dla RÓŻNYCH opcji, istniejących w przestrzeni publicznej. Od wielu lat jest tam tylko jedna. SŁUSZNA.
I to należy, panie Godzic, zmienić.
Dodaj ogłoszenie